W artykule pisze, że przeciętny dom potrzebuje czterech ton węgla rocznie. Gdy budowaliśmy nasz, jeszcze można było stawiać kopciuchy, mimo że w pozwoleniu na budowę wymagano od nas spełnienia jakichś norm emisji. I jak to czytam, to widzę, o co chodziło. My zużywamy tonę węgla jak są słabe mrozy, półtorej jak jest taka prawie normalna zima (odkąd mieszkamy nie było silnych mrozów). Różnica polega na zużyciu węgla a za tym idzie mniejsza emisja. Dobre ocieplenie budynku bardzo wpływa na ilość opału potrzebną przez zimę. A że mamy kopciucha to kwestia nieoczekiwanych wydatków jakie mieliśmy pod koniec budowy. Nie wystarczyło na nic eko, bo eko to $$$ i nie zawsze jest skąd je brać.
Ta, bo januszy obchodzi czy można czy nie można lol. Przecież przy pierwszych podmuchach chłodu w takim, przepraszam za wyrażenie, krak*wie już rąbią stare ramy okienne i płyty pilśniowe.
A co w tym dziwnego? I to nie wina tylko kryzysu energetycznego a tego że ludzie zwyczajnie nie mają kasy. Mam w mieszkaniu i kaloryfery podłączone do miejskiej sieci, i kominek, i przepraszam ale ostatnio coraz częściej w nim palę. Oczywiście porządnie wysezonowanym drewnem ale jednak..a czemu ? Bo moja pensja w budżetówce nie wzrosła tak bardzo jak ceny w sklepach czy rachunki.
3 comments
W artykule pisze, że przeciętny dom potrzebuje czterech ton węgla rocznie. Gdy budowaliśmy nasz, jeszcze można było stawiać kopciuchy, mimo że w pozwoleniu na budowę wymagano od nas spełnienia jakichś norm emisji. I jak to czytam, to widzę, o co chodziło. My zużywamy tonę węgla jak są słabe mrozy, półtorej jak jest taka prawie normalna zima (odkąd mieszkamy nie było silnych mrozów). Różnica polega na zużyciu węgla a za tym idzie mniejsza emisja. Dobre ocieplenie budynku bardzo wpływa na ilość opału potrzebną przez zimę. A że mamy kopciucha to kwestia nieoczekiwanych wydatków jakie mieliśmy pod koniec budowy. Nie wystarczyło na nic eko, bo eko to $$$ i nie zawsze jest skąd je brać.
Ta, bo januszy obchodzi czy można czy nie można lol. Przecież przy pierwszych podmuchach chłodu w takim, przepraszam za wyrażenie, krak*wie już rąbią stare ramy okienne i płyty pilśniowe.
A co w tym dziwnego? I to nie wina tylko kryzysu energetycznego a tego że ludzie zwyczajnie nie mają kasy. Mam w mieszkaniu i kaloryfery podłączone do miejskiej sieci, i kominek, i przepraszam ale ostatnio coraz częściej w nim palę. Oczywiście porządnie wysezonowanym drewnem ale jednak..a czemu ? Bo moja pensja w budżetówce nie wzrosła tak bardzo jak ceny w sklepach czy rachunki.