<Tu wstaw komentarz nawołujący do samookaleczenia za którego dostaję bana.>
Nie zauważyłem żeby katolicy byli jacyś wychillowani przed śmiercią.
Panie Januszu proszę dać przykład.
Nie żebym się czepiał, ale to nie ateiści straszą wszystkich bez przerwy smażeniem się w piekle przez wieki za każdą czynność “nie po katolickiemu”. 😉
Straszenie ludzi mękami piekielnymi to raczej specjalność chrześcijan.
Memento Mori
Ja tam się cieszę, że nie stoi nade mną widmo wiecznych tortur.
Zatem odwagi panie Mikki!
Ja znam jedną babcię, która od jakichś 15 lat każą wolną chwilę spędza na modłach i chodzeniu do kościoła. Jest całkowicie przerażona wizją, że jak za mało będzie się modlić, to po śmierci nie pójdzie do nieba. Zamiast jeszcze nacieszyć wnukami, życiem, to na starość religia zrobiła z niej paranoiczkę bez żadnej radości ani życia.
Janusz ma 120 lat, nie dziwne że śmierci się nie boi, złego licho nie bierze
> Ci cholerni ateiści śmią wątpić w moją wiarę, nie mam kontrargumentu i boję się przyznać im rację.
Ateści te mendy, ludzi straszą śmiercią i zwiastują im smutną nowinę że po śmierci nie ma nic.
Co innego kościół i wiara – tam to jest przecież piękna przepowiednia że jeśli popełnisz jeden błąd to pójdziesz do piekła gdzie diabeł włoży Ci widły w dupę.
Polcam sprawdzić grzech wobec ducha świętego – bo jeśli powiesz coś złego o duchu świętym to wybarczyć może Ci tylko stolica apostolska
Nie znam ludzi bardziej przerażonych wizją śmierci niż fanatyczni Katolicy.
Ciężko chore osoby należy leczyć i trzymać z dala od Polityki. Dla Pana Korwina kaftan bezpieczeństwa!
To raczej ateistom wszystko jedno. Szkoda tylko tych ludzi co zostawimy za soba, co beda musieli żyć bez nas.
Codziennie to widze dziadki śmigające o kazdej porze do czarnych. 1000 emeryturki, ledwo co na chleb starczy ale biedny ksiundz musi czymś x5 zalać.
Także Korwin jak zawsze odwrotnie.
Kiedyś człowiek umierał i nie narzekał. Teraz ludziom się żyć zachciało. W dupach się poprzewracało, kurła.
PANIE JANUSZU NIEEEEEEE
Typowy Janusz.
>Dawniej wierzyli w boga, więc to czy odejdą w zaświaty 10 lat wcześniej czy później aż tak bardzo ich nie obchodziło.
Korwin to mówi jakby to było coś wartościowego i pozytywnego, tymczasem dla mnie to jest totalnie po drugiej stronie spektrum.
Cholerni ateiście mówią żeby szanować życie i cieszyć się nim, bo nic oprócz niego nie macie.
Straszenie ludzi piekłem i obiecywanie im raju za wierność i pieniądze to chyba jednak domena religii nie ateizmu. Osobiście gdy zrozumiałem że pan na chmurce to bajka o wiele łatwiej oswoiłem się z wizją śmierci i przestała mnie ona przerażać jako kara za grzechy a zrozumiałem że to naturalny proces przez co stało się to czymś normalnym. Wiadomo śmierć bliskich zawsze boli ale to tęsknota za osobą, chwilami spędzonymi razem i tymi których już się wspólnie nie doświadczy, coś występującego u każdej NORMALNEJ(Nie pan Janusz) osoby w sytuacji gdy żegnamy się z kimś do kogo byliśmy przywiązani.
I może ja jestem jakiś dziwny ale o wiele bardziej od zakończenia życia śmiercią i niebytem przeraża mnie wizja wiecznego świadomego trwania. Nie wiem jak oni to sobie wyobrażają ale według mnie w ciągu wieczności każda przyjemność zmieniła by się w końcu w torturę.
