Z drugiej strony chciałbyś żeby kto chce mógł wchodzić?
Szkoła ma w środku, tablice ogłoszeniową DLA RODZICÓW, a nawet rodziców pierwszaków nie chcą wpuścić do środka. Mają jakiekolwiek podstawy do ograniczenia dostępu rodzicom?
To to nie jest standard w podstawówkach?
IMO dobra praktyka.
Zresztą wydawało mi się, że coś takiego już dawno funkcjonuje w szkołach?
A co się wydarzyło że takie obostrzenia? To szkoła dla muminków?
A po co maja tam wchodzić? Szkoły nie widziałeś w środku ?
Nie ma przepisów, które by to regulowały, nie jest zabronione dyrektorom zabraniać, ani rodzicom nie jest zapewniona możliwość wejścia. Bo i szczerze mówiąc, po co.
Są e-dzienniki, są maile, są wywiadówki, jest rada rodziców więc możliwość kontaktu z nauczycielami czy szkołą jest nawet szybsza i wygodniejsza niż szukanie po korytarzu i sali lekcyjnej.
W mojej starej szkole rozwiązali to tak, że można wejść, ale trzeba się wpisywać. A to, że wystarczy znać nazwisko jakiegoś nauczyciela, który akurat jest w szkole i podać nieistniejący numer telefonu? Cóż, dlatego nie jest to system idealny. Pomijając, że jest to w zeszycie, więc kolejne osoby z łatwością mają dostęp do zestawu imię, nazwisko i numer telefonu.
Może to przez stopień alarmowy BRAVO, w przedszkolu mojej córy też pojawiła się podobna kartka po tym jak Vateusz ogłosił drugi stopień alarmowy i rodzic może wejść tylko po najmłodsze dzieci, starsze przyprowadza nauczyciel/woźna.
W kołchozie takie obostrzenia są OK. Normalne szkoły to miejsce dla dzieci, nauczycieli i uczniów, wiec te grupy mogą wchodzić. Rozwiązuje się to np. zamontowaniem drzwi otwieranych kartą.
Widocznie za dużo księży w cywilu probowalo wchodzic do szkoly.
W moim mieście to norma. Z tego co wiem tylko jedna osiedlowa szkoła nie ma takiej zasady.
I tak powinno być. Nauczyciel odbiera i oddaje dzieci, a w szkole nie ma randomowych osób. Więc bezpieczeństwo dzieci w placówce jest zapewnione.
Żeby rodzic mógł wejść musiałby być codziennie legitymowany. Teraz wyobraź sobie, że o godzinie X kończy lekcję 300 dzieci, czyli wchodzi do placówki 300 rodziców. Ile osób dodatkowo musiałoby pracować, aby sprawnie wylegitymować 300 osób, a w międzyczasie ktoś i tak mógłbym się prześlizgnąć.
Więc tak, takie rozwiązanie ma sens.
10 lat temu już to było
Hur! za moich czasów nie było takich pierdół każdy mógł wejść i wziąć sobie dowolne dzoecko ( chociaż i tak brali te najładniejsze i najfajniejsze dzieciaki (mnie nikt nie chciał :< ) ) Dur
Ciekawa sprawa. W Stanach to normalka, a i większość szkół ma teraz Policjanta w administracji. Trochę niespodziewane w Polsce?
Pamiętam jak byłem w podstawówce (małe miasteczko ok 4/5k mieszkańców) była jedna taka rodzinka 2+3 co mieszkała w barakach, można powiedzieć patologiczna. Ojciec miał żółte papiery, z kasą też marnie, zagłodzony pies na podwórku itp.
Któregoś razu najmłodszego gowniaka (chyba 1 czy 2 klasa podst.) popchnął inny gówniak rówieśnik z klasy.
Mały poskarżył się rodzicom w domu i następnego dnia ojczulek wparował z siekierą w łapie do szkoły i zaczął tego drugiego zastraszać i grozić, że jeszcze raz i…
Także rozumiem i popieram takie motywy jak na załączonym obrazku.
W mojej szkole rodzice nie wchodzili do środka nawet bez takich kartek. Bo i po co?
u mnie w szkole też rodzice nie mogli ale już to znieśli dla młodszych zerówek i przedszkola
Jestem przekonany, że zostało to wymyślone i przegłosowane na spotkaniu rady rodzicielskiej, tylko ktoś tu przysnął i tego nie zarejestrował. Tak samo zrobili X lat temu w podstawówce mojej młodej, dostęp mieliśmy jedynie do videodomofonu i nikt niepowołany nie mógł odebrać dziecka.
