
Niech mi ktoś wytłumaczy, o co tu chodzi. Jest wojna, dosłownie zabijasz ludzi z drugiej strony w imię czegoś, a potem jak gdyby nigdy nic – świętujesz z nimi w święta chrześcijańskie. Grasz w piłkę, śpiewasz, jak byś przez 3 dni zapomniał, czemu do nich strzelałeś. A potem znowu.
46 comments
Głównie dlatego że 1WŚ to były zawody w mierzenie kutasa między imperiami, na przełomie wieku pojawił się fajny bojowy sprzęcik i Kaiser chciał się pochwalić kuzynowi na brytyjskim tronie. Sama wojna ugrzęzła w tym momencie w okopach i ci ludzie byli po prostu znudzeni.
2WŚ czy wojna na Ukrainie to już trochę inne kalibry, tam walki toczono ze skrajnie fanatycznymi ideologiami i raczej nie było humorów na wigilijne nakurwianie w gałę.
Teoretyzując można dopowiedzieć jeszcze że my słowianie mamy trochę inną mentalność jeśli chodzi o wojny, a już zwłaszcza wojny z krajami z którymi mieliśmy jakieś historyczne zgrzyty – zawsze dopnie się ideę wiekowej zemsty na wroga i bawimy się jakby nie było jutra. A w takiej wojnie nie ma miejsca do bratanie się z wrogiem którego szczerze nie znosimy.
Brytyjskie wojsko miało wtedy świetną piosenkę do marszu “We are here, because We are here, because We are here” to tak z przymrużeniem oka ile ta wojna znaczyła dla szarego człowieka.
Edit: Jeszcze dodam, że po zakończeniu wojny jeden głównodowodzących brytyjskiej armii siedzący na dupie w Londynie przyjechał na jedno z “najsławniejszych” pól bitwy. W momencie gdy zobaczył jak to wyglądało na miejscu zaczął się wydzierać wniebogłosy “dlaczego mi nikt nie powiedział, że tak wygląda wojna” i dostał załamania nerwowego.
Bo dzielili ten sam nieszczęsny los. Tam nie było wygranych.
Twój kraj jest na wojnie, a ty w niej walczysz. Kiedy masz okazję odpocząć to z niej korzystasz, bo nikt nie wie, kiedy będzie następna. Nie musisz nienawidzić przeciwnika, żeby z nim walczyć. Kiedy trzeba poparcia społecznego i ochotników do walki to nienawiść do przeciwnika się przydaje, ale kiedy możesz na siłę zaciągnąć ludzi to wojska to obojętne czy nienawidzą swojego wroga czy nie.
Najczęściej w wojnie biorą udział ludzie, którzy nie chcą w niej być i zabijać innych.
I właśnie tak było podczas Rozejmu Bożonarodzeniowego – to nie tak, że żołnierze sobie od tak stwierdzili, że ,,25 grudnia się bawimy, a potem 26 wracamy do boju” – w przeddzień Świąt śpiewali sobie nieśmiało kolędy jeden okop do drugiego, aż ostatecznie jedna strona posyłała łącznika, który proponował ,,jakiś” tymczasowy rozejm, na co druga strona się godziła. Szczegóły ustalali wówczas oficerowie i tak w jednych miejscach wracano do boju już 26 grudnia, tak w innych odcinkach frontu rozejm przedłużał się nawet do Nowego Roku. Na froncie wschodnim, gdzie walczyli m.in. Polacy po obu stronach, było to wspólne odśpiewywanie kolęd. Sam znany austriacki akwarelista natomiast nie świętował Rozejmu i zabronił swoim podwładnym go świętować z uwagi na honor. Żołnierze jednak, w bardzo oczywisty sposób, bardzo niechętnie ten rozejm kończyli.
I taka sytuacja nie powtórzyła się już w następnych latach – po tym wydarzeniu rządy nakazały cenzurę prasy, która opowiadała o Rozejmie, samej propagandzie jeszcze bardziej dehumanizować wroga, a dowództwo zrelokowało żołnierzy na inne odcinki frontu, a w okresie świątecznym celowo zwiększało ostrzał, by żołnierze nie mogli się jednoczyć.
