Odpowiadam – ten pan ma akurat takich znajomych. Anegdota vs anegdota, prawie wszyscy moi znajomi w moim wieku (40 lat) są w związkach małżeńskich, a o czymś takim jak “odkładanie ślubu w celu weryfikacji partnerki” jak żyję nie słyszałem.
Tzn. weryfikacja jest oczywista. Dlatego nie bierze się ślubu na drugi dzień po poznaniu kogoś tylko miesiące, a najczęściej lata później.
Ale może być też tak, że ja mam ogląd z biedackich nizin społecznych, a bogate elity faktycznie mierzą się z takimi problemami, w sumie jakoś specjalnie by mnie to nie zdziwiło.
Z partnerką jestem od 9 lat w związku. Narzeczeństwo zaczęło się chyba jakieś 7-8 lat temu. I tak sobie żyjemy na kocia łapę. Znajomi jak są to po ślubach (z mniejszym stażem związku), nam się po prostu nie chce, słabi jesteśmy w załatwianiu spraw formalnych i lazeniu po urzędow i leniwi. Czy ułatwiło by to nam jakoś różne sprawy? Pewnie tak, mógłbym zrobić z niej współwłaścicielke mieszkania na wszelki wypadek i inne pierdoły, które daje bycie małżeństwem.
Więc w sumie jesteśmy w mniejszości nie biorąc ślubu.
Co do argumentów to z tego co mi wiadomo nie mamy jeszcze w polskim prawie czegoś takiego jak “związki partnerskie” więc instytucja małżeństwa nadaje różne prawa i obowiązki. Wydaje mi się, że para nie będąca po ślubie nie może po sobie dziedziczyć bez pozostawienia testamentu, a nawet jeśli to nie bez zapłacenia podatku.
“w celu weryfikacji partnerki” – dowód anegdotyczny więc oczywiście mocno z pizdy, ale jeszcze nie spotkałem się z sytuacją gdy po czasie tego typu argument nie był zakamuflowanym niezadowoleniem z partnerki i zostawianiem sobie wolnej drogi ucieczki gdyby tylko pojawił się ktoś ładniejszy/bystrzejszy/z wyższej klasy społecznej etc
Z jednej strony nie widzę niczego takiego wśród znajomych.
Z drugiej strony byliśmy z obecną żoną razem z 5 lat, mieszkaliśmy od ponad 2 zanim wzięliśmy ślub. Przeważyły jedynie kwestie formalne bo na świat miała przyjść nasza pierwsza córka. Gdyby nie to, to pewnie w ogóle byśmy sobie dupy nie zawracali.
Uważam że śluby to po prostu kwestia tradycji i nacisku rodziny.
A jak się weryfikuje partnerki/ów? Bo KK zakazuje sprawdzenia kompatybilności przed ślubem.
Aaa, o wierność chodzi. To trzeba Rutkowski Patrol wysłać, żeby śledzić czy baba się z jakiś nie…
​
Sorry, wkurzyłam się.
Sa Podatkowe benefity, jezeli jedna z osób zarabia mniej, mniej problemów z dziedziczeniem, jasne decyzyjności w razie wypadku i kontaktu z szpitalem. No mimo wszystko troche tego jest. Chociaz można by to ogarnąć zwiazkami partnerskimi czy coś (w sensie ustawowo, narazie jest lipa)
Moja partnerka nie chce się zgodzić na inny ślub niż kościelny. Ja do kościoła nie pójdę, bo brzydzę się hipokryzją i sam nie chcę wymawiać formułek, z którymi się nie zgadzam.
Zatem nie będzie ślubu.
r/AreTheStraightsOK
Jeden z lepszych argumentów to wspólne rozliczanie podatków. Żona jest dla mnie znacznym zwolnieniem z podatków przy wspólnym rozliczeniu więc dostaję w marcu kilka tysięcy zwrotu :).
Nope. Jestem Millenialsem. W moim warszawskim otoczeniu to raczej norma.
