A to akurat typowe, nikt na tej uczelni nie potraktuje cię jak człowieka, masz 7 kolosów w jeden tydzień? To jeszcze dorzucimy poprawę i nie możesz przyjść w innym terminie.
Potem będą się głowić czemu w Polsce nie ma silnych związków absolwentów z uczelnią a jako rozwiązanie zaproponują kartę absolwenta dająca zniżkę do uczelnianego centrum nauki języków.
Nie byłem na poli, ale byłem na fizyce i tam dziewczyna wzięła ją jako drugi kierunek i jej wykładowcy tłumaczyli, że jej drugi kierunek nie może im wpływać na terminy. Zgadzam się i z nimi, i jeszcze bardziej z tymi, którzy mówią, że studenci nie powinni pracować. Problem tkwi w tym, że ekonomia i system na to nie pozwalają. Chętnie bym wrócił na studia, gdyby tak się dało.
chciałeś pracować to trzeba było zostać pracownikiem, proste
Trzeba być człowiekiem, jasne, ale to, że dzienne studia zajmują czas i że w czasie sesji jest sesja, to chyba nie jest jakaś szczególna niespodzianka?
Do kompletu: Dla takich jak pan co chcą pracować i studiować są studia zaoczne.
Ta, klasyka. Plan na UG był w poprzednim semestrze bardzo szybko, więc łatwo było sobie dograć pracę czy drugi kierunek. Po czym przychodzi pierwszy wykład z jednego przedmiotu, i babka musi go przełożyć z 17, na 10. I na takie same uwagi, że no nie do końca wszystko fajnie, bo praca czy inne studia i miała dwa tygodnie, żeby zgłosić poprawki planistom, stwierdziła, że na dziennych się nie pracuje. Bo mając 2 dni zajęć po 3h masz poświęcić się tylko studiom ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po trzech tygodniach była zdziwiona, że na wykład nie chodzi nawet połowa kierunku xD
Na uczelni dziewczyny to pracownicy naukowi i prowadzący na budżetówce miewają kolizję z pracą dorywczą.
Tak trochę się dziwię, że ludzie nie przewidują/nie wiedzą że tak będzie/jest. XD
U nas też tak było. Nie rozumiem w czym problem? Studia dzienne są zajęciem “na pełny etat”. Jak ktoś chce robić dodatkowe zajęcia, to powinien je sobie tak zorganizować, żeby mu nie kolidowały (z mojego doświadczenia pracodawcy którzy zatrudniają studentów są dość elastyczni i rozumieją to, że studenta może czasem nie być w danych godzinach, bo ma np. egzamin). Inaczej to trzeba by się dostosowywać do każdego studenta, bo ktoś ma pracę, inny karnet na basen a jeszcze inny lubi spać do południa.
ahh gdyby tylko był jakiś sposób by egzaminacja w sesji nie polegała na dojebaniu 7 egzaminów w 2-3dni tylko np rozłożenie ich w 3 -4 tygodnie tak by każdy się przygotował na spokojnie!
Jak nie pracujesz lub możesz dostosować czas pracy do studiów, to idziesz na dzienne, jak nie możesz dostosować czasu pracy do studiów, to idziesz na zaoczne, proste.
Dziwicie się, że wykładowcy się nie chce? Nie dość, że lipnie płacą, jak to nauczycielom w tym kraju, to jeszcze taki oprócz dydaktyki jest rozliczany z tego ile opublikuje artykułów, na ilu konferencjach będzie, ile grantów zdobędzie. No to dydaktyka faktycznie leci na odwal się, bo w tym układzie nie ma szans na nic lepszego, jak trzeba ciąć czas, żeby coś dorobić na boku by żyć jak człowiek a nie od pierwszego do pierwszego.
Może kiedyś tak było, że studenci to faktycznie w stu procentach studiowali, a nie pracowali. Jeśli ktoś teraz wyjeżdża na studia do innego miasta i wyprowadza się z rodzinnego domu, to w praktyce musi podjąć jakąś pracę – mało kto ma ten komfort, że rodzina czy stypendium w całości pokryją koszty utrzymania (stawki stypendialne to kolejne smutne “xD” w tej akademickiej rzeczywistości).
Zwłaszcza, że owe koszta rosną z roku na rok – mieszkanie, komunikacja, dojazdy do domu, rozrywka, a przecież jeszcze Profesor Dziurawdupie zażyczy sobie, że trzeba kupić jego światły autorski podręcznik, który wiadomo, że kosztuje przynajmniej tyle co trzy książki Remigiusza Mroza, a rzekłbym, że jakość jednych istotnie różni się od drugich, bynajmniej nie na korzyść uniwersyteckiego autorytetu.
Niektórym naprawdę przydałby się zimny prysznic albo żeby ktoś poszedł i solidnie nimi potrząsnął, argh.
Profesorzy często pracują mniej niż ci studenci
Być może będę w opozycji dla pozostałych, do tego nie znam kontekstu , ale uważam że prowadzący nie powinien pobłażać z uwagi na to że ktoś pracuje a ktoś nie tylko trzymać poziom ten sam dla każdego. Chyba że chodzi o o jakieś dodatkowe terminy egzaminów czy zaliczeń bo ktoś nie może przyjść. Ale na typa miejscu też by mi się nie chciało pracować więcej / dłużej czy coś bo ktoś nie może przyjść na zaliczenie z innymi. Więc tak, jeżeli nie masz pracy umożliwiającej pogodzenie jej ze studiami to albo ją zmień albo rzuć jedno lub drugie. Wkurza mnie że niektórzy oczekują wyjątkowego traktowania bo coś tam.
