Prawdopodobnie największa promocja jaką kiedykolwiek w życiu widziałem, lokalny Lidl, 2023

24 comments
  1. Jakieś pół procenta obniżki?

    Gdyby była taka promocja na nowe auto z salonu to pozwoliłaby przyoszczędzić przy jego zakupie około 300 złotych:D

  2. Rozumowanie Lidla:
    5 gr oszczędności, czyli klientowi kupić jedno opakowanie się nie opłaca. A zatem klient kupi 2000 opakowań bo wtedy zaoszczędzi 100PLN.

    Czyli to jest promocja mająca na celu zachęcenia klienta żeby wykupił wszystkie opakowania w celu zaopatrzenia się w bułeczki z czekoladą do końca życia.

    Lidl dba o interes klienta. 💪

  3. Zapomnijcie o bitwie o karpia, torebki Wittchen, Crosy czy Lidlomix. Zaraz przybiegną ludzie walczyć o czekoladowe bułeczki przecenione o 5gr

  4. Ja ostatnio widziałam chleb przeceniony o 1 grosz. Nie wiem po co w ogóle robią coś takiego. Może jak ktoś robi zakupy bezrefleksyjnie, to się na to łapie. Zobaczy sam napis “taniej” i pomyśli że no faktycznie promocja.

  5. Jaki to jest niewyobrażalny nakład pieniędzy przez Lidla żeby w każdym sklepie podrukować te cenówki: drukarki, papier, czas pracownika, prąd. Wszystko po to, aby klienci mogli sumarycznie w całej Polsce oszczędzić jakieś 21.37 zł. To jest dopiero poświęcenie.

  6. bułki maślane są chyba najgorzej dotkniętym produktem przez inflację jak dotąd chyba widziałem. Bułki podrożały o 100+% (pamiętam jak były po 5zł). Kiedyś je uwielbiałem ale za tą cenę nie będe ich kupować 🙁

  7. Kiedyś w brico beton gotowy w workach kupowałem to wyjebali wielką kartkę z napisem promocja i przekreslone 7.00 zł a niżej cena właściwa na dużej czerwonej kartce 6.99 zł. Zdjęcie niestety na starym tel. mam

  8. A teraz zauważcie jeszcze że za każdą taką zmianą ceny czy gównopromką stoi pracownik sklepu, który musi taki kawałek papieru powycinać i zanieść na odpowiednie miejsce. Wielokrotnie, bo produktów w całym sklepie jest niemało.

  9. Śmiejemy się z tego, ale to niestety w Polsce zdaje się mieć sens. Poczytajcie wywiady z ludźmi odpowiedzialnymi za strategie cenowe dyskontów albo Rossmana (było całkiem niedawno przy nowej analizie koszyka zakupowego).

    Wszyscy oni mówią jednym językiem – bo “Polacy” kochają *promocje*. I wszystko jest jasne. Przedstawiciel Rossmana miał nawet czelność odpowiedzieć tym na pytanie, dlaczego Rossman polski jest droższy, niż niemiecki. “No może i droższy, ale tu są **promocje**, a Polacy je kochają.”

    Ergo, polski konsument jest dymany, bo tego nie czuje i tak długo, jak nie będzie czuł, tak długo dymany będzie. Ta *promocja* w Lidlu jest przypadkiem wyjątkowo głębokiego dymania. Nieważne, że 5 groszy. Ważne, że taniej. Wielu pewnie tylko zobaczy wielkie słowo “taniej” i wielką cenę *promocyjną*, a nie malutką cenę regularną. I jeszcze będą czuć się wygrani.

    W dwóch słowach, państwo z kartonu.
    Społeczeństwo razem z nim.

  10. U nas w Irlandii też Lidla pojebało i ma ceny jak najdroższe, a nawet droższe od nich, sklepy. Polecam unikanie. Tylko Aldi ma sensowne ceny. Nie wiem jak u was ofc.

Leave a Reply