mozna czytać na dwa sposoby. szklanka (hehe) do połowy pełna:
ogólnie pijemy nieco mniej
szklanka do połowy pusta:
“Model picia znowu przesuwa się z zachodniego w kierunku wschodniego, polegającego na częstszym sięganiu po mocne alkohole spirytusowe”
>Dotyczy to tzw. binge drinkerów, czyli tych, którzy wypiją podczas jednego posiedzenia co najmniej sześć jednostek alkoholu (jedna jednostka to 10 gr czystego alkoholu).
WTF. 60 gram czystego alkoholu to jest “binge drinking”? Przecież to w chuj mało. Jak np. lubię piwo typu porter bałtycki, które z reguły ma koło 8% alkoholu, to wypicie półtora piwa w jeden wieczór kwalifikuje mnie jako “binge drinker”?
Tbh od zawsze lubiłem mocniejsze, rumy, giny, calvadosy, anyżówki. Ta cała moda na kraftowe piwa niesamowicie mnie wymęczyła.
Tbh, wolę się raz porządnie najebać i później nie ruszać alkoholu przez 6+ miesięcy i zauważyłem, że sporo osób z mojego roku miało podobnie.
A wypadało zawsze na wódkę, bo piwem ciężko jest się doprowadzić do mocnego stanu, bo zwyczajnie brzuch boli od ilości płynów
Ja tam lubię kupić sobie jakiś fajny czarny rum albo jakaś łychę. Zrobić sobie drina w wolny dzionek wieczorem i sączyć grając w coś fajnego na kompie.
Ciekawe to się czyta z perspektywy abstynenta.
Ilość alkoholików w Polsce która nie zdaje sobie sprawy z własne choroby jest bardzosmutna.
Prosta kalkulacja, finansowo bardziej się opłaca wypić 0,7 whisky niż 20 piw.
Ja tam nie wiem, co to komu przeszkadza. Absynt pięknie pachnie, cudownie smakuje, a po kilku łykach sprawa jest załatwiona i nie trzeba budzić się w nocy na siku.
No i kurę czy kaczkę można opalić jakby się denat skończył.
9 comments
mozna czytać na dwa sposoby. szklanka (hehe) do połowy pełna:
ogólnie pijemy nieco mniej
szklanka do połowy pusta:
“Model picia znowu przesuwa się z zachodniego w kierunku wschodniego, polegającego na częstszym sięganiu po mocne alkohole spirytusowe”
>Dotyczy to tzw. binge drinkerów, czyli tych, którzy wypiją podczas jednego posiedzenia co najmniej sześć jednostek alkoholu (jedna jednostka to 10 gr czystego alkoholu).
WTF. 60 gram czystego alkoholu to jest “binge drinking”? Przecież to w chuj mało. Jak np. lubię piwo typu porter bałtycki, które z reguły ma koło 8% alkoholu, to wypicie półtora piwa w jeden wieczór kwalifikuje mnie jako “binge drinker”?
Tbh od zawsze lubiłem mocniejsze, rumy, giny, calvadosy, anyżówki. Ta cała moda na kraftowe piwa niesamowicie mnie wymęczyła.
Tbh, wolę się raz porządnie najebać i później nie ruszać alkoholu przez 6+ miesięcy i zauważyłem, że sporo osób z mojego roku miało podobnie.
A wypadało zawsze na wódkę, bo piwem ciężko jest się doprowadzić do mocnego stanu, bo zwyczajnie brzuch boli od ilości płynów
Ja tam lubię kupić sobie jakiś fajny czarny rum albo jakaś łychę. Zrobić sobie drina w wolny dzionek wieczorem i sączyć grając w coś fajnego na kompie.
Ciekawe to się czyta z perspektywy abstynenta.
Ilość alkoholików w Polsce która nie zdaje sobie sprawy z własne choroby jest bardzosmutna.
Prosta kalkulacja, finansowo bardziej się opłaca wypić 0,7 whisky niż 20 piw.
Ja tam nie wiem, co to komu przeszkadza. Absynt pięknie pachnie, cudownie smakuje, a po kilku łykach sprawa jest załatwiona i nie trzeba budzić się w nocy na siku.
No i kurę czy kaczkę można opalić jakby się denat skończył.