Weryfikacja partnerki to jest w związku przed ślubem, po dłuższym czasie razem + mieszkaniu wspólnym już wiesz czy chcesz być razem do końca życia czy czekasz na lepszą opcję.
Po co być z kimś kogo podejrzewasz i musisz nieustannie weryfikować?
I rozczulające jest, że oczywiście to panowie “weryfikują partnerki”, kobiety nie mają w tych decyzjach nic do powiedzenia. Pewnie jakby były to by misiaczkow od razu od ołtarza ciągnęły
>w celu weryfkacji partnerki
zabrzmiało to jakby myślał że to wymyślił. “Weryfikacja partnerki/a” to jest…. chodzenie ze sobą, dość znana praktyka
Hm, wydaje mi się, że jak się dwie osoby kochają, to chcą się wzajemnie zabezpieczyć na przyszłość, sprawy spadkowe bez uregulowanego stosunku potrafią się ciągnąć latami na przykład. Dziedziczenie, decyzje zdrowotne, może wspólne podatki jeśli się opłaca, wydaje mi się jednak ze jest trochę korzysci. Ale na pewno w dużej mierze ten symboliczny wydźwięk jest ważny, może dla niektórych ważniejszy. Kurczę, jednak mówiąc jako osoba w 7letnim związku – jest coś miłego w myśli o wzięciu ślubu. Symbolika dla niektórych ma większe, dla innych mniejsze znaczenie oczywiscie, ale mi będzie miło powiedzieć o nim jako o mężu. A kwestia sprawdzenia się wzajemnie przed ślubem – no pewnie ze tak, wg mnie nawet trzeba, śluby bez uprzedniego mieszkania i bycia ze sobą powyzej roku, jak już pierwsze hormony opadną, to jest dla mnie jakieś kuriozum.
Lubię małżeństwo, bo jest romantyczne.
Nie żeniłabym się z niekompatybilną partnerką.
Szitpost w celu krecenia gownoburzy xD
Przed ślubem można spisać stan majątku, żeby tym biednym mężczyznom te paskudne baby nie zabrały majątku.
Istnieje kilka rodzajów intercyz i warto się z tym zapoznać, tak samo jak z prawem dziedziczenia (dzietni, bezdzietni, testament, dziedziczenie ustawowe, podatki) oraz kwestia darowizn.
Ślub poza podatkami, aspektem religijnym, daje także benefity np. medyczne (np. L4 opiekuńcze lub zasiłek w razie wypadku), ale także wielu osobom daje komfort psychiczny i jest kolejnym ważnym wydarzeniem/kamieniem milowym w życiu. No i sama ceremonia może być fajnym przeżyciem (czy to cywilna, wyznaniowa czy humanistyczna).
Natomiast warto oczywiście zabezpieczyć siebie w razie wypadku, śmierci czy rozwodu, a od tego są różne sposoby.
Żenujące jest dla mnie za to podchodzenie do małżeństwa jak do obowiązku, a potem płakanie że oj oj ona/on taki zły. Nie każdy jest stworzony do małżeństwa, nie każdy powinien brać ślub i niekoniecznie z daną osobą. Takich refleksji jednak powinno się dokonać PRZED zaręczynami, a nie potem biadolić na swój zywot, bo się stchórzylo czy oszukiwało samego siebie.
Kwestia tych alimentów brzmi również jak płacz alimenciarzy, którzy robią wszystko żeby płacić jak najmniej na swoje dzieci, bo przecież po rozwodzie o dziecku można zapomnieć, a przynajmniej o jego utrzymaniu.
