Sam reprezentuje ową Polonię bez prawa głosu w kraju w którym spędziłem już niespełna pół życia, ale ciągle mam prawo wpływania na politykę w Polsce. Osobiście uważam że nie jest to w porządku. Co myślicie?

48 comments
  1. O ile rozumiem możliwość głosowania w ambasadach dla tych, którzy wyjechali na krótki czas, np. wakacje, delegacja albo praca sezonowa, o tyle nie rozumiem prawa do głosowania dla tych, którzy wyjechali na stałe.

    Nie wiem tylko jak oddzielić jednych od drugich.

  2. Nie powinno się wpływać na kształt rzeczywistości kraju, w którym się nie mieszka pół czy większość życia. Tego kraju się po prostu nie zna, więc nie da się powiedzieć, co dla niego dobre. Mnie to zawsze wkurwia, że ktoś, kto żyje zagaranicą układa mi świat, w którym nie chce ze mną uczestniczyć. PS. Nie komentuję teraz mapy.

  3. Nie powinna, i akurat bez znaczenia jest fakt czy większość Polonii jest za PiSem czy opozycją. Chodzi o to, że to są ludzie kompletnie oderwani od aktualnej polskiej rzeczywistości.

    Moje marzenie ściętej głowy (tak wiem, konstytucja nie pozwala itd.): mieszkając za granicą, możesz głosować tylko jeśli w ostatnich 5 latach spędziłeś minimum 6 miesięcy* (nieprzerwanie) w kraju.

    *(_liczby arbitralne, ale chodzi o to żeby głosować mogli ludzie którzy choć minimalnie przebywają w Polsce_)

  4. Tak btw, chciałbym tylko zaznaczyć, że ta mapka wprowadza w błąd myślowy. Niby pokazuje, że w większości państw wygra KO, ale ilościowo najwięcej Polonii to USA i Kanada. Fajnie byłoby, gdyby na takich mapkach były też informacje, jak głosy z danych państw mogą realnie wpłynąć na wybory w Polsce.

    A w temacie. Jeśli ktoś wyjechał na chwilę, to oczywiście, że powinien głosować, jeśli ktoś wyprowadził się na stałe i nie ma zamiaru wracać do Polski, nie powinien głosować, bo nawet nie zna realiów życia w Polsce.

  5. Moim zdaniem sytuacja nie jest zero-jedynkowa. Fakt mieszkania za granicą nie oznacza automatycznie zerwania całkowicie więzi z Polską.

    Mój przykład. Mieszkam za granicą, ale:

    – Jeśli Polska wyjdzie z UE, realnie pogorszy to moją sytuację życiową.

    – Są podatki które płacę w Polsce.

    – Mam rodzinę w Polsce. Jeśli partia X doprowadzi do zapaści gospodarczej i bankructwa kraju, to ja będę musiał wspierać ich finansowo.

    – Część mojej emerytury jest wypracowana w Polsce. Każdy skok na tę kasę, to pozbawienie mnie pieniędzy.

    I tak przykłady można by mnożyć. Dlatego dopóki sytuacja w Polsce ma wymierny wpływ na moje życie, głosuję i będę głosował.

  6. Mieszkam za granicą, mam nadzieję, że tak zostanie i nie uważam, aby osoby mieszkające poza Polską powinny mieć prawo głosu. Osoby rozliczające podatek w danym kraju powinny mieć prawo głosu i tyle. Mieszkając w Polsce zawsze głosowałem. Teraz nie będę. Nie mój kraj, nie moja decyzja.

  7. Nie powinna, bez względu na to jakie są moje sympatie polityczne i kogo owa Polonia popiera. Jak żyją w Argentynie, to powinni bardziej dbać o to jak ukłąda sie bieżąca polityka w Argentynie niż w Polsce, bo to bardziej ich dotyczy i mają większe prawo się o niej wypowiadać niż o polskiej.