Potem doszedł gaz i masa innych rzeczy, przez co żołnierze z czasem przestali widzieć w sobie ludzi. Ta właśnie historia jednak mówi nam przede wszystkim o tym, że na wojnę nie idą pozbawione emocji maszyny do zabijania, tylko zwykli ludzie, tacy jak ja i ty.
Tak patrzę po komentarzach i trochę śmiać mi się chce, bo ludzie w większości do wyjaśnienia dorzucają swoje teorie i pogłądy, a to że ludzie nie chcieli brać udziału w tej wojnie (akurat w pierwszych miesiącach 1wś była odbierana wśród młodego pokolenia jako możliwość odbycia wspanialej przygody [nikt jeszcze nie wiedział jak brutalna będzie to wojna] więc mężczyźni, a zwłaszcza młodzi chłopcy masowo się zaciągali na front)
, a to że: “Głównie dlatego że 1WŚ to były zawody w mierzenie kutasa między imperiami, na przełomie wieku pojawił się fajny bojowy sprzęcik i Kaiser chciał się pochwalić kuzynowi na brytyjskim tronie. Sama wojna ugrzęzła w tym momencie w okopach i ci ludzie byli po prostu znudzeni” (cytat wzięty z któregoś komentarza, gdzie typo już totalnie odleciał)
Jeśli chcesz mieć dokładnie wytłumaczone to zjawisko historyczne w przystępnej formie to polecam ci film od “Irytujący Historyk” lub zagraniczny “Armchair historian” na YT
Polecam przeczytać “Na zachodzie bez zmian”. Filmów nie oglądałem, ale mam wrażenie, że po lekturze mam chociaż ziarenko oglądu na to, jak ci żołnierze mogli się czuć. Ogólnie wojna to gówno i oczywiście giną na niej ci, którzy walczyć nie chcą, a ci, co do niej nawołują, siedzą sobie w swoich ciepłych kurwidołkach.
Ludzie nie chcą zabijać innych ludzi i potrzeba lat treningu i szkolenia by ten instynkt zdławić. Co gorsza wojsko nie chce brać często socjopatów/psychopatów dla których zabijanie to przyjemność, bo od kilkudziesięciu lat świat trochę inaczej patrzy na zbrodnie wojenne.
Ten aspekt wykorzystują często terroryści wysyłając dzieci-samobójców w stronę żołnierzy. Wystarczy sekunda zawahania się i oddział umiera.
No i dlatego też kary za dezercję czy zdradę często obejmowały karę śmierci – właśnie po to by człowiek zabijał lub wiedział, że zostanie zabity. Dlatego ruscy mają na tyłach swoich linii drugą linię która strzela do “swoich” którzy się wycofują. Po to, by człowiek na froncie wiedział, że nie ma po co się wycofywać.
Właśnie dlatego ruscy zabijają “odkupionych” jeńców wojennych. By dać znać swoim, że jak się poddadzą i zostaną wymienieni to też zginą, by odebrać im opcję poddania się.
Zostawić tylko jedną opcję. Posłusznie mordować w imię czegoś/kogoś w co się nawet nie wierzy.
Ten artykuł skojarzył mi się z książką która czytałem lata temu, “W księżycową jasną noc”. choć trochę inna wojna i czas.
Większość z tych ludzi na froncie jest tam lub raczej w tamtych czasach była, bo im kazano, takie były rozkazy i taka ich rola na wojnie by do siebie strzelać.. Z reguły to z jednej strony jest propaganda a z drógiej obrona wolności.
Bo wtedy obie strony były w sytuacji jak dzisiaj Rosja. Tzn wszyscy ci żołnierze zbytnio się nie interesowali polityka bo i tak nie mieli wpływu, i nagle, w ramach jakiegoś losowego wydarzenia/zachcianki władcy, mamy wojne.
