
Po raz kolejny trafiłem na takiego starocia:
https://www.onet.pl/informacje/newsweek/samotnosc-mlodych-mezczyzn-gdzie-sie-podzialy-kobiety-berkowicz-o-bezkobieciu/j8329ts,452ad802
tl;dr artykuł mówi o tym że generalnie kobiety zwiały do miast a faceci zostali sami bez edukacji w robocie fizycznej.
Ja chodziłem do szkoły na wsi(takiej prawdziwej, nie przedmieściu) no i generalnie z całej klasy chłopaków tylko ja ukończyłem studia, natomiast spośród dziewczyn była to ponad połowa.
Ogólnie pamiętam taką całkowitą dominację dziewczyn i kompletną bierność chłopaków – dziewczyny były w samorządzie, robiły przedstawienia, grały na instrumentach, chodziły na kurs językowy, chodziły na konkursy przedmiotowe, organizowały wycieczki, prowadziły sklepik itp. chłopcy tylko grali w piłkę i czasem robili to co dziewczyny wymyśliły. Dla mnie pewnym szokiem było liceum w większym mieście i chłopaki którzy są “aktywni” – mają zainteresowania i swoje zdanie.
Jak myślicie dlaczego tak jest na polskiej wsi ?
48 comments
Ja byłem i jestem w takim razie takim chłopakiem ze wsi tylko że całe życie mieszkałem w miastach
>Narobili dziewczynom bigosu w głowach. Wmówili, że geje mogą mieć dzieci, a miejsce kobiety jest poza domem. Przydałaby się jakaś wojna, żeby zrozumiały, że jest inaczej
Jeśli naprawdę ktoś wysrał z siebie taką “myśl”, to zasługuje, żeby do końca życia trzepać kapucyna w tej swojej lepiance na zadupiu.
A to nie jest tak że miasta czy to wojewódzkie czy powiatowe poszły jakoś do przodu a wieś została mimo całych przemian tam gdzie była? Czy to pod względem społecznym czy nawet światopoglądowym. Chłopak ma zostać na ojcowiźnie a dziewczyna i tak gdzieś miała wybyć, to jak ma iść to czemu nie do miasta gdzie przynajmniej gnoju nie ma?
Edit: po względem technologicznym jest git
patrząc trochę po licznej góralskiej rodzinie to u nas głównie zasługa oczekiwania, że syn przejmie gospodarstwo rodziców lub teściów. To po co szkoła? Kuzynki miały więcej swobody i część skorzystała wyjeżdżając do miasta na studia. Tam już kontakty, jakaś praca no i przechodzi ochota wracać na wieś i szukać chłopa.
Czemu jest jak jest? Nie wiem. Czynnikiem pośrednio budującym te sytuacje moze być fakt, że faceci muszą sobie radzić sami bez pomocy. Mówie i o braku zorganizowanej pomocy i wsparcia, i tego jak faceci są wychowywani. Mają być twardzi i sobie radzić.
Jak ktoś ma silną wole, farta i ogarnia wszystko to sobie radzi świetnie. Ktoś kto potrzebuje pomocy nierzadko nawet nie chce o nią prosić, bo ma w głowie wizerunek samowystarczalnego faceta sukcesu. Wszyscy inni to porażka.
To jak toksyczne są takie środowiska wiejskie trzeba hektarów felietonów by choć zacząć opisywać jak niszczą nadzieje i aspiracje młodych chłopców.
Przez to, że dużo czytałem od bardzo młodego wieku byłem praktycznie permanentnie poza grupą chłopców z tamtych okolic.
Opuściłem to środowisko gdy tylko mogłem. Studia były dla mnie jedyną możliwą ucieczką od bardzo złego losu, dużo rzeczy zaczęło mieć sens gdy zamieszkałem w większym mieście.
Lata zajęło mi pozbycie się niezwykle złych poglądów, reakcji, zachowań. Jest to praca na całe życie. Jeżeli ktoś wybrał by zostać w takim środowisku, nie jest to dziwne, że edukacja nie jest priorytetem dla takiej osoby.
Moim zdaniem znaczny wpływ na to ma przekazywanie wiedzy przez autorytet, a nie przez faktyczne argumenty. Wiele razy spotykałem się z odrzuceniem mojego stanowiska, ponieważ nie miałem autorytetu by być wysłuchanym, pomimo tego, że swoje stanowisko opierałem na rzeczach potwierdzonych danymi, a nie moimi subiektywnymi obserwacjami.
Ja chodziłem do takiej wiejskiej podstawówki ponad 20 lat temu. Powód był prosty, na 15 chłopa w mojej klasie 12 było z rodzin rolniczych i po prostu zapieprzali w polu.
Słuchajcie, a może kiedy niemal całą kadra nauczycielska w danej szkole to kobiety, to taka szkoła z natury dostosowywuje się bardziej do potrzeb edukacyjnych dziewczynek kosztem potrzeb chłopców?
Do tego dodajmy fakt, że na wsi na chłopakach w wieku szkolnym leży zdecydowanie większa presja, by szybko podjąć pracę zarobkową i odciążyć rodziców.
Odpowiedzieli na pytanie w artykule w sumie xdd
> Dlatego Marcin gospodarzy sam. W myśl hasła: od roboty na wsi są chłopy i traktory. Jego kobieta – gdyby była – zajmowałaby się gotowaniem, praniem i dziećmi.
> – Ale jej nie ma, bo musiałaby ustąpić przed gospodarką i Bogiem – mówi Marcin.
