Po tym jak autor definiuje ‚kapitalizm’ i tym, że pomija rolę rządów (z wyjątkiem polityki rolnej UE) w kształtowaniu rzeczywistości można łatwo wywnioskować jakie ma sympatie polityczne i do jakich wniosków dojdzie na końcu artykułu.
>Dokładnie taką funkcję – zasłony dymnej, która utrudnia nam dojrzenie meritum – pełni w [najnowszej książce Marcina Napiórkowskiego](https://www.wydawnictwoliterackie.pl/produkt/4171/naprawic-przyszlosc) słowo technologia […]
>
>Mamy tutaj wyjaśnienie zarzutu z początku tego tekstu – Napiórkowski pisze o technologii, żeby nie pisać o kapitalizmie.
Ponieważ to Krytyka Polityczna, więc oczywiście klapki na oczy i odmienianie ‘kapitalizm’ przez wszystkie przypadki w co drugim zdaniu. Do autora po prostu nie dociera, że można pisać na inne tematy niż ciągłe wałkowanie mrzonek Marksa.
>Albo Europejska Wspólna Polityka Rolna – system subsydiów, który zniekształca relacje na rynku żywności i utrudnia rozwój lokalnego rolnictwa w wielu krajach świata
Fikołek niezły. Sztandarowy przykład nierynkowej, socialistycznej polityki zostaje przypisany … kapitalizmowi.
>[…] kiedy byliśmy na dobrej drodze ku zatrzymaniu zmian, które prowadzą nas do katastrofy klimatycznej. Wszystko za sprawą amerykańskiego fizyka atmosfery Jamesa Hansena, który prowadził intensywną kampanię uświadamiającą polityków, biznesmenów i opinię publiczną na temat ekologicznych szkód, które wyrządzamy planecie. Hansen był o krok od sukcesu, a ludzkość o krok od zatrzymania wzrostu emisji dwutlenku węgla.
A gdzie mu tak dobrze szło? W proletariackich rajach typu ZSRR, Chiny i Kambodża czy może tym okropnym, kapitalistycznym USA?
> Rynek zachowuje się tak, jakbyśmy byli cywilizacją, która nie ma już żadnych problemów, więc może przeznaczać swoje wysiłki na konstruowanie elektronicznej łapy do wyciskania dziwnych soków.
“Rynek” to nie jest jeden, centralnie sterowany organizm. Jedna firma zajmuje się lotami w kosmos, inna nowymi technologiami odsalania wody a jeszcze inna głupią wyciskarką do soków. Zresztą rynek się dość szybko pozbył tej firmy od wyciskarek. Tak, w planowej gospodarce nikt by nawet nie pomyślał o czymś tak głupim, ale również nie pomyślał by o 10 znacznie mądrzejszych rzeczach. Nie bez powodu technologia rozwijana w ZSRR i podobnych krajach, to były głównie mniej lub bardziej udane kopie wynalazków zachodnich a rolę ‘innowacji’ musiało spełniać szpiegostwo przemysłowe. Problem lewicowej innowacji jest taki sam jak lewicowej ekonomii – pasożyt potrzebuje żywieciela do przeżycia.
​
>Sytuuje się je więc w naturze – niedostatecznie plennej pszenicy, nikczemnych wirusach i bakteriach, Ziemi, która jak na złość zaczyna się ogrzewać w wyniku emisji dwutlenku węgla. I to właśnie z naturą toczymy wojnę o dobrobyt – z pomocą lekarzy, agronomów czy inżynierów pracujących nad nieemisyjnymi źródłami energii.
A kto ma niby tą walkę toczyć? Są w sumie trzy opcje: nie robimy nic i się za kilkadziesiąt lat gotujemy, walczymy kapitalistyczno/technologicznie – staramy się zwiększyć efektywność, zmniejszać skutki i w efekcie co najmniej utrzymać obecny poziom dobrobytu niwelując jego negatywne skutki, lub możemy powierzyć tą walkę napalonym socjalistom, dla których dobrobyt i bieda są zawsze względne a najważniejsza jest redystrybucja. Kartki na żywność, zakaz podróży (ekologia!), centralne planowanie produkcji (jedynie absolutnie niezbędnych przedmiotów) i możemy mieć ten lewicowy raj – kiedy wszyscy są biedni, nikt nie jest a lewicowi agitatorzy zawsze mają nadzieję, że oni będą tym butem na twarzy ludzkości i ich ograniczenia nie będą dotyczyć.
​
>Tradycyjnie to lewicowców zwykło się oskarżać o bycie idealistycznymi marzycielami. Tymczasem okazuje się, że są nimi liberałowie, którzy gorliwie wierzą, że świat jest pełen dobrych ludzi, którzy okazjonalnie robią złe rzeczy, bo uwierzyli w fałszywe narracje.
Idealistycznymi marzycielami można było ich nazywać w zeszłym wieku. Teraz pozostaje tylko pytanie czy są pożytecznymi idiotami czy psychopatycznymi ‘realistami’, którzy wiedzą że świat jest pełen złych ludzi, więc trzeba społeczeństwa wziąć za mordę i siłą zmusić do kolejnej walki klas – łagrem, aparatem represji, zamknięciem granic.
Dekady mijają, a kolejne pokolenia lewicowców nie mogą zaakceptować że proletariat wszystkich krajów nie połączył się, zgniły kapitalizm okazał się lepszym systemem a robotniczy raj prowadził do nędzy, zamordyzmu i ludobójstwa za każdym razem gdy go próbowano wprowadzić.