Podejrzewam, że Korwin pije do pandemii – no tak! Kiedyś to były czasy, ludzie się w ogóle zarazy nie bali, odgryzali łby szczurom i zagryzali pchłami, ale przyszedł 21 wiek i ludzie wymyślili jakieś kwarantanny i inne bzdury :/
Nie to żeby się czepiał czy coś, ale przypadkiem MEMENTO MORI i DANCE MACABRE nie były motywami przewodnimi sztuki średniowiecznej!?
Co za logika! To proszę nie chodzić do lekarza na badania a jak się zachoruje, np na raka, to nie leczyć. Przecież to tylko przeciąga, proszę się trochę pocieszyć. 🤦🏼♀️
No nie wiem. Jestem ateistą i chętnie bym umarł choćby dziś rano gdy się obudziłem
Joshua znowu nie może spać bo ma iq wysokie i musi wymyślać hipotezy za hipotezami zawsze dziwnym trafem potweirdzające jego nieomylne pogłady. Problem Dżoszuy polega na tym że ejst antyempirycznym racjonalistą i myśli że jak jego wysokie IQ coś wymyśli to jest to prawda bo Januszej jest inteligentny i mu się logicznie w chłopskim rozumie wszystko ładnie skleja.
A tu jak z 99% koncepcji… kolejna powinna trafić do kosza. Są różni ateiści i rózni wierzący. Są zaćpani heroiną ateiści którzy to wszystko pierdolą i moga zdechnąć i są wierzący przedłużający swojeżycie panicznie i błafgalnie w modlitwach o każda godzinę. No ale januszek musi mieć teoryjkę pod stwoje poglądy… teraz ino czekać aż ktoś obiweści w internecie że janusz zaorał.
I tak wszyscy zdechniemy.
Wat? Ale ja właśnie nie boje się śmierci bo nie wierzę w jakieś kurwa bzdety o piekle lol. Na końcu wyłącza się światło i już.
Jak już to właśnie patokatole mi obrzydzają życie próbując mi wmawiać, że się spalę w piekle.
Gdyby “wierzący” faktycznie wierzyli, to wypadki śmiertelne dobrych ludzi byłyby celebrowane. W końcu idą do nieba, czyż nie?
Janusz na pewno ani trochę nie boi się śmierci.
Czy ja mógłbym prosić o wrzucanie linków jeśli już wrzucamy coś z fb/twittera czy innego portalu?
No ale Cywilizacja Życia
BTW, Korwin jest kryptoateistą. Wiara prawdziwa ma być dla plebsu, by się przeciwko Krulowi nie zbuntował.
Memento debili
My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.
Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze… na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.
Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, “masz, kurna, drugą, nie”?
Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki.
Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle.
Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.
Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców.
Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, “lepiej lanie niż śniadanie”. Nikt nie narzekał.
Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.
Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.
Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.
Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia.
Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.
My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.
JKM za to regularnie obniza moj strach przed smiercią, bo po niej nie bede musial sluchac takich kretynizmów.
Prawda jest taka, że głębokowierzący nie boją się tak śmierci jak starszy człowiek, który wierzy, że po śmierci czeka go nicość. Wiara (jakakolwiek) nie powstaje bez powodu. Zazwyczaj powodem jest szukanie sensu życia lub chęć wiary, że po śmierci czeka nas coś jeszcze.
Ah tak, te słynne ateistyczne powiedzenia:
* memento mori
* na tym łez padole
* Sąd Ostateczny
* chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana (2 Kor)
XDDDDD
Pan Janusz zapomniał, ze cała wiara katolicka (jak i gros innych) zbudowana jest na nieustannym strachu przed śmiercią. Ludzie kiedyś mniej bali się umierać, ale wokół była taka bida z nędzą, że pójście do pana bozi wydawało się niezgorszym rozwiązaniem. Poza tym zakładam, ze Januszowi chodzi o sytuację z COVIDem. Przypomnę więc, że lęk byłbym znacznie mniejszy gdyby ponad połowa społeczeństwa nie musiała wiecznie uważać na infantylnych wyborców Janusza , którzy mają problem z założeniem maski w sklepie. Głupio bowiem jest umierać przez wyziew z japy wyborcy Janusza. Żeby uprzedzić argumenty typu “nie damy sobie zabrać wolności” chciałbym zauważyć, że cały świat oddał juz dawno swoja wolność i zapi…la za przysłowiową miskę ryżu, by spłacić kredyty hipoteczne i inne bzdety. W związku z tym słodkie pierdzenie o tym, że 10 minut w maseczce jest właśnie tym zabraniem wolności zupełnie mnie nie przekonuje. Pozdro Janusz !