Osobiście jako jedyny chłop z klasy co się jako tako dobrze uczył w szkole podstawowej i aktualnie w średniej zauważyłem, że jest to spowodowane wymaganiami. Po prostu przynajmniej u mnie na wsi kiedyś i teraz w mieście powiatowym obok Warszawy zazwyczaj od dziewczyn wymaga się lepszej nauki a u chłopów byle by 2-3 było. Ja byłem wyjątkiem tylko dlatego, że mam rodziców co nigdy nie są zadowoleni z nauki mojej i zawsze narzekali i będą narzekać na moje osiągi nieważne jakie będą i dla większości chłopów jest to coś dziwnego i mają mocno wywalone na naukę w stylu “gdzieś na magazyn pójdę” podczas kiedy u dziewczyn jest przeciwnie i również mają nacisk aby się uczyły, poszły na studia itp. i głównie stąd się robi ta dysproporcja.
Jako dziewczyna ze wsi myślę po prostu, że dziewczyny mają większą motywację żeby spierdalać z takiego środowiska patrząc na co dzień jak traktuje się tam ich matki. Im więcej zajęć pozalekcyjnych tym większa szansa że uda się uciec na studia do miasta czy za granicę. Na takiej wsi nie ma dla nich nic. Dla chłopa przynajmniej jest robota fizyczna i jakoś to będzie. Chłopaki pokopią sobię gałę z kolegami, i jest fajnie bo nie trzeba się za bardzo wysilać a życie dalej jest akceptowalne. Ojciec Janusz przy okazji zgasi jakikolwiek zapał. Instrumenty? Synek, po co ci to, wirtuozem zostaniesz hehe? A może gejem jesteś że na flecie chcesz grać hehe? Języki? A widziałeś synek co się za tą tamntą granicą dzieje? U nas najlepiej, zostaw to w cholere i pomóż lepiej w polu. Organizowanie jakichkolwiek akcji w szkole? Co synek, za darmo będziesz za nich robił? Głupi jesteś? Niech nauczyciele robio, za co oni im tyle płacą?
Myślę że u chłopaków lampki ostrzegawcze zapalają się już za późno, w wieku późnonastoletnim kiedy już ciężko nadgonić jak jechało się całe życie na dwójach. Wtedy dopiero dostrzega się naprawdę realia i miejmy nadzieje orientuje, że stary to jednak debil.
Cóż, powód jest zaskakująco prosty.
Na wsi:
Facet – musi odciążyć szybko rodziców, musi mieć za co utrzymać rodzinę, rodzice nie są chętni żeby pomagać mu na studiach
Dziewczyna – rodzice nie żałują wspierać jej finansowo, myślą, że dopiero jak znajdzie męża to się usamodzielni, o ile dziewczyn więcej wyjechało z mojej rodzinnej wsi, to nawet te najlepsze w nauce, teraz są tam na powrót, mają mężów, którzy z pomocą rodziców wybudowali już domy i utrzymują żony, możliwe że mają już dzieci
To nie tak, że faceci na wsi są gorsi i nie nadążają za innymi, po prostu inni trzymają ich w miejscu wymaganiami, które kiedyś były do spełnienia, ale teraz są coraz trudniejsze, często niemożliwe do wykonania, a nie okłamujmy się, nikt nie będzie chciał być z facetem, który pracuje u Janusza za połowę najniższej na czarno i jego właśni rodzice nienawidzą go za to, że nie jest w stanie się wyprowadzić, jak oni w jego wieku już byli na swoim.
Realistycznie spoglądając na sprawę to jest znacznie większe prawdopodobienstwo, że konserwatyzm (próba utrzymania statusu quo) to cecha osób które z danego systemu czerpają korzyści.
Dużo osób tu pisze ze chłopcy muszą pracować na polu, a dziewczyny mogą się rozwijać, ale z tego co przynajmniej słyszałam (w tym od rodziców), to w praktyce utrzymanie gospodarstwa to praca dla całej rodziny, nikogo się nie oszczędza. Ktoś pisze o braku struktur wsparcia dla chłopców, ale taką funkcję mogą pełnić chociażby drużyny piłki nożnej czy później OSP- czyli struktury, do których łatwiejszy dostęp mają chłopcy niż dziewczyny.
Wracając więc do pierwszego punktu być może dziewczyny chcą coś zmienić, bo mnie znajdują się w komfortowej sytuacji i poszukują sposobów na jej polepszenie. Chłopcy pozornie są zadowoleni z uwarunkowań środowiskowych, więc dążą do ich utrzymania w stanie niezmienionym (oczywiście jest to stan mega uproszczony na potrzeby tej hipotezy, wiadomo że do wielu osób się to nie odnosi). A dopiero później okazuje się, że jednak ten status quo albo jest nie do utrzymania (kobiety wyjeżdżają), albo jednak nie jest taki korzystny jak się wydawało.
>Młodzi mężczyźni na wsi – dlaczego zostali z tyłu?
Bo sami tak wybrali, tylko że jak wybór zapadał nie byli świadomi tego co robią.
Miałem styczność kilka razy z nastolatkami ze wsi jak mnie rodzice do babci na wakację wywieźli, chyba między 2 a 3 klasą gimnazjum. Kurwa, to jaki ja wtedy miałem dysonans samemu będąc z Warszawy to ja nie jestem w stanie opisać.
Tło: spędzałem czas z kuzynem, któregoś wieczoru kuzyn został sam “na gospodarstwie” bo rodzina wyjechała nad morze z młodszymi kuzynami, no to kuzyn zaprosił kilku znajomych na wspólne schlanie się browarami.
Typy którzy przyszli mieli mentalność i hierarchię wartości w głowie porównywalną z najbardziej zjebanymi dresiarzami z blokowiska gdzie było moje warszawskie gimnazjum, tylko jak na nich patrzyłem to wiedziałem że oni są na tle okolicy tymi normalniejszymi. Ogólnie to cel w życiu taki, żeby się napić z koleżkami, zaruchać jakby się dało, zrobić prawko i kupić tą legendarną “Bete Trójke”. Maturę może zrobią, może nie. Studia? Miasto? Po co? Przecież szczyt ich ambicji jest tutaj, na bete trójke odłoży robią w polu u ojca albo pomagając Mietkowi w Warsztacie.
