W ogóle się nie rozadnie, a wręcz przeciwnie, urośnie w siłę.
Imo Morawiecki jest zdecydowanie większym demagogiem od Kaczyńskiego, lepiej odnajduje się w nowych mediach i wie czego nie mówić.
Pisowi udało się zbudować bardzo silną siatkę wpływów. Śmierć prezesa doprowadzi do małych przepychanek miedzy ziobrem, a Morawieckim, nic więcej.
Ludzie, którzy wierzą że PiS się rozpadnie jak Kaczyńskiego nie będzie, bo “każdy się weźmie za łby” powinni wyjść ze świata fantazji. Władzę obejmie pewnie albo jakiś kompromisowy kandydat różnych frakcji, jeżeli żadna z nich nie osiągnie przewagi co jest chyba najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
A gdzie Beatka? XD
bosak zostanie wcielony i zostanie tam liderem
To, co z sanacją. Trochę będzie udawać, że istnieje, ale w praktyce rozpadnie się. Morawiecki jest dla nich obcy, a ponieważ do momentu, gdy Kaczyńskiego nie będzie, przeróżne problemy się ujawnią, utopią tego krzywoustego kapitana z całym statkiem szczurów jako winnego katastrofy. Duda udowodnił, że nie zamierza budować własnego ośrodka władzy, bo gdyby zamierzał, to druga kadencja od startu byłaby istotnie różna od tego, co pokazuje. Coś tam zablokował, gdy już było krańcowo durne, ale żeby mieć stronnictwo, musiałby w ramach szerokiego spektrum pomysłów z pisowskiej stajni wykroić sobie coś osobnego, może bardziej centrowego. Nie wiem – nie ma znaczenia, on tego nie robi, nie chce czynie umie, to już bez znaczenia. Elżbieta Witek nic nie znaczy. To już Jadwiga Wiśniewska jest bardziej perspektywiczna, ale żadnej z pis-pań buldogi nie dają szans, żaden się pod “babę” nie podczepi. Dwa strzały są dobre. Jeden to Błaszczak, przy czym nie musi być osobiście Błaszczakiem, może to być też inna postać z grupy partyjnych dupolizów, która będzie próbowała przejść większość spadku. Jakiś Sasin czy inna potwora. Ten stary dziad dawny hipis byłby symboliczny 🙂 No mniejsza który. To będzie opcja “my tacy, jak nas uczył nasz Wódz”. Jakkolwiek nawet mało będzie to mieć wspólnego z rzeczywistością. Drugi trafny strzał to Ziobro. Ale on ma mniejsze szanse, bo jednak jest teoretycznie z innej partii, więc nie będzie budował stronnictwa wokół symbolicznej partii nieomylnego wodza, co go stawia na gorszej pozycji. Brakuje jednej ważnej osoby. O ile kontynuanta Błaszczakopodobnych to będzie deklarowana doktrynalna zgodność z Wodzem, szermowanie hasłami, ileśmy to wam dali i jak spełniali obietnice oraz wściekły ruch na wszelkie synekury, to jest jeszcze drugie, ostatnio trochę wyciszone skrzydło PiS. Jeśli dożyje, a raczej bestia żywotna, to stanie na jego czele Macierewicz. No, niech będzie nawet kto inny, ale chodzi o to bogoojczyźniane-radiomaryjne-zamachosmoleńskie skrzydło, które będzie straszyć, że wszędzie spisek przeciw ojczyźnie i tylko pod jej znakami ocalenie. To będą dwa obozy postsanacyjne. Znaczy postkaczystowskie. Miękiszony-wyznawcy wodza oraz Wszędziespiskowcy-wyznawcy religii smoleńskiej (niekoniecznie sam smoleńsk musi być tej religii podstawą, chodzi o takie religijne zacięcie i o syndrom twierdzy).
Reasumując: najpierw szok i niedowierzanie, najpierw deklaracje pozostania zjednoczonym, zaraz potem wzięcie się za mordy dwóch wymienionych obozów. Nie wiem, jak długo przetrwa potem iluzja, że są zjednoczeni, w każdym razie nikt nie będzie dominował jednoosobowo.