Myślałem że moje liceum to zasrany kabaret, ale studia okazały się prawdziwym cyrkiem.
Mi przynajmniej nie ustalali (przeważnie) terminów egzaminów na ostatnią chwilę i raczej można było odpowiednio wcześniej sobie pracę ustawić. Cieszę się teraz że nie pchałem się na polibudę. Z tego co słyszę od kolegów to to jest jakaś szkoła przetrwania a nie nauka no i o pracy raczej trudno myśleć.
Polski student zapierdala średnio 58 razy gorzej niż student np francuski a jego papierek jest i tak 58 razy mniej warty a francuski student i tak wyciągnie ze studiów większa wiedzę niezła ironia
Na UW to samo. Pani dziekan, a raczej dyrektor bo taka funkcjonowała na moim wydziale, wiecznie szyderczo mówiła o studentach pracujących. ‘Bo na studiach dziennych się uczy a nie pracuje’.
I tak jak staram się, ale tylko staram, zrozumieć tą logikę, ponieważ niby utarło się, że na studia dzienne to raczej idziesz się tylko uczyć (nie zgadzam się) to nie rozumiem bycia suką i robienia każdemu pod górę.
Najzabawniej było jak na wydziale szalał covid i na zajęcia przychodziła nas garść. Każdy wydział się zamykał a nasz nie. Cały kierunek wyskrobał maila o tym, że nie czują się komfortowo na tyle, aby chodzić na zajęcia. Bo mają chorujących dziadków w domu. Bo problemy ze zdrowiem. Bo coś. Chcieliśmy jeden tydzień, który wówczas nam przysługiwał według rektora, mieć zdalnie. W odpowiedzi otrzymaliśmy coś w stylu ‘a co, na uczelnię się chodzić nie chce, ale zakładam, że mimo to do pracy się chodzi?’. Rodzi to pytanie, to można pracować czy nie można?
Polska akademia be like: Lol, studenciku, nie mogłxś urodzić się w bogatej rodzinie?
U mnie akurat jak najbardziej tolerują pracę/drugi kierunek, ale rozstrzał umiejętności między osobami, które tylko studiują jeden kierunek, a tych którzy pracują/studiują drugi jest ogromny
Rozumiem twoją sytuację ale niestety prosisz o zbyt wiele.
Jak chce się mieć wolne poniedziałek-piątek to idzie się na zaoczne.
„studia koligują mi z pracą, proszę o ułożenie planu zgodnie z moimi preferencjami”? Ja pracowałem u siebie czasem 10-18 czasem 23-7, to co, też mam iść do dziekanatu i powiedzieć że zajęcia we wtorek mają zaczynać się o 19?
To, aby plan zajęć i egzaminów był dostosowany do grafiku w pracy każdego studenta jest nierealne i praktycznie niemożliwe w każdym systemie, chyba że jeden prowadzący przypadałby na 10 studentów co nawet w krajach z bardzo dobrze finansowaną edukację byłoby olbrzymim problemem na nawet nie popularnych, ale po prostu nie-niszowych kierunkach.
Niestety polskie uczelnie nie dojrzały do rzeczywistości w jakiej żyjemy i nie potrafią zauważyć, że studia to często jedyna szansa na jakikolwiek awans społeczny ludzi biedniejszych, a teksty „student ma tylko studiować” to jest policzek dla nich. Nie każdy mieszka w dużym mieście, nie każdy ma rodzinę gotową płacić na 20latków.
Powiem swoje spostrzeżenia co do studiów państwowych.
Miałem tę nieprzyjemność studiować na państwowej uczelni. Rok dziennie, reszta zaocznie.
Dobrze podsumował to dziekan z “Chłopaki nie płaczą” mówiąc po oblanym (nieodbytym) egzaminie głównego bohatera, co można sparafrazować na – “student gotowy jeszcze pomyśleć że jesteśmy tu dla niego”.
Spotkałem się z dokładnie takim samym podejściem. Nikogo nie obchodzi Twój brak czasu w sobotę/niedzielę na dziennych, czy o komedio w tygodniu dla zaocznych. Praca nie jest żadnym argumentem. Metodologia sprzed 30 lat i stare pierniki tłumaczące coś, czego w ogóle się obecnie nie używa. Kolejka do dziekanatu na pół dnia stania, oczywiście w czasie zajęć, bo innych terminów otwartego dziekanatu nie ma, bo student ma czas stać i czekać, a tu odsetki od odsetek 0,07zł trzeba wyjaśnić (po tym jak się razem z kolegami z roku wkurzyliśmy i porobiliśmy przelewy po 500-1000zł nadpłaty nagle udało się usunąć absurdalne odsetki od odsetek, byleby nie robić burdelu w papierologii – bo resztę kasy, to oni muszą oddać).
Że aż wspomnę siedzenie do 3 w nocy żeby “płofesoł” łaskawie sprawdził twój projekt.