I teraz do sedna – dlaczego oni tacy byli? Bo nikt im na kluczowym etapie życia nie powiedział, że jak im się nie podoba to mogą życie spróbować zmienić. Przyjęli to co wpadło im w ręce, bo po co synek będziesz się tych języków uczył, w warsztacie ci niepotrzebne – tak jest po prostu łatwiej. Potem jeden się zachla, drugi okręci się betą trójką na drzewie, trzeci zrobi bachora Anecie co się puszczała akurat na festynie i tak się to pomalutku żyje na tej wsi. A czwarty odziedziczy gospodarstwo i będzie udzielał wywiadów Onetowi o tym, dlaczego jest singlem.
Dużo komentarzy wydają się być dobrą odpowiedzią na ten temat, ale dorzucę też coś od siebie – swoisty trybalizm: chłopcy grają w piłkę, włóczą się razem po szkole, kujony często są traktowane jako gorsze, więc ogólnie chcesz się dopasować do grupy i mieć kolegów. Dziewczynki dostają pochwały jak się uczą, jak są grzeczne, więc żeby dostać więcej pochwał jedna druga dołączy do samorządu, albo jakieś grupy pozalekcyjnej (taniec, przygotowania na olimpiady i tak dalej) i stąd więcej się dziewczyn się tym zainteresuje, bo chce mieć koleżanki, chce być akceptowana. Jest też w tym pewny wpływ ról społecznych: chłopcy są zwykle postrzegani jako te urwisy, a dziewczynki powinny być ładne, miłe i lubiane.
Do tego przychodzi mi do głowy jeszcze jedna rzecz – nie wiem, czy inni tak mieli, ale jak w Polsce rozpoczęła się fala rozwodów, to dużo rodzin zaczęło także popychać dziewczynki ku edukacji i niezależności, bo znajdziesz se chłopa, nie będziesz miała studiów, ale co jak chłop cię zostawi z dzieciakiem? Jak wtedy przeżyjesz? Z edukacją jeszcze coś możesz zrobić.
Mieszkam w mieście i powiem tak, że wieś, wsi nie równa. Mam znajomych na wsi i ja to czytając widziałem to tak, że kobiety wyjechały do miasta za lepszym życiem i robiły karierę, a bierni faceci zostali dupić na gospodarce. I teraz one mają karierę w samorządach czy w haerach i szukają bogatego męża, a chłopaki na wsi robią pieniądze. No serio nie znam ani jednego rolnika o którym mógłbym powiedzieć, że ma gorzej, czy jest mniej zamożny, niż znajomi z miasta. Nieważne z dotacji czy odziedziczone czy wypracowane, ale to mniej więcej poziom małej firmy, dobrze prosperującej własnej działalności, bez zusu. Ja tam bym tak chciał chyba. No i co to znaczy młodzi? Dla mnie młody to 35 lat xd
>Marcin. Blondyn, 24 lata. […] Celował w sąsiadki i młodsze, bo, jak mówi, takie są łatwiejsze do wychowania.
o fuj.
>Pierwsza kończyła gimnazjum.
co kurwa!?
>Z ostatnią byłem siedem miesięcy. […] Pracował nad nią codziennie. Tuż po obrządku wsiadał w samochód i grzał 10 kilometrów do sąsiedniej wsi. Sprawdzał: w szkole była, lekcje odrobione?
Jak tam takie Marciny są, to lepiej niech te dziewczyny dalej stamtąd spierdalają.
Mi mówiono, że chuja jestem warty i powinienem brać przykład z brata, bo on może i nie nadaje się do szkoły, za to dobrze pracuje na zakładzie.
Spierdoliłem na studia jak najszybciej tylko mogłem.
w przypadku młodych wcale tak nie jest. Statystyki sa takie że do 25 roku życia na wsi jest taka sama migracja do miast kobiet i mżężżczyzn. Ale w grupie wiekowej po 25 roku życia kobiety migrują częściej
tak w ogóle w Polsce mieszkańców wsi przybywa a nie ubywa. w 1990 na wsi mieszkało 38% populacji a teraz 40%
Smutny standard takich przypadków jakie poznałem: harówka od małego, wykluczenie cyfrowe w różnych stopniach (ograniczenia do kanałów yt i grupek fb), brak integracji w czasie za małolata wolnym, wysoka niechęć do nauki języków obcych, utkwienie w przekonaniu o małowiejskim modelu rodziny i scenariuszu w którym kobieta przychodzi na gospodarkę bo jest wielka/zmodernizowana a ona będzie pełnić rolę kury domowej po katolicku. Dopisalibyście coś tu?
Smuci mnie to bo znam wiele przypadków gdzie bystre chłopaki z majętnych rodzin i pasjonaci rolnictwa nie widzą tego, że jako druga połówka mają charakter mokrego kartonu i urok zimnej zupy.
Mam wielu kolegów na wsi i wielu z nich miało olewcze podejście do nauki, szczególnie gdy wiedzieli, że będą dziedziczyć gospodarkę. W takim wypadku po co się starać? Można w końcu żyć sobie wygodnie na majątku. A potem szok, że ich wizja coś się nie sprawdza.
Jak któryś z kolegów wiedział, że nie będzie dziedziczyć, bo rodzeństwa jest więcej albo nie będzie podziału majątku, to wtedy zaczynali kombinować. I znam takich, co na ciekawe studia poszli i porobili, np. jeden asystował w Urzędzie Wojewódzkim na Podlasiu.