  8. Powinna mieć prawo, tak. Czy ktoś w końcu faktycznie pójdzie na głosowanie, to już każdy może sam zdecydować.

    Btw, jak chcecie wprowadzić to, że tylko ci mogli głosować, którzy nie mieszkają za granicą np dłużej niż 10 lat? Byłby to ogromny wysiłek biurokratyczny lmao.

  9. Sprawa jest prosta. Masz obowiązek służby wojskowej, to masz też prawo głosować. Nie ma tu pola na dyskusję.

    Jak ktoś zgłosił stały pobyt za granicą i jest z tego obowiązku zwolniony, wtedy można pomyśleć o odebraniu mu prawa, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się to sprzeczne z zasadami demokracji.

  10. Moim zdaniem.

    Jeżeli ktoś przebywa poza krajem więcej niż powiedzmy rok(lub dwa), to powinien tracić prawo do głosu. Bo jest żart, żeby ludzie którzy mają dosłownie w dupie to co tu jest, głosowali o tym co tu sie dzieje. Jeśli nie mają w dupie, to niech wrócą. To jest bardzo trudne moralnie, bo ktoś się może poczuwać, że chce mieć udział na swój kraj… no dobrze… to dlaczego z niego wyemigrowałeś – bo źle ci tu było? Bang, no to nie glosujesz. Jeśli ktos by gadał ” ale ja chce wrócić do lepszego” – to masz pecha, odprowadzajac podatek w kraju X, nie pomagasz w żaden sposób.

    Nie wiem, za dużo tu pitolenia. Moim zdaniem, powinni mieć absolutny zakaz głosowania Ci, którzy wyjechali na dłużej niż wakacje i tyle.

    Ew. jakaś ustawa, która nakazuje wypełnienie informacji, że jedziesz tam na okres X bądź Y, ale to też by nie przeszło, za dużo pitolenia.
    Powinni jasno mówić – opuszczasz nasze piękne koszary na X, to tracisz prawo do wyborów.

  11. Powinni wprowadzić tak jak jest w Holandii czy na Litwie, że można mieć tylko jedno obywatelstwo i patologiczna polonia by wymarła

  12. Jak ktoś mieszka za granicą dłużej niż 10 lat to absurdalne jest żeby dalej miał możliwość decydowania o losach tego kraju.

  13. Dla tych, którzy są za odebraniem praw wyborczych Polakom za granicą, czy w takim razie obcokrajowcy powinni mieć prawo do głosowania bez względu na na posiadanie obywatelstwa? Jeśli wystarczająco długo mieszkają za granicą.

    Sama nie wiem jak odpowiedzieć na pytanie OPa. Mieszkam za granicą od paru lat, ale interesuję się polityką Polski bardziej niż kraju, w którym mieszkam. W końcu tutaj, bez tutejszego obywatelstwa, nie mam prawa głosu, więc i tak nic nie mogę zrobić. Jako, że jestem Polką i nie wyobrażam sobie zmienić obywatelstwa, to nie chciałabym, żeby mi moje prawo zostało odebrane, ale rozumiem rozgoryczenie ludzi, którzy uważają, że “ktoś im z zagranicy wybiera jak ma wyglądać jego państwo”.

    Myślę też, że ciekawym do rozpatrzenia by było czy ktoś jest emigrantem pierwszego pokolenia, czyli raczej swoje w Polsce przeżył, oraz czy mówimy o emigracji w ramach Unii Europejskiej czy na inny kontynent. W UE nie uważam, że jesteśmy kompletnie odcięci od tego co się dzieje w Polsce.

    No ale definitywnej odpowiedzi nie mam.

  14. Przypominam, że głosy Polonii decydują mniej więcej o jednym mandacie w okręgu warszawskim. To jest o wiele mniej istotna kwestia, niż chociażby kształt okręgów wyborczych, które są zbyt małe, co zawyża próg realny i faworyzuje większe listy.

  15. Mam obywatelstwo, więc mam prawo głosować. Z tego prawa mogę korzystać, a mogę nie korzystać.

    Jakiekolwiek kombinowanie przy tej zasadzie jest polem do nadużyć i interpretacji urzędników.