I tak tak jasne, są różne sytuacje, są zarówno nieczciwi faceci jak i babki, a najgorzej jak trafi kosa na kamień 🥲
Warto też zauważyć, że wciąż to kobiety wykonują większość domowych obowiązków, za które nie są wynagradzane, andropauza to “ciekawy” etap życia rodzinnego, a kobiety muszą rezygnować z rozwoju kariery bo dzieci, dom, mąż…
Ogólnie bardzo smutne jak ktoś tak podchodzi do związków (jakichkolwiek), ale jak chce to spoko, byle tak nie jęczał
Każdy kij ma dwa końce. Są momenty w życiu, gdy jesteś silny i niezależny – wówczas patrzysz na partnera bardziej krytycznym wzrokiem i wymagasz, aby dotrzymywał(a) Ci tempa.
Czasem jednak czujesz się zagubiony, osaczony przez rzeczywistość, z którą sobie nie radzisz. Wówczas partner u boku to prawdziwy skarb i wsparcie.
Małżeństwo w moich oczach nieco cementuje tę symbiozę dwojga ludzi. Ktoś powie “nie potrzebuję ślubu, żeby trwać przy ukochanej/nym”. W porządku, inaczej ślub z taką osobą i tak nie miałby sensu. Jednak w momencie zwątpienia, problemów z sobą czy depresji, trudno o obiektywną ocenę sytuacji. Małżeństwo potrafi dać w takich sytuacjach pewną psychologiczną podporę, że ten związek jednak jest na poważnie.
Ze mną było tak, że kiedy poznałem swoją obecną żonę po prostu poczułem, że to jest TA i to jest TEN czas. I dłużej szukać nie ma czego bo nic lepszego już raczej nie znajdę. A tak będzie przyklepane.
​
I generalnie jakoś tak cieplej na serduszku, ze świadomością że ma się nie dziewczynę tylko żone.
Warto jeszcze dodać, że ślub daje możliwość przelewania między sobą pieniędzy bez płacenia podatku od darowizny po przekroczeniu kwoty wolnej – my głównie z tego powodu wzięliśmy ślub cywilny bez wesela, bez żadnych sukni, obrączek + tylko najbliższa rodzine zaprosiliśmy. Ja nawet nazwiska nie zmieniałam XD Ale za to jaka oszczędność na podatkach, bo mamy osobne konta bankowe, a co miesiąc leci ode mnie przelew na nadpłatę kredytu, a progi są tak niskie ze po 2 mc już musielibyśmy bulic 12% podatku 🫠
Nie wiem jak inne kobiety, ale ja byłam nauczona, żeby nie bawić się w żonę nie będąc żoną.
Jest sens w małżeństwie, można razem się rozliczać podatkowo, partner po tobie dziedziczy, może mieć dostęp do informacji i ogólnie ogarniać temat jak wyladujesz nieprzytomny w szpitalu i wiele innych.
Nie znaczy to że trzeba się hajtac przy prawiczku w sutannie, może to zrobić urzędnik państwowy i to jest akurat chyba nieźle rosnący trend, co mnie akurat cieszy.
Słuchajcie jak wy nie chcecie ślubów to gejuchy z chęcią przyjmą 🙃
Jestesmy narzeczenstwem od wielu lat. Niestety narzeczona z wielu powodow zarabia o wiele mniej odemnie. Ze strachu, ze po slubie stracimy szanse na jakikolwiek kredyt hipoteczny, wole abysmy poczekali az uzbieramy na ten cholerny wklad wlasny a po otrzymaniu kredytu wzieli slub…
sytuacja prawna dzieci? nie wiem, jeszcze nie mam również się nie żeniłem mimo mieszkania razem 3 lata, sądzę nie byłoby różnicy a presja dziadków na to żeby ślub był kościelny mnie do niego zniechęca, również nie lubię wesel.
Statystycznie mężczyźni zyskują na związku małżeńskim- są zdrowsi, żyją dłużej i są szczęśliwsi. Dla kobiet jest dokładnie na odwrót. Autor badania (o poziomie szczęścia) na pół żartobliwie zasugerował, że najlepiej by było, gdyby wszyscy mężczyźni brali śluby, a wszystkie kobiety pozostawały niezamężne i bezdzietne.