Jakimś cudem udało mi się to zaliczyć, dostać upragniony tytuł z którym i tak nic nie mam wspólnego w obecnej pracy, ale w życiu nie poszedłbym już na uczelnię państwową – i zdecydowanie odradzę ją każdemu. Tylko renomowane prywatne uczelnie.
Zaliczenia dla studentów dziennych w weekendy to standard? Bo jak tak sobie żyłem w swojej bańce wspomnień z własnego kierunku i długi czas myślałem, że to nie jest możliwe
“Z poważaniem”, chyba w poważaniu.
Tak w kontraście do wszystkich negatywnych opinii tutaj: studiowałem na Politechnice Łódzkiej – zero problemów tego typu, z każdym można się było dogadać, pełno terminów dodatkowych, w sesji wszystko zawsze było rozłożone tak, żeby miało to sens, prowadzący dogadywali się między sobą lub konsultowali z nami, zazwyczaj jedno i drugie. Więc jak widać da się.
Samemu postowi za to zdecydowanie brakuje kontekstu.
Wiecie co, skończyłem studia 30 lat temu i już wtedy chodziły dowcipy na temat sesji, typu jak to student umarł, trafił do piekła i miał wybór pomiędzy piekłem studenckim i zwykłym. Albo jak wygląda studiowanie na medycynie, politechnice i uniwersytecie.
Studenci pracowali, pracują i będą pracować w trakcie studiów. Ale po to mają głowę, żeby sobie pracę dostosować do studiów. Nie na odwrót. Wszystkie terminy zaliczeń, kolokwiów, egzaminów i poprawek są znane wcześniej. Jak ktoś je olewa, to niech później nie płacze, że wykładowca nie chciał mu zorganizować extra terminu.
A jak ktoś woli pracę od studiów, to niech pracuje, tam się rozwija i studia wali do kosza. Znam kilka osób, które nie skończyły studiów i jakoś krzywda im się nie dzieje. Jak ktoś jest ogarnięty, to firma nie zwraca uwagi na wykształcenie i nie blokuje awansów.
Też spotkałem się z tym podejściem na studiach (informatyka na polibudzie) u niektórych wykładowców. Zazwyczaj u takich, którzy nie chieli iść na żadne ustępstwa i dało się wyczuć od nich pewien chłód.
Pamiętam jednak, że często studenci zaliczali praktyki na podstawie umowy o prace / zlecenie / dzieło i wtedy opiekun praktyk (który był po prostu fajnym gościem) powiedział mi, że bardzo fajnie, że studenci już w czasie studiów są w stanie znaleźć pracę w zawodzie. Kwestia nie bycia bucem.
Oczywiście inną sprawą jest, jeśli ktoś totalnie zlewał studia i obudził się z początkiem sesji licząc na specjalne traktowanie, tylko ze względu na to, że pracuje.
dlatego za parę dni obrona pierwszego stopnia i adios z uczelnią 😛
Na szczęście już nie jestem studentem i nic nie mam wspólnego z tym wspaniałym przybytkiem, więc opowiem:
u mnie na wydziale postrachem była żona dziekana. Prowadziła bazy danych w trakcie których nie tylko się nie dotykało ale wręcz NIE WOLNO BYŁO dotykać kodu SQL. Wszystko się robiło w accesie.
No a w trakcie ćwiczeń robiło się projekt z projektowania baz danych. Ten projekt to 10% umiejętności projektowania takiej bazy i 90% nazywanie dobrze tabelek, relacji, numeracja stron etc.
Prawie połowa mojej grupy nie zdała bo ludzie mieli nazwy tabelek z małej literki albo relację numerowaną REL1 zamiast REL01.
Zebraliśmy często niesamowicie absurdalne komentarze napisane na naszych pracach przez dziekanową i walczyliśmy o dyscyplinarkę.
I jak to się potoczyło? Nasz starosta stanął przed dziekanową i dziekanem i słuchał gróźb przed 45 minut bez przerwy. O tym że go wyrzucą ze studiów. O tym że rozpowszechnia kłamstwa, jak powoływał się na zdjęcia prac to zaczynało się naciskanie żeby powiedział kto się podzielił z nim takimi zdjęciami (a on oczywiście nie chciał podać nazwisk).
O tym że go wyrzucą z jego wszystkich organizacji też było sporo gróźb.
Uczelnie wyższe to samowolka i scam.
A siedzą tam stare dziady, które czują się jakąś elitą bo taśmowo piszą byle jakie publikacje i grindowali ten kołchoz przez kilkanaście lat żeby wbić najwyższy lewel. „Panie DOKTORZE?! Ja jestem PROFESOREM”. No spoko, a doktorat robił pan z Nazywania tabelek w Accesie pewnie.
Zmarnowane lata, było iść na bootcamp.
Skoro studiują, to się nie uczą 😉
A później nie dostaniesz pracy po studiach, bo nie .masz doświadczenia -,-
Kilka razy spotkałam się z podobnym zwrotem i wiem że z reguły mówią to osoby starsze.
Wynika to z tego że za ich czasów student nie musiał pracować by się utrzymać, a dla osób pracujących są studia zaoczne lub wieczorowe i tyle w temacie.