  16. Offtop ale moja babcia ma brata pisowca w USAch, znalazła jeden prosty trick żeby przestał gadać o polityce przez telefon. Za każdym razem jak zaczynał to pytała kiedy wróci do Polski jak tu jest teraz tak wspaniale bo PIS rządzi.

  17. Mam kolegę w Norwegii, do którego jeżdżę w każde wakacje, czy przysługuje mi prawo głosu w następnych norweskich wyborach i wpływanie na kształt ich polityki?

  18. Generalnie nie jest to, według mnie, jakiś palący problem. W ostatnich wyborach prezydenckich było 311k głosów z zagranicy, to 1,5% wszystkich oddanych głosów w wyborach, a część pewnie z tego (nie wiem jak duża, ciężko powiedzieć), to osoby, które były chwilowo za granicą, na wakacjach, u rodziny czy służbowo.

  19. Pasek TVP: *Dane dowodzą, że Koalicja Obywatelska ma największe wsparcie wśród mieszkańców Rosji*

  20. Również wyjechałam pół roku temu, nie mam prawa głosu ani nawet prawa stałego pobytu w nowym kraju, choć mam nadzieję, że w nim zostanę. Nie wyobrażam sobie nie zagłosować w następnych wyborach niezależnie od tego, gdzie będę – wyjechałam między innymi przez kierunek, jaki nasz rząd obiera dla naszego kraju. Raczej nie wrócę, ale jeśli mój głos miałby przyczynić się do zmiany tego rządu i nowych porządków w Polsce, powinnam taką opcję rozważyć choćby i dla spokoju ducha. Nie wyobrażam sobie jednak głosować za 5, 10, 15 lat. Oczywiście, że newsy z Polski docierają wszędzie i nie trzeba odczuć reform Czarnka na własnej skórze, żeby wiedzieć, że są idiotyczne. Ale skoro wyjechałam, bo nie chciałam być częścią pewnych zjawisk, no to trzeba powiedzieć i A i B.

  21. Ci co są w Kanadzie i USA to chyba dla beki głosują, by w państwie z którego wyjechali nie działo się lepiej, jak w momencie jak stwierdzili że tu życia sobie nie ułożą

  22. Po ki grzyb ludzie głosują na wybory w kraju w którym nie są ?? (Pomijając pobyt tymczasowy) mieszkam za granica od 13 lat i nie głosowałem ani razu bo jaki to ma sens?

  23. Mieszkam za granicą od ponad dwudziestu lat, głosuje w każdych wyborach i będę głosować gdyż jest to moje konstytucyjne prawo. W Polsce wg konstytucji obowiązują trzy cenzusy wyborcze: wieku, obywatelstwa i pełni praw publicznych. Ja wiem ze ludzie sobie nawzajem lubią odbierać różne prawa, ale akurat odbieranie ich diasporze jest kompletnie idiotyczne.
    Argument, ze ktoś kto mieszka zagranica „nie ma pojęcia” co się dzieje w kraju jest, wybaczcie, z dupy. Mam pełne przekonanie graniczące z pewnością ze te 300tys Polaków diasporowych, którzy głosują w wyborach orientują się w tym co się dzieje w kraju lepiej niż niejeden Polak mieszkający w Polsce. Ta liczba faktycznie głosujących powinna coś mówić. (Wg różnych szacunków za granica mieszka nawet do 20 MILIONÓW Polaków i osób polskiego pochodzenia.)
    Argument o niepłaceniu podatków- tez bezsensowny. Których podatków? PIT? VAT? Od nieruchomosci? Co z Polakami, którzy mieszkają w Polsce i nie płaca podatków? Odbieramy prawa wyborcze?
    Jako obywatelka Polski jak najbardziej ponoszę konsekwencje wyborów. Nie wiem jak mi się życie poukłada, czy długo jeszcze będę tu gdzie jestem, ale jestem z krajem związana, mam w Pl rodzine i chce mieć wpływ na to co się dzieje.
    Przytłaczająca, ogromna większość emigrantów nie głosuje. Ta marna liczba głosów która pada zagranica naprawdę ma maleńki wpływ na ostateczny wynik, nie bójcie sie. Czy to dobrze ze tak niewiele diaspory głosuje? Wg mnie nie, bardzo złe. Bo to znaczy ze nie wiążą swojej przyszłości z Polska i nie interesuje ich co się dzieje w kraju. Ja osobiście namawiam wszystkich znajomych migrantow aby głosowali.
    Dziękuje za uwagę 😉