Wynika to najprawdopodobniej z tego, że kobiety przyjmują większość obowiązków domowych w związku nawet jeśli pracują w takim samym wymiarze. Perspektywy zawodowe mężczyzn polepszają się w związku z założeniem rodziny (bo potrzebuje bardziej, bo jest pewniejszy, bo ma rodzinę na głowie), a kobiet pogarsza się (bo dzieci).
Dziwna sprawa. Bo jak podepnie się człowiek pod tego typu sentymenta, od razu dostanie łatkę incela albo konfiarskiego frustrata.
Ale powiem tak – moje doświadczenia z kobietami sprawiły, że stałem się BARDZO ostrożny. I, jak wspomniałem, nie jestem incelem, nie jestem frustratem, gardzę egzaltacją ruchu MGTOW, mało tego – zdaję sobie sprawę z tego, że sam jestem poniekąd odpowiedzialny za moje złe przeżycia, bo być może muszę mieć jakiś wzorzec, wedle którego dobieram sobie takie, a nie inne kobiety. Ale stało się, co się stało.
Przeżyłem narcystyczną sadystkę, która rozwaliła mi psychę na dwa lata jak nic. Przeżyłem też kobietę, która jednego tygodnia podpisywała ze mną umowę na nowe mieszkanie i mówiła o tym, że chce mieć ze mną dzieci, żeby dwa tygodnie później mieć wyskok z kolegą z pracy, spakować się w dwa dni, spier****ć ode mnie i zostawić mnie z przytłaczającym zobowiązaniem finansowym.
Więc na myśl o tym, że miałbym komuś ułatwiać robotę w byciu wydymanym, otworzyć furtki do ściągania ode mnie alimentów (EDIT: małżeńskich alimentów), dzielić majątek (którego po prawdzie specjalnego nie mam), albo bić się o dzieci, które raczej ona dostanie – robi mi się na to wszystko kwaśno na duchu. Mówiąc bardzo eufemistycznie.
Prawo małżeńskie i rodzicielskie jest napisane pod stare zasady, a tematu seksizmu w drugą stronę, zwłaszcza w Polsce, gdzie panuje kult Matki Boskiej i matki polki, nie rusza się za specjalnie. Dopóki w tej kwestii coś się nie zmieni, legalne zawarcie małżeństwa i dzieci autentycznie napełniają mnie niepokojem.
Szukam sobie nowej partnerki, staram się być pozytywny, chce się znowu zakochać, ale myślę, że do tego wszystkiego kwit nie jest potrzebny. Bez cyrografu sprawa wydaje się o wiele bardziej przejrzysta i dla mnie bezpieczna. Choć pewnie przemawia przeze mnie ignorancja, bo bez ślubu pewnie jest realnie trudniej. Ale cóż. Tradycja ślubu mnie po prostu przytłacza i niepokoi, więc nie chcę się narażać na konsekwencje wynikające z jej wpływu na psychikę małżonków.
Jak się wyjeżdża na dłużej do innego państwa to bardzo pomaga z formalnościami, np. zezwolenie na pobyt i pracę dla partnera/ki osoby zaproszonej przez jakąś firmę jest zwykle automatyczne, większy majątek można przewozić bez cła itp.
W Polsce dużo niższy podatek dochodowy jeśli partner/ka zarabia znacząco mniej lub wcale, nie trzeba też udzielać pełnomocnictw do wszystkiego.
Raczej przypadek, znam chyba tylko z 3 osoby w związku bezślubnym. Chociaż może dlatego, że mieszkam we wsi
Nie wiem może, albo nawet nie trend tylko korelacja, tak samo jak to że on jest przebraną małą syrenką a nie polakiem
Jak dla mnie to jest to po prostu kwestia pokazania zaufania do partnera/partnerki.
Zrób sobie w konsulacie za granicą. Można wszystkie formalności na maila. Z pierwszej ręki info.
Mężczyzna to powinien za mąż wychodzić a nie
Trend ogólno światowy!
Tylko tradycja. Nawet podatkowo to już nie ma sensu.