No natomiast jak wiemy student czasami musi się utrzymać, bo dobrze jeśli stypendium starczy na wynajem mieszkania (bo nie każdy dostanie miejsce w akademiku). No więc student idzie do pracy i dobrze jeśli praca pozwala na elastyczny grafik bo wtedy można łatwo to pogodzić. Natomiast jeśli nie to pojawia się problem. Z czego to jest problem uczelni? Wykładowcy? Pracodawcy? No pracodawcy może trochę jeśli nie przyjdziesz do roboty, ale przede wszystkim twój. Więc jeśli jesteś na studiach dziennych to musisz to jakoś pogodzić lub wybrać co jest dla ciebie ważniejsze.
No i prędzej dogadasz się z pracodawcą że dnia X masz egzamin i czy możesz przyjść później / wyjść wcześniej czy cokolwiek, np wsiąść dzień bezpłatnego urlopu. Niż z wykładowcą który ma setkę takich jak ty i nie ma terminu który by zadowolił wszystkich. Ewentualnie łatwiej jest się dogadać na jakiś laboratoriach gdzie jest was kilku, choć nie zawsze się znajdzie, nie zawsze sala będzie dostępna, czy coś innego i wtedy mniejszość musi się dostosować.
Niech zgadnę… szanowny pan profesor jego ekscelencja, który skończył swoją edukację za komuny, a dyplom zdobył dzięki znajomościom.
“Oprócz wyższego wykształcenia, dobrze byłoby posiadać jakieś średnie wyobrażenie. I co najmniej podstawowe wychowanie (Andrzej Grabowski).”
Spoko, luz. Mogę się skupić tylko na studiach. Ba, to jest idealny scenariusz!
A zapłacicie mi czynsz, za jedzenie, ubrania, i inne potrzeby?
Oj tak, kiedyś poprosiłam o możliwość wyjścia z zajęć 15 minut przed ich końcem by odebrać siostrę z przedszkola i usłyszałam “pani się zdecyduje czy pani studiuje czy ma rodzinę” i to niestety nie był żart XD
Prawda. Sorry, ale na studia dzienne idzie się jak jest się w stanie utrzymać z połową etatu albo bez pracy. Jak chce się głównie pracować i kiedyś dostać papierek, to robi się zaoczne.
Kontrowersyjne, ale doświadczyłem studiowania na wszystkie 3 sposoby i studiowałem z ludźmi studjującymi na wszystkie trzy sposoby – są wyjątki, ale zazwyczaj to takie łączenie nie zadziała.
“Ale jak mam studiować bez zarobków!” Nie masz. Musisz odłożyć albo masz pecha, bo nie urodziłeś/aś się w rodzinie, która ci to opłaci. Takie są realia, są nieuczciwe i przykre. Albo zapłacisz czasem, albo pieniędzmi, albo zdrowiem.
Szczerze jak tak sobie porównuje wrażenia między sobą a znajomymi z innych uczelni to na prawdę wydaje mi się, że płatne studia są tego warte. Wszyscy narzekają na swoich profesorów i zjebaną organizację, podczas gdy ja mam życie praktycznie bezstresowe. Poziom nauczania natomiast trudno mi porównać bo na zajęciach na żadnej innej uczelni nigdy nie byłam, ale wiem że moja zatrudnia też wielu profesorów co równolegle uczą na innych uczelniach państwowych więc chyba nie może być aż tak daleko.
Zakompleksieni buce, tkwiący od 20 lat w przestarzalych technologiach, nie potrafiący przeżyć faktu, że ich student był w stanie dostać pracę “w zawodzie” już w trakcie studiow i to za o wiele lepsze pieniadze niz oni.
Bruh nauka jest literalnie jak ten najgorszy format pracy (ta praca którą zabierasz do domu)tylko że ci nie płacą
Jak mówił nasz rektor: po co studentom pieniądze?
To przynajmniej ja mam jakieś pozytywne doświadczenie z mojej już byłej uczelni. Byłem na 3 roku studiów inżynierskich i w wakacje znalazłem pracę na pełen etat jako programista. Uczelnia potraktowała mnie dość dobrze bo dali mi indywidualny tok studiów, chociaż i tak na dwa dni w tygodniu uciekałem w trakcie pracy na ćwiczenia na 2h. Musiałem tylko wypełnić wniosek w dziekanacie z kopią umowy o pracę. Reszta to były wykłady, na których byłem dogadany z wykładowcami albo po prostu mówili że mam zdać egzamin, a notatki mogę sobie wziąć od kolegów. Pracodawca też mnie dobrze traktował i dzięki temu nie musiałem szukać pracy po ukończonych studiach.
Zrezygnowałem właśnie z łatwej pracy zdalnej w styczniu na rzecz nauki do sesji bo nie wyrabiałem z egzaminami i terminami a nie dogadałem się na wolne w robocie 🙁
Kurna sesja jest, nie ma czasu na wstawianie postów na Reddita, masz projekt z mechaniki płynów do zrobienia
No i prawda. Gadanie do prowadzących, że nie zrobiło się czegoś, bo się musiało pracować, to głupota. Co go to obchodzi, czy ty pracujesz, czy śpisz? Chcesz ukończyć studia, to musisz w nich uczestniczyć i się uczyć.
