Jednocześnie irytują i nie irytują. Trochę jak ze zwykłymi żebrakami – nie mam pojęcia, czy moje pieniądze faktycznie zostaną dobrze wykorzystane. A jako Polak się wiecznie gdzieś spieszę (głównie do domu) i nie chce mi się weryfikować, czy typ proszący o datek jest faktycznie legitny. Poza tym, od dawna nie płacę gotówką i z tego wynika kolejne – w dobie internetu mamy dostęp do masy legitnych zbiórek i gdy chcę, mogę w pół minuty z chaty przekazać gdzieś pieniądze.
Za to mimo wszystko szacun dla tych, którzy nie zaczepiają, gdy widzą człowieka załadowanego torbami z zakupami.
Zdziwił byś się ile można uzbierać. A robi się to tak. Drukuje się jakikolwiek kod QR do dowolnej zbiórki i przykleja na puszkę. Stoi się tylko w godzinach szczytu zakupowego. Zakłada na plecy wiadomo jaką flagę i nikt nie zadaje żadnych pytań. Witasz każdego słowami miłego dnia udanych zakupów żeby wyrobić poczucie winy a i musisz jeszcze stanąć jak najbliżej wyjścia żeby nikt nie mógł cię obejść 😉😁
Chodząc do Lidla codziennie przed pracą po bułkę, jogurt i wodę zagadują mnie codziennie od wielu miesięcy, niejednokrotnie po dwa razy (jak wchodzę i jak wychodzę). To bez sensu. Pomagam jeśli chce, kiedy chce i komu chce, ale to nie znaczy że będę pomagał codziennie kupując śniadanie.
Najbardziej denerwują mnie przedstawiciele pewnego banku którzy stoją w każdym centrum handlowym. Nie daj Boże nawiąż z takim kontakt wzrokowy a założy ci konto. Wiem że to nie ich wina, taka mają pracę ale dla mnie to antyreklama.
Wiele z tych zbiórek to wyłudzenia. Niejasne fundacje, które zbierają na nie do końca wiadomo co. Jeśli ktoś chce pomóc, niech wpłaca datki do sprawdzonych organizacji, albo skoro jest już w np. Lidlu to niech po prostu wsadzi jakiś produkt spożywczy do koszyka zbiórkowego.
Jeśli mnie nagabują to mówię wprost, że pomagam przez internet i życzę miłego dnia.
Argument o pracy jest durny, natomiast ja nie umiem ich uznać za wiarygodnych. Śmierdzi mi scamem na kilometr.
> Więcej by pewnie zebrali, idąc do uczciwej pracy.
Nic z tych rzeczy. Takie fraudacje bardzo dobrze płacą.
Dopiero ostatnio zaczeli mnie irytować. Wcześniej zawsze sobie z nimi gadałem i było git, ale ostatnio stali się coraz bardziej natarczywi i mają bardziej gówniane teksty na “zagadanie”. Rzucają bluzgami i mają bardzo nismaczne teksty- ogarnijcie się pls
Te zbiórki to mało mają wspólnego z uczciwością. Bardziej to na zasadzie tych pań co alfons wystawia przy drodze. Tu działa podobnie, ze szczegółem braku usług.
Mnie raz typ zaczepił na ulicy, przedstawił na co zbiera hajs, po czym mówię mu, że przykro mi ale nie mam gotówki, a poza tym wspieram co chcę w necie. Po czym urażonym tonem powiedział “tam jest bankomat”.
Mnie zastanawia dlaczego stoją przed dyskontami gdzie duża część klientów robi tam zakupy bo tanio, zamiast stać przed jakimś Sparem, czy sklepami premium gdzie klientela ma więcej $$$. Teoretycznie mogliby dostawać większe datki.
– Ile nazbieraliście?
– 50zł
– Macie w tej puszce o 100 050zł więcej niż ja mam w banku.
Ignoruje ich. Pod jednym z pobliskich dyskontów potrafi jednocześnie stać naganiacz z Greenpiss, jakiś dzieciak zbierający “na Ukrainę”, a do tego żebrająca cyganka z podejrzanie spokojnym dzieckiem. Każdy ma ten sam cel – wydoić przechodnia.
