Blu-Ray jest formatem cyfrowego zapisu danych na okrągłym obiekcie zwanym “dyskiem optycznym”. Jest używany do dystrybucji filmów i seriali. Jest następcą formatu DVD, jednakże ma o wiele większą pojemność.

Zauważyłem, że większość ludzi nie jest fanem tego formatu i preferuje tzw. “streaming”. Nie jestem w stanie zrozumieć, czemu, skoro Blu-Ray wydaje mi się w oczywisty sposób bardziej doborowym formatem. Zaraz wyjaśnię, czemu.

W przeszłości większość filmów była kręcona, edytowana i projektowana analogowo. Za pomocą taśmy filmowej (tj. materiału światłoczułego) tworzono obraz, a następnie – po długim procesie wywoływania tej taśmy, edytowania jej itp – kopie tej taśmy filmowej rozsyłano do kin. Podobnie popularne kiedyś taśmy VHS były formatem analogowym, ale o o WIELE gorszej jakości (piszę to dużymi literami, bo dobrze zachowana taśma filmowa może wciąż wyglądać dobrze, podczas gdy można zwymiotować, oglądając kasetę VHS).

Współcześnie natomiast większość filmów jest tworzona i przechowywana cyfrowo. To oznacza, że obraz jest zapisany w postaci zer i jedynek, które są odczytywane przez urządzenie elektroniczne. Te zera i jedynki zawierają informacje na temat każdej klatki filmu i “mówią” pikselom, w jaki sposób maja być podświetlone. Dotyczy to także starszych filmów, które były stworzone analogowo – są one skanowane laboratoryjnie, używając urządzeń, które robią wysokiej jakości reprodukcję cyfrową każdej klatki.

Zarówno Blu-Ray, jak i streaming są więc, pod wieloma względami, podobne, bo informacje są zapisywane w postaci zer i jedynek. Jednak dyski Blu-Ray są zazwyczaj o wiele wyższej jakości. Wynika to z tego, że kompresja jest o wiele mniej posunięta. Usługi streamingowe zazwyczaj wysyłają klientom bardzo mocno skompresowane pliki, aby zaoszczędzić na kosztach. Blu-Ray’e tego problemu nie mają – to znaczy, mają, bo wciąż są znacznie skompresowane, ale na pewno jakość jest dość wyraźnie wyższa.

Przykładowo, na popularnym serwisie “Netflix” pojawiła się ze dwa dni temu trylogia Ojca Chrzestnego. Posiadam fizyczne kopie tych trzech filmów w wersji Blu-Ray 4K, która wyszła w marcu tego roku, w związku z 50. rocznicą premiery 1. filmu. Porównałem swoje kopie fizyczne z wersją na owej usłudze. Jestem krótkowzroczny i noszę okulary, ale różnica jest dla widoczna na pierwszy rzut oka. Kopia Blu-Ray jest znacznie wyższej jakości. Muszę tutaj zaznaczyć, że nie jest to w pełni uczciwe porównanie, bo moje kopie 4K są wzięte z nowej cyfrowej restoracji tych filmów, podczas gdy kopia na Netflixie jest najpewniej oparta na starszej restoracji z 2007 roku. Mimo to różnica wydaje mi się oczywista.

Muszę przyznać, że serwisy streamingowe się trochę poprawiły. Większość z nich oferuje HDR i Dolby Atmos. Wiele tzw. “Originals” na serwisach streamingowych jest kręconych tak dobrymi kamerami, że kompresja im niewiele złego wyrządza (zwłaszcza, że używają h.265), a dzięki HDR i rozdzielczości wyglądają bardzo dobrze. Jednak różnica jest wciąż wyraźna w przypadku starszych filmów kręconych analogowo. Owszem, kopie 4K wyglądają dobrze, ale no, nie jest to jakość Blu-Ray.

Dla przykładu, posiadam zarówno kopię fizyczną, jak i streamingową (na serwisie iTunes) filmu “Raiders of the Lost Ark” z 1981 roku. Zarówno Blu-Ray 4k, jak i stream, są w jakości 3840x2160p (lub 3840×1608, odliczając czarne pasy u góry i dołu ekranu, związane z formatem obrazu 2.39:1) i mają dostęp do HDR. Zakładam, że obie są skompresowane używając h.265. Wydawać by się mogło, że powinny być identyczne. A jednak Blu-Ray jest wyraźnie lepszy. Na pierwszy rzut oka widać, że dzięki niższej kompresji kopia fizyczna przechowuje więcej tekstury filmowej i detali. Nie mówię, że kopia streamingowa jest nie do obejrzenia, wręcz przeciwnie, wciąż wygląda dobrze, no ale dla mnie różnica jest dość wyraźna.

Zastanawiam się, czemu większość ludzi woli “streaming” zamiast Blu-Ray? Używam “streamingu” aby ćwiczyć swój angielski (oglądam filmy. które mnie nie obchodzą, bez napisów, i nie martwię się, że coś przegapię) czy odstresować się po uniwersytecie, ale wydaje mi się oczywiste, że Blu-Ray jest lepszym formatem dla filmów takich jak “Raiders”.