37 comments
Odpowiadam – ten pan ma akurat takich znajomych. Anegdota vs anegdota, prawie wszyscy moi znajomi w moim wieku (40 lat) są w związkach małżeńskich, a o czymś takim jak “odkładanie ślubu w celu weryfikacji partnerki” jak żyję nie słyszałem.
Tzn. weryfikacja jest oczywista. Dlatego nie bierze się ślubu na drugi dzień po poznaniu kogoś tylko miesiące, a najczęściej lata później.
Ale może być też tak, że ja mam ogląd z biedackich nizin społecznych, a bogate elity faktycznie mierzą się z takimi problemami, w sumie jakoś specjalnie by mnie to nie zdziwiło.
Z partnerką jestem od 9 lat w związku. Narzeczeństwo zaczęło się chyba jakieś 7-8 lat temu. I tak sobie żyjemy na kocia łapę. Znajomi jak są to po ślubach (z mniejszym stażem związku), nam się po prostu nie chce, słabi jesteśmy w załatwianiu spraw formalnych i lazeniu po urzędow i leniwi. Czy ułatwiło by to nam jakoś różne sprawy? Pewnie tak, mógłbym zrobić z niej współwłaścicielke mieszkania na wszelki wypadek i inne pierdoły, które daje bycie małżeństwem.
Więc w sumie jesteśmy w mniejszości nie biorąc ślubu.
Co do argumentów to z tego co mi wiadomo nie mamy jeszcze w polskim prawie czegoś takiego jak “związki partnerskie” więc instytucja małżeństwa nadaje różne prawa i obowiązki. Wydaje mi się, że para nie będąca po ślubie nie może po sobie dziedziczyć bez pozostawienia testamentu, a nawet jeśli to nie bez zapłacenia podatku.
“w celu weryfikacji partnerki” – dowód anegdotyczny więc oczywiście mocno z pizdy, ale jeszcze nie spotkałem się z sytuacją gdy po czasie tego typu argument nie był zakamuflowanym niezadowoleniem z partnerki i zostawianiem sobie wolnej drogi ucieczki gdyby tylko pojawił się ktoś ładniejszy/bystrzejszy/z wyższej klasy społecznej etc
Z jednej strony nie widzę niczego takiego wśród znajomych.
Z drugiej strony byliśmy z obecną żoną razem z 5 lat, mieszkaliśmy od ponad 2 zanim wzięliśmy ślub. Przeważyły jedynie kwestie formalne bo na świat miała przyjść nasza pierwsza córka. Gdyby nie to, to pewnie w ogóle byśmy sobie dupy nie zawracali.
Uważam że śluby to po prostu kwestia tradycji i nacisku rodziny.
A jak się weryfikuje partnerki/ów? Bo KK zakazuje sprawdzenia kompatybilności przed ślubem.
Aaa, o wierność chodzi. To trzeba Rutkowski Patrol wysłać, żeby śledzić czy baba się z jakiś nie…
​
Sorry, wkurzyłam się.
Sa Podatkowe benefity, jezeli jedna z osób zarabia mniej, mniej problemów z dziedziczeniem, jasne decyzyjności w razie wypadku i kontaktu z szpitalem. No mimo wszystko troche tego jest. Chociaz można by to ogarnąć zwiazkami partnerskimi czy coś (w sensie ustawowo, narazie jest lipa)
Moja partnerka nie chce się zgodzić na inny ślub niż kościelny. Ja do kościoła nie pójdę, bo brzydzę się hipokryzją i sam nie chcę wymawiać formułek, z którymi się nie zgadzam.
Zatem nie będzie ślubu.
r/AreTheStraightsOK
Jeden z lepszych argumentów to wspólne rozliczanie podatków. Żona jest dla mnie znacznym zwolnieniem z podatków przy wspólnym rozliczeniu więc dostaję w marcu kilka tysięcy zwrotu :).
Nope. Jestem Millenialsem. W moim warszawskim otoczeniu to raczej norma.