2 comments
Po tym jak autor definiuje ‚kapitalizm’ i tym, że pomija rolę rządów (z wyjątkiem polityki rolnej UE) w kształtowaniu rzeczywistości można łatwo wywnioskować jakie ma sympatie polityczne i do jakich wniosków dojdzie na końcu artykułu.
>Dokładnie taką funkcję – zasłony dymnej, która utrudnia nam dojrzenie meritum – pełni w [najnowszej książce Marcina Napiórkowskiego](https://www.wydawnictwoliterackie.pl/produkt/4171/naprawic-przyszlosc) słowo technologia […]
>
>Mamy tutaj wyjaśnienie zarzutu z początku tego tekstu – Napiórkowski pisze o technologii, żeby nie pisać o kapitalizmie.
Ponieważ to Krytyka Polityczna, więc oczywiście klapki na oczy i odmienianie ‘kapitalizm’ przez wszystkie przypadki w co drugim zdaniu. Do autora po prostu nie dociera, że można pisać na inne tematy niż ciągłe wałkowanie mrzonek Marksa.
>Albo Europejska Wspólna Polityka Rolna – system subsydiów, który zniekształca relacje na rynku żywności i utrudnia rozwój lokalnego rolnictwa w wielu krajach świata
Fikołek niezły. Sztandarowy przykład nierynkowej, socialistycznej polityki zostaje przypisany … kapitalizmowi.
>[…] kiedy byliśmy na dobrej drodze ku zatrzymaniu zmian, które prowadzą nas do katastrofy klimatycznej. Wszystko za sprawą amerykańskiego fizyka atmosfery Jamesa Hansena, który prowadził intensywną kampanię uświadamiającą polityków, biznesmenów i opinię publiczną na temat ekologicznych szkód, które wyrządzamy planecie. Hansen był o krok od sukcesu, a ludzkość o krok od zatrzymania wzrostu emisji dwutlenku węgla.
A gdzie mu tak dobrze szło? W proletariackich rajach typu ZSRR, Chiny i Kambodża czy może tym okropnym, kapitalistycznym USA?
> Rynek zachowuje się tak, jakbyśmy byli cywilizacją, która nie ma już żadnych problemów, więc może przeznaczać swoje wysiłki na konstruowanie elektronicznej łapy do wyciskania dziwnych soków.
“Rynek” to nie jest jeden, centralnie sterowany organizm. Jedna firma zajmuje się lotami w kosmos, inna nowymi technologiami odsalania wody a jeszcze inna głupią wyciskarką do soków. Zresztą rynek się dość szybko pozbył tej firmy od wyciskarek. Tak, w planowej gospodarce nikt by nawet nie pomyślał o czymś tak głupim, ale również nie pomyślał by o 10 znacznie mądrzejszych rzeczach. Nie bez powodu technologia rozwijana w ZSRR i podobnych krajach, to były głównie mniej lub bardziej udane kopie wynalazków zachodnich a rolę ‘innowacji’ musiało spełniać szpiegostwo przemysłowe. Problem lewicowej innowacji jest taki sam jak lewicowej ekonomii – pasożyt potrzebuje żywieciela do przeżycia.
​
>Sytuuje się je więc w naturze – niedostatecznie plennej pszenicy, nikczemnych wirusach i bakteriach, Ziemi, która jak na złość zaczyna się ogrzewać w wyniku emisji dwutlenku węgla. I to właśnie z naturą toczymy wojnę o dobrobyt – z pomocą lekarzy, agronomów czy inżynierów pracujących nad nieemisyjnymi źródłami energii.
A kto ma niby tą walkę toczyć? Są w sumie trzy opcje: nie robimy nic i się za kilkadziesiąt lat gotujemy, walczymy kapitalistyczno/technologicznie – staramy się zwiększyć efektywność, zmniejszać skutki i w efekcie co najmniej utrzymać obecny poziom dobrobytu niwelując jego negatywne skutki, lub możemy powierzyć tą walkę napalonym socjalistom, dla których dobrobyt i bieda są zawsze względne a najważniejsza jest redystrybucja. Kartki na żywność, zakaz podróży (ekologia!), centralne planowanie produkcji (jedynie absolutnie niezbędnych przedmiotów) i możemy mieć ten lewicowy raj – kiedy wszyscy są biedni, nikt nie jest a lewicowi agitatorzy zawsze mają nadzieję, że oni będą tym butem na twarzy ludzkości i ich ograniczenia nie będą dotyczyć.
​
>Tradycyjnie to lewicowców zwykło się oskarżać o bycie idealistycznymi marzycielami. Tymczasem okazuje się, że są nimi liberałowie, którzy gorliwie wierzą, że świat jest pełen dobrych ludzi, którzy okazjonalnie robią złe rzeczy, bo uwierzyli w fałszywe narracje.
Idealistycznymi marzycielami można było ich nazywać w zeszłym wieku. Teraz pozostaje tylko pytanie czy są pożytecznymi idiotami czy psychopatycznymi ‘realistami’, którzy wiedzą że świat jest pełen złych ludzi, więc trzeba społeczeństwa wziąć za mordę i siłą zmusić do kolejnej walki klas – łagrem, aparatem represji, zamknięciem granic.
Dekady mijają, a kolejne pokolenia lewicowców nie mogą zaakceptować że proletariat wszystkich krajów nie połączył się, zgniły kapitalizm okazał się lepszym systemem a robotniczy raj prowadził do nędzy, zamordyzmu i ludobójstwa za każdym razem gdy go próbowano wprowadzić.