47 comments
Klasyka
A to akurat typowe, nikt na tej uczelni nie potraktuje cię jak człowieka, masz 7 kolosów w jeden tydzień? To jeszcze dorzucimy poprawę i nie możesz przyjść w innym terminie.
Potem będą się głowić czemu w Polsce nie ma silnych związków absolwentów z uczelnią a jako rozwiązanie zaproponują kartę absolwenta dająca zniżkę do uczelnianego centrum nauki języków.
Nie byłem na poli, ale byłem na fizyce i tam dziewczyna wzięła ją jako drugi kierunek i jej wykładowcy tłumaczyli, że jej drugi kierunek nie może im wpływać na terminy. Zgadzam się i z nimi, i jeszcze bardziej z tymi, którzy mówią, że studenci nie powinni pracować. Problem tkwi w tym, że ekonomia i system na to nie pozwalają. Chętnie bym wrócił na studia, gdyby tak się dało.
chciałeś pracować to trzeba było zostać pracownikiem, proste
Trzeba być człowiekiem, jasne, ale to, że dzienne studia zajmują czas i że w czasie sesji jest sesja, to chyba nie jest jakaś szczególna niespodzianka?
Do kompletu: Dla takich jak pan co chcą pracować i studiować są studia zaoczne.
Ta, klasyka. Plan na UG był w poprzednim semestrze bardzo szybko, więc łatwo było sobie dograć pracę czy drugi kierunek. Po czym przychodzi pierwszy wykład z jednego przedmiotu, i babka musi go przełożyć z 17, na 10. I na takie same uwagi, że no nie do końca wszystko fajnie, bo praca czy inne studia i miała dwa tygodnie, żeby zgłosić poprawki planistom, stwierdziła, że na dziennych się nie pracuje. Bo mając 2 dni zajęć po 3h masz poświęcić się tylko studiom ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Po trzech tygodniach była zdziwiona, że na wykład nie chodzi nawet połowa kierunku xD
Na uczelni dziewczyny to pracownicy naukowi i prowadzący na budżetówce miewają kolizję z pracą dorywczą.
Tak trochę się dziwię, że ludzie nie przewidują/nie wiedzą że tak będzie/jest. XD
U nas też tak było. Nie rozumiem w czym problem? Studia dzienne są zajęciem “na pełny etat”. Jak ktoś chce robić dodatkowe zajęcia, to powinien je sobie tak zorganizować, żeby mu nie kolidowały (z mojego doświadczenia pracodawcy którzy zatrudniają studentów są dość elastyczni i rozumieją to, że studenta może czasem nie być w danych godzinach, bo ma np. egzamin). Inaczej to trzeba by się dostosowywać do każdego studenta, bo ktoś ma pracę, inny karnet na basen a jeszcze inny lubi spać do południa.
ahh gdyby tylko był jakiś sposób by egzaminacja w sesji nie polegała na dojebaniu 7 egzaminów w 2-3dni tylko np rozłożenie ich w 3 -4 tygodnie tak by każdy się przygotował na spokojnie!
Jak nie pracujesz lub możesz dostosować czas pracy do studiów, to idziesz na dzienne, jak nie możesz dostosować czasu pracy do studiów, to idziesz na zaoczne, proste.
Dziwicie się, że wykładowcy się nie chce? Nie dość, że lipnie płacą, jak to nauczycielom w tym kraju, to jeszcze taki oprócz dydaktyki jest rozliczany z tego ile opublikuje artykułów, na ilu konferencjach będzie, ile grantów zdobędzie. No to dydaktyka faktycznie leci na odwal się, bo w tym układzie nie ma szans na nic lepszego, jak trzeba ciąć czas, żeby coś dorobić na boku by żyć jak człowiek a nie od pierwszego do pierwszego.
Może kiedyś tak było, że studenci to faktycznie w stu procentach studiowali, a nie pracowali. Jeśli ktoś teraz wyjeżdża na studia do innego miasta i wyprowadza się z rodzinnego domu, to w praktyce musi podjąć jakąś pracę – mało kto ma ten komfort, że rodzina czy stypendium w całości pokryją koszty utrzymania (stawki stypendialne to kolejne smutne “xD” w tej akademickiej rzeczywistości).
Zwłaszcza, że owe koszta rosną z roku na rok – mieszkanie, komunikacja, dojazdy do domu, rozrywka, a przecież jeszcze Profesor Dziurawdupie zażyczy sobie, że trzeba kupić jego światły autorski podręcznik, który wiadomo, że kosztuje przynajmniej tyle co trzy książki Remigiusza Mroza, a rzekłbym, że jakość jednych istotnie różni się od drugich, bynajmniej nie na korzyść uniwersyteckiego autorytetu.
Niektórym naprawdę przydałby się zimny prysznic albo żeby ktoś poszedł i solidnie nimi potrząsnął, argh.
Profesorzy często pracują mniej niż ci studenci
Być może będę w opozycji dla pozostałych, do tego nie znam kontekstu , ale uważam że prowadzący nie powinien pobłażać z uwagi na to że ktoś pracuje a ktoś nie tylko trzymać poziom ten sam dla każdego. Chyba że chodzi o o jakieś dodatkowe terminy egzaminów czy zaliczeń bo ktoś nie może przyjść. Ale na typa miejscu też by mi się nie chciało pracować więcej / dłużej czy coś bo ktoś nie może przyjść na zaliczenie z innymi. Więc tak, jeżeli nie masz pracy umożliwiającej pogodzenie jej ze studiami to albo ją zmień albo rzuć jedno lub drugie. Wkurza mnie że niektórzy oczekują wyjątkowego traktowania bo coś tam.