I bardzo dobrze, nie wiem ile z Was ma kontakt z rodzicami dzieci z podstawówki, ale jakby mogli to by do środka wjechali samochodem i najchętniej chodzili za bombelkiem nosząc mu plecak cały dzień. Rodzice to rak systemu edukacji na skalę całej reszty tego spierdolonego systemu.
W każdej cywilizowanej szkole tak jest. Mało tego, jeśli jest jakiś problem między dziećmi to rodzice nie wyjaśniają problemów między sobą, tylko komunikują się przez wychowawcę. I tak powinno być. Do dziś pamiętam jak się jakieś patusy kręciły po szkole bo ktoś tam kasy nie oddał a nauczyciele nie byli w stanie nic zrobić.
Wiesz w angli to jest normalne że rodzice czekają na zewnątrz nie trzeba wchodzić bo i po co wsumie ?
Jak idę odebrać córkę to czekam pod bramą i nauczycielka przyprowadza dzieci.
nie chce zabrzmiec jak “kiedys to bylo” ale jeszcze niedawno to rodzice decydowali czy odprowadzaja i odbieraja dziecko ze szkoly, zwykle tylko do czasu zanim dziecko nie nauczylo sie drogi do szkoly i bezpiecznie przechodzic przez ulice(a teraz jest duzo bezpieczniej). teraz niedlugo doroslych licealistow beda za raczke pani wychowawczyni przekazywac. Dlaczego robi sie z dzieci niedolegi w imie “bezpieczenstwa” i “troski”?
Już od dawna tak jest.
Pamiętam jak w II technikum chciałem odwiedzić podbazę dla paru nauczycieli których tam szanowałem i na straży stał sztab sprzątaczek i trzeba było się wpisać na jakąś listę a ponadto trzeba było mieć jakiegoś członka rodziny w tej szkole, więc nie zostałem wpuszczony :/
Nie wiem jak wygląda legalność takiego “prawa” ale moja szkoła już z 15 lat temu miała dokładnie to samo podejście.
Mieszkam w Belgii, szkołę swoich dzieci widzę od środka może ze 3x w roku jak jest jakaś impreza organizowana. Na co dzień dzieci są wysyłane przez bramę gdzie stoi nauczyciel który pilnuje by ruch był jednostronny, a odbierane są z placu szkolnego gdzie nauczyciele rozpoznają rodziców i dopiero wtedy pozwalają dziecku wybiec z grupy. Małe dzieci są bardzo dobrze pilnowane.
ja tam bym się cieszył nie wchodzić do tego smrodu
Ciekawostka: w UK jak wpadnie niezapowiedziana inspekcja szkolna i zobaczą jakiegoś rodzica w budynku to szkoła AUTOMATYCZNIE oblewa inspekcję, a następna może pojawić się dopiero za parę lat.
Szkoły bardzo dbają jak najlepsze oceny ponieważ są one publicznie dostępne i ludzie zwracają na nie dużą uwagę, np. wyszukiwarki nieruchomości pokazują zasięg rejonizacji szkol w danej okolicy i ich oceny, więc przekłada się to też na wartość nieruchomości w okolicy.
U mnie tak jest w Gdańsku
Porąbało już wszystkich. Za moich czasów chodzenia do podstawówki (dzikie lata 90) to w klasach 1-3, rodzic zaprowadzał dziecko do szkoły raz, by pokazać mu drogę (chociaż czasem robiło to starsze rodzeństwo), a odbierał ze szkoły wtedy, gdy natychmiast po szkole gdzieś trzeba było iść.
Nikt nie zginął.
A tak na logikę. Po co rodzice mają włazić do szkoły? Ubrać dziecko czy co? 6/7-latek nie potrafi się ubrać?
Gdyby nie przedstawienie w którym dzieci grały, to bym nie wiedział jak szkoła w środku wygląda. Myślałem że to standard obecnie.
Najgorsza głupota jaka może byćXD Rok temu zemdlałam na jakiś czas w szkole na podłodze, dopiero po parunastu minutach zorientowano się, że coś się dzieje xD. Szkoła nie zadzwoniła po pomoc tylko po mojego starego (odzyskałam świadomość). A co w tym wszystkim śmieszniejsze to to, że ojca wpuścić nie chcieli z racji tej karteczki z napisem, że nie można wejść do szkoły. Także też w pół żywa musiałam iść przez 3 piętra szkoły.
Ładne parę lat temu, kiedy odbierałem regularnie brata ze szkoły, nasza lokalna szkoła podstawowa została zamknięta dla wszystkich poza dziećmi i dzieciaki musiały nosić ze sobą karty dostępu i identyfikować się u woźnej.
Było to następstwo sytuacji, gdzie w sąsiedniej mieścinie były uczeń jak gdyby nigdy nic wszedł do placówki z pistoletem w ręku.