Dużo zostało tu napisane o tym, jak kobiety są traktowane i jak mają więcej motywacji, żeby spieprzyć ku lepszemu życiu. Ja tu też dodam z innej strony, że dziewczyny, obserwując swoje matki, jak zasuwają w domu, sprzątają, gotują, o wszystko dbają, ciągle pracują i są produktywne, uczą się od nich tego samego podejścia i potem aplikują je w tych kierunkach, w których mogą. Gdyby sytuacja była odwrotna, gdzie matka porobi trochę fizycznie, a potem zmęczona uwali się z browarem przed telewizorem, a ojciec będzie zapierdalał w domu cały dzień, jak mały samochodzik, to sądzę, że syn z takiej rodziny skończyłby studia i grał na instrumencie, a córka nie. Moim zdaniem obecnie obserwowany stan rzeczy, o którym pisze OP, to, bardziej, wielopokoleniowa kaskada wzorców i nasiąkania nimi, niż wzór dzieci-czystych kart, które trzeźwo i niezależnie oceniły swoją sytuacją i perspektywy i na podstawie wniosków zdecydowały jak dalej poprowadzą swoje życie. Gdzieś tam, na pewnym etapie, ta świadomość oczywiście na pewno się pojawia i ster życia jest brany w dłonie, ale dzieje się to już długo po tym, jak te młode kobiety zostały wyposażone w niezbędny mindset.
Chłopaki januszują, a dziewczyny się emancypują. Kiedyś pytałem kumpli na imprezie, którzy byli z różnych szkół, kto w ich klasach pracował sumienniej, bardziej systematycznie, uczciwiej. I szczera odpowiedź WSZYSTKICH była taka, że dziewczyny. Czemu więc się dziwimy ich marzeniom i aspiracjom?
Poza tym rozmawiałem na temat tego rozjazdu poziomów między facetami a kobietami z koleżankami. Za swoją główną motywację podawały coś w stylu “żeby nie skończyć z kimś takim jak mój stary”.
Kondycja polskiego faceta jest fatalna. Jesteśmy liderami w byciu wypier****nymi ze studiów i w uzależnieniu od pornografii internetowej.
Przekleje swój komentarz z subwątku, bo aż się zagrzałem
Sam znam środowisko rolnicze bardzo dobrze, mieszkałem w małym miasteczku gdzie było mnóstwo rolników, mój dziadek sam miał ledwo 8 hektarów, i już chodząc do liceum w mieście wojewódzkim zdarzało mi się po melanżu w wieku 17 lat, w sobote o 5 rano orać pole traktorem, i wiem czym to sie je, znam też bardzo dobrze środowisko(bo z racji na doświadczenie rolnicze byłem przedstawicielem handlowym i sprzedawałem pasze i nawozy), tego czego się napatrzyłem na polskich wsiach to mam już po dziurki w nosie, i widziałem że 99% tych ludzi są tam gdzie są tylko i wyłącznie z własnej winy.
Typowy małoobszarowy rolnik na polskiej wsi(jak z artykułu 1:1) – max 20 hektarów, psy na łańcuchu które w życiu nie widziały weterynarza, koty tak samo, syf na podwórkach, syf w domach(a wystarczyłoby posprzątać, mają nawet czym wywieźć te śmieci), bydło karmione jakimś gównem, ale jednocześnie milion świętych obrazków i krzyży, i pan buk i jezusek to świętość.
A typowy wielkoobszarowy rolnik? Pan biznesmen który startował z podobnego poziomu jak Ci poprzedni, ale potrafił pójść na studia, rozwinąć gospodarstwo, mnóstwo nowego sprzętu i pracowników, zadbane żony, dzieci które rzadko kiedy robią coś w polu(jak mają ochote), psy i koty zadbane(i wykastrowane czy wysterylizowane przede wszystkim do kurwy nędzy!!!), a bydło traktowane humanitarne.
Dlatego gardze takimi rolnikami, takimi ludźmi, i nikt mnie nie przekona że powinienem myśleć inaczej
Z mojej okolicy sporo chłopaków i dziewczyn jak na typowe standardy poszło na studia. Jednak większości z chłopaków nie chciało się wgl uczyć. Pamiętam jak sadzano dziewczynki z słabo uczącymi się chłopakami żeby “pilnowały” ich na lekcjach i pomagały w nauce. Sama tak byłam przydzielana do pomagania kolegom, którzy wychodzili z założenia, że robota jakaś zawsze się znajdzie, albo zwyczajnie nie mieli jeszcze takiej świadomości i jak się orientowali, to było już za późno. Mężczyźni ze wsi zawsze znajdą jakąś pracę, nawet fizyczną, a kobiety nikt na budowę przecież nie weźmie. Stąd część dziewczyn robiła wszystko byleby dobrze się uczyć i dostać na studia. Niestety sporo moich kolegów nie ma również zadatków na dobrych mężów. Picie i seksistowskie przekonania nadal są żywe. Oczywiście podkreślam, że nie mówię o wszystkich. Sama jestem taką dziewczyną, która uczyła się żeby mieć jakieś inne możliwość poza zostaniem na wsi, do czego motywował mnie również mój tato, który zdawał sobie sprawę jak sytuacja wygląda.
u mojego kolegi panował patriarchalizm ale takim rykoszetem walący w niego – on miał być silny, nieczuły, potężny, zadumany, pracować na siebie, a jego siostrę traktowano jak księżniczkę i miała w ogóle inne życie
To dużo bardziej złożony problem niż się wydaje. Tak naprawdę składa się na to po kawałku wszystkiego co przeczytałem w komentarzach do tego posta. Pochodzę z małej miejscowości mającej nie więcej niż 200 mieszkańców i ze swojego doświadczenia mogę wymienić kilka powodów dotyczących mnie i moich rówieśników (mam 27 lat).
Wykluczenie komunikacyjne. Połączenia z okolicznymi miasteczkami to tragedia, jeden lub dwa autobusy na dzień w zakresie których trzeba zmieścić wyjazd i powrót. Nie rzadko na przystanek trzeba cisnąć z buta 1-2km bo ten w wiosce przestał być rentowny i go wyjebano z trasy. Dopóki nie zrobiłem prawka nie miałem możliwości ruchu poza zasięg tego co wycisnąłem na rowerze lub ugadałem/utargowałem z kimś starszym. To strasznie ogranicza możliwości i sprawia że “gnijesz” w swojej okolicy. Stąd bierność bo dopóki nie ogarniesz prawka i samochodu to nie masz jak działać lub jest to bardzo trudne.