Osobiście jestem sporym fanem Blu-Ray’ów reżysera o nazwisku Nolan. On tworzy filmy (ściśle biorąc – niektóre sceny) na bardzo wysokiej jakości taśmie filmowej IMAX, która uchwytuje niewiarygodne detale. Zawsze czuję wizualny orgazm, oglądając jego filmy. [Tutaj](https://www.youtube.com/watch?v=SsbNOKn2cOs) jest przykład sceny nakręconej na taśmie IMAX. Należy zwrócić uwagę na to, że jest to mocno skompresowany plik, więc nie jest on w pełni reprezentatywny. Warto wspomnieć o tym, że Blu-Ray’e Nolana pokazują sceny IMAX w 1.78:1, kiedy kopie streamingowe ucinają je do 2.39:1 – jest to dość duża różnica. Powiem więcej: śmiejcie się, ile chcecie, ale ja chyba preferuję w tym wypadku 1.78:1 od 1.43:1. W warunkach domowych ma to więcej sensu.

Ciekaw jestem Waszych odpowiedzi. Czemu nie ma więcej fanów Blu-Ray i wszyscy preferują streaming? Ja jestem osobiście sporym fanem Blu-Ray.

17 comments
  1. Moim zdaniem streaming jest po prostu bardziej wygodny. Klik i leci. A nie wiem czy jest wiele osób które widzi różnice w jakości tak po prostu patrząc na tv z odległości 2-3 m. Podobna sytuacja z muzyką. Jak czasem puszczam coś z CD bo mam tam jakieś piosenki dla dzieci, które córka lubi, to cała ta otoczka jest męcząca w porównaniu do stramingu.

  2. Płyty są niewygodne i zagracają mieszkanie. Streaming jest niskiej jakości i kosztuje zbyt dużo w szczególności jeżeli ktoś korzysta z wielu platform.

    Jedyne słuszne wyjście to torrenty.

  3. Streaming jest na dłuższą metę tańszy i nieporównywalnie wygodniejszy. Różnica w jakości bez przyglądania się nie jest drastyczna. So tego trzymanie płyt zajmuje przestrzeń fizyczną. Są filmy, do których wracam raz na jakiś czas, ale duża większość to jednorazowe akcje, czasem nawet nie jestem w stanie obejrzeć ich do końca, kupowanie płyty za 50-80 zł to w tym wypadku po prostu marnowanie pieniędzy – to dwa miesiące streamingu.

  4. 3/4 ludzi ogląda content na telefonie i w nosie ma jego jakość. Co więcej, tej garstce desktopowców również ów jakość wisi – czego dowodem bardzo niski zasięg 4K na YT.

    Prawda jest taka że większość z nas jest kontent z 720p, wisi nam bitrate, aspect ratio i dźwięk w mono. Ważne żeby się nie zacinało i szybko ładowało. Całe lata 90 człowiek oglądał VHS i było super. Potem przyszło DVD i było jeszcze lepiej – w 480p. Muzyka w MP3, a filmy w DivXie.

    Teraz ludzie mają 4K w Netflixie, a i tak większość używa FullHD. To kto by miał dodatkowo płacić i się męczyć jakimiś dyskietkami?

  5. Wiele powodów, wymienię tylko kilka

    – brak miejsca, i nie mam na myśli tylko mikrokawalerek bo nawet w mieszkaniu 70+ metrów2 po prostu szkoda przestrzeni na trzymanie pudełek z płytami

    – koszty, za cenę jednego taniego odtwarzacza bluray można mieć 10 miesięcy netflixa, a to nie uwzględnia kosztu zakupu płyt z filmami

    – trzeba mieć naprawdę duży telewizor by rzeczywiście docenić 4K z odległości albo siedzieć niemal z nosem w telewizorze

    – bluraya nie zabiorę ze sobą w podróż

    – filmy które warto obejrzeć więcej niż raz w życiu i chciałbym do nich kiedyś powrócić można policzyć na palcach obu dłoni, lub nawet tylko jednej

    – jeśli chcę coś zobaczyć w świetnej jakości z bardzo dobrym dźwiękiem to wolę wyjść do kina w mało obleganej godzinie by mieć całą salę dla siebie i będzie mnie to kosztować może 20zł, kiedy sama płyta kosztuje o wiele więcej i nie muszę czekać pół roku na jej wyjście względem filmu

  6. dlatego ze spedziełem cały weekend chcąc obejrzeć film na Blu-Ray na Win10… musiałem wyciagnać z szafy kompa z win7 (bo moj napęd blue-raya nie działał pod win10, bo nie), zripowalem tam dysk pirackim softem, skopiowalem na nowego kompa i dopero wtedy udalo mi sie odtworzyć film przez vlc! Jebać blue-raye i microsoft! A na koncu okazało się że Blu-ray miał film “zremasterowany”, czyli przycieli go na chama z 4:3 do 16:9, obcinając sporo kadru…

  7. Z lenistwa. Płytę trzeba wyjąć, wsadzić do odtwarzacza, dopiero wtedy się rozsiąść na kanapie. Na koniec trzeba wyjąć płytę i ją schować. Streaming – bierzesz pilot i tyle. A jak się okaże, że dany film/serial akurat nie wchodzi, to w moment można go zmienić. Z płytą jest inaczej – trzeba wstać, wyjąć płytę z odtwarzacza, schować i wybrać coś innego, przez co proces zaczyna się od nowa. Niby banał, ale kluczowy.

  8. Wygoda i lenistwo. Społeczeństwo mocno się rozleniwiło w ostatnich latach i nic na to nie poradzisz.

  9. Omg. Nie mam żadnego napędu optycznego (tak to się w ogóle nazywa? XD ) od co najmniej 10 lat. Ani w domu, ani w aucie. Ostatnie czego potrzebuje, to zmarnowana przestrzeń na jakieś płyty.

  10. A po co mam trzymać kolekcję srebrnych dysków w domu? Tylko miejsce zajmują.

    Ostatnio wszystko zmieliłem, bo nikt tego nie używał od kilku lat.

Leave a Reply