Gosia słyszy od znajomych, że marzą o “domku na wsi, najlepiej w lesie”. Już wie, z czym to się je

5 comments
  1. Ja pierdole co ci miastowi xD

    Ale to chyba jakies mazowieckie tradycje, bo nigdy o takich rzeczach jak wchodzenie do domu bez nawet zapukania w WLKP nie słyszałem. Jak drzwi są otwarte, to zapowiada się, że się wchodzi. Jak są zamknięte, to się puka i wchodzi

  2. Pal licho idealistyczne wyobrażenia o kurkach i krówkach. Dla mnie na wsi najgorsza jest mentalność, co na szczęście też jest wypunktowane w artykule. Jak pierwszy raz pojechałam na wieś, to nie wiedziałam, co powiedzieć. Początkowo to mi się wydawało nawet urocze, że ci ludzie są tak zaabsorbowani swoimi rodzinami i lokalnymi sprawami. Ich dom tętnił tymi tematami. Dyskutowali o innych ludziach non stop. To była najważniejsza rzecz na świecie, że młody Nowak jest z tych Nowaków, co jego ojciec miał sklep, a dziad był dobry człowiek, ale lubił popić i ta żona z nim ciężko miała, jak popił, to ją bił… no ale dobry człowiek był i jajka dawał. Bardzo wyraźne podziały na “swoich” i “obcych”. W miejskiej dżungli każdy jest trochę swój, a trochę obcy. Tym bardziej jak się wprowadzasz na nowe osiedle, to nie wleczesz ze sobą całej historii swojej rodziny, w dodatku zwykle mocno podkoloryzowanej. Nie podobało mi się to. Ale i tak najgorsze było podejście do zwierząt – i gospodarskich, i domowych (choć ciężko mi mówić o małym kundlu na łańcuchu jako psie domowym). Ogólnie bicie zwierząt, brak zainteresowania ich chorobami, ranami, ich dramatami (np. suką szukającą potopionych przez słodką babunię, która zaraz będzie krzyżem w kościele leżała, szczeniąt). Nie lubię wsi, po prostu. I mentalności ludzi wsiowych.

  3. Z mojej obserwacji mieszczuchowy domek w lesie to zwykle wykarczowanie 90-100% drzew pod działkę i po wybudowaniu puszczanie swoich piesków na samodzielne wyprawy na zwierzynę bo nasz kochany Azorek musi się wybiegać.

  4. tylko, że wieś którą nadal sobie ludzie wyobrażają a ta która jest obecnie to trochę co innego. Ludzie ze wsi w dużej części wymarli a młodzi wyjechali za granicę albo do miasta. Na tych ławeczkach przed płotem gdzie się opowiadało już nikt nie siedzi. Jest cała masa nowych domów i to dość drogich a stare rudery stoją puste i się zapadają. Zwierzęta to rzadkość, dawno nie spotkałem krowy czy konia, czasem gdzieś słychać koguta czy indyka. Też chętnie bym się wyprowadził na wieś a do miasta wracał na zimę.

  5. Osobiscie w tej chwili liczę na to, że jak dojdzie do emerytury to sprzedamy mieszkanie i przeprowadzimy się z żoną do jakiegoś domku w środku lasu czy do jakiejś małej wsi/miejscowości z dużą ilością zieleni. Kupimy samochód żeby ułatwić dojazd do sklepow albo ewentualne nagle potrzeby (pojechanie do lekarza czy nagła sprawa do szpitala).

    Miasto jest super – wszędzie blisko i kupę udogodnień, ale zaczyna przeszkadzać mi hałas i ogólnie nie lubię ludzi.

Leave a Reply