  24. Nie mieszkam w Polsce od już trochę lat, mam Polskie obywatelstwo, płacę także i w Polsce podatki, mam gdzieś co myślicie nt. tego, czy powinienem głosować, czy nie, będę głosował i tak, bo wybieram dla siebie przyszłość. Nie jestem tak związany i zorientowany co się dzieje w kraju, w którym przebywam, jak z Polską/w Polsce i nikogo to nie powinno interesować.

    Nie rozumiem po co po raz kolejny grzebać ten temat. To było wałkowane na subie milion razy. Milion razy pojawiają się te same argumenty, że obojętnie w jakim kraju jestem, mój status w tym kraju jest konsekwencją działań prezydenta i rządu, którzy… mają wybierać kto? Polacy w Polsce? Nie dociera to do nikogo i nie dotrze. No i dalej nic z tego nie wyniknie. W ogóle już pomijam szkodliwość tego, bo żeby zagłosować za granicą to jest sporo zachodu i ludzie, którzy mają i tak to w dupie, nie pofatygują się i tak. Natomiast Polacy w Polsce również nie korzystają, wiedzą, powinni, a tego nie robią.

    Może odbierzmy prawo głosu Polakom w Polsce, skoro nie umieją wybierać i wybierają PiS (lub nie chodzą wcale), podczas gdy PiS w pozostałej części Unii Europejskiej przegrywa?

  25. Marzeniem Polonii w USA jest by Polska była biedna żeby jak przyjedzie się z ciężko zarobionymi $ przy usuwaniu azbestu, to żeby można było być bogatym i pić dużo polskiej wódki wraz z polskimi prostytutkami.

  26. mieszkam w Finlandii. Ostatnio jak były wybory w pl i Polacy tu poszli głosować w ambasadzie to później była lista ile osób głosowało na którą partie.

    Jest tu 15 (?) pisowców. I się zawsze zastanawiam czemu w takim razie tu są skoro tu jest kompletna odwrotność jeżeli chodzi o “wartości” PiS.

  27. Jeśli głosują to znaczy, że z jakiegoś powodu dalej im na Polsce zależy. Może chcą wrócić jeśli kiedyś będzie lepiej, może chcą pomóc rodzinie i przyjaciołom, którzy tu dalej mieszkają. Ja też bym chętnie stąd wyjechała, ale nie miałabym po wyjeździe automatycznie wyjebane na swój kraj. Jak zależy im na tyle, żeby ruszyć dupę i iść zagłosować (w przeciwieństwie do wielu osób które tu mieszkają, a i tak mają wywalone…) to niech sobie głosują.

  28. nie od dzisiaj wiadomo, że sporo ludzi z USA uwielbiają PiS “no bo to Ci patriocii, a tamci to takie lewaki”. Zwykle pieprzenie głupot, które w praktyce nie ma żadnego sensu. Ten kto żyje w Polsce ma totalnie inną perspektywe. Ja mam 28 lat prowadzę biznes od paru lat, i tak samo moi znajomi, którzy pracują co nas obchodzi jakiś udawany patriotyzm? Ja osobiście po latach głosowania na Korwina zrozumiałem, że to niestety ale już nie ma sensu bo większość ich planów to zwykła utopia, a narracja Korwinowska, że rozwój gospodarczy powinien wynosić 20% a nie 3% to mozna sobie wrzucić do śmieci w obecnym świecie. System jest jaki jest trzeba się w nim umieć odnaleść, teraz wiem, że nigdy nie będzie już tak jak z marzeń Korwina (przynajmniej nie za mojego życia), więc musze głosować na tych co realnie mogą coś zmienić w moim życiu w nastepnych wyborach. Ludzie z USA glosuja na PiS bo nie rozuemija tej rzeczywistości, oni nie rozumieją jakie My mamy problemy bo żeby je zrozumieć trzeba tu życ i tyle.

