Choć sama raczej potomstwa nie planuję, jestem w 100% za maksymalnym wsparciem rodziców w tylu obszarach, ile się da. Nie można z jednej strony nawoływać do rozmnażania, a z drugiej praktycznie karać za posiadanie dzieci – bo właśnie tak to wygląda, gdy już się pojawią na świecie. Nie ma miejsca w żłobkach, przedszkolach, do lekarzy i ew. rehabilitacje się na NFZ nie dostaniesz, więc prywatnie. Leki też kosztują. Ktoś tu podliczał, że pierworodny kosztuje go 4000-5000 zł MIESIĘCZNIE.
Jest wystarczająco (za)dużo ludzi na tym świecie, po co tworzyć ich więcej
całodobowe doraźne żłobki i przedszkola by się przydały żeby zastąpić funkcję domu wielopokoleniowego
Bardziej się boję polskiej porodówki niż porodu jako takiego. I wiem od koleżanek, że nie jestem w tym odosobniona. Mam nadzieję, że będę miała książkową ciążę i nie będę musiała nigdy rodzić w państwowym szpitalu. Jak pomyślę o poziomie wrażliwości przeciętnej polskiej pielęgniarki szpitalnej, to wzdryga mnie na samą myśl, że musiałabym mieć z tym systemem kontakt w tak trudnym i intymnym momencie jak poród. Tylko prywatnie, z godnością. Uważam, że na co jak na co, ale na poród warto wyłożyć tyle kasy, ile trzeba. Szkoda, że większości kobiet nie stać.
5 comments
Skrin, bo jestem leniwa:
https://preview.redd.it/wi40abv4tsha1.jpeg?width=1080&format=pjpg&auto=webp&v=enabled&s=6004ce9d878ff5e57dec93e66d212a43a70f1091
Choć sama raczej potomstwa nie planuję, jestem w 100% za maksymalnym wsparciem rodziców w tylu obszarach, ile się da. Nie można z jednej strony nawoływać do rozmnażania, a z drugiej praktycznie karać za posiadanie dzieci – bo właśnie tak to wygląda, gdy już się pojawią na świecie. Nie ma miejsca w żłobkach, przedszkolach, do lekarzy i ew. rehabilitacje się na NFZ nie dostaniesz, więc prywatnie. Leki też kosztują. Ktoś tu podliczał, że pierworodny kosztuje go 4000-5000 zł MIESIĘCZNIE.
Jest wystarczająco (za)dużo ludzi na tym świecie, po co tworzyć ich więcej
całodobowe doraźne żłobki i przedszkola by się przydały żeby zastąpić funkcję domu wielopokoleniowego
Bardziej się boję polskiej porodówki niż porodu jako takiego. I wiem od koleżanek, że nie jestem w tym odosobniona. Mam nadzieję, że będę miała książkową ciążę i nie będę musiała nigdy rodzić w państwowym szpitalu. Jak pomyślę o poziomie wrażliwości przeciętnej polskiej pielęgniarki szpitalnej, to wzdryga mnie na samą myśl, że musiałabym mieć z tym systemem kontakt w tak trudnym i intymnym momencie jak poród. Tylko prywatnie, z godnością. Uważam, że na co jak na co, ale na poród warto wyłożyć tyle kasy, ile trzeba. Szkoda, że większości kobiet nie stać.