Może martwić coś innego: jaka będzie reakcja, odpowiedź, propozycja na to rozpadnięcie się obozu pisowskiego po kaczyńskim ze strony innych sił politycznych. Czy ktoś będzie miał ofertę dla tych ludzi, którzy będą gotowi szukać sobie nowego lidera, czy też będzie się ich próbowało spuścić do szamba, a tym samym wzmocnić macierewiczowską kontynuację pisu?
Te scenariusze zakładają, że Kaczyński odchodzi nie tylko z partii. Bo jeśli odejdzie tylko z partii, to bardzo możliwe, że mimo wszystko zachowa wpływ. Wielu wyznawców (nie mylić z wyborcami pisu, którzy poparli go sytuacyjnie, warunkowo, chwilowo i tak dalej) nie popiera pisu, tylko popiera kaczyńskiego. Dziś Morawiecki dla takich to premier tysiąclecia. Gdyby jutro Jarkacz powiedział, że Morawiecki do rzyci, ale nie może go zwolnić, bo partia nie pozwala, to by wyszli na ulice wołać, że nie nasz premier i w ogóle won. Braknie Kaczyńskiego, to będzie jak z Watykanem, w którym brakło papieża-polaka. No niby dalej jest, ale… kiedyś nikt by słowa nie powiedział, co by papież nie ogłosił, a dziś się dopuszcza możliwość stwierdzenia, że pieprzy. Zatem jeśli kaczyński odejdzie tylko z partii, to wtedy niewiele się zmieni, wtedy możliwy jest nawet morawiecki jako lider, albo błaszczak. albo kto tam zostanie wylosowany. Przy czym to prawdopodobnie tylko opóźni procesy rozpadu. Bo kaczyński raczej jest jednym z tych ludzi, co by dociągnęli setki, gdyby im dali się bawić tym, co ich kręciło całe życie, a którzy umierają w trzy tygodnie po sześćdziesiątce, gdy się okazuje, że już są na marginesie i ich nie trzeba – i ich organizm ich samodzielnie kasuje z dalszego udziału.
6 comments
A myslicie że sama z Kaczyńskim się rozpadnie?
W ogóle się nie rozadnie, a wręcz przeciwnie, urośnie w siłę.
Imo Morawiecki jest zdecydowanie większym demagogiem od Kaczyńskiego, lepiej odnajduje się w nowych mediach i wie czego nie mówić.
Pisowi udało się zbudować bardzo silną siatkę wpływów. Śmierć prezesa doprowadzi do małych przepychanek miedzy ziobrem, a Morawieckim, nic więcej.
Ludzie, którzy wierzą że PiS się rozpadnie jak Kaczyńskiego nie będzie, bo “każdy się weźmie za łby” powinni wyjść ze świata fantazji. Władzę obejmie pewnie albo jakiś kompromisowy kandydat różnych frakcji, jeżeli żadna z nich nie osiągnie przewagi co jest chyba najbardziej prawdopodobnym scenariuszem.