Jedyna różnica to taka że dziś tylko jedna strona tak operuje, a na 1wś obie strony nie widziały sensu konfliktu.
Bo ludzie się dogadają ale władza nigdy. Wyjatkiem jest to co się dzieje na wschodzie teraz. Gdy indoktrynacja i propaganda, od dziecka, wbija do głowy ideologię bycia najlepszym, najsilniejszym i ogólnie naj. My zazwyczaj twierdzimy, że wszyscy są idiotami ale równymi. Nie dyskryminujemy! I polej bo karne polecą.
Wesołych świąt wszystkim!
Mecze rozgrywano nie tylko w czasie Bożego Narodzenia. Znane są i inne przypadki. Była to skrajna niesubordynacja wojska spowodowana warunkami panującymi na zachodnim froncie wojny. Brak postępów połączony z wysokimi stratami po obu stronach całkowicie niszczył morale żołnierzy, którzy na front może i dojeżdżali z poczuciem obowiązku, przymusu, walki za swoich, ale na miejscu przeważało przekonanie o bezsensie działań i nieuchronnej bolesnej śmierci lub kalectwie.
Więc pomimo surowych kar, zdarzały się takie oddolne rozejmy, mecze piłki nożnej itp podczas przestojów w walkach. Nie bez znaczenia było to, że żołnierze byli w okopach niedaleko od siebie, a ówczesne ustroje polityczne były o wiele bardziej zamordystyczne, niż obecnie. Druga połowa dwudziestego wieku przyniosła duże przemiany społeczno-polityczne, a sama Wielka Wojna jest niejako końcem monarchi absolutnych w Europie.
Mówiąc krótko, nie rozumiesz ludzi z tego okresu, bo żyjesz w zupełnie innych warunkach.
Jestes jeszcze mlody, zrozumiesz z biegiem lat
Bo to nie była ich wojna. Oni byli tylko jej ofiarami. Sprawcy siedzieli w Berlinie, Wiedniu Paryżu Waszyngtonie Moskeie i Londynie.
Jedynie Belgowie i Francuzi walczyli za swoje rodziny i sąsiadów.
Były takie badania przeprowadzone przez USA po drugiej wojnie światowej, wyszło w nich że tylko 1% żołnierzy zabija z chęcią zabicia. Większość ludzi nie chce zabijać, nawet na wojnie, i jeżeli istnieje możliwość nie zabijania się nawzajem to to będą z niej korzystać.
Może liczyli na to że wojna zakończy się Bożym narodzeniem! Gdyby nie ich dowódcy to by do walki nigdy nie powrócili.
[Did the 1914 Christmas Truce really happen?](https://skeptoid.com/episodes/4498)
Ta ale zabijasz i walczysz nie w imię czegoś tylko bo tak chciał ktoś wyżej
polecam też obczajenie [The Evolution of Trust](https://ncase.me/trust/) Prosta gierka pokazująca model matematyczny że w okopach po obydwu stronach największe szanse na przeżycie mieli ludzie którzy byli w stanie zabić w samoobronie, ale nie byli rządni zemsty i po prostu z czasem zostawali sami ludzie którzy udawali że strzelają i doceniali przeciwników którzy też udawali.
Imagine jest Iwś i jesteś Brytolem,spotykasz Niemca z którym w 14 lat wcześniej czilowaliście sobie w Chinach strzelając do powstańców w czasie Powstania bokserów a teraz musisz go zarąbać bagnetem.
Wrogowie czy nie, obie strony konfliktu były ludźmi. I chcieli rzeczywiście spędzić święta jak ludzie: z rodziną, przy stole, obdarować się prezentami. Ale na wojnie to nie ma jak. Nie wspominając o tym, jak okrutna była I wojna światowa i świąteczny rozejm był miłą odskocznią. Ludzie choć przez kilka dni nie musieli się bać, że dostaną kulkę w łeb, lub im bomba spadnie do zasieków.