Weryfikacja partnerki to jest w związku przed ślubem, po dłuższym czasie razem + mieszkaniu wspólnym już wiesz czy chcesz być razem do końca życia czy czekasz na lepszą opcję.
Po co być z kimś kogo podejrzewasz i musisz nieustannie weryfikować?
I rozczulające jest, że oczywiście to panowie “weryfikują partnerki”, kobiety nie mają w tych decyzjach nic do powiedzenia. Pewnie jakby były to by misiaczkow od razu od ołtarza ciągnęły
>w celu weryfkacji partnerki
zabrzmiało to jakby myślał że to wymyślił. “Weryfikacja partnerki/a” to jest…. chodzenie ze sobą, dość znana praktyka
Hm, wydaje mi się, że jak się dwie osoby kochają, to chcą się wzajemnie zabezpieczyć na przyszłość, sprawy spadkowe bez uregulowanego stosunku potrafią się ciągnąć latami na przykład. Dziedziczenie, decyzje zdrowotne, może wspólne podatki jeśli się opłaca, wydaje mi się jednak ze jest trochę korzysci. Ale na pewno w dużej mierze ten symboliczny wydźwięk jest ważny, może dla niektórych ważniejszy. Kurczę, jednak mówiąc jako osoba w 7letnim związku – jest coś miłego w myśli o wzięciu ślubu. Symbolika dla niektórych ma większe, dla innych mniejsze znaczenie oczywiscie, ale mi będzie miło powiedzieć o nim jako o mężu. A kwestia sprawdzenia się wzajemnie przed ślubem – no pewnie ze tak, wg mnie nawet trzeba, śluby bez uprzedniego mieszkania i bycia ze sobą powyzej roku, jak już pierwsze hormony opadną, to jest dla mnie jakieś kuriozum.
Lubię małżeństwo, bo jest romantyczne.
Nie żeniłabym się z niekompatybilną partnerką.
Szitpost w celu krecenia gownoburzy xD
Przed ślubem można spisać stan majątku, żeby tym biednym mężczyznom te paskudne baby nie zabrały majątku.
Istnieje kilka rodzajów intercyz i warto się z tym zapoznać, tak samo jak z prawem dziedziczenia (dzietni, bezdzietni, testament, dziedziczenie ustawowe, podatki) oraz kwestia darowizn.
Ślub poza podatkami, aspektem religijnym, daje także benefity np. medyczne (np. L4 opiekuńcze lub zasiłek w razie wypadku), ale także wielu osobom daje komfort psychiczny i jest kolejnym ważnym wydarzeniem/kamieniem milowym w życiu. No i sama ceremonia może być fajnym przeżyciem (czy to cywilna, wyznaniowa czy humanistyczna).
Natomiast warto oczywiście zabezpieczyć siebie w razie wypadku, śmierci czy rozwodu, a od tego są różne sposoby.
Żenujące jest dla mnie za to podchodzenie do małżeństwa jak do obowiązku, a potem płakanie że oj oj ona/on taki zły. Nie każdy jest stworzony do małżeństwa, nie każdy powinien brać ślub i niekoniecznie z daną osobą. Takich refleksji jednak powinno się dokonać PRZED zaręczynami, a nie potem biadolić na swój zywot, bo się stchórzylo czy oszukiwało samego siebie.
Kwestia tych alimentów brzmi również jak płacz alimenciarzy, którzy robią wszystko żeby płacić jak najmniej na swoje dzieci, bo przecież po rozwodzie o dziecku można zapomnieć, a przynajmniej o jego utrzymaniu.