34 comments
Z drugiej strony chciałbyś żeby kto chce mógł wchodzić?
Szkoła ma w środku, tablice ogłoszeniową DLA RODZICÓW, a nawet rodziców pierwszaków nie chcą wpuścić do środka. Mają jakiekolwiek podstawy do ograniczenia dostępu rodzicom?
To to nie jest standard w podstawówkach?
IMO dobra praktyka.
Zresztą wydawało mi się, że coś takiego już dawno funkcjonuje w szkołach?
A co się wydarzyło że takie obostrzenia? To szkoła dla muminków?
A po co maja tam wchodzić? Szkoły nie widziałeś w środku ?
Nie ma przepisów, które by to regulowały, nie jest zabronione dyrektorom zabraniać, ani rodzicom nie jest zapewniona możliwość wejścia. Bo i szczerze mówiąc, po co.
Są e-dzienniki, są maile, są wywiadówki, jest rada rodziców więc możliwość kontaktu z nauczycielami czy szkołą jest nawet szybsza i wygodniejsza niż szukanie po korytarzu i sali lekcyjnej.
W mojej starej szkole rozwiązali to tak, że można wejść, ale trzeba się wpisywać. A to, że wystarczy znać nazwisko jakiegoś nauczyciela, który akurat jest w szkole i podać nieistniejący numer telefonu? Cóż, dlatego nie jest to system idealny. Pomijając, że jest to w zeszycie, więc kolejne osoby z łatwością mają dostęp do zestawu imię, nazwisko i numer telefonu.
Może to przez stopień alarmowy BRAVO, w przedszkolu mojej córy też pojawiła się podobna kartka po tym jak Vateusz ogłosił drugi stopień alarmowy i rodzic może wejść tylko po najmłodsze dzieci, starsze przyprowadza nauczyciel/woźna.
W kołchozie takie obostrzenia są OK. Normalne szkoły to miejsce dla dzieci, nauczycieli i uczniów, wiec te grupy mogą wchodzić. Rozwiązuje się to np. zamontowaniem drzwi otwieranych kartą.
Widocznie za dużo księży w cywilu probowalo wchodzic do szkoly.
W moim mieście to norma. Z tego co wiem tylko jedna osiedlowa szkoła nie ma takiej zasady.
I tak powinno być. Nauczyciel odbiera i oddaje dzieci, a w szkole nie ma randomowych osób. Więc bezpieczeństwo dzieci w placówce jest zapewnione.
Żeby rodzic mógł wejść musiałby być codziennie legitymowany. Teraz wyobraź sobie, że o godzinie X kończy lekcję 300 dzieci, czyli wchodzi do placówki 300 rodziców. Ile osób dodatkowo musiałoby pracować, aby sprawnie wylegitymować 300 osób, a w międzyczasie ktoś i tak mógłbym się prześlizgnąć.
Więc tak, takie rozwiązanie ma sens.
10 lat temu już to było
Hur! za moich czasów nie było takich pierdół każdy mógł wejść i wziąć sobie dowolne dzoecko ( chociaż i tak brali te najładniejsze i najfajniejsze dzieciaki (mnie nikt nie chciał :< ) ) Dur
Ciekawa sprawa. W Stanach to normalka, a i większość szkół ma teraz Policjanta w administracji. Trochę niespodziewane w Polsce?
Pamiętam jak byłem w podstawówce (małe miasteczko ok 4/5k mieszkańców) była jedna taka rodzinka 2+3 co mieszkała w barakach, można powiedzieć patologiczna. Ojciec miał żółte papiery, z kasą też marnie, zagłodzony pies na podwórku itp.
Któregoś razu najmłodszego gowniaka (chyba 1 czy 2 klasa podst.) popchnął inny gówniak rówieśnik z klasy.
Mały poskarżył się rodzicom w domu i następnego dnia ojczulek wparował z siekierą w łapie do szkoły i zaczął tego drugiego zastraszać i grozić, że jeszcze raz i…
Także rozumiem i popieram takie motywy jak na załączonym obrazku.
W mojej szkole rodzice nie wchodzili do środka nawet bez takich kartek. Bo i po co?
u mnie w szkole też rodzice nie mogli ale już to znieśli dla młodszych zerówek i przedszkola
Jestem przekonany, że zostało to wymyślone i przegłosowane na spotkaniu rady rodzicielskiej, tylko ktoś tu przysnął i tego nie zarejestrował. Tak samo zrobili X lat temu w podstawówce mojej młodej, dostęp mieliśmy jedynie do videodomofonu i nikt niepowołany nie mógł odebrać dziecka.