Tutaj konkretnie mamy do czynienia z organizacją “blessing for people”, która właśnie większość pieniędzy zabiera dla siebie, a część wypłaca “wolontariuszom”. W praktyce to zwyczajny skam i wyłudzanie, ponadto zebrana kwota na ich stronie nie jest aktualizowana od kilku miesięcy albo i lat. Nigdy nie dawajcie im pieniędzy.
Ostatnie czego chcę, idąc do sklepu, to być nagabywanym na pieniądze (nawet jeśli w dobrej sprawie). Do tego mój wyrobiony inteowertyzm (a może aspołeczność, nie wiem na pewno) i prędzej odpuszczę wejście do sklepu niż rozważę wrzucenie pieniędzy. Najczęściej mijam w ciszy lub rzucam “kolejni kurwa”, jak zaczynają mi tłumaczyć swoją sprawę.
Rozumiem po co stoją, dla kogoś jest to ważne, ale u mnie wywołuje dyskomfort takie “zagadywanie”. Nawet nauszne słuchawki nie zawsze pomagają, bo zdarzało mi się, że machano mi ręką przed twarzą by zwrócić moją uwagę.
Każdego rodzaju nagabywanie mnie osobiście bardzo denerwuje. Nie wiem dlaczego Lidl pozwala na obecność tych ludz pod drzwiami, bo oni sami w sobie są elementem odstraszającym. Jeszcze gorszy poziom to „wolontariusze” „fundacji” dzwoniący po mieszkaniach. Oczywiście nie powiedzą tego od razu, ale wiadomo, że przyszli po pieniądze, napastować człowieka we własnym domu, wyłudzać na poczucie winy. Nie ważne czy jest to legitna zbiórka czy nie, nagabywanie mnie gdziekolwiek odbieram jako coś wykluczającego dobre intencje. Wpłaciłam jakiś czas temu pieniądze dla jednej z fundacji i otrzymałam nispodziewanie miły list z kartką – dzięki niemu od razu poczułam, że chcę wesprzeć tę sprawę ponownie. I na tym polega różnica.
Mnie wkurwiają Ci z ING w galeriach. Czasem niemal Cię gonią po korytarzu 😂
Z jednej strony są irytujący czasami ale z drugiej nie winię ich jakoś bardzo.
Ja im nie dam, większość ludzi im nie da, jak ktoś nie jest asertywny albo myśli że komuś tym pomaga to jego strata.
Najbardziej mi przeszkadzało jak w sierpniu podchodzili do ludzi siedzących na zewnątrz w restauracji/barze. To już nie jest zaczepianie przypadkowego przechodnia tylko zaczepianie kogoś kto planuje siedzieć i coś zjeść/wypić i dlatego tam siedzi.
Ogólnie to bardziej problem miast takich 50k wzwyż imo, w mniejszych rzadko takie widoki są.
Najbardziej denerwują mnie wyspy bankowe wciskające kredyty i żule
Raz miałem taką sytuację że zaczepili mnie wychodzącego ze sklepu mówiąc “pomagamy bezdomnym”, na co ja im odpowiedziałem “a ja nie”
Na wrzeszczu przy dworcu zawsze, praktycznie dzień w dzień dwójka takich chodzi, tyle że bez flag i to już od półtora roku conajmniej i wyłudza, tylko że oni do potencjalnej ofiary podchodzą typu “siema, nie chciałbyś może dać na zbiórkę” czy coś w ten deseń, jak się odmówi to lubią powiedzieć że powinno się wstydzić albo żeby spadać albo coś równie miłego także xD
Ze wszystkich typów nagabywaczy najbardziej irytują mnie ludzie z fundacji charytatywnych czający się na rynkach w wielkich miastach (a przynajmniej we Wrocławiu ich pełno). Podczas gdy inni przeważnie dobrze znoszą odmowę albo po prostu natychmiast zmieniają target, ci potrafią człowieka świadomie i celowo wpędzać w poczucie winy, że ten ŚMIAŁ nie pomóc i to tak w szczytnym celu. I jasne, rozumiem, że prawdopodobnie ich cele są szczytne, ale zdecydowanie mnie do nich nie przekonają tanimi sztuczkami manipulacyjnymi i sugerowaniem bycia złą osobą, ponieważ nie wrzucam 100 zł kilka minut po spotkaniu losowego gościa/gościówy ze szklanką skrzynką w ręku i naklejoną na nią kartką A4 z ręcznie napisanym celem zbiórki (i brakiem możliwości szybkiego potwierdzenia jej autentyczności).