Wychowanie. Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć że moje dzieciństwo i czasy nastoletnie byłem wychowywany przez dziadków podobnie jak moi rówieśnicy. Rodzice jechali do pracy rano a wracali późnym wieczorem. I chociaż nie mogę powiedzieć złego słowa o babci czy też dziadku to teraz z perspektywy czasu widzę że wychowywali mnie tak jak moich rodziców. Można powiedzieć że całe pokolenie wstecz. Często jestem wyśmiewany lub szykanowany przez to gdy opowiadam jak w dzieciństwie uczyłem się takich rzeczy jak rozróżnianie owoców, grzybów, zbóż, skórowanie i oprawianie zwierząt na posiłek. O różnych innych obowiązkach nie wspominając. Było również ciśnienie na naukę i odrabianie lekcji żeby kiedyś “mieć papier” tylko nikt mi nie wytłumaczył po co to potrzebne więc nie rozumiałem i nie lubiłem nauki w szkole.
Trudność w dostępie do edukacji to trzeci problem. O ile szkoły gminne czy powiatowe są łatwo dostępne tak do technikum musiałem cisnąć 30km autobusem wstając o 5:30 żeby zdążyć na autobus. W tym wieku wszystko jest priorytetem tylko nie nauka. Drobne prace żeby mieć pieniądze, imprezy, dziewczyny, kumple. Spora grupa chłopaków których znałem odpadła na tym etapie ponieważ woleli się wyspać i iść robić coś “bardziej przydatnego”. I tak z klasy 36 osób na początku zostało do matury 20 z czego jedynie ja z ludzi dojeżdżających z większej odległości niż 10km. O studiach nie wspominam ponieważ dla wielu to abstrakcja. Trzeba przenieść się kilkadziesiąt/kilkaset kilometrów w okolice uczelni. Rodzice często nie są w stanie utrzymać takiej osoby a praca i studia nie są dla każdego do udźwignięcia. Jest również nacisk by jak tylko można pracować zacząć i pomagać utrzymać dom. Ja przykładowo i mój sąsiad wybraliśmy tą opcję bo dzięki temu nasze młodsze siostry mogły się przenieść do miast. Myślenie typu “Ja jakoś sobie poradzę z fiziolstwem ale ona będzie miała lżej”. I tak dopiero w wieku 27 lat zaczynam w ogóle myśleć o studiach i to zaocznych.
Tylko i aż trzy punkty z czubka głowy. Jest tego dużo więcej ale to ma być post a nie książka więc ograniczam 😀
Myślę że brak zachęty do edukacji wyższej na to wpływa. Mnie rodzina dosyć mocno wypychała do wyjazdu na studia, ale miałem sporo znajomych którzy mieli odziedziczyć gospodarstwo, albo oczekiwało się od nich że zostaną pomagać rodzicom w zamian za dom.
Plus dużo większy nacisk na podjęcie edukacji wyższej przez dziewczyny, z założeniem że studia pomogą znaleźć pracę w urzędzie albo, dajmy na to, w księgowości w najbliższym miasteczku.
Potem okazywało się że studia dają możliwość pracy w dużym mieście wojewódzkim, dom na wsi odziedziczył brat, a po pięciu latach wszyscy znajomi są w mieście, więc sporo z nich już nie wraca. A faceci zostali na wsi, bo przenosiny do obcego miasta i płacenie za mieszkanie żeby mniej pieniędzy zostawało w kieszeni nie jest zbyt zachęcające.
A czy każdy potrzebuje iść na studia? Potrzebujemy drwali. Czy każdy kto ma być drwalem powinien pójść na studia? Mężczyźni wykonują większość pracy fizycznej, a to w takim przypadku dyplom przydaje się najmniej.
Czytając komentarze tutaj odnoszę wrażenie, że piszący znają obraz polskiej wsi, ale taki z lat 90′. Ludzie, jaka ojcowizna, jakie robienie w polu całą rodziną? Wsiądźcie w samochód, pojedźcie na najbliższą wieś i policzcie rolników utrzymujących się z rolnictwa. Zdziwię się, jeśli zabraknie wam do tego palców u rąk.
Zdecydowana większość to albo emeryci, albo z rolnictwem nie mają nic wspólnego, albo zajmują się nim tylko hobbystycznie. Ktoś tam sobie uprawia pomidory bo lubi świeże, a ktoś inne hoduje konie, bo wnuki je kochają jak przyjeżdżają.
Dla ludzi z miasta:
Jeśli czytacie te komentarze to wiedzcie, że wszystkie przedstawiają skrajne przypadki, tylko i wyłącznie z naprawdę, ale to naprawdę zacofanych wiosek.
Jedyny ważny czynnik, o którym nikt do tej pory nie wspomniał, to że facetowi łatwo znaleźć dobrze płatną pracę w wieku 16-18 lat. Wystarczy, że zamiast się uczyć pójdzie pomagać wujkowi przy fuchach, na roli, albo montując klimatyzację w firmie ze swojej miejscowości. Minimalna krajowa, reszta w łapę, i żyje jak król przez kilka lat.
Dziewczyny nie mają takich możliwości o ile nie są dobrze ustawione, ale to już inna bajka.
Cele krótkoterminowe biorą górę. No i przypominam że na wsi chłopak bez samochodu to o dziewczynach może zapomnieć.
