Koalicja Tuska i Zandberga z Braunem i Bosakiem? Wnioskiem z Węgier konserwatywny premier, a nie jednoczenie opozycji

2 comments
  1. W czwartek w Polsce na zaproszenie Donalda Tuska gościł Péter Márki-Zay, kandydat na premiera zjednoczonej opozycji na Węgrzech. Na konferencji prasowej obok lidera Platformy Obywatelskiej zadeklarował, że rekomenduje polskim partiom opozycyjnym zjednoczenie się. To dla opozycji w Polsce błędna rada, która w krajowym scenariuszu właściwie nie ma szans na realizację, ale co ważniejsze – jej ewentualne wysłuchanie zapewne doprowadziłoby do trzeciej kadencji rządów PiS. Jeśli opozycja miałaby wyciągnąć jakąś lekcję z Węgier, to co najwyżej taką, że jej kandydat na premiera powinien być zdeklarowanym konserwatystą, najlepiej rodem „z Polski średnich miast”.

    „Jako menedżer z doktoratem z ekonomii i doświadczeniem w pracy w środowisku międzynarodowym może być przekonujący dla wielkomiejskiej klasy średniej, a jego konserwatywne poglądy, działalność w organizacjach katolickich i samorządzie lokalnym mogą przyciągać wyborców w starszym wieku i z mniejszych ośrodków”.

    ​

    W polskich warunkach kluczowe dla opozycji jest zatem: zbudowanie co najmniej dwóch silnych bloków z poparciem w okolicach 20% i zagwarantowanie, że żadne „antypisowskie” głosy się nie zmarnują. Scenariusz dwóch lub trzech bloków opozycji „na lewo od PiS” i osobna lista Konfederacji daje dużo większe szanse na sukces, niż powtórka z wyborów do Parlamentu Europejskiego, kiedy ówczesna koalicja od PSL do SLD doprowadziła do historycznego sukcesu PiS z wynikiem ponad 45% poparcia.

    Gdyby zatem w Polsce miało dojść do zjednoczenia opozycji, to wydarzyłoby się to zapewne na warunkach analogicznych do tych z 2019 roku. Wobec obserwowanych i oczekiwanych spadków poparcia dla partii rządzącej – jej dałoby to analogicznie do sytuacji z eurowyborów dodatkowy tlen, a jednocześnie zwiększyło szanse „trzeciej listy”, jaką byłaby Konfederacja.

    To choćby burmistrz 40-tysięcznej Nysy Kordian Kolbiarz – z jednej strony współtwórca lokalnych programów prorodzinnych i bonów wychowawczych nazywanych „samorządowym 500+”, z drugiej – samorządowiec skłonny do współpracy z ekspertami z całej Polski, również choćby z wyraziście liberalnym Centrum im. Adama Smitha. Albo Ludomir Handzel, który w 80-tysięcznym Nowym Sączu, gdzie PiS w wyborach do Sejmu dostał w 2019 roku ponad 52% głosów, pokonał kandydatkę formacji rządzącej.

    Trzy miesiące temu stawiałem tezę, że optymalnym z punktu widzenia demobilizacji lub pozyskania „wątpiących” wyborców PiS – „godnościowców”, jak nazwał ich ostatnio Marcin Palade – układem byłby ten, w którym Polska 2050 Szymona Hołowni wchodzi w wyborczy sojusz z PSL-Koalicją Polską, a kandydatem na premiera z ramienia tej koalicji staje się akceptowalny dla wielu wyborców PiS Władysław Kosiniak-Kamysz.

    Jeśli opozycja chce wygrywać, jej twarz musi być akceptowalna dla wyborców spoza wielkich miast i rozczarowanych przez PiS konserwatystów. Jak słusznie zwracał ostatnio na łamach „Magazynu Kontra” Michał Kuź – „w naszym regionie bez konserwatystów nie udaje się skonstruować nawet porządnej opozycji”.

Leave a Reply