Myślałem że moje liceum to zasrany kabaret, ale studia okazały się prawdziwym cyrkiem.
Mi przynajmniej nie ustalali (przeważnie) terminów egzaminów na ostatnią chwilę i raczej można było odpowiednio wcześniej sobie pracę ustawić. Cieszę się teraz że nie pchałem się na polibudę. Z tego co słyszę od kolegów to to jest jakaś szkoła przetrwania a nie nauka no i o pracy raczej trudno myśleć.
Polski student zapierdala średnio 58 razy gorzej niż student np francuski a jego papierek jest i tak 58 razy mniej warty a francuski student i tak wyciągnie ze studiów większa wiedzę niezła ironia
Na UW to samo. Pani dziekan, a raczej dyrektor bo taka funkcjonowała na moim wydziale, wiecznie szyderczo mówiła o studentach pracujących. ‘Bo na studiach dziennych się uczy a nie pracuje’.
I tak jak staram się, ale tylko staram, zrozumieć tą logikę, ponieważ niby utarło się, że na studia dzienne to raczej idziesz się tylko uczyć (nie zgadzam się) to nie rozumiem bycia suką i robienia każdemu pod górę.
Najzabawniej było jak na wydziale szalał covid i na zajęcia przychodziła nas garść. Każdy wydział się zamykał a nasz nie. Cały kierunek wyskrobał maila o tym, że nie czują się komfortowo na tyle, aby chodzić na zajęcia. Bo mają chorujących dziadków w domu. Bo problemy ze zdrowiem. Bo coś. Chcieliśmy jeden tydzień, który wówczas nam przysługiwał według rektora, mieć zdalnie. W odpowiedzi otrzymaliśmy coś w stylu ‘a co, na uczelnię się chodzić nie chce, ale zakładam, że mimo to do pracy się chodzi?’. Rodzi to pytanie, to można pracować czy nie można?
Polska akademia be like: Lol, studenciku, nie mogłxś urodzić się w bogatej rodzinie?
U mnie akurat jak najbardziej tolerują pracę/drugi kierunek, ale rozstrzał umiejętności między osobami, które tylko studiują jeden kierunek, a tych którzy pracują/studiują drugi jest ogromny
Rozumiem twoją sytuację ale niestety prosisz o zbyt wiele.
Jak chce się mieć wolne poniedziałek-piątek to idzie się na zaoczne.
„studia koligują mi z pracą, proszę o ułożenie planu zgodnie z moimi preferencjami”? Ja pracowałem u siebie czasem 10-18 czasem 23-7, to co, też mam iść do dziekanatu i powiedzieć że zajęcia we wtorek mają zaczynać się o 19?
To, aby plan zajęć i egzaminów był dostosowany do grafiku w pracy każdego studenta jest nierealne i praktycznie niemożliwe w każdym systemie, chyba że jeden prowadzący przypadałby na 10 studentów co nawet w krajach z bardzo dobrze finansowaną edukację byłoby olbrzymim problemem na nawet nie popularnych, ale po prostu nie-niszowych kierunkach.
Niestety polskie uczelnie nie dojrzały do rzeczywistości w jakiej żyjemy i nie potrafią zauważyć, że studia to często jedyna szansa na jakikolwiek awans społeczny ludzi biedniejszych, a teksty „student ma tylko studiować” to jest policzek dla nich. Nie każdy mieszka w dużym mieście, nie każdy ma rodzinę gotową płacić na 20latków.
Powiem swoje spostrzeżenia co do studiów państwowych.
Miałem tę nieprzyjemność studiować na państwowej uczelni. Rok dziennie, reszta zaocznie.
Dobrze podsumował to dziekan z “Chłopaki nie płaczą” mówiąc po oblanym (nieodbytym) egzaminie głównego bohatera, co można sparafrazować na – “student gotowy jeszcze pomyśleć że jesteśmy tu dla niego”.
Spotkałem się z dokładnie takim samym podejściem. Nikogo nie obchodzi Twój brak czasu w sobotę/niedzielę na dziennych, czy o komedio w tygodniu dla zaocznych. Praca nie jest żadnym argumentem. Metodologia sprzed 30 lat i stare pierniki tłumaczące coś, czego w ogóle się obecnie nie używa. Kolejka do dziekanatu na pół dnia stania, oczywiście w czasie zajęć, bo innych terminów otwartego dziekanatu nie ma, bo student ma czas stać i czekać, a tu odsetki od odsetek 0,07zł trzeba wyjaśnić (po tym jak się razem z kolegami z roku wkurzyliśmy i porobiliśmy przelewy po 500-1000zł nadpłaty nagle udało się usunąć absurdalne odsetki od odsetek, byleby nie robić burdelu w papierologii – bo resztę kasy, to oni muszą oddać).
Że aż wspomnę siedzenie do 3 w nocy żeby “płofesoł” łaskawie sprawdził twój projekt.