Też jestem z głębokiej wsi i ogólnie patrząc po chłopakach z podstawowki, która była w mojej miejscowości to poza tymi, którzy dojeżdżali tam z miasta jestem jedym z niewielu, którzy spierdolili za edukacją. Imo to rodzice w takich małych miejscowościach, którzy nie mieli możliwości za swoich czasów żeby podjąć się edukacji ponadlicealnej nie wierzą zbytnio że istnieje inna opcja poza jebaniem w jednej robocie całe życie. Na moje szczęście u mnie było pół na pół i o ile starsi zniechęcili mnie do wybrania ścieżki aktorstwa, to obecnie realizuje się na studiach i są dumni z kierunku, który wybrałem. Także pokolenie kreuje pokolenie, a mentalność autochtonów ze wsi różni sie od tych miastowych.
Fakt, faktem że w szkołach nie traktuje się chłopców i dziewczynek taksamo. Mnie jako dziewczynkę w szkole to frustrowało w drugą stronę.Czemu jak chłopak jest niegrzeczny, brzydko pisze, nie umieśpiewać/rysować, ma słabe oceny, to normalne bo to chłopak. A jakdziewczyna robi to samo to trzeba ją poprawiać, zwracać uwagę itd.Zwłaszcza w gimnazjum panowało takie przekonanie (widziałam to ze stronynauczycieli), że jak chłopak powiedzmy sobie pójdzie na wagary, albonawet każdy wie że pali papierosy to to jest normalne. Ale jakdziewczyna to jak to tak, nie po dziewczyńsku. Wtedy sobie myślałam, żechwiałabym urodzić się facetem, bo miałam wiele tych “niedziewczyńskich”cech. Teraz widzę, że takie pobłażliwe traktowanie i w sumie olewaniekompletnie wychowania chłopców przenosi się potem na ich problemy wdorosłym życiu.
Od dziewczynek więcej się wymaga (średnio) też wdomach. Każe im się sprzątać po sobie, pomagać w obowiązkach domowych,gotowaniu etc. Dlatego też lepiej radzą sobie w szkole bo sąprzyzwyczajone do wykonywania poleceń i siedzenia cicho i nie zwracaniana siebie uwagi. Bo głośna dziewczynka to nie dziewczynka, toż tochłopak. Chłopcom często ludzie pozwalają na więcej i stąd większeproblemy z przystosowaniem się do rzeczywistości szkoły, czyli siedzeniacały dzień na tyłku w jednym miejscu i jeszcze słuchania co mówinauczyciel.
Kombinacja wychowania na “dziedzica ziemskiego”, który musi przejąć rodzinny biznes z wtłaczanym brakiem ambicji, bo przecież “po co to wszystko, i tak w polu będziesz u nas robić”. + Czasami na pewno się pojawia “należymisięizm” ze strony synów, którzy bywają wychowywani na synków mamusi, nauczeni, że kobieta wszystko za nich zrobi w domu i żona im się po prostu należy. Nie zawsze, nie u każdego, ale spotkałem się z tym.
A ze strony kobiet – IMO po prostu to widzą, mają dostęp do internetu, mają pojęcie tego, że świat nie wygląda jak na polskiej wsi, i że jedynym przeznaczeniem dla nich jest bycie “miejscową żoną”, więc uciekają od tego. Taki trochę Kogel Mogel, tylko bez powrotu do “wiejskiego księcia” na końcu.
Rzeczywisty problem rzeczywistym problemem, ale ten artykuł to się jako pasta na wykop nadaje
>Jego ostatnia dziewczyna (pracownik małej gastronomii) odeszła z kolegą. Też dekarzem, ale zarabiającym w euro.
– Na moje nieszczęście znał angielski.
Przecież to jest złoto
Jestem że wsi i mam trzech braci. W sumie wszystkich nieporadnych życiowo. Dwóch ciągle mieszka z rodzicami. Ja jako dziewczyna zawsze byłam gorsza. Oni nie musieli się dobrze uczyć czy wiele robić, ja przyniosłam czwórkę to wielka afera. Nie byli też uczeni jak sobie sami ugotować czy posprzątać – po to przecież będą mieli żonę. Najmłodszy jest rozpuszczony do granic możliwości, wcale mu się nie dziwię, że nie ma potrzeby się wyprowadzać, jak ciepły obiadek ma na czas, w domu nagrzane i uprane, bo przecież mama się tym zajmuje, nawet żony mu nie potrzeba.
Na wsi trudno znaleźć robotę, która nie jest fizyczna, co wiąże się ze sporymi ograniczeniami dla kobiet. Więc wyjeżdzają.
Źródło: dziewczyna ze wsi
W moim roczniku wyglądało to tak: chłopcy pracowali w czasie lata u mechaników, na składzie złomu itp. Dziewczyny przy zbieraniu owoców albo w sklepie w najbliższym mniejszym mieście. I to tak trwa do teraz – dorośli już chłopaki dalej mieszkają na wsi i wykonują te zawody, do których się przyuczyli, dziewczyny (a przynajmniej te, które mogły) wyjechały. Część studiuje, a część po prostu pracuje jako fryzjerka, kosmetyczka, ekspedientka.
Nie wierze, ze ten artykul to sa prawdziwe wywiady. To wszystko zajeżdza taką wielkomiejską pogardą elit do wsi wprost ze Zbawixa. Kalka wszystkich najgorszych memów o wieśniakach. Typowy newsweek jest typowy. Artykuł stworzony, zeby wielkomiejskie elity lepiej się ze sobą poczuły. I ze swoją pogardą.
Myślę że OP miał i tak dużo możliwości w szkole. Kurs językowy? Instrumenty? W mojej podstawówce było 300 uczniów w 8 klasach i zero takich. Na wszystko trzeba było jechać do miasta.
Z całej klasy tylko ja i brat chodziliśmy do kina. Z rodzicami na filmy dla dzieci. Czasem zabielismy kolegę czy koleżankę. Reszta nic. Rodziny nie dbały o to.
