
Ostatnio przeczytałem dość ciekawy artykuł: https://www.onet.pl/styl-zycia/facet-xl/remontowalem-domy-zamoznych-polakow-co-ja-sie-napatrzylem-i-nasluchalem/0jd8f8h,30bc1058
Ogólnie to na podstawie tego artykułu mogę zgodzić się prawie ze wszystkim, chociaż nie do końca. Jako monter instalacji sanitarnych mogę bardzo ogólnie potwierdzić, że im biedniejszy dom, tym bardziej widać szacunek do mnie i mojego zawodu (i ogólnie zawodów podobnych). Jeszcze w wielu takich domach dostajemy np obiad. Kawa i herbata, jakieś drożdżówki są nam niekiedy wciskane. Domownicy nam nie przeszkadzają. Nie jest to regułą, ale widać taki trend. Nawet z płatnościami tu jest najmniejszy problem.
Najgorzej jednak z moich doświadczeń wypada jednak klasa średnia. U takich klientów najczęściej można było odczuć niechęć do mnie i takie zachowanie, żebyśmy tylko zrobili co do nas należy jak najszybciej i wypad. Oczywiście nikt nie powie tego wprost, ale idzie to odczuć po zachowaniu i sposobie w jaki ludzie z nami rozmawiają. Widać to bardzo wyraźnie, jeśli mają nas trochę za tępaków. Często też w takich przypadkach jesteśmy kontrolowani, patrzy nam się na ręce, albo w drugą stronę, jesteśmy kompletnie ignorowani i nawet kawy nikt nie zaproponuje. Ta stała kontrola jest bardzo wkurzająca. Często klient z klasy średniej myśli, że wie lepiej, bo murator to, internet tamto. Tak to niestety nie działa. I tacy klienci są najczęściej problematyczni jeśli chodzi o pieniądze.
Osoby zamożne, to bywa różnie. Czasami nas trochę zbywają i ktoś ma się nami zająć, albo mają do nas bardzo dużo szacunku i sami z nami rozmawiają. Często słychać, że zawody takie jak mój są najlepsze, bo zawsze będzie popyt i bez nas to nie byłoby niczego. Za bardzo się nie wtrącają w to co robimy. A jak coś pójdzie źle, to się naprawi, albo weźmie kogoś innego. No i im młodsi zamożni ludzie tym trochę gorzej. Nie wiem. Z wiekiem chyba nabierają więcej szacunku. I z pieniędzmi też zazwyczaj nie ma problemu.
Ogólnie to nie wiem nawet po co to piszę. Chyba tylko chciałem się podzielić własnymi przemyśleniami na ten temat. Może skończę z małą radą. Można się śmiać, że haha kawusia czy herbatka, ale dobrze jest zawsze to zaproponować. Lepiej się wtedy pracuje. I nie patrzeć na nas z góry. Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p
30 comments
No wiadomo, kawka czy woda dla majstra to standard. I ogólnie traktowanie człowieka z szacunkiem. Tylko co z tego?
​
>Często klient z klasy średniej myśli, że wie lepiej, bo murator to, internet tamto.
Nie wiem, czy nie jestem takim klientem – ale ja po prostu jestem ciekawy, lubię techniczne rzeczy, chcę wiedzieć, co i jak mam w domu, więc często pytam, co jak działa, jak to się robi, a co jak się zrobi inaczej, czy wybuchnie;) itd. Często tacy majstrowie się obruszają, że ich pytam i mnie traktują na zasadzie “co pan wiesz, nie wtrącaj się”.
>Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p
No właśnie, i tu podsumowałeś całą sprawę z relacją klient-majster. Klienci nie mają zaufania, a często też szacunku, bo przeważnie etyka pracy takich majstrów jest zerowa. Źle spojrzysz albo majster wstał lewą nogą i ci spierdoli, będziesz mieć koszty, bo “jest gorszy dzień i widać po kliencie”.
Miałem masę relacji z majstrami, podwykonawcami, dostawcami przy różnych okazjach i takich, którzy robią swoją robotę solidnie to jest może 20%. Reszta zrobi byle jak, rękę po forsę wyciągnie a gdy coś jest spieprzone, to milion wymówek i w sumie to radź sobie sam. I żadne kawusie, miłe relacje, poczęstunki i traktowanie drugiego człowieka z szacunkiem nie pomagają.