Jakimś cudem udało mi się to zaliczyć, dostać upragniony tytuł z którym i tak nic nie mam wspólnego w obecnej pracy, ale w życiu nie poszedłbym już na uczelnię państwową – i zdecydowanie odradzę ją każdemu. Tylko renomowane prywatne uczelnie.
Zaliczenia dla studentów dziennych w weekendy to standard? Bo jak tak sobie żyłem w swojej bańce wspomnień z własnego kierunku i długi czas myślałem, że to nie jest możliwe
“Z poważaniem”, chyba w poważaniu.
Tak w kontraście do wszystkich negatywnych opinii tutaj: studiowałem na Politechnice Łódzkiej – zero problemów tego typu, z każdym można się było dogadać, pełno terminów dodatkowych, w sesji wszystko zawsze było rozłożone tak, żeby miało to sens, prowadzący dogadywali się między sobą lub konsultowali z nami, zazwyczaj jedno i drugie. Więc jak widać da się.
Samemu postowi za to zdecydowanie brakuje kontekstu.
Wiecie co, skończyłem studia 30 lat temu i już wtedy chodziły dowcipy na temat sesji, typu jak to student umarł, trafił do piekła i miał wybór pomiędzy piekłem studenckim i zwykłym. Albo jak wygląda studiowanie na medycynie, politechnice i uniwersytecie.
Studenci pracowali, pracują i będą pracować w trakcie studiów. Ale po to mają głowę, żeby sobie pracę dostosować do studiów. Nie na odwrót. Wszystkie terminy zaliczeń, kolokwiów, egzaminów i poprawek są znane wcześniej. Jak ktoś je olewa, to niech później nie płacze, że wykładowca nie chciał mu zorganizować extra terminu.
A jak ktoś woli pracę od studiów, to niech pracuje, tam się rozwija i studia wali do kosza. Znam kilka osób, które nie skończyły studiów i jakoś krzywda im się nie dzieje. Jak ktoś jest ogarnięty, to firma nie zwraca uwagi na wykształcenie i nie blokuje awansów.
Też spotkałem się z tym podejściem na studiach (informatyka na polibudzie) u niektórych wykładowców. Zazwyczaj u takich, którzy nie chieli iść na żadne ustępstwa i dało się wyczuć od nich pewien chłód.
Pamiętam jednak, że często studenci zaliczali praktyki na podstawie umowy o prace / zlecenie / dzieło i wtedy opiekun praktyk (który był po prostu fajnym gościem) powiedział mi, że bardzo fajnie, że studenci już w czasie studiów są w stanie znaleźć pracę w zawodzie. Kwestia nie bycia bucem.
Oczywiście inną sprawą jest, jeśli ktoś totalnie zlewał studia i obudził się z początkiem sesji licząc na specjalne traktowanie, tylko ze względu na to, że pracuje.
dlatego za parę dni obrona pierwszego stopnia i adios z uczelnią 😛
Na szczęście już nie jestem studentem i nic nie mam wspólnego z tym wspaniałym przybytkiem, więc opowiem:
u mnie na wydziale postrachem była żona dziekana. Prowadziła bazy danych w trakcie których nie tylko się nie dotykało ale wręcz NIE WOLNO BYŁO dotykać kodu SQL. Wszystko się robiło w accesie.
No a w trakcie ćwiczeń robiło się projekt z projektowania baz danych. Ten projekt to 10% umiejętności projektowania takiej bazy i 90% nazywanie dobrze tabelek, relacji, numeracja stron etc.
Prawie połowa mojej grupy nie zdała bo ludzie mieli nazwy tabelek z małej literki albo relację numerowaną REL1 zamiast REL01.
Zebraliśmy często niesamowicie absurdalne komentarze napisane na naszych pracach przez dziekanową i walczyliśmy o dyscyplinarkę.
I jak to się potoczyło? Nasz starosta stanął przed dziekanową i dziekanem i słuchał gróźb przed 45 minut bez przerwy. O tym że go wyrzucą ze studiów. O tym że rozpowszechnia kłamstwa, jak powoływał się na zdjęcia prac to zaczynało się naciskanie żeby powiedział kto się podzielił z nim takimi zdjęciami (a on oczywiście nie chciał podać nazwisk).
O tym że go wyrzucą z jego wszystkich organizacji też było sporo gróźb.
Uczelnie wyższe to samowolka i scam.
A siedzą tam stare dziady, które czują się jakąś elitą bo taśmowo piszą byle jakie publikacje i grindowali ten kołchoz przez kilkanaście lat żeby wbić najwyższy lewel. „Panie DOKTORZE?! Ja jestem PROFESOREM”. No spoko, a doktorat robił pan z Nazywania tabelek w Accesie pewnie.
Zmarnowane lata, było iść na bootcamp.
Skoro studiują, to się nie uczą 😉
A później nie dostaniesz pracy po studiach, bo nie .masz doświadczenia -,-
Kilka razy spotkałam się z podobnym zwrotem i wiem że z reguły mówią to osoby starsze.
Wynika to z tego że za ich czasów student nie musiał pracować by się utrzymać, a dla osób pracujących są studia zaoczne lub wieczorowe i tyle w temacie.