  29. W sumie to jedyne wybory w których miałem prawo brać udział odbyły się kiedy mieszkałem w UK i głosowałem na kandydatów którzy oferowali to, czego mi brakowało w kraju i przez co wyjechałem. Jestem Polakiem i staram się zmienić władzę żeby mieć do czego wracać.

  30. Zależy od definicji Polonii – jeśli to osoby, które podatków w kraju nie odprowadzają, to wraz z obowiązkami obywatelskimi powinny w parze iść przywileje, jak wybory.

    To dosyć drastyczne i sam nie jestem przekonany do tego co napisałem, ale nie uważam za fair, żeby osoba od 20 lat nie mająca nic wspólnego z krajem decydowała o jego obecnym kształcie i rzeczywistości jego mieszkańców.

  31. Szkoda że nie pokazano jak na terenie USA rozkłada się w poszczególnych stanach. Bo zdecydowanie jest różnica pomiędzy wschodem i zachodem.

    Na zachodzie jest więcej młodej Polonii i zdecydowanie nie głosują za PiS.
    Młodej, w sensie pierwsze pokolenie, ci którzy wyjechali pomiędzy stanem wojennym i teraz. Nie zawsze w sensie wieku.

  32. Tak, oczywiście, głosowanie jest niezbywalnym prawem obywatela.

    Ale to jest złe pytanie, powinnismy zastanawiać się nad tym, dlaczego ten system jest taki głupi, że polonia głosuje na Warszawę i ma w ten sposób możliwość wpływania na politykę w kraju i znacznego skrzywiania wyborów samych warszawiaków.

    Moim zdaniem powinno się zrobić inaczej. Powinien być osobny okręg wyborczy dla Polaków za granicą. Mieliby sobie tych jednego-dwóch posłów na przykład, którzy by reprezentowali ich interesy – i reprezentowali je naprawdę, bo ich reelekcja zależałaby tylko od głosów Polonii.

    A jednoczesnie jeden czy dwóch posłów nie zmieniałoby w żaden radykalny sposób sytuacji politycznej.

  33. UK ma niezle rozwiazanie.

    Jako nie obywatel UK , mogę głosować w lokalnych wyborach do Urzędu miasta (Council) i głosować w sprawach lokalnych ale nie moge głosować w wyborach krajowych do parlamentu i w referendach krajowych.

  34. Nie powinno się odbierać obywatelom możliwości głosowania bo bardzo łatwo wymyślić potem jakąś bajkę i zacząć ograniczać prawa wyborcze tym którym akurat władzy pasuje je odebrać.

    Ten pomysł z podatkami to już w ogóle jest dziwny, bo w Polsce mieszkają też ludzie co nie mają dochodów więc nie płacą podatków.

  35. Mam przeczucie że zakazy głosowania dla “Polonii” mogłyby być sprytnie wykorzystane do pozbawiania innych grup głosu. Nagle by się okazało że “niechcący” pan wyborca KO zniknął z rejestru wyborczego.

  36. Tak, bo:

    – jeśli mają obywatelstwo, to mają prawo głosu,

    – głosujących poza Polską mimo wszystko nie jest tal wielu, by ci zupełnie oderwani od polskich realiów mieli realny wpływ na wyniki, a pozostali, którzy są za granicą krócej, zwykle dobrze rozumieją nastroje i głosują podobnie jak w kraju,

    – infografika może sugerować, że wszyscy – dajmy na to – w Norwegii zagłosują za KO, a wszyscy w Kazachstanie na PiS, tymczasem to jest zawsze tylko jakaś przewaga danej opcji, więc tym bardziej wpływ na wyniki wyborów nawet głosów tych już bez rozumienia spraw krajowych jest po prostu symboliczny,

    – głosy zagraniczne zlicza się dla Warszawy – głosuje się na kandydatów z tego okręgu – co pokazuje zarówno skalę wpływu tych głosów (w przeliczniku na mandaty), jak i możliwość pojawienia się w sejmie kogoś przypadkowego, przepchniętego głosami zagranicy (w zakresie konkretnego mandatu).