Teraz część dziewczyn została we wsi, wyszły za mąż i może pracują w markecie. Mają dzieci. Ale faceci co tam zostali… Zawsze sobie mówiłam że jak szukać chłopaka to nie u mnie we wsi. Picie po garażach, stanie pod blokiem, brakujące zęby… Jak ktoś ma robotę to nadal nie wiedzie mu się lepiej. Z naszej klasy chyba jeden chłopak skończył studia. I kilka dziewczyn. Reszta prędko wpadła, jeden się powiesił, a reszta… Głównie pije.
Jako osoba z rodziny, która wszystkich wypchnęła z małej wiochy (250 mieszkańców) pomimo dość sporej momentami biedy, poniżej wskazuję główne wnioski. Anegdotyczne.
1. Inne oczekiwania kulturowe wobec kobiet/mężczyzn. Chłopcy mają ostro pomagać w gospodarstwie, co w bardziej patologicznych rodzinach wygląda źle. A gdy tylko zbliża się 18…do roboty zagramanice.
Dotyczy to również okresu w roku szkolnym i bardzo młodych dzieci. Dziewczynki mają być grzeczne co pomaga w szkole.
Ponadto naprawdę nikt nie docenia edukacji wśród rodziców. Moi jedynie mieli jakieś wyjątkowe przekonanie, że zmuszanie nas do nauki ma sens.
2. Powyższe się przekłada na twój status społeczny w wiejskich szkołach. Niegrzeczni, że średnimi ocenami to góra hierarchii. Osoby z dobrymi ocenami są często poniżej przygłupów. To powoduje często, że nastoletni goście z dobrymi ocenami wymiekają. W domu zap… rówieśnicy cię męczą… Po kij ci te oceny.
U nastolatek wygląda to inaczej. Te niegrzeczne mają status jaki mają (12 latki na wiejskich zabawach, zdarza się ciągle). A oceny nie mają znaczenia dla statusu kobiet.
3. Używki. Jestem z małej wioski. W 6 klasie większość chłopa paliła, bo tak robią starsi. Pierwszy alkohol się próbowało też w tym wieku
W gimnazjum 2/3 piwa na łeb na imprezę to była norma. Tak jak wyjścia na wiejskie dyskoteki (formalnie dla dorosłych, ale każdy chodził).
Już w gimnazjum mieliśmy prawie alkoholików. Blisko liceum już bardzo dużo.
Rodzice zazwyczaj albo zabraniali (brak efektu, nastolatka nie upilnujesz, a gorzej jak forma zakazu jest wiązana z przemocą), udawali, że nie widzą, albo próbowali wprowadzać kontrolowane środowisko (zrób imprezę za stodołą i będziemy wpadali co jakiś czas, po piwie na głowę a jak złamiecie zasady to XYZ – z doświadczenia największy sens).
Używki są tym bardziej fajne, bo na wiosce nie ma co robić. Pizza 7 czy 15 km dalej. Pograć w piłkę można, ale boiska polikwidowali bo dzieci zniknęły. Jest jeszcze komputer. Więc na spotkania z kumplami piwo na przystanku. Dla osób z miasta może być to dziwne, ale na wsi nawet spotkania KSM etc były rozrywką.
4. Do pkt 4 dodaj problemy psychiczne. Częste.
To proste. Kobiety uciekaja bo wiedzą ze na wsi nic dobrego je nie czeka. Skończą jako matki żony 4-6 dzieci, a one chcą czegoś więcej. Facetowi trudniej jest uciec ze wsi bo zaraz słyszy jak to ojcowizne porzucisz? Dziadek przed niemcem bronił a ty uciekasz do korpo?
Ten artykuł zawiera częściową odpowiedź.
https://ekonomiaspoleczna.pl/przywrocic-mezczyzn-nowoczesnosci/
Krótko mówiąc – w rodzinach o niższym kapitale społecznym – “robotniczo-chłopskich” – chłopaków wychowuje się do powtórzenia tego modelu. Do szybkiego skończenia edukacji i rozpoczęcia pracy fizycznej.
Bo to był model który po prostu sprawdzał się w poprzednich pokoleniach.
I całe otoczenie OCZEKUJE powtarzania takiego modelu. rodzice, nauczyciele i koledzy.
A ten model się po prostu **NIE SPRAWDZA**.
dziewczyna ze wsie takiej maks 100 osób here – rodzice wysłali mnie do szkoły w mieście bo “chłopak zawsze znajdzie sobie jakąś pracę, ty rowów kopać nie pójdziesz, uczyć się musisz” i wydaje mi się, że to zdanie wiele mówi o tym, jak podejście rodziców do edukacji córek i
większe wymagania co do nich spowodowało, że one osiągają, a synowie zostali daleko w tyle.
Cytując za http://rownowazni.uw.edu.pl/uw-i-plec-w-liczbach/
​
4) Rozkład płci wśród studentek i studentów UW w 2019 i w 2020 roku
Studentki i studenci studiów I i II stopnia oraz jednolitych studiów magisterskich: 25 779 kobiet i 14 468 mężczyzn (dane za 2020 rok). W tym:
na studiach stacjonarnych studiuje 19 774 kobiet i 11 667 mężczyzn
na studiach niestacjonarnych studiuje 6005 kobiet i 2801 mężczyzn
ogółem na studiach stacjonarnych i niestacjonarnych studiuje 1584 kobiet cudzoziemek i 1083 mężczyzn cudzoziemców
Studentki i studenci III stopnia: 1374 kobiet i 1077 mężczyzn (dane za 2019 rok)
Słuchaczki i słuchacze studiów podyplomowych: 1606 kobiet i 480 mężczyzn (dane za 2019 rok)
​
Generalnie, to trend zachodni. Kobiety przeważają w liczbie studiujących. Czemu to zupełnie inny temat. Jedni upatrują, że system edukacji jest niedostosowany dla zazwyczaj bardziej energicznych chłopców, inni w nastawieniu nauczycieli (również efekt aureoli). Również kwestia kierunków, jest coraz więcej (pewnie zostanę za to zaminusowany ale ciul) kierunków nienaukowych, bądź paranaukowych. Ew. jest też więcej miejsc dla wyborów w których generalnie dominują młode kobiety (polonistyka, psychologia itp.)