Ludzie którzy pracują w ten sposób, na przykład ci od banków (co do wolontariuszy nie jestem pewna) są szkoleni do bycia wkurwiającymi. To, co w Polsce się uważa za nadmierne i wkurwiające, w zachodnich podręcznikach marketingu uchodzi za wzrorowe. Jest pierdyliard technik i tekstów które oni muszą wygadywać i podchodzić, bo jak znam życie albo są na kamerach albo są nagrywani poprostu albo szef stoi obok.
Trzeba łazić za ludźmi, bo trzeba zawsze do klienta “robić pierwszy krok”, “utrzymywać zaangażowanie” i tym podobne. Do tego, jak znam życie, to pewnie dodatkowym “motywatorem” jest to, że mają gówno pensję a ich wypłata zależy tak na prawdę od ilości podpisanych kontraktów / sprzedanego produktu.
Mnie osobiście niesamowicie to wkurwia i zawsze im mówię, że sorry ale nie i żeby mnie zostawili w spokoju, ale sama miałam podobną pracę niestety (wytrzymałam 2mc) , więc rozumiem ich desperację.
Wgl jak mnie irytuje noszenie flagi jak sweterka/chusty. No do jasnej ch*lery flaga to nie szmata.
Jako w połowie introwertyk jest to dla mnie.irytujące. Z początku miałem z tym problemy jak na to reagować lecz dziś po prostu ignoruję. Ale dalej niemiłosiernie wkurza mnie to gdy w dzień przyjazdu do lidla stoi gość zbierający na cokolwiek i do każdego “czy zechce pan wpłacic na biedne dzieci” na co ja mu “a może zechce Pan wpłacić na biednego mnie”
Odnośnie charytatywnych wolontariuszy pod sklepami – mnie faz dwie osoby w męczący sposób namawiały na przekazanie pieniędzy. A jak poprosiłem o dane organizacji dla której zbierają, speszły się. Nawet jak tłumaczyłem ze chce zobaczyć historie tej organizacji itp, to mówiły że niepotrzebnie podważam ich działanie. Od tamtego czasu, już ich nie widziałem
Szczecinianin here
Shout-out do tych ludzi co 4 rok z rzędu stoją pod galaxy i scamują ludzi na zbiórki na dzieci, oczywiście z adekwatną dozą manipulacji zaczynając konwersację od “HEJ PIĘKNY” i nie dawaniu ci odejść bez wyrzutów sumienia że nie dałeś na dziecko
Twój argument o pracy jest bardzo słaby. Jak nie jesteś pewien czy to nie jest scam zapytaj się z jakiej fundacji są jak im odpowiedź trochę zajmie to scam jak odpowiedzą od razu powiedz im, że wyprzesz ich przez internet.
Ja mam totalnego pecha jeśli chodzi o jakichkolwiek nagabywaczy. Mieszkam na Warszawskiej Pradze, czyli okolice dość specyficzne, ale nawet jak na tę rejony to mega często zaczepiają mnie wszelakiego rodzaju żebracy, czasem grzeczniej, czasem wręcz agresywnie.
Podobnie ma się sprawa jeśli chodzi o wszelakich ludzi z fundacji czy to pomoc Ukrainie, zwierzakom czy kupowanie garnków. Nie mam pojęcia dlaczego, jestem turbo dusigroszem, chodzę w podartych paroletnich ciuchach najczesciej z lumpa, no nie wyglądam raczej jak ktoś kto ma pieniądze. Moja żona zawsze jest w szoku, bo jak idzie ze mną to mówi że tylko wtedy ją zaczepiają. Czasem masz wrażenie że ktoś po prostu zagaduje, daje jakąś radę jak użyć czegoś i wyjeżdża z “daj piątaka” 🤦.
Co do wszelakich zbiórek chorych dzieci to dawno już ustaliłem, że dopóki nie mam własnego m to nie zamierzam się dzielić swoimi pieniędzmi z kimkolwiek, ale to okazał się całkiem wytrych, bo teraz mam lv 28 i nie zanosi się na zmianę xD
Uważam, że podobne zbiórki to scam. I bardzo denerwuje mi flaga ukraińska na tym zdjęciu (jestem Ukraincem i nie wierzę że ta dziewczyna nazbiera dla Ukrainy coś).