A gdzie Beatka? XD
bosak zostanie wcielony i zostanie tam liderem
To, co z sanacją. Trochę będzie udawać, że istnieje, ale w praktyce rozpadnie się. Morawiecki jest dla nich obcy, a ponieważ do momentu, gdy Kaczyńskiego nie będzie, przeróżne problemy się ujawnią, utopią tego krzywoustego kapitana z całym statkiem szczurów jako winnego katastrofy. Duda udowodnił, że nie zamierza budować własnego ośrodka władzy, bo gdyby zamierzał, to druga kadencja od startu byłaby istotnie różna od tego, co pokazuje. Coś tam zablokował, gdy już było krańcowo durne, ale żeby mieć stronnictwo, musiałby w ramach szerokiego spektrum pomysłów z pisowskiej stajni wykroić sobie coś osobnego, może bardziej centrowego. Nie wiem – nie ma znaczenia, on tego nie robi, nie chce czynie umie, to już bez znaczenia. Elżbieta Witek nic nie znaczy. To już Jadwiga Wiśniewska jest bardziej perspektywiczna, ale żadnej z pis-pań buldogi nie dają szans, żaden się pod “babę” nie podczepi. Dwa strzały są dobre. Jeden to Błaszczak, przy czym nie musi być osobiście Błaszczakiem, może to być też inna postać z grupy partyjnych dupolizów, która będzie próbowała przejść większość spadku. Jakiś Sasin czy inna potwora. Ten stary dziad dawny hipis byłby symboliczny 🙂 No mniejsza który. To będzie opcja “my tacy, jak nas uczył nasz Wódz”. Jakkolwiek nawet mało będzie to mieć wspólnego z rzeczywistością. Drugi trafny strzał to Ziobro. Ale on ma mniejsze szanse, bo jednak jest teoretycznie z innej partii, więc nie będzie budował stronnictwa wokół symbolicznej partii nieomylnego wodza, co go stawia na gorszej pozycji. Brakuje jednej ważnej osoby. O ile kontynuanta Błaszczakopodobnych to będzie deklarowana doktrynalna zgodność z Wodzem, szermowanie hasłami, ileśmy to wam dali i jak spełniali obietnice oraz wściekły ruch na wszelkie synekury, to jest jeszcze drugie, ostatnio trochę wyciszone skrzydło PiS. Jeśli dożyje, a raczej bestia żywotna, to stanie na jego czele Macierewicz. No, niech będzie nawet kto inny, ale chodzi o to bogoojczyźniane-radiomaryjne-zamachosmoleńskie skrzydło, które będzie straszyć, że wszędzie spisek przeciw ojczyźnie i tylko pod jej znakami ocalenie. To będą dwa obozy postsanacyjne. Znaczy postkaczystowskie. Miękiszony-wyznawcy wodza oraz Wszędziespiskowcy-wyznawcy religii smoleńskiej (niekoniecznie sam smoleńsk musi być tej religii podstawą, chodzi o takie religijne zacięcie i o syndrom twierdzy).
Reasumując: najpierw szok i niedowierzanie, najpierw deklaracje pozostania zjednoczonym, zaraz potem wzięcie się za mordy dwóch wymienionych obozów. Nie wiem, jak długo przetrwa potem iluzja, że są zjednoczeni, w każdym razie nikt nie będzie dominował jednoosobowo.
Może martwić coś innego: jaka będzie reakcja, odpowiedź, propozycja na to rozpadnięcie się obozu pisowskiego po kaczyńskim ze strony innych sił politycznych. Czy ktoś będzie miał ofertę dla tych ludzi, którzy będą gotowi szukać sobie nowego lidera, czy też będzie się ich próbowało spuścić do szamba, a tym samym wzmocnić macierewiczowską kontynuację pisu?
Te scenariusze zakładają, że Kaczyński odchodzi nie tylko z partii. Bo jeśli odejdzie tylko z partii, to bardzo możliwe, że mimo wszystko zachowa wpływ. Wielu wyznawców (nie mylić z wyborcami pisu, którzy poparli go sytuacyjnie, warunkowo, chwilowo i tak dalej) nie popiera pisu, tylko popiera kaczyńskiego. Dziś Morawiecki dla takich to premier tysiąclecia. Gdyby jutro Jarkacz powiedział, że Morawiecki do rzyci, ale nie może go zwolnić, bo partia nie pozwala, to by wyszli na ulice wołać, że nie nasz premier i w ogóle won. Braknie Kaczyńskiego, to będzie jak z Watykanem, w którym brakło papieża-polaka. No niby dalej jest, ale… kiedyś nikt by słowa nie powiedział, co by papież nie ogłosił, a dziś się dopuszcza możliwość stwierdzenia, że pieprzy. Zatem jeśli kaczyński odejdzie tylko z partii, to wtedy niewiele się zmieni, wtedy możliwy jest nawet morawiecki jako lider, albo błaszczak. albo kto tam zostanie wylosowany. Przy czym to prawdopodobnie tylko opóźni procesy rozpadu. Bo kaczyński raczej jest jednym z tych ludzi, co by dociągnęli setki, gdyby im dali się bawić tym, co ich kręciło całe życie, a którzy umierają w trzy tygodnie po sześćdziesiątce, gdy się okazuje, że już są na marginesie i ich nie trzeba – i ich organizm ich samodzielnie kasuje z dalszego udziału.