W tym przedziale wiekowym chodzi akurat o coś innego niż lokalizacja. W wieku 18-24 i zakładam, że u nieco starszych również – widać dużą dysproporcję w poglądach między płciami. Ponad dwukrotnie więcej mężczyzn deklaruje poglądy prawicowe, zarówno na wsi jak i w miastach, i analogicznie – jest aż o połowę mniej mężczyzn deklarujących poglądy lewicowe, porównując do kobiet. (cbos.pl/SPISKOM.POL/2021/K_028_21.PDF) Jeśli jeszcze weźmiemy pod uwagę że statystycznie 1 Polak na 10 jest homoseksualny, więc odpada z rynku matrymonialnego heteroseksualnych, to dla prawicowych mężczyzn są bardzo słabe szanse znalezienia partnerki.
Jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym czynnikiem decydującym (oprócz atrakcyjności fizycznej) czy wybierzemy sobie kogoś na partnera jest zgodność poglądowa. Mężczyźni są bardziej skłonni mieć partnerkę o innych poglądach, ale u kobiet niestety to jest dużo bardziej ważne. Zakładam, że stąd wynika ta dysproporcja, którą najdotkliwiej widać na wsiach, bo tam ogólnie zagęszczenie ludności jest nieporównywalnie mniejsze i możliwości komunikacyjne gorsze. Ale sama lokalizacja nie jest tu bezpośrednią przyczyną.
Też jestem że wsi i pamiętam to trochę inaczej. U nas często dziewczyny były faworyzowane, więcej się im odpuszczało itd. Miałem kumpli, którzy mieli problemy i dziś są mocno dysfunkcyjni Ale nikt nie chciał im pomóc.
Co do mnie to studiów nie skończyłem, pracuję fizycznie, mam swoje rzeczy jak samochód itd. Długo byłem sam, ale często z powodu takiego że w okolicy było bardzo mało osób w moim wieku które byłyby choćby trochę zainteresowane.
Raz całe wakacje spędziłem z pewną dziewczyną, ale nic z tego więcej nie wyszło, mieszkaliśmy od siebie 5 km.
Teraz jestem od 2 lat ze studentka architektury, za niedługo planujemy coś wynająć. Moi kumple beż względu na wykształcenie też mają swoje kobiety w większości. Są oczywiście przypadki beznadziejne, ale jak ktoś tylko pije i jara to ciężko traktować go jako materiał na partnera.
Czy zostałem kiedyś odrzucony za brak studiów, lepszej kasy itd? Oczywiście że tak. Czy się tym przejąłem? Nie, 4 lata bycia singlem, trafiła się w końcu fajna dziewczyna i żyje sobie spokojnie.
Co do zawodów fizycznych. W mojej miejscowości jest zaklad. Dosyć spory jak na wieś. Są tu mistrze które ciągnął po 10 tysięcy obsługując maszynę (podstawa, premie, nadgodziny, nocki, dodatki za normę) praktycznie nie wychodzą z pracy. Ja jestem na magazynie, szykuje mi się awans na kierownika. Spokojnie od dawna wyciągam 4500-5000 robiąc jako fizjol.
Mieszkam na totalnym odludziu i uczęszczałem do szkoły podstawowej i gimnazjum w małej wsi, a do liceum w pobliskim miasteczku. Uczyłem się najlepiej w klasie, brałem udział w wielu konkursach i olimpiadach (głównie z geografii, angielskiego i niemieckiego) oraz zdobyłem pewne osiągnięcia. Do wszystkiego się nie zgłaszałem z powodu mojej wstydliwości oraz braku wiary w siebie. Chodziłem na mnóstwo dodatkowych lekcji w szkole, bo nie miałem co robić po szkole. Szkoła była moim drugim życiem. Z nauczycielami miałem świetny kontakt, nauczycielka od geografii była dla mnie jak dobra koleżanka. Klasa też była cudowna i zgrana z najlepszą wychowawczynią. W liceum sytuacja była podobna, choć wychowawczyni nie była za dobra oraz klasa była mniej zgrana. Mimo to spędziłem piękne 3 lata. Był to okres, w którym najbardziej się rozwijałem i poszerzałem swoją wiedzę. Po liceum wszystko dobre się skończyło. Zdałem sobie sprawę, że nie mam możliwości pójść na studia, mimo dobrych wyników na maturze. Z prostego powodu, uczelnia w Krakowie znajduje się daleko od mojej miejscowości, a połączenia komunikacyjne są niestety słabe. Moje marzenie o studiach po prostu rozpadło się całkowicie. Przeprowadzka nie grała roli. Miałem przez to (i wciąż mam) żal do siebie, że nie poszedłem do technikum, w którym mógłbym chociaż wyuczyć się zawodu, a sam bym zadbał o mój rozwój. Od dwóch lat siedzę w domu (był okres, w którym pracowałem, ale niestety się skończył) i nie wiem na co czekam. Pewien okres potrzebowałem opiekować się starszą osobą, a tak to próbuję znaleźć jakąkolwiek pracę, niestety bezskutecznie… Codziennie się uczę tego, co mnie interesuje, czyli języków obcych i geografii. Uczę się, żeby wciąż się rozwijać i spędzać jakoś czas. Każdego dnia sobie daję nadzieję, że znajdę jakąkolwiek pracę na odludziu i w okolicach mojego miejsca zamieszkania, żeby jakoś wydostać się z tej “dziury”. Choć z każdym dniem tracę tę iskierkę nadziei. Boli mnie czasem, że osoby, które kompletnie się nie starają, mogą sobie pozwolić, żeby studiować, kiedy ja staram się jak potrafię, a nic z tego nie mam. Żadnych perspektyw.
Dzięki, jeśli komuś chciało się czytać te moje (najprawdopodobniej) bezpodstawne żale.