Kurwa kiedyś to ludzie umierali jak mieli 40 lat a teraz chcą “żyć długo” i “cieszyć się życiem” co się porobiło z tym światem
Widać ze ten ‚polityk’ woli bajeczkę z iluzjami raju jak realność – on taki anty komuna a wieży żeby swołoczy (no nie jemu) dać opium religii tylko żeby se akceptowali ciężkie życie imadło mu rządzić w spokoju
A jak on wierny taki to niech do szpitala czy lekarza nie chodzi i leków nie bierze i ze swoim bożkiem będzie szybciej no i nam miłej będzie jak on zaakceptuje więcej i się zamknie
Napisał bardzo religijny Janusz, który ma już chyba 4 żonę i w ogóle jest nieskazitelny, nigdy nie zgrzeszył i na pewno trafi do nieba, więc się śmierci nie boi.
Powiedział to gość który fetyszyzuje posiadanie broni i strzelanie do ludzi. Januszku jak się nie boisz to po co ci broń?
Janusz Korwin-Nietzsche
A ma pan dowody (na bozię)?
Projekt silnika antrygrawitacyjnego:
-korwin w komorze głównej
-pompa z dopływem do komory głównej
-filtr
Jak działa:
-musimy odkryć jak zsyntetyzować twittera w gazie lub płynie
-pompujemy twittera to komory głównej
-filtr przepuszcza tylko foliarskie treści
-korwin zaczyna odlatywać
Plan:
-zsyntetyzowanie paliwa twitterowego
-przeprowadzenie testów możliwości korwińskiego napędu antygrawitacyjnego
45 comments
On nie odleciał, tylko nigdy nie był na ziemi.
<Tu wstaw komentarz nawołujący do samookaleczenia za którego dostaję bana.>
Nie zauważyłem żeby katolicy byli jacyś wychillowani przed śmiercią.
Panie Januszu proszę dać przykład.
Nie żebym się czepiał, ale to nie ateiści straszą wszystkich bez przerwy smażeniem się w piekle przez wieki za każdą czynność “nie po katolickiemu”. 😉
Straszenie ludzi mękami piekielnymi to raczej specjalność chrześcijan.
Memento Mori
Ja tam się cieszę, że nie stoi nade mną widmo wiecznych tortur.
Zatem odwagi panie Mikki!
Ja znam jedną babcię, która od jakichś 15 lat każą wolną chwilę spędza na modłach i chodzeniu do kościoła. Jest całkowicie przerażona wizją, że jak za mało będzie się modlić, to po śmierci nie pójdzie do nieba. Zamiast jeszcze nacieszyć wnukami, życiem, to na starość religia zrobiła z niej paranoiczkę bez żadnej radości ani życia.
Janusz ma 120 lat, nie dziwne że śmierci się nie boi, złego licho nie bierze
> Ci cholerni ateiści śmią wątpić w moją wiarę, nie mam kontrargumentu i boję się przyznać im rację.
Ateści te mendy, ludzi straszą śmiercią i zwiastują im smutną nowinę że po śmierci nie ma nic.
Co innego kościół i wiara – tam to jest przecież piękna przepowiednia że jeśli popełnisz jeden błąd to pójdziesz do piekła gdzie diabeł włoży Ci widły w dupę.
Polcam sprawdzić grzech wobec ducha świętego – bo jeśli powiesz coś złego o duchu świętym to wybarczyć może Ci tylko stolica apostolska
Nie znam ludzi bardziej przerażonych wizją śmierci niż fanatyczni Katolicy.
Ciężko chore osoby należy leczyć i trzymać z dala od Polityki. Dla Pana Korwina kaftan bezpieczeństwa!
To raczej ateistom wszystko jedno. Szkoda tylko tych ludzi co zostawimy za soba, co beda musieli żyć bez nas.