Pod moim Lidlem wiecznie na coś zbierają. W sklepie brak informacji. Czy można gdzieś zgłosić, że mam podejrzenie, że ktoś wyłudza pieniądze pod sklepem?
“Dziękuję, daję przelewem na uran dla Czeczenów, powodzenia, miłego dnia, żegnam!”
Jestem z UA. I tak, mnie to irytuje.
Wygdląda jako scam. Myślę, że nawet produkty potem są sprzedawane Ukraińsom po prostu. I kto robi hajs?
No i ten sposób “pomocy” mi się nie podoba. Jako żebractwo :/
Irytuje mnie to jak cholera jako introwertyczke. Po pierwsze nie chce z nimi gadać, po drugie nie chce ich widzieć, po trzecie mam wyrzuty sumienia że z nimi nie gadałam, nie wsparłam ich albo nie patrzyłam w ich kierunku. Oni idą do domu, ja się zadręczam wyrzutami sumienia, że jestem paskudnym człowiekiem. Mimo, że pomagam przez internet. Nie znoszę tego.
u mnie od 2 lat stoi facet który ma na kartce napisane że jego syn umiera i zostały mu 3 miesiące życia 🤷♂️
I tak nic nie przebije typa na rynku Wrocławskim zbierającego na transport do Polski prawdopodobnie nieistniejącej Ukrainki „Której każdy by chciał minetę zrobić”
Pod Lidlami stoją zawsze od lutego zbierając to “na Ukrainę”, to “na chore dzieci”. Ale przypomniałam sobie sytuację sprzed pandemii. Idę sobie na tramwaj na uczelnię, nagle typ wyższy ode mnie o połowę zastępuje mi drogę mówiąc “KONTROLA!”. Ja zesrana ogółem jaka kontrola a ten wyjmuje zza pleców puszkę i coś tam nawija o zbiórce XD Wymamrotałam tylko że nie mam pieniędzy a on za mną szedł aż na przystanek coś wykrzykując by się go nie bać i że można blikiem XD
37 comments
Jednocześnie irytują i nie irytują. Trochę jak ze zwykłymi żebrakami – nie mam pojęcia, czy moje pieniądze faktycznie zostaną dobrze wykorzystane. A jako Polak się wiecznie gdzieś spieszę (głównie do domu) i nie chce mi się weryfikować, czy typ proszący o datek jest faktycznie legitny. Poza tym, od dawna nie płacę gotówką i z tego wynika kolejne – w dobie internetu mamy dostęp do masy legitnych zbiórek i gdy chcę, mogę w pół minuty z chaty przekazać gdzieś pieniądze.
Za to mimo wszystko szacun dla tych, którzy nie zaczepiają, gdy widzą człowieka załadowanego torbami z zakupami.
Zdziwił byś się ile można uzbierać. A robi się to tak. Drukuje się jakikolwiek kod QR do dowolnej zbiórki i przykleja na puszkę. Stoi się tylko w godzinach szczytu zakupowego. Zakłada na plecy wiadomo jaką flagę i nikt nie zadaje żadnych pytań. Witasz każdego słowami miłego dnia udanych zakupów żeby wyrobić poczucie winy a i musisz jeszcze stanąć jak najbliżej wyjścia żeby nikt nie mógł cię obejść 😉😁
Chodząc do Lidla codziennie przed pracą po bułkę, jogurt i wodę zagadują mnie codziennie od wielu miesięcy, niejednokrotnie po dwa razy (jak wchodzę i jak wychodzę). To bez sensu. Pomagam jeśli chce, kiedy chce i komu chce, ale to nie znaczy że będę pomagał codziennie kupując śniadanie.
Najbardziej denerwują mnie przedstawiciele pewnego banku którzy stoją w każdym centrum handlowym. Nie daj Boże nawiąż z takim kontakt wzrokowy a założy ci konto. Wiem że to nie ich wina, taka mają pracę ale dla mnie to antyreklama.
Wiele z tych zbiórek to wyłudzenia. Niejasne fundacje, które zbierają na nie do końca wiadomo co. Jeśli ktoś chce pomóc, niech wpłaca datki do sprawdzonych organizacji, albo skoro jest już w np. Lidlu to niech po prostu wsadzi jakiś produkt spożywczy do koszyka zbiórkowego.