No natomiast jak wiemy student czasami musi się utrzymać, bo dobrze jeśli stypendium starczy na wynajem mieszkania (bo nie każdy dostanie miejsce w akademiku). No więc student idzie do pracy i dobrze jeśli praca pozwala na elastyczny grafik bo wtedy można łatwo to pogodzić. Natomiast jeśli nie to pojawia się problem. Z czego to jest problem uczelni? Wykładowcy? Pracodawcy? No pracodawcy może trochę jeśli nie przyjdziesz do roboty, ale przede wszystkim twój. Więc jeśli jesteś na studiach dziennych to musisz to jakoś pogodzić lub wybrać co jest dla ciebie ważniejsze.
No i prędzej dogadasz się z pracodawcą że dnia X masz egzamin i czy możesz przyjść później / wyjść wcześniej czy cokolwiek, np wsiąść dzień bezpłatnego urlopu. Niż z wykładowcą który ma setkę takich jak ty i nie ma terminu który by zadowolił wszystkich. Ewentualnie łatwiej jest się dogadać na jakiś laboratoriach gdzie jest was kilku, choć nie zawsze się znajdzie, nie zawsze sala będzie dostępna, czy coś innego i wtedy mniejszość musi się dostosować.
Niech zgadnę… szanowny pan profesor jego ekscelencja, który skończył swoją edukację za komuny, a dyplom zdobył dzięki znajomościom.
“Oprócz wyższego wykształcenia, dobrze byłoby posiadać jakieś średnie wyobrażenie. I co najmniej podstawowe wychowanie (Andrzej Grabowski).”
Spoko, luz. Mogę się skupić tylko na studiach. Ba, to jest idealny scenariusz!
A zapłacicie mi czynsz, za jedzenie, ubrania, i inne potrzeby?
Oj tak, kiedyś poprosiłam o możliwość wyjścia z zajęć 15 minut przed ich końcem by odebrać siostrę z przedszkola i usłyszałam “pani się zdecyduje czy pani studiuje czy ma rodzinę” i to niestety nie był żart XD
Prawda. Sorry, ale na studia dzienne idzie się jak jest się w stanie utrzymać z połową etatu albo bez pracy. Jak chce się głównie pracować i kiedyś dostać papierek, to robi się zaoczne.
Kontrowersyjne, ale doświadczyłem studiowania na wszystkie 3 sposoby i studiowałem z ludźmi studjującymi na wszystkie trzy sposoby – są wyjątki, ale zazwyczaj to takie łączenie nie zadziała.
“Ale jak mam studiować bez zarobków!” Nie masz. Musisz odłożyć albo masz pecha, bo nie urodziłeś/aś się w rodzinie, która ci to opłaci. Takie są realia, są nieuczciwe i przykre. Albo zapłacisz czasem, albo pieniędzmi, albo zdrowiem.
Szczerze jak tak sobie porównuje wrażenia między sobą a znajomymi z innych uczelni to na prawdę wydaje mi się, że płatne studia są tego warte. Wszyscy narzekają na swoich profesorów i zjebaną organizację, podczas gdy ja mam życie praktycznie bezstresowe. Poziom nauczania natomiast trudno mi porównać bo na zajęciach na żadnej innej uczelni nigdy nie byłam, ale wiem że moja zatrudnia też wielu profesorów co równolegle uczą na innych uczelniach państwowych więc chyba nie może być aż tak daleko.
Zakompleksieni buce, tkwiący od 20 lat w przestarzalych technologiach, nie potrafiący przeżyć faktu, że ich student był w stanie dostać pracę “w zawodzie” już w trakcie studiow i to za o wiele lepsze pieniadze niz oni.
Bruh nauka jest literalnie jak ten najgorszy format pracy (ta praca którą zabierasz do domu)tylko że ci nie płacą
Jak mówił nasz rektor: po co studentom pieniądze?
To przynajmniej ja mam jakieś pozytywne doświadczenie z mojej już byłej uczelni. Byłem na 3 roku studiów inżynierskich i w wakacje znalazłem pracę na pełen etat jako programista. Uczelnia potraktowała mnie dość dobrze bo dali mi indywidualny tok studiów, chociaż i tak na dwa dni w tygodniu uciekałem w trakcie pracy na ćwiczenia na 2h. Musiałem tylko wypełnić wniosek w dziekanacie z kopią umowy o pracę. Reszta to były wykłady, na których byłem dogadany z wykładowcami albo po prostu mówili że mam zdać egzamin, a notatki mogę sobie wziąć od kolegów. Pracodawca też mnie dobrze traktował i dzięki temu nie musiałem szukać pracy po ukończonych studiach.
Zrezygnowałem właśnie z łatwej pracy zdalnej w styczniu na rzecz nauki do sesji bo nie wyrabiałem z egzaminami i terminami a nie dogadałem się na wolne w robocie 🙁
Kurna sesja jest, nie ma czasu na wstawianie postów na Reddita, masz projekt z mechaniki płynów do zrobienia
No i prawda. Gadanie do prowadzących, że nie zrobiło się czegoś, bo się musiało pracować, to głupota. Co go to obchodzi, czy ty pracujesz, czy śpisz? Chcesz ukończyć studia, to musisz w nich uczestniczyć i się uczyć.