Codziennie to widze dziadki śmigające o kazdej porze do czarnych. 1000 emeryturki, ledwo co na chleb starczy ale biedny ksiundz musi czymś x5 zalać.
Także Korwin jak zawsze odwrotnie.
Kiedyś człowiek umierał i nie narzekał. Teraz ludziom się żyć zachciało. W dupach się poprzewracało, kurła.
PANIE JANUSZU NIEEEEEEE
Typowy Janusz.
>Dawniej wierzyli w boga, więc to czy odejdą w zaświaty 10 lat wcześniej czy później aż tak bardzo ich nie obchodziło.
Korwin to mówi jakby to było coś wartościowego i pozytywnego, tymczasem dla mnie to jest totalnie po drugiej stronie spektrum.
Cholerni ateiście mówią żeby szanować życie i cieszyć się nim, bo nic oprócz niego nie macie.
Straszenie ludzi piekłem i obiecywanie im raju za wierność i pieniądze to chyba jednak domena religii nie ateizmu. Osobiście gdy zrozumiałem że pan na chmurce to bajka o wiele łatwiej oswoiłem się z wizją śmierci i przestała mnie ona przerażać jako kara za grzechy a zrozumiałem że to naturalny proces przez co stało się to czymś normalnym. Wiadomo śmierć bliskich zawsze boli ale to tęsknota za osobą, chwilami spędzonymi razem i tymi których już się wspólnie nie doświadczy, coś występującego u każdej NORMALNEJ(Nie pan Janusz) osoby w sytuacji gdy żegnamy się z kimś do kogo byliśmy przywiązani.
I może ja jestem jakiś dziwny ale o wiele bardziej od zakończenia życia śmiercią i niebytem przeraża mnie wizja wiecznego świadomego trwania. Nie wiem jak oni to sobie wyobrażają ale według mnie w ciągu wieczności każda przyjemność zmieniła by się w końcu w torturę.
Podejrzewam, że Korwin pije do pandemii – no tak! Kiedyś to były czasy, ludzie się w ogóle zarazy nie bali, odgryzali łby szczurom i zagryzali pchłami, ale przyszedł 21 wiek i ludzie wymyślili jakieś kwarantanny i inne bzdury :/
Nie to żeby się czepiał czy coś, ale przypadkiem MEMENTO MORI i DANCE MACABRE nie były motywami przewodnimi sztuki średniowiecznej!?
Co za logika! To proszę nie chodzić do lekarza na badania a jak się zachoruje, np na raka, to nie leczyć. Przecież to tylko przeciąga, proszę się trochę pocieszyć. 🤦🏼♀️
No nie wiem. Jestem ateistą i chętnie bym umarł choćby dziś rano gdy się obudziłem
Joshua znowu nie może spać bo ma iq wysokie i musi wymyślać hipotezy za hipotezami zawsze dziwnym trafem potweirdzające jego nieomylne pogłady. Problem Dżoszuy polega na tym że ejst antyempirycznym racjonalistą i myśli że jak jego wysokie IQ coś wymyśli to jest to prawda bo Januszej jest inteligentny i mu się logicznie w chłopskim rozumie wszystko ładnie skleja.
A tu jak z 99% koncepcji… kolejna powinna trafić do kosza. Są różni ateiści i rózni wierzący. Są zaćpani heroiną ateiści którzy to wszystko pierdolą i moga zdechnąć i są wierzący przedłużający swojeżycie panicznie i błafgalnie w modlitwach o każda godzinę. No ale januszek musi mieć teoryjkę pod stwoje poglądy… teraz ino czekać aż ktoś obiweści w internecie że janusz zaorał.
I tak wszyscy zdechniemy.
Wat? Ale ja właśnie nie boje się śmierci bo nie wierzę w jakieś kurwa bzdety o piekle lol. Na końcu wyłącza się światło i już.
Jak już to właśnie patokatole mi obrzydzają życie próbując mi wmawiać, że się spalę w piekle.
Gdyby “wierzący” faktycznie wierzyli, to wypadki śmiertelne dobrych ludzi byłyby celebrowane. W końcu idą do nieba, czyż nie?
Janusz na pewno ani trochę nie boi się śmierci.
Czy ja mógłbym prosić o wrzucanie linków jeśli już wrzucamy coś z fb/twittera czy innego portalu?
No ale Cywilizacja Życia
BTW, Korwin jest kryptoateistą. Wiara prawdziwa ma być dla plebsu, by się przeciwko Krulowi nie zbuntował.
Memento debili
My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.
Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze… na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.
Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, “masz, kurna, drugą, nie”?
Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny.
Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki.
Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle.
Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.
Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców.
Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, “lepiej lanie niż śniadanie”. Nikt nie narzekał.
Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię.
Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.
Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.
Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia.
Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.
My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze” wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.
JKM za to regularnie obniza moj strach przed smiercią, bo po niej nie bede musial sluchac takich kretynizmów.
Prawda jest taka, że głębokowierzący nie boją się tak śmierci jak starszy człowiek, który wierzy, że po śmierci czeka go nicość. Wiara (jakakolwiek) nie powstaje bez powodu. Zazwyczaj powodem jest szukanie sensu życia lub chęć wiary, że po śmierci czeka nas coś jeszcze.
Ah tak, te słynne ateistyczne powiedzenia:
* memento mori
* na tym łez padole
* Sąd Ostateczny
* chcielibyśmy raczej opuścić nasze ciało i stanąć w obliczu Pana (2 Kor)
XDDDDD
Pan Janusz zapomniał, ze cała wiara katolicka (jak i gros innych) zbudowana jest na nieustannym strachu przed śmiercią. Ludzie kiedyś mniej bali się umierać, ale wokół była taka bida z nędzą, że pójście do pana bozi wydawało się niezgorszym rozwiązaniem. Poza tym zakładam, ze Januszowi chodzi o sytuację z COVIDem. Przypomnę więc, że lęk byłbym znacznie mniejszy gdyby ponad połowa społeczeństwa nie musiała wiecznie uważać na infantylnych wyborców Janusza , którzy mają problem z założeniem maski w sklepie. Głupio bowiem jest umierać przez wyziew z japy wyborcy Janusza. Żeby uprzedzić argumenty typu “nie damy sobie zabrać wolności” chciałbym zauważyć, że cały świat oddał juz dawno swoja wolność i zapi…la za przysłowiową miskę ryżu, by spłacić kredyty hipoteczne i inne bzdety. W związku z tym słodkie pierdzenie o tym, że 10 minut w maseczce jest właśnie tym zabraniem wolności zupełnie mnie nie przekonuje. Pozdro Janusz !
Kurwa kiedyś to ludzie umierali jak mieli 40 lat a teraz chcą “żyć długo” i “cieszyć się życiem” co się porobiło z tym światem
Widać ze ten ‚polityk’ woli bajeczkę z iluzjami raju jak realność – on taki anty komuna a wieży żeby swołoczy (no nie jemu) dać opium religii tylko żeby se akceptowali ciężkie życie imadło mu rządzić w spokoju
A jak on wierny taki to niech do szpitala czy lekarza nie chodzi i leków nie bierze i ze swoim bożkiem będzie szybciej no i nam miłej będzie jak on zaakceptuje więcej i się zamknie
Napisał bardzo religijny Janusz, który ma już chyba 4 żonę i w ogóle jest nieskazitelny, nigdy nie zgrzeszył i na pewno trafi do nieba, więc się śmierci nie boi.
Powiedział to gość który fetyszyzuje posiadanie broni i strzelanie do ludzi. Januszku jak się nie boisz to po co ci broń?
Janusz Korwin-Nietzsche
A ma pan dowody (na bozię)?
Projekt silnika antrygrawitacyjnego:
-korwin w komorze głównej
-pompa z dopływem do komory głównej
-filtr
Jak działa:
-musimy odkryć jak zsyntetyzować twittera w gazie lub płynie
-pompujemy twittera to komory głównej
-filtr przepuszcza tylko foliarskie treści
-korwin zaczyna odlatywać
Plan:
-zsyntetyzowanie paliwa twitterowego
-przeprowadzenie testów możliwości korwińskiego napędu antygrawitacyjnego