Jeśli mnie nagabują to mówię wprost, że pomagam przez internet i życzę miłego dnia.
Argument o pracy jest durny, natomiast ja nie umiem ich uznać za wiarygodnych. Śmierdzi mi scamem na kilometr.
> Więcej by pewnie zebrali, idąc do uczciwej pracy.
Nic z tych rzeczy. Takie fraudacje bardzo dobrze płacą.
Dopiero ostatnio zaczeli mnie irytować. Wcześniej zawsze sobie z nimi gadałem i było git, ale ostatnio stali się coraz bardziej natarczywi i mają bardziej gówniane teksty na “zagadanie”. Rzucają bluzgami i mają bardzo nismaczne teksty- ogarnijcie się pls
Te zbiórki to mało mają wspólnego z uczciwością. Bardziej to na zasadzie tych pań co alfons wystawia przy drodze. Tu działa podobnie, ze szczegółem braku usług.
Mnie raz typ zaczepił na ulicy, przedstawił na co zbiera hajs, po czym mówię mu, że przykro mi ale nie mam gotówki, a poza tym wspieram co chcę w necie. Po czym urażonym tonem powiedział “tam jest bankomat”.
Mnie zastanawia dlaczego stoją przed dyskontami gdzie duża część klientów robi tam zakupy bo tanio, zamiast stać przed jakimś Sparem, czy sklepami premium gdzie klientela ma więcej $$$. Teoretycznie mogliby dostawać większe datki.
– Ile nazbieraliście?
– 50zł
– Macie w tej puszce o 100 050zł więcej niż ja mam w banku.
Ignoruje ich. Pod jednym z pobliskich dyskontów potrafi jednocześnie stać naganiacz z Greenpiss, jakiś dzieciak zbierający “na Ukrainę”, a do tego żebrająca cyganka z podejrzanie spokojnym dzieckiem. Każdy ma ten sam cel – wydoić przechodnia.
Tutaj konkretnie mamy do czynienia z organizacją “blessing for people”, która właśnie większość pieniędzy zabiera dla siebie, a część wypłaca “wolontariuszom”. W praktyce to zwyczajny skam i wyłudzanie, ponadto zebrana kwota na ich stronie nie jest aktualizowana od kilku miesięcy albo i lat. Nigdy nie dawajcie im pieniędzy.
Ostatnie czego chcę, idąc do sklepu, to być nagabywanym na pieniądze (nawet jeśli w dobrej sprawie). Do tego mój wyrobiony inteowertyzm (a może aspołeczność, nie wiem na pewno) i prędzej odpuszczę wejście do sklepu niż rozważę wrzucenie pieniędzy. Najczęściej mijam w ciszy lub rzucam “kolejni kurwa”, jak zaczynają mi tłumaczyć swoją sprawę.
Rozumiem po co stoją, dla kogoś jest to ważne, ale u mnie wywołuje dyskomfort takie “zagadywanie”. Nawet nauszne słuchawki nie zawsze pomagają, bo zdarzało mi się, że machano mi ręką przed twarzą by zwrócić moją uwagę.
Każdego rodzaju nagabywanie mnie osobiście bardzo denerwuje. Nie wiem dlaczego Lidl pozwala na obecność tych ludz pod drzwiami, bo oni sami w sobie są elementem odstraszającym. Jeszcze gorszy poziom to „wolontariusze” „fundacji” dzwoniący po mieszkaniach. Oczywiście nie powiedzą tego od razu, ale wiadomo, że przyszli po pieniądze, napastować człowieka we własnym domu, wyłudzać na poczucie winy. Nie ważne czy jest to legitna zbiórka czy nie, nagabywanie mnie gdziekolwiek odbieram jako coś wykluczającego dobre intencje. Wpłaciłam jakiś czas temu pieniądze dla jednej z fundacji i otrzymałam nispodziewanie miły list z kartką – dzięki niemu od razu poczułam, że chcę wesprzeć tę sprawę ponownie. I na tym polega różnica.
Mnie wkurwiają Ci z ING w galeriach. Czasem niemal Cię gonią po korytarzu 😂
Z jednej strony są irytujący czasami ale z drugiej nie winię ich jakoś bardzo.
