Internet of Things, czy Internet of Shit?

6 comments
  1. Siedzę w tych tematach od lat. Cynizm producentów i głupota konsumentów idą w parze.

    Najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że założenia są naprawde fajne z fajnymi pomysłami i w ogóle. Potem to wszystko przelatuje przez korporacyjne działy księgowości, badania fokusowe, 150 mityngów o niczym i na końcu wychodzi kubek z wifi z którego się nie da pić, ale za to wyświetla najnowsze promocje liptona z amazona.

  2. Niektórych rzeczy to nawet nie do końca rozumiem. Jak chociażby appka do pralki czy zmywarki. Po co? I tak trzeba ją samemu przygotować, załadować, wrzucić proszek albo tabletkę, więc tak na dobrą sprawę przeniesiony do