TL;DR: Wojtyła wiedział o księżach pedofilach, stosował wobec nich kary kanoniczne (np. przenoszenie do innych parafii i ograniczenia). Ludzie którzy wiedzieli woleli zamiatać sprawy pod dywan żeby “władza się nie dowiedziała”.

6 comments
  1. Istotne cytaty z artykułu, jak komuś się nie chce czytać całego:

    >Tamta opowieść dotyczyła ks. Eugeniusza Surgenta oraz kilku biskupów, którzy podejmowali decyzje, wiedzieli lub mogli wiedzieć o jego przestępczych działaniach. I choć jakieś ograniczenia na niego nakładano, to jednak duchowny wędrował między diecezjami i wciąż krzywdził dzieci. Działo się to także za przyzwoleniem organów ścigania komunistycznego państwa.
    >
    >Decyzje w sprawie ks. Surgenta podejmował też kard. Karol Wojtyła. Można się zastanawiać nad tym, czy były one wystarczające, ale wydaje się, że dość przekonująco udowodniliśmy, że działał w zakresie swoich kompetencji i ostateczne słowo w sprawie ewentualnej kary dla duchownego pozostawił jego ordynariuszowi, którym był biskup lubaczowski. Na to, że Surgent po wyjściu z więzienia pracował jeszcze w dwóch innych diecezjach, ówczesny metropolita krakowski nie miał żadnego wpływu.
    Ale na to, co działo się z księdzem Józefem Lorancem, który od święceń kapłańskich aż do śmierci w roku 1992 był duchownym archidiecezji krakowskiej, już tak. Z materiałów archiwalnych, do których dotarliśmy, wynika, że w jego przypadku kard. Wojtyła podjął błyskawiczne, zgodne z kodeksem prawa kanonicznego (KPK), decyzje. I choć potem stopniowo uchylał ciążące na nim kary kościelne i okazywał mu daleko idące miłosierdzie, to jednak zachowywał czujność.

    ​

    >Dotyczyła rozmowy, którą pracownik bezpieki przeprowadził w Komitecie Powiatowym PZPR w Żywcu. Jej konkluzja sprowadzała się do stwierdzenia, że **„nauczający religii we wsi Mutne ks. wikary z par. Jeleśnia podczas nauki religii w tamtejszej kaplicy parafialnej deprawuje dzieci oraz wyżywa się lubieżnie z nieletnimi dziewczynkami”.**

    ​

    >„podczas nauki religii w tamtejszej kaplicy parafialnej wybiera sobie co ładniejsze dziewczynki z klas od I–VIII [błąd pisarski, bo w rzeczywistości chodziło o uczennice klas I–V – przyp. aut.] i sadza je w pierwszej ławce a następnie pozorując z dzieckiem grę »w chowanego« **przykrywa dziecko sutanną albo płaszczem kładąc jedną nogę na ławce a następnie danej dziewczynce wkłada do ust członka, kładzie ręce dziewczynki na członka, każe się im bawić, ociera nim szyje i twarz dziecka.** Proceder ten, jak wynika z rozeznania obydwu Kierowników Szkół zaczął uprawiać od początku bieżącego roku szkolnego, który trwał do chwili obecnej. W tym czasie ks. Loranc polecił w kaplicy w Mutnym założyć firanki na oknach, ażeby nie zostać podpatrzonym przez inne osoby, kiedy to »zabawiał« się z dziewczynkami. **Lubieżne stosunki ks. Loranc uprawiał z kilkunastoma uczennicami ze wszystkich klas, które wyróżniały się urodą i czystością”.**

    ​

    >Przestępcze czyny księdza wydały się przypadkowo w końcu lutego 1970 r., kiedy jedna z molestowanych dziewczynek wyznała nieco starszej krewnej, że **„ksiądz na religii każe dziewczynkom bawić się »czymś«, co wyjmuje ze spodni, wkłada im to do ust i każe tym bawić się rękoma”**. Kuzynka powtórzyła opowieść matce dziewczynki, a ta poinformowała inne, które w rozmowach z córkami potwierdziły te informacje. Kobiety razem z dziećmi poszły na skargę do proboszcza parafii Jeleśnia – ks. Feliksa Jury (1912–2008). Ksiądz nakazał kobietom nie rozpowszechniać tych wiadomości.

    ​

    >Jednak wieść szybko rozeszła się po Jeleśni. Esbek pisał, że „wytworzyły się dwa obozy kobiet, z których jeden był p-ko ks. Lorancowi, drugi zaś stawał w jego obronie poddając w wątpliwość wiarygodność opowiadań dzieci i [kobiety] stanęły na stanowisku, **ażeby w tej sprawie nic nie mówić a na wypadek gdyby władze się o tym dowiedziały mówić, że nic się nie wie”.** Tak początkowo postąpiła matka jednej wykorzystanej przez księdza. Kategorycznie odmówiła funkcjonariuszowi SB sporządzenia odręcznego oświadczenia na temat zachowań ks. Loranca, tłumacząc, że **„boi się ludzi we wsi, bo gdyby się dowiedzieli, że ona w tej sprawie coś powiedziała, to nie miałaby tutaj dalej życia”**. Później zeznania złożyła.

  2. “Kara kanoniczna” to chuj nie kara. Jedyny plus w tym wszystkim, to jeżeli Wojtyła miał rację w tym co głosił to teraz smaży się w piekle.

  3. Znałem takiego jednego księdza, co miał dziecko z katechetką. Jak to się wydało, przenieśli go do innej parafii. Jak zaczął przyjeżdżać do dziecka, a później okazało się, że w innej parafii też ma dziecko, upozorowali jego śmierć, zmienili tożsamość i przenieśli do kolejnej parafii.

    Niestety rączka rączkę myje. Wszyscy wiedzą, ale zamiatają to pod dywan.

  4. Kościół to jedno, ale mnie bardziej zastanawia dlaczego władza świecka dała tylko 2 lata i wypuściła go po roku

  5. W artykule dość kluczowe jest to, ze Wojtyła **nie** nałożył kary kanonicznej ponieważ ksiądz **został** już ukarany przez władzę świecką.

    >Zaniechanie wymiaru kary przez trybunał kościelny ani nie przekreśla przestępstwa, ani nie zmazuje winy. Każde przeztępstwo winno być ukarane. Jeżeli więc w wypadku Księdza do wymiaru kary nie doszło, to ze względu na specjalne okoliczności, przewidziane przez Ustawodawcę kościelnego w kan.2223 par.3 n.2. Okolicznością specjalną, która skłoniła sędziów Trybunału Metropolitalnego w Krakowie do zaniechania kary, był wyrok trybunału państwowego, a więc ukaranie Księdza przez władzę świecką.

    Czyli chyba władza się dowiedziała, skoro ukarała. OPie, gdzie to jest w TL;DR albo istotnych cytatach?

Leave a Reply