    Korzystam z prawa do głosowania praktycznie od początku wolnej Polski i pamiętam parę razy podnoszone tego rodzaju argumenty – zwykle wtedy, gdy się oczekiwało zmiany, a tymczasem “te tępaki za granicą” żyli dalej jakby w starych czasach. To jest tak czy inaczej sprawa o marginalnym znaczeniu dla wyborów.

    W 2020 na Trzaskowskiego zagłosowało za granicą 150 tys. ludzi. Na Dudę 65 tysięcy. Czyli bez zagranicy Duda miałby odrobinę wyższe poparcie, ale wynik by się nie zmienił. Podobna liczba osób głosuje w jednym średnio-większym mieście wojewódzkim. W kraju dostali obaj po ponad 10 milinów głosów.

    Niebezpieczne w demokracji jest to, gdy ktoś zaczyna kombinować, by komuś innemu odebrać prawo głosu, żeby wynik wyborów urobić pod własne oczekiwania. Albo gdy po prostu jakkolwiek zaczyna kręcić ordynacją, by głosowanie ułożyło się pod niego. Jeśli coś jest “lepsze”, to w wyborach może przegrać tylko dlatego, że faktycznie jest gorsze, albo dlatego, że jest lepsze, ale reprezentowane przez ludzi, którzy do tego lepszego potrafią skutecznie zniechęcić.

  37. Wszyscy obywatele Polski powinni mieć możliwość głosowania. Bo co, jeśli za granicą są tylko dlatego, że nie pasuje im na przykład postawa obecnej władzy wobec osób LGBT? Powinni mieć możliwość zagłosowania na partię, która by tą sytuację poprawiła.

    Oczywiście, nawet gdybym uważał to za problem, to nie byłby on u mnie wysoko w rankingu problemów z polską demokracją. W końcu Polonia nie ma dużego wpływu na wyniki wyborów.

  38. Myślę że warto zastanowić się czy ta dyskusja nie powinna się skupić na tym czy Polonia powinna lub nie powinna głosować (oczywiście biorąc pod uwagę wszystkie niuanse związane z między innymi definiowaniem pobytu stałego/ tymczasowego, znaczenie rezydentury podatkowej, i planów na powrót lub ich brak) tylko czy te głosowania są przeprowadzone poprawnie.

    Na przykładzie Stanów. Głosowanie wygląda bardzo podobnie do tego w Polsce, jest komisja, jest zabezpieczona urna. Oficjalnie liczy się głosy.

    Jedyna różnica jest taka że te wybory często są przeprowadzane w miejscach gdzie spotykają się Polacy, a nie w lokalach które ogólnie uznajemy za niezależne.
    Czyli krótko mówiąc bardzo często te głosowanie odbywa się w lokalnym polskim kościele.
    Nawet jeżeli nie jest to kościół tylko jakiś dom polski lub budynek należący do klubu polskiego, lub szkoły polskiej, to bardzo często te miejsca są pod silnym wpływem osób o tradycyjnych katolickich poglądach.

    Jaka jest szansa więc że osoba która nigdy nie była w tym konkretnym kościele na mszy będzie się czuła komfortowo żeby przyjść do tego miejsca i zagłosować?

    Albo inaczej, jeżeli wybory w Polsce organizowane byłyby przez lokalne kółko różańcowe w piwnicy plebani, z komentarzami “ciebie to dawno w kościółku nie było” , “ta młodzież to nie ma już nic szacunku do tradycji” to czy wyniki byłyby niezależne?

Leave a Reply