To ja też z podobnej rury – długo pracowałem w telefonicznej obsłudze w telekomie. Z mojego punktu widzenia zdecydowanie była jedna najgorsza grupa, którą dało się wyizolować. “Zwykli ludzie” co tam mieli jakiś telefon i tyle najczęściej byli bezproblemowi. Wiadomo, że w każdej grupie znajdą się tacy i inni, ale raczej nie było problemu. Coś się nie zgadaza na fakturze, nie wiem o co chodzi, dzwonię, proszę o wyjaśnienie, do widzenia.
Obsługiwałem też dużych klietnów. Dzwonił ktoś, komu nieścisłość na fakturze wyniosła 10 tysięcy, bo ma 300 telefonów zarejestrowanych. Full kultura, luzik.
Jak dzwonił ktoś, kto mial telefon na JDG albo firmę poniżej 5 numerów, to wiadomo było, że będzie przeprawa przez piekło “Co to znaczy?! 15 zł za dużo naliczyliście?! Czy wy wiecie kim ja jestem? Żądam natychmiast rozmowy z prezesem xD i rekompensaty 1000 zł za czas zmarnowany na dzwonienie tutaj”. I godzina krzyków.
Teraz robię w agencji interaktywnej i w sumie mam podobnie – jak coś robimy dla jakiejś dużej firmy, gdzie kontaktuję się z jakimś “menadżerem ds. markeingu” itp. to współpraca jest miód i orzeszki, im mniejsza firma tym większe problemy i większa roszczeniowość i przekonanie “kim to ja nie jestem i co to ja nie mogę”. Sorry, że offtop trochę, ale tak mi się nasunęło na myśl.
>Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p
I ta wypowiedź w zasadzie wszystko wyjaśnia.
To właśnie dlatego ludzie patrzą Wam na ręce, zwłaszcza tacy, dla których Wasza usługa jest niebagatelnym wydatkiem. Bogaci mogą olać, bo “jak coś pójdzie źle, to się naprawi, albo weźmie kogoś innego” – ale średniaków nie stać na to, żeby tę samą robotę robić dwa razy, bo ktoś spaprał, czy to z powodu kaca, niekompetencji, czy – jak w cytacie – ze zwykłej małpiej złośliwości.
Nawet przy założeniu dobrej woli, na jednego rzetelnego fachowca przypada pięciu partaczy, którym tylko się wydaje, że potrafią. I to jest szacunek optymistyczny. To kolejna przyczyna, dla której ludzie, którzy musieli pół roku oszczędzać na remont, pilnują wykonawców jak jastrzębie i przekazują sobie namiary na rzetelnych fachowców jak najcenniejszy skarb.
j”ak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p”
A majster moze sie potknac i spasc ze schodow albo przelew gdzies utknie. A co najwazniejsze Urzad Skarnowy moze nagle wpasc na pomysl zeby sprawdzic dochody i faktury wstawiane przez majstra.
może mi ktoś wyjaśnić ten fenomen częstowania wszelakich majstrów i monterów? chyba nie mają zakazu noszenia własnej kawy i ciastek?
>Może skończę z małą radą. Można się śmiać, że haha kawusia czy herbatka, ale dobrze jest zawsze to zaproponować. Lepiej się wtedy pracuje. I nie patrzeć na nas z góry. Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p
To już wiesz, dlaczego ludzie patrzą ci na ręce.
Lol, OP powiedz uczciwie – czy ty serio myślisz że nie ma partaczy robiących na odpierdol i klienci za grosz nie mający zaufania do wszelkiej maści majstrów biorą się z powietrza?
Był okres kiedy każdemu się wydawało że może sobie założyć firmę i robić przy wykończeniach, bo to przecież takie “proste”. A potem się okazuje że taki majster nawet ościeżnicy nie potrafi osadzić i wielkie zdziwienie że jak ktoś nie wywiązał się z umowy to też nie dostanie pełnej kasy za to.