I bardzo dobrze, nie wiem ile z Was ma kontakt z rodzicami dzieci z podstawówki, ale jakby mogli to by do środka wjechali samochodem i najchętniej chodzili za bombelkiem nosząc mu plecak cały dzień. Rodzice to rak systemu edukacji na skalę całej reszty tego spierdolonego systemu.
W każdej cywilizowanej szkole tak jest. Mało tego, jeśli jest jakiś problem między dziećmi to rodzice nie wyjaśniają problemów między sobą, tylko komunikują się przez wychowawcę. I tak powinno być. Do dziś pamiętam jak się jakieś patusy kręciły po szkole bo ktoś tam kasy nie oddał a nauczyciele nie byli w stanie nic zrobić.
Wiesz w angli to jest normalne że rodzice czekają na zewnątrz nie trzeba wchodzić bo i po co wsumie ?
Jak idę odebrać córkę to czekam pod bramą i nauczycielka przyprowadza dzieci.
nie chce zabrzmiec jak “kiedys to bylo” ale jeszcze niedawno to rodzice decydowali czy odprowadzaja i odbieraja dziecko ze szkoly, zwykle tylko do czasu zanim dziecko nie nauczylo sie drogi do szkoly i bezpiecznie przechodzic przez ulice(a teraz jest duzo bezpieczniej). teraz niedlugo doroslych licealistow beda za raczke pani wychowawczyni przekazywac. Dlaczego robi sie z dzieci niedolegi w imie “bezpieczenstwa” i “troski”?
Już od dawna tak jest.
Pamiętam jak w II technikum chciałem odwiedzić podbazę dla paru nauczycieli których tam szanowałem i na straży stał sztab sprzątaczek i trzeba było się wpisać na jakąś listę a ponadto trzeba było mieć jakiegoś członka rodziny w tej szkole, więc nie zostałem wpuszczony :/
Nie wiem jak wygląda legalność takiego “prawa” ale moja szkoła już z 15 lat temu miała dokładnie to samo podejście.
Mieszkam w Belgii, szkołę swoich dzieci widzę od środka może ze 3x w roku jak jest jakaś impreza organizowana. Na co dzień dzieci są wysyłane przez bramę gdzie stoi nauczyciel który pilnuje by ruch był jednostronny, a odbierane są z placu szkolnego gdzie nauczyciele rozpoznają rodziców i dopiero wtedy pozwalają dziecku wybiec z grupy. Małe dzieci są bardzo dobrze pilnowane.
ja tam bym się cieszył nie wchodzić do tego smrodu
Ciekawostka: w UK jak wpadnie niezapowiedziana inspekcja szkolna i zobaczą jakiegoś rodzica w budynku to szkoła AUTOMATYCZNIE oblewa inspekcję, a następna może pojawić się dopiero za parę lat.
Szkoły bardzo dbają jak najlepsze oceny ponieważ są one publicznie dostępne i ludzie zwracają na nie dużą uwagę, np. wyszukiwarki nieruchomości pokazują zasięg rejonizacji szkol w danej okolicy i ich oceny, więc przekłada się to też na wartość nieruchomości w okolicy.
U mnie tak jest w Gdańsku
Porąbało już wszystkich. Za moich czasów chodzenia do podstawówki (dzikie lata 90) to w klasach 1-3, rodzic zaprowadzał dziecko do szkoły raz, by pokazać mu drogę (chociaż czasem robiło to starsze rodzeństwo), a odbierał ze szkoły wtedy, gdy natychmiast po szkole gdzieś trzeba było iść.
Nikt nie zginął.
A tak na logikę. Po co rodzice mają włazić do szkoły? Ubrać dziecko czy co? 6/7-latek nie potrafi się ubrać?
Gdyby nie przedstawienie w którym dzieci grały, to bym nie wiedział jak szkoła w środku wygląda. Myślałem że to standard obecnie.
Najgorsza głupota jaka może byćXD Rok temu zemdlałam na jakiś czas w szkole na podłodze, dopiero po parunastu minutach zorientowano się, że coś się dzieje xD. Szkoła nie zadzwoniła po pomoc tylko po mojego starego (odzyskałam świadomość). A co w tym wszystkim śmieszniejsze to to, że ojca wpuścić nie chcieli z racji tej karteczki z napisem, że nie można wejść do szkoły. Także też w pół żywa musiałam iść przez 3 piętra szkoły.
Ładne parę lat temu, kiedy odbierałem regularnie brata ze szkoły, nasza lokalna szkoła podstawowa została zamknięta dla wszystkich poza dziećmi i dzieciaki musiały nosić ze sobą karty dostępu i identyfikować się u woźnej.
Było to następstwo sytuacji, gdzie w sąsiedniej mieścinie były uczeń jak gdyby nigdy nic wszedł do placówki z pistoletem w ręku.
Krzysiu, czy można?