Widzę, OPie, że osoby w komentarzach starają ci się na chłopski rozum wytłumaczyć przyczyny świątecznego rozejmu, być może niezupełnie świadome, że obecny obraz tego wydarzenia to w dużej mierze efekt jego wygładzania przez późniejszą historiografię, a do pewnego stopnia mit (a mit brzmi tak: zmęczeni hekatombą żołnierze walczący w cudzych interesach ku oburzeniu kadry oficerskiej zdecydowali się na sentymentalny akt braterstwa, świąteczne zawieszeni broni z wrogami również będącymi ofiarami tego konfliktu, zaś całe wydarzenie zostało ocenzurowane przez prasę, żeby nie budzić defetystycznych nastrojów).
Theresa B. Crocker z University of Kentucky popełniła pracę doktorską na temat fenomenu tego wydarzenia (praca dostępna jest [tutaj](https://uknowledge.uky.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1052&context=history_etds) – ukazała się potem także jako wygładzona publikacja książkowa), w której zweryfikowała błędne przekonania na temat tej zgody, porównując je między innymi z zachowanymi dziennikami i listami angielskich żołnierzy z tego okresu. Zwróciła uwagę na to, że wyjątkowo duże natężenie tymczasowych zawieszeń broni między Anglikami i Niemcami tego dnia (które nie było całkowicie wyjątkowe, bo doszło do kilku takich udokumentowanych przypadków jeszcze początkiem grudnia 1914 r.) było raczej efektem znużenia (brak większych starć w ciągu dwóch pierwszych tygodni grudnia, konieczność tkwienia w deszczu i zabłoconych okopach, tęsknota za domem) czy charakteru uczestników (brali w nich udział zawodowi, raczej odporni na mobilizacyjną propagandę żołnierze, którzy wykorzystywali okazję zwłaszcza do pochowania swoich zmarłych). Oficerowie przeważnie nie sprzeciwiali się też uczestnictwu w zgodzie (chyba tylko jeden był jej przeciwnikiem, ale ustąpił po dwóch dniach), nikt też raczej nie został ukarany za branie w niej udziału.
Nie jest też tak, że na ten jeden dzień żołnierze zupełnie zapomnieli o konflikcie – [nie było pojedynczym przypadkiem chwalenie się Anglikom przez niemieckich żołnierzy, że Niemcy już wygrywają i niedługo całkowicie wygrają](https://uknowledge.uky.edu/cgi/viewcontent.cgi?article=1052&context=history_etds#page=69):
>Lieutenant Liddell, for example, wrote his parents that the Germans he met “were quite convinced that the Russians were absolutely beaten, and also the Servians. Also that they would win, and the war would be over in about 6 months at most.” Ernest Morley, who served with the 1/16th Queen’s Westminster Rifles, said that one German asked him about the sentries “posted around Buckingham Palace” as he was under the impression that German troops had reached England. Another soldier recorded in his diary that, during fraternization, the first thing the enemy asked “was when are you going to give in you are beat.” The Germans further claimed that their newspapers reported “they had troops reviewing in Hyde Park and also troops in Calais.” The soldier responded that “well I must admit that you have got troops in London. But they are Prisoners of War,” however, the Germans “would not take that so my Chum gave them the News of the World.” Leslie Walkinton, also with the 1/16th Queen’s Westminster Rifles, was apparently tactful with his particular group of Germans: although he met some who came from London and hoped to return after the war, “of course we did not talk about who was going to win or anything touchy like that.”
Na wojnie korzystają tylko głowy państw, reszta to tylko szare punkciki które nic nie znaczą.
Nie wiem jak wy, ale mnie najbardziej rozśmieszył fakt, że jak na podwórku skończyli grać w piłe, kiedy im się piłka przebiła xdd
New Sabaton song in 3… 2… 1…
Bo wojna to kocioł syfu zgotowany przez ludzi odklejonych od rzeczywistości. Wojna nigdy nie jest od ani dla mas. Szary człowiek który się tam znalazł nie chciał tego.
Ludzie którzy są na wojnie to w większości poprostu ludzie, nie ich winą jest że muszą zabijać, za niesubordynację grozi im śmierć lub więzienie i niepewna przyszłość dla ich rodzin.