I tak tak jasne, są różne sytuacje, są zarówno nieczciwi faceci jak i babki, a najgorzej jak trafi kosa na kamień 🥲
Warto też zauważyć, że wciąż to kobiety wykonują większość domowych obowiązków, za które nie są wynagradzane, andropauza to “ciekawy” etap życia rodzinnego, a kobiety muszą rezygnować z rozwoju kariery bo dzieci, dom, mąż…
Ogólnie bardzo smutne jak ktoś tak podchodzi do związków (jakichkolwiek), ale jak chce to spoko, byle tak nie jęczał
Każdy kij ma dwa końce. Są momenty w życiu, gdy jesteś silny i niezależny – wówczas patrzysz na partnera bardziej krytycznym wzrokiem i wymagasz, aby dotrzymywał(a) Ci tempa.
Czasem jednak czujesz się zagubiony, osaczony przez rzeczywistość, z którą sobie nie radzisz. Wówczas partner u boku to prawdziwy skarb i wsparcie.
Małżeństwo w moich oczach nieco cementuje tę symbiozę dwojga ludzi. Ktoś powie “nie potrzebuję ślubu, żeby trwać przy ukochanej/nym”. W porządku, inaczej ślub z taką osobą i tak nie miałby sensu. Jednak w momencie zwątpienia, problemów z sobą czy depresji, trudno o obiektywną ocenę sytuacji. Małżeństwo potrafi dać w takich sytuacjach pewną psychologiczną podporę, że ten związek jednak jest na poważnie.
Ze mną było tak, że kiedy poznałem swoją obecną żonę po prostu poczułem, że to jest TA i to jest TEN czas. I dłużej szukać nie ma czego bo nic lepszego już raczej nie znajdę. A tak będzie przyklepane.
​
I generalnie jakoś tak cieplej na serduszku, ze świadomością że ma się nie dziewczynę tylko żone.
Warto jeszcze dodać, że ślub daje możliwość przelewania między sobą pieniędzy bez płacenia podatku od darowizny po przekroczeniu kwoty wolnej – my głównie z tego powodu wzięliśmy ślub cywilny bez wesela, bez żadnych sukni, obrączek + tylko najbliższa rodzine zaprosiliśmy. Ja nawet nazwiska nie zmieniałam XD Ale za to jaka oszczędność na podatkach, bo mamy osobne konta bankowe, a co miesiąc leci ode mnie przelew na nadpłatę kredytu, a progi są tak niskie ze po 2 mc już musielibyśmy bulic 12% podatku 🫠
Nie wiem jak inne kobiety, ale ja byłam nauczona, żeby nie bawić się w żonę nie będąc żoną.
Jest sens w małżeństwie, można razem się rozliczać podatkowo, partner po tobie dziedziczy, może mieć dostęp do informacji i ogólnie ogarniać temat jak wyladujesz nieprzytomny w szpitalu i wiele innych.
Nie znaczy to że trzeba się hajtac przy prawiczku w sutannie, może to zrobić urzędnik państwowy i to jest akurat chyba nieźle rosnący trend, co mnie akurat cieszy.
Słuchajcie jak wy nie chcecie ślubów to gejuchy z chęcią przyjmą 🙃
Jestesmy narzeczenstwem od wielu lat. Niestety narzeczona z wielu powodow zarabia o wiele mniej odemnie. Ze strachu, ze po slubie stracimy szanse na jakikolwiek kredyt hipoteczny, wole abysmy poczekali az uzbieramy na ten cholerny wklad wlasny a po otrzymaniu kredytu wzieli slub…
sytuacja prawna dzieci? nie wiem, jeszcze nie mam również się nie żeniłem mimo mieszkania razem 3 lata, sądzę nie byłoby różnicy a presja dziadków na to żeby ślub był kościelny mnie do niego zniechęca, również nie lubię wesel.
Statystycznie mężczyźni zyskują na związku małżeńskim- są zdrowsi, żyją dłużej i są szczęśliwsi. Dla kobiet jest dokładnie na odwrót. Autor badania (o poziomie szczęścia) na pół żartobliwie zasugerował, że najlepiej by było, gdyby wszyscy mężczyźni brali śluby, a wszystkie kobiety pozostawały niezamężne i bezdzietne.