Ja im nie dam, większość ludzi im nie da, jak ktoś nie jest asertywny albo myśli że komuś tym pomaga to jego strata.
Najbardziej mi przeszkadzało jak w sierpniu podchodzili do ludzi siedzących na zewnątrz w restauracji/barze. To już nie jest zaczepianie przypadkowego przechodnia tylko zaczepianie kogoś kto planuje siedzieć i coś zjeść/wypić i dlatego tam siedzi.
Ogólnie to bardziej problem miast takich 50k wzwyż imo, w mniejszych rzadko takie widoki są.
Najbardziej denerwują mnie wyspy bankowe wciskające kredyty i żule
Raz miałem taką sytuację że zaczepili mnie wychodzącego ze sklepu mówiąc “pomagamy bezdomnym”, na co ja im odpowiedziałem “a ja nie”
Na wrzeszczu przy dworcu zawsze, praktycznie dzień w dzień dwójka takich chodzi, tyle że bez flag i to już od półtora roku conajmniej i wyłudza, tylko że oni do potencjalnej ofiary podchodzą typu “siema, nie chciałbyś może dać na zbiórkę” czy coś w ten deseń, jak się odmówi to lubią powiedzieć że powinno się wstydzić albo żeby spadać albo coś równie miłego także xD
Ze wszystkich typów nagabywaczy najbardziej irytują mnie ludzie z fundacji charytatywnych czający się na rynkach w wielkich miastach (a przynajmniej we Wrocławiu ich pełno). Podczas gdy inni przeważnie dobrze znoszą odmowę albo po prostu natychmiast zmieniają target, ci potrafią człowieka świadomie i celowo wpędzać w poczucie winy, że ten ŚMIAŁ nie pomóc i to tak w szczytnym celu. I jasne, rozumiem, że prawdopodobnie ich cele są szczytne, ale zdecydowanie mnie do nich nie przekonają tanimi sztuczkami manipulacyjnymi i sugerowaniem bycia złą osobą, ponieważ nie wrzucam 100 zł kilka minut po spotkaniu losowego gościa/gościówy ze szklanką skrzynką w ręku i naklejoną na nią kartką A4 z ręcznie napisanym celem zbiórki (i brakiem możliwości szybkiego potwierdzenia jej autentyczności).
Ludzie którzy pracują w ten sposób, na przykład ci od banków (co do wolontariuszy nie jestem pewna) są szkoleni do bycia wkurwiającymi. To, co w Polsce się uważa za nadmierne i wkurwiające, w zachodnich podręcznikach marketingu uchodzi za wzrorowe. Jest pierdyliard technik i tekstów które oni muszą wygadywać i podchodzić, bo jak znam życie albo są na kamerach albo są nagrywani poprostu albo szef stoi obok.
Trzeba łazić za ludźmi, bo trzeba zawsze do klienta “robić pierwszy krok”, “utrzymywać zaangażowanie” i tym podobne. Do tego, jak znam życie, to pewnie dodatkowym “motywatorem” jest to, że mają gówno pensję a ich wypłata zależy tak na prawdę od ilości podpisanych kontraktów / sprzedanego produktu.
Mnie osobiście niesamowicie to wkurwia i zawsze im mówię, że sorry ale nie i żeby mnie zostawili w spokoju, ale sama miałam podobną pracę niestety (wytrzymałam 2mc) , więc rozumiem ich desperację.
Wgl jak mnie irytuje noszenie flagi jak sweterka/chusty. No do jasnej ch*lery flaga to nie szmata.
Jako w połowie introwertyk jest to dla mnie.irytujące. Z początku miałem z tym problemy jak na to reagować lecz dziś po prostu ignoruję. Ale dalej niemiłosiernie wkurza mnie to gdy w dzień przyjazdu do lidla stoi gość zbierający na cokolwiek i do każdego “czy zechce pan wpłacic na biedne dzieci” na co ja mu “a może zechce Pan wpłacić na biednego mnie”
Odnośnie charytatywnych wolontariuszy pod sklepami – mnie faz dwie osoby w męczący sposób namawiały na przekazanie pieniędzy. A jak poprosiłem o dane organizacji dla której zbierają, speszły się. Nawet jak tłumaczyłem ze chce zobaczyć historie tej organizacji itp, to mówiły że niepotrzebnie podważam ich działanie. Od tamtego czasu, już ich nie widziałem
Szczecinianin here
Shout-out do tych ludzi co 4 rok z rzędu stoją pod galaxy i scamują ludzi na zbiórki na dzieci, oczywiście z adekwatną dozą manipulacji zaczynając konwersację od “HEJ PIĘKNY” i nie dawaniu ci odejść bez wyrzutów sumienia że nie dałeś na dziecko
Twój argument o pracy jest bardzo słaby. Jak nie jesteś pewien czy to nie jest scam zapytaj się z jakiej fundacji są jak im odpowiedź trochę zajmie to scam jak odpowiedzą od razu powiedz im, że wyprzesz ich przez internet.
