“Nie każ mi iść”

5 comments
  1. Ah, przypominają się piękne czasy podstawówki. Myśli samobójcze, każdy dzień poniewieranie, wyśmiewanie, bicie. Piękne wspomnienia.

  2. Ja chodziłem do technikum elektrycznego gdzie było sporo takich ‘ziomków z osiedla’ i różnych zadymiarzy ale co ciekawe nie było tam bullyingu. Za to w ‘dobrych’ liceach to dziewczyny się cięły i w ogóle. W podstawówce też nie było ale to była wioska i tam dzieci takie raczej zahukane były – słuchali nauczycieli i w ogóle.

  3. Kojarzę to jak szkoły zasłaniają prowodyrów i nie pomagają ofiarom takich rzeczy. Z autopsji też wiem że wszystko jest fajnie póki jest się ofiarą, bo jak się stanie w swojej obronie to nagle jest się tym złym, niegrzecznym i w ogóle powinno się takie dziecko wysłać “do czubów”. W podstawówce były dwie klasy w moim roczniku, obie miały swoje ofiary. W mojej wypadło na mnie, w pierwszej klasie próbowałem sytuacje tego typu rozwiązywać przez nauczycieli lub mamę. Za którymś razem w drugiej klasie dostałem od mamy zjebki za to że nic sam z tym nie robię (trochę logiczne, skoro oni mogą to dlaczego ty nie możesz?), jak już zacząłem za sobą stawać to okazało się że jestem tym niegrzecznym harpaganem i że tak nie wypada się zachowywać. Też nie pomogło.

    Za każdym razem jak słyszę “jeszcze za szkołą zatęsknisz” to walczę żeby nie zacząć się śmiać. Jedyne co tam było dobre to to że mialem więcej czasu wolnego

  4. Aż mi się słabo robi jak to czytam. Mam dwójkę dzieci w wieku przed szkolnym, sam pamiętam swoją edukację, załamania nerwowe, stany lękowe w gimnazjum, pobicia, napady, brak zrozumienia ze strony rodziców i nauczycieli. Na samą myśl o tym, że mam je skazać na to samo robi mi się niedobrze z nerwów. Ktoś wie jak to jest w prywatnych szkołach? Nie mówie o katolickich, ale raczej takich wielojęzykowych etc. Bo jak jest podobnie to chyba po nocy się będę uczył duńskiego i wyjeżdzam do Danii.

Leave a Reply