To o czym mówisz to tylko i wyłącznie echa takich sytuacji.
Czy są nieprzyjemni klienci, którzy sami nie wiedzą czego chcą i tylko wkurzają podwykonawców? Jasne. Czy jest masa partaczy których trzeba pilnować jak małe dzieci żeby czegoś nie zrobili na odpierdol? Owszem.
To chyba przez to, że w budowlance się trochę “dziwnych” osób kręci. U mnie dostawali czajnik i herbaty oraz kawę i kubki (niech se sami robią), ale rolety były zawinięte cały dzień, żeby nie było nic w domu widać.
Raz musieliśmy wezwać policję do typa, który nam ściany robił i od tego momentu bierzemy tylko i wyłącznie ludzi z umową. Jakoś nie ma żadnych problemów z niczym. Zero uszkodzeń, zero reklamacji, zero późniejszych terminów. Jest drożej, no ale coś za coś.
Podpytywanie się co i jak działa uważam za swój obowiązek, bo mam ubezpieczenie i muszę tam podać w przypadku awarii co i jak próbowałam sama robić. Generalnie nie trafiłam na Pana majstra, co mi nie chciał tłumaczyć. Wręcz przeciwnie.
Idealnie podsumowane. Właśnie dlatego wszystko staram się robić sam, by nie musieć być na łasce ludzi odwalających Januszerkę, którzy piszą porady w internecie, że im kawę powinno się proponować, z łaską piszą, że obiadki to już może niekoniecznie (choć dają! i to najbiedinejsi!), a jak nie, to HIHI COŚ MOŻE PÓJŚĆ NIE TAK HIHI 🙂 😛 Natomiast jak wytknie im się kiepską jakość usług i wykonanie roboty nie ze sztuką, to pultają się.
PS. Nie dotyczy to tylko muratorów i podobnych, ale programistów, automatyków też.
Kumpela inżynier od kanalizacji miała remont domu nie patrzyła za bardzo na gości bo praca … Ale za to patrzyła na fakturę… Kurde 3 mieszkania by obrobili tym co tam próbowali wcisnąć… Dodatkowo podłączyli za pierwszym razem tak, że gorąca woda leciała w WC.
Jak wydajesz 3 czy ileś pensji na jakiś remont to chcesz żeby było zrobione za pierwszym nie 5 majstrem. I żeby przy okazji remontu kuchni nie zajumał lustra z przedpokoju… Co w tym dziwnego.
A co do chamstwa to ludzie w pl są często niemili.
Tak trochę sam nie wiesz czego wy chcecie chyba. Ignorować zle, kontrolować tez zle. Trochę śmiechlem
Jako kaszub spytanie się o kawę uważam za święty obowiązek.
Oczywiście że ludzie lepiej wiedzą po forum muratora bo większość wykonawców to debile którzy nie są na bieżąco z technologiami, nie rozumieją koncepcji systemu który składa się z kilku elementów, które trzeba wykonać zgodnie z zasadami producenta, nigdy nie czytają instrukcji użycia żadnej chemii, bo nie po to jest fizyczny żeby musieć czytać. Wszystko na przyzwyczajeniach, bo on przecież wie jak robić. Co mu ktoś kiedyś pokazał to wie, czego nie pokazał to nie wie.
Nie trzeba forum muratora żeby lepiej od tych ludzi wiedzieć co robić. Czasem wystarczy popatrzeć na projekt albo kurwa przeczytać 5 linijkowa instrukcje.
Ja nie patrzyłam na ręce, zajebali mi dzwonek do drzwi i co tylko znaleźli w prawie pustym mieszkaniu (kratki wentylacyjne, żarówki, nawet kawałek papieru ściernego, który kiedyś sobie kupiłam i w szafce sobie leżał).
Wpadłam raz do mieszkania zobaczyć jak idzie robota, zastałam podłogę zawaloną petami. Poprosiłam grzecznie szefa ekipy, żeby nie palili w mieszkaniu, to złośliwie zabazgrali mi szafę rysunkami palących ludzi (serio….). Więc się nie dziwię, że ludzie kontrolują, tym bardziej że koszty niemałe. Ja zaufałam i się przejechałam, dziura w budżecie została, a panele fatalnie położone.