Wynika to najprawdopodobniej z tego, że kobiety przyjmują większość obowiązków domowych w związku nawet jeśli pracują w takim samym wymiarze. Perspektywy zawodowe mężczyzn polepszają się w związku z założeniem rodziny (bo potrzebuje bardziej, bo jest pewniejszy, bo ma rodzinę na głowie), a kobiet pogarsza się (bo dzieci).
Dziwna sprawa. Bo jak podepnie się człowiek pod tego typu sentymenta, od razu dostanie łatkę incela albo konfiarskiego frustrata.
Ale powiem tak – moje doświadczenia z kobietami sprawiły, że stałem się BARDZO ostrożny. I, jak wspomniałem, nie jestem incelem, nie jestem frustratem, gardzę egzaltacją ruchu MGTOW, mało tego – zdaję sobie sprawę z tego, że sam jestem poniekąd odpowiedzialny za moje złe przeżycia, bo być może muszę mieć jakiś wzorzec, wedle którego dobieram sobie takie, a nie inne kobiety. Ale stało się, co się stało.
Przeżyłem narcystyczną sadystkę, która rozwaliła mi psychę na dwa lata jak nic. Przeżyłem też kobietę, która jednego tygodnia podpisywała ze mną umowę na nowe mieszkanie i mówiła o tym, że chce mieć ze mną dzieci, żeby dwa tygodnie później mieć wyskok z kolegą z pracy, spakować się w dwa dni, spier****ć ode mnie i zostawić mnie z przytłaczającym zobowiązaniem finansowym.
Więc na myśl o tym, że miałbym komuś ułatwiać robotę w byciu wydymanym, otworzyć furtki do ściągania ode mnie alimentów (EDIT: małżeńskich alimentów), dzielić majątek (którego po prawdzie specjalnego nie mam), albo bić się o dzieci, które raczej ona dostanie – robi mi się na to wszystko kwaśno na duchu. Mówiąc bardzo eufemistycznie.
Prawo małżeńskie i rodzicielskie jest napisane pod stare zasady, a tematu seksizmu w drugą stronę, zwłaszcza w Polsce, gdzie panuje kult Matki Boskiej i matki polki, nie rusza się za specjalnie. Dopóki w tej kwestii coś się nie zmieni, legalne zawarcie małżeństwa i dzieci autentycznie napełniają mnie niepokojem.
Szukam sobie nowej partnerki, staram się być pozytywny, chce się znowu zakochać, ale myślę, że do tego wszystkiego kwit nie jest potrzebny. Bez cyrografu sprawa wydaje się o wiele bardziej przejrzysta i dla mnie bezpieczna. Choć pewnie przemawia przeze mnie ignorancja, bo bez ślubu pewnie jest realnie trudniej. Ale cóż. Tradycja ślubu mnie po prostu przytłacza i niepokoi, więc nie chcę się narażać na konsekwencje wynikające z jej wpływu na psychikę małżonków.
Jak się wyjeżdża na dłużej do innego państwa to bardzo pomaga z formalnościami, np. zezwolenie na pobyt i pracę dla partnera/ki osoby zaproszonej przez jakąś firmę jest zwykle automatyczne, większy majątek można przewozić bez cła itp.
W Polsce dużo niższy podatek dochodowy jeśli partner/ka zarabia znacząco mniej lub wcale, nie trzeba też udzielać pełnomocnictw do wszystkiego.
Raczej przypadek, znam chyba tylko z 3 osoby w związku bezślubnym. Chociaż może dlatego, że mieszkam we wsi
Nie wiem może, albo nawet nie trend tylko korelacja, tak samo jak to że on jest przebraną małą syrenką a nie polakiem
Jak dla mnie to jest to po prostu kwestia pokazania zaufania do partnera/partnerki.
Zrób sobie w konsulacie za granicą. Można wszystkie formalności na maila. Z pierwszej ręki info.
Mężczyzna to powinien za mąż wychodzić a nie
Trend ogólno światowy!
Tylko tradycja. Nawet podatkowo to już nie ma sensu.