Ja mam totalnego pecha jeśli chodzi o jakichkolwiek nagabywaczy. Mieszkam na Warszawskiej Pradze, czyli okolice dość specyficzne, ale nawet jak na tę rejony to mega często zaczepiają mnie wszelakiego rodzaju żebracy, czasem grzeczniej, czasem wręcz agresywnie.
Podobnie ma się sprawa jeśli chodzi o wszelakich ludzi z fundacji czy to pomoc Ukrainie, zwierzakom czy kupowanie garnków. Nie mam pojęcia dlaczego, jestem turbo dusigroszem, chodzę w podartych paroletnich ciuchach najczesciej z lumpa, no nie wyglądam raczej jak ktoś kto ma pieniądze. Moja żona zawsze jest w szoku, bo jak idzie ze mną to mówi że tylko wtedy ją zaczepiają. Czasem masz wrażenie że ktoś po prostu zagaduje, daje jakąś radę jak użyć czegoś i wyjeżdża z “daj piątaka” 🤦.
Co do wszelakich zbiórek chorych dzieci to dawno już ustaliłem, że dopóki nie mam własnego m to nie zamierzam się dzielić swoimi pieniędzmi z kimkolwiek, ale to okazał się całkiem wytrych, bo teraz mam lv 28 i nie zanosi się na zmianę xD
Uważam, że podobne zbiórki to scam. I bardzo denerwuje mi flaga ukraińska na tym zdjęciu (jestem Ukraincem i nie wierzę że ta dziewczyna nazbiera dla Ukrainy coś).
Pod moim Lidlem wiecznie na coś zbierają. W sklepie brak informacji. Czy można gdzieś zgłosić, że mam podejrzenie, że ktoś wyłudza pieniądze pod sklepem?
“Dziękuję, daję przelewem na uran dla Czeczenów, powodzenia, miłego dnia, żegnam!”
Jestem z UA. I tak, mnie to irytuje.
Wygdląda jako scam. Myślę, że nawet produkty potem są sprzedawane Ukraińsom po prostu. I kto robi hajs?
No i ten sposób “pomocy” mi się nie podoba. Jako żebractwo :/
Irytuje mnie to jak cholera jako introwertyczke. Po pierwsze nie chce z nimi gadać, po drugie nie chce ich widzieć, po trzecie mam wyrzuty sumienia że z nimi nie gadałam, nie wsparłam ich albo nie patrzyłam w ich kierunku. Oni idą do domu, ja się zadręczam wyrzutami sumienia, że jestem paskudnym człowiekiem. Mimo, że pomagam przez internet. Nie znoszę tego.
u mnie od 2 lat stoi facet który ma na kartce napisane że jego syn umiera i zostały mu 3 miesiące życia 🤷♂️
I tak nic nie przebije typa na rynku Wrocławskim zbierającego na transport do Polski prawdopodobnie nieistniejącej Ukrainki „Której każdy by chciał minetę zrobić”
Pod Lidlami stoją zawsze od lutego zbierając to “na Ukrainę”, to “na chore dzieci”. Ale przypomniałam sobie sytuację sprzed pandemii. Idę sobie na tramwaj na uczelnię, nagle typ wyższy ode mnie o połowę zastępuje mi drogę mówiąc “KONTROLA!”. Ja zesrana ogółem jaka kontrola a ten wyjmuje zza pleców puszkę i coś tam nawija o zbiórce XD Wymamrotałam tylko że nie mam pieniędzy a on za mną szedł aż na przystanek coś wykrzykując by się go nie bać i że można blikiem XD