Wielowiekowe budowle, commie block, nowoczesne neomodernistyczne centrum handlowe i rdzewiejące pudło z lat 90′ na jednym zdjęciu.
W Gdańsku ruszył Jarmark. Pierwszy weekend – ludzi tłumy.
Ceny na jarmarkach w Gdańsku zawsze były wysokie ale w tym roku to już kosmos.
– 5x micro pączków = 18 zł
– grochówka = 28 zł
– szaszłyk drobiowy = 42 zł
– karkówka = 35 zł
– sznytka chleba z smalcem i ogórkiem = 15 zł
Mimo to – do każdego stoiska z jedzeniem, kolejka po 10 osób. Kryzys? Polacy nie mają pieniędzy? W Gdańsku tego nie widzę (abstrahując od pełnych restauracji).
Widok robi całkiem dobre wrażenie, ceny jednak szokują.
I jako miejscowy mam kolejny miesiąc unikania głównych uliczek w mieście. Zdjęcie z drona, czy z teatru?
Co na to mieszkańcy Gdańska? Jak mieszkałem we Wrocławiu, to każdego roku przeklinałem ten cholerny jarmark, jak niemal każdy, kto mieszkał w mieście. Tłumy przyjezdnych z okolicznych miejscowości, że 5-minutowy spacer przez rynek zamieniał się w półgodzinną przepychankę rozwydrzone dzieciaki, najebane grzańcem janusze i powszechny kicz. Kurwica i nerwica mnie brały, jak musiałem coś załatwić na rynku w czasie tego spędu.
6 comments
Wielowiekowe budowle, commie block, nowoczesne neomodernistyczne centrum handlowe i rdzewiejące pudło z lat 90′ na jednym zdjęciu.
W Gdańsku ruszył Jarmark. Pierwszy weekend – ludzi tłumy.
Ceny na jarmarkach w Gdańsku zawsze były wysokie ale w tym roku to już kosmos.
– 5x micro pączków = 18 zł
– grochówka = 28 zł
– szaszłyk drobiowy = 42 zł
– karkówka = 35 zł
– sznytka chleba z smalcem i ogórkiem = 15 zł
Mimo to – do każdego stoiska z jedzeniem, kolejka po 10 osób. Kryzys? Polacy nie mają pieniędzy? W Gdańsku tego nie widzę (abstrahując od pełnych restauracji).
Widok robi całkiem dobre wrażenie, ceny jednak szokują.
I jako miejscowy mam kolejny miesiąc unikania głównych uliczek w mieście. Zdjęcie z drona, czy z teatru?
Co na to mieszkańcy Gdańska? Jak mieszkałem we Wrocławiu, to każdego roku przeklinałem ten cholerny jarmark, jak niemal każdy, kto mieszkał w mieście. Tłumy przyjezdnych z okolicznych miejscowości, że 5-minutowy spacer przez rynek zamieniał się w półgodzinną przepychankę rozwydrzone dzieciaki, najebane grzańcem janusze i powszechny kicz. Kurwica i nerwica mnie brały, jak musiałem coś załatwić na rynku w czasie tego spędu.
We Wrocławiu lepszy