Świętowali zwykli żołnierze. Zabijać się kazali politycy.
Historia ludzkości, zwłaszcza ta brutalna, to masa bezmózgów nie potrafiąca sobie uświadomić, że są większością, a władza ma tylko tyle mocy, ile sami jej damy.
Uważamy się za lepszych od zwierząt, a ludzkość sama zachowuje się jak zbity pies, zdominowany do kompletnego posłuszeństwa i żyjący tylko po to, żeby mówiono mu co ma robić.
Wojny były, są i będą nie przez jednostki takie jak Putin czy Hitler. Były, są i będą przez tysiące i miliony idiotów, którzy bez wahania wykonują każde polecenie, narażając życie i zdrowie swoje i innych.
Brak armii = brak wojen. A ludzie pokroju Putina mogliby co najwyżej przed kamerami szczekać albo iść na 1v1.
No wow dopiero teraz to odkryłeś? Myślisz że ci żołnierze chcieli się zabijać? – Nie oni chcieli spokoju ale musieli walczyć, więc kiedy nadeszła okazja na odpoczynek skorzystali bo siedzieli 10 miesięcy w zimnych mokrych okopach już mieli dość
„W imię czegoś” to w dużej mierze błędne założenie, które powoduje ten dysonans.
Bo żołnierze nigdy nie chcą wojny. Tylko generałowie i politycy chcą
Thats how men work
Ale to musiało być meczycho 🤯
https://preview.redd.it/9ynsrv1qdv7a1.jpeg?width=700&format=pjpg&auto=webp&s=a33e08947dbeccae7bf321939d225bd6abcd22ab
taka prawda
Z tego co wiem to tylko w niektórych miejscach na froncie doszło do rozejmu. W innych natomiast żołnierze dalej walczyli ze sobą. Kanadyjczycy, na przykład, wykorzystywali naiwność Niemców i udawali, że rzucają żywność do ich okopów, a tak naprawdę rzucali granaty.
Ale muszę przyznać, że było to dosyć ciekawe, bo pokazało to, że jeżeli żołnierze się nie nienawidzą, to oni nie mają problemów z zawieszeniem broni podczas świąt Bożego Narodzenia.
Francuzi oczywiście tego nie robili, bo byli lekko zdenerwowani, bo Niemcy zajęli ich tereny.
Gdzieniegdzie nie chcieli walczyć ze sobą na następny dzień i było pałowanie jak stoczniowców
Wojna to praca. Wrogość siedzi w głowach dyktatorów. Święta są dla plebsu.
Żeby nie zostać zabitym przez oficera za nie wykonanie rozkazu?
Przypomniał mi się rozejm kiboli przy okazji śmierci JP2
W 2005 wyszedł świetny film na podstawie tych wydarzeń “[Boże Narodzenie](https://www.filmweb.pl/film/Bo%C5%BCe+Narodzenie-2005-204199)”. Polecam zobaczyć.
Chodzi o to, że po obu stronach są tacy sami ludzie, którzy są zmuszeniu do udziału w wojnie przez elity, które razem balują i finansują obie strony konfliktu
Wojna trwała od niedawna, więc było po obu stronach więcej tęsknoty za domem, niż nienawiści do przeciwnika. W kolejnych latach takie sytuacje nie miały już miejsca.
Rycerskość i jeszcze brak wzjamnej nienawidzieć, idei
Jak kogoś interesuje temat woli zabijania, to Lindybeige ciekawie o tym opowiedział.
https://youtu.be/zViyZGmBhvs
Dave Grossman napisał też książkę “On killing”, która traktuje o tym temacie, zresztą Lloyd w tym filmie o tej książce wspomniał
Zawsze jak czytam o tym to przypomina mi się historia o tym jak Kanadyjczycy wrzucali “prezenty” pod postacią wiązki granatów do okopów.
Chce tylko powiedzieć że po tym zdarzeniu nie chcieli walczyć i rozesłano po innych częściach frontu