Serio, patrzenie na ręce obcej osobie, którą wpuszcza się do domu (najbardziej prywatnej sfery życia), i której się płaci za zrobienie roboty to brak szacunku? I jeszcze kawusię do tego?
A, no i nie zapomnijmy o klasycznym “panie, a kto tu panu tak spierdolił!?”. Trzeba się przyglądać, żeby potem wiedzieć.
A słyszałeś o czyms takim jak etyka pracy? Niewazne czy masz dobry czy zły dzien i jak sie zachowuje Twoj klient jesli jestes zobowiązany umowa do wykonania jakiegos zlecenia to masz to zrobic i musisz to zrobic zgodnie z pewnym standardem.
Jestem budowlańcem /inspektorem nadzoru- takim z dużych budów.
I szanowne grono budowlańców mieszkaniowych – czyli płytkarze itp często robią po prostu źle, żeby taniej, niezgodne ze sztuką. To primo.
​
Ostatnio miałem remont łazienki u siebie – ekipa w sumie zrobiła dobrze ale syf taki że hoho zostawili.
Co do jedzenia – ogólnie chłopaki mają dostęp do mojego prądu wiec kawa/herbata/zupki jest po ich stronie. Jak przychodzi majster obgadać co i jak projekt to wtedy wiadomo woda/kawa/herbata bo to normalne.
​
​
A co do bogatych – są różni – stara kasa i nowa kasa albo raczej dzieci ludzi którzy sami się dorobili – a one są najgorsze.
Ja ogólnie kawę albo herbatę proponuję, niektórzy chcą, inni nie. Obiad to już przesada.
Ja ogólnie nie patrzę ludziom na ręce, ale z doświadczenia wiem, że czasem jednak trzeba sprawdzić, bo jak się nie przypilnuje to odwalają fuszerkę.
Być może byłam takim klientem. Remontowaliśmy mieszkanie, mieliśmy główną ekipę – raz na tydzień sprawdzaliśmy czy wszystko jest robione zgodnie z planami od architekt i ewentualnie prosiliśmy o poprawienie np. wysokości gniazdek itd. sprawdzaliśmy też jakość po każdej innej ekipie bo np. cykliniarze trochę zawalili i musieli poprawiać. Niestety jak się wydaje duże pieniądze to się chce żeby wszystko było na tip top. Mąż też się pytał o to, jak niektóre rzeczy są robione i dlaczego bo przecież płaciliśmy za wszystkie materiały, to się chciało wiedzieć dlaczego nagle trzeba dodatkowy tysiąc zabulić.
Z drugiej strony zawsze proponowaliśmy jakieś picie (na ile się dało w mieszkaniu w którym wszystko było zdarte niemal do gołej cegły) o zawsze też rozmawialiśmy o życiu, śmierci i jajecznicy z każdym fachowcem.
Sam sobie odpowiedziałeś dlaczego tak jest. Temat jest prosty:
1. Biedniejsi ludzie i tak są skazani na Ciebie, więc ich umilanie Tobie pobytu ma na celu to, żebys swoją robotę wykonał jak najlepiej. De facto to Ty ich wykorzystujesz pośrednio, bo robisz to dlatego, że są mili
2. Klasa średnia jakoś do swojego doszła. Najczęściej ciężką robotą. Toteż chcą mieć rozeznanie co i jak, często się dopytują czy konfrontują wiedzę z internetóF z Tobą. Normalne, sam bym tak robił by wiedzieć więcej. Brak pieniędzy o czasie czy w ogóle brak płatności – najczęściej jeżeli coś miało być czarne a jest białe. Ewentualnie jakieś niedogadane koszty. Są, niezaprzecze, ludzie którzy już z założeniem biorą ekipe by coś zrobiła, a potem olewają temat płatności, bo wiedza że za wiele z tym nie zrobisz. Ale rzadko słyszałem o takich przypadkach.
3. Bogaci – bo ich stać. To że Ty spieprzysz robotę, dla nich nie zrobi różnicy. Po prostu po swoich znajomych będą mówili że “o, ten OP to ch… nie fachowiec” i taka będzie krążyła o Tobie opinia. Wezmą sobie drugiego fachowca co po Tobie poprawi.
> Można się śmiać, że haha kawusia czy herbatka, ale dobrze jest zawsze to zaproponować. Lepiej się wtedy pracuje. I nie patrzeć na nas z góry. Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak :p
I dlatego to jest i będzie u nas never ending story … 🙂
Całość podsumowuje stary, peerelowski żart:
Świadczysz usługi? Zawsze bierz zaliczkę, inaczej cię wyruchają.
Zamawiasz usługi? Nigdy nie płać zaliczki, inaczej cię wyruchają.
>żebyśmy tylko zrobili co do nas należy jak najszybciej i wypad
Dokładnie- robisz swoje, bierzesz kasę i nara. Na co majster jeszcze liczy?
>Ogólnie to na podstawie tego artykułu mogę zgodzić się prawie ze wszystkim, chociaż nie do końca. Jako monter instalacji sanitarnych mogę bardzo ogólnie potwierdzić, że im biedniejszy dom, tym bardziej widać szacunek do mnie i mojego zawodu (i ogólnie zawodów podobnych). Jeszcze w wielu takich domach dostajemy np obiad. Kawa i herbata, jakieś drożdżówki są nam niekiedy wciskane. Domownicy nam nie przeszkadzają. Nie jest to regułą, ale widać taki trend. Nawet z płatnościami tu jest najmniejszy problem.
Przerabiam właśnie wykańczanie mieszkania. Została końcówka, jakaś drobnica, ale co się po drodze narobiłem to moje.Monter który przyjechał poskładać mi kuchnię był w miarę spoko chłopem. Zrobiłem mu dobrą kawę, no a że całe składanie zajęło 2 dni to miał też 2 dobre obiady. Tzn zamówiłem, no bo jak, jak to on składał kuchnię?W każdym razie – gość zostawił trochę niedoróbek bo stolarz pomylił się w produkcji płyt/desek. Towar dowieźli 2 miesiące po montażu, przez ponad rok próbowałem umówić się ze stolarzem i monterem żeby ktoś przyjechał skończyć robotę.Oczywiście nikt się nie pojawił, dopiero niedawno jak zaczęło im się palić pod dupą bo rynek się załamał to ktoś się łaskawie skontaktował.Po 1.5 roku od zamówienia kuchni… Oczywiście już dawno sam to zrobiłem, no ale nie po to płacę za usługę żebym sam to robił.Majster do tego nie potrafił przyjąć do wiadomości, że mnie realnie nie ma. Co prawda siedziałem w domu, ale pracowałem. No ale tutaj tylko ci co pracują z domu rozumieją jak to działa, więc nie miałem pretensji że coś tam pogadaliśmy i 3/4 dnia nic nie robiłem…
O budowie bloku/mieszkania to nawet nie będę wspominał, bo to jak spartaczyli takie proste tematy jak tynki to można książki pisać.
Chłopakom którzy wstawiali mi drzwi do łazienki zaproponowałem kawkę, miejsce do zapalenia i muzykę. Robota była tak zrobiona że musiałem po nich dzwonić bo drzwi się nie zamykały po dniu stania…
>Ogólnie to nie wiem nawet po co to piszę. Chyba tylko chciałem się podzielić własnymi przemyśleniami na ten temat. Może skończę z małą radą. Można się śmiać, że haha kawusia czy herbatka, ale dobrze jest zawsze to zaproponować. Lepiej się wtedy pracuje. I nie patrzeć na nas z góry. Bo czasami jak jest gorszy dzień i widać po kliencie, że taki jest…. to coś może pójść nie tak
Ogólnie to nie wiem po co to piszę. Chyba tylko chciałem napisać, że jak płacę za zrobienie czegoś to chciałbym żeby to było zrobione zgodnie ze sztuką i uzgodnioną ceną + możliwie najlepiej, a nie narażać się jeszcze na kaprysy pana montera/wykonawcy bo może ‘stara mu wczoraj nie dała’ i dzisiaj chodzi wkurzony, więc rozładuje się na tym że zrobi mi na złość.
> Często klient z klasy średniej myśli, że wie lepiej, bo murator to, internet tamto.
Fachowcy, który wiedzą, co robią to zdecydowana mniejszość. Dobrze, jeśli jeszcze umie coś prosto zrobić i przykręcić., a to i tak nie jest norma. Jedną zabudowę G-K miałem robioną 3 razy, bo za każdym razem było krzywo.
Ostatnio miałem takiego gościa od gazu, co sie upierał, żeby wymienić wężyk, bo “takie to sa do propan/butan”, a nie do ziemnego, mimo że na nim jak wół stał napis “natural gas/LPG”. Inny mi kiedyś połaczył stalowe złączki z mosiężnymi w instalacji wodnej i stalowe po kilku latach elektrochemicznie skorodowały. Oczywiście są fachowcy, którzy znają się doskonale i nie odwalają fuszerki, ale tacy to prawdziwy skarb.
Ja pierdole kurwa kultury sie zachcialo a jak dałem robotnikom zapierdalać bez patrzenia na rece to położyli panele zamiast w jodełke to na prosto. Ładnie wam sie w pizdach przewraca. TO TY MASZ KURWA ZAPEWNIĆ JAK NAJLEPSZA USŁUGĘ A NIE KLIENT TOBIE KURWA HOTEL. Sorry jestem w trakcie wykanczania mieszkania i jak widze takie pierdolenie to mam ochotę komuś jebnąć. A i jeszcze jedno na szacunek sie pracuje a nie dostaje w gratisie dziękuję dobranoc.
Kij ci w oko OPie, szczególnie po tym ostatnim zdaniu.
Klasa wyższa może sobie pozwolić na zapłacenie dwa czy trzy razy, ja chcę mieć pewność, że mi jakiegoś syfu nie odpieprzasz. W moim domu. Za moje pieniądze… A jak się zjebie i ktoś inny będzie musiał przyjść naprawiać, to może przynajmniej będę miał pojęcie co takiego odjebałeś.
I jeszcze mam mu obiadki podawać. Iksde.
Herbatka, kawusia, kanapeczki, obiadek… co jeszcze? Stópki pomasować, koniaku nalać? Przychodzisz wykonać zlecenie za które masz płacone, a ja jeśli uznam to za słuszne i w moim interesie, to będę wypytywał co tylko mi przyjdzie na myśl. Nie przychodzisz się tu bratać, ale wykonać pracę.
Ja jestem glazurnikiem, robię głównie łazienki, jakby co to ja nie lubię jak mnie ktoś częstuje czymkolwiek. Jeszcze kawa to ok, ale żadne obiady, jeść u obcych to czuję się niezręcznie, stać mnie na jedzenie, poza tym staram się nie spoufalać z klientem za bardzo bo to potem bokiem wychodzi. Mam zakres prac robię swoje jem swoje ka apki biorę kasę za robotę i zawsze mówię że mam nadzieję że jedyne kiedy się znowu zobaczymy to kolejny remont za kilka lat. Dziękuję i żegnam się. 🙂
Czyli jesli klient sie oczyta i wie jakie ma wymagania to źle? Chyba dla ciebie jesli nie znasz sie do konca na swoim fachu i nie umiesz przedstawić swoich argumentów prawidłowo. Bo chcesz odwalic fuszerkę lub przyciąć na robocie i ojej, ktos mnie kontroluje? Mi tez w dziale usług patrza na ręce wiec robie najlepiej jak potrafię i rozmawiam jeśli ktoś ma wątpliwości, rozjaśniam- to w koncu ich pieniądze ktore wydają. Nigdy obiadu dla majstra nie stawiałam no bo chryste panie, płacę Ci żebyś kupił go sobie sam. Kawa, ciastka, oczywiście, to w ramach gościny.
A nie jest tak, że przez Januszy w tym fachu ludzie zaczęli się douczać i sprawdzać? Wystarczy przejrzeć fora branżowe i zobaczyć ile jest przypadków że kogoś majster wkręcił.
W tym kraju jeżeli nie jesteś mechanikiem samochodowym i budowlańcem to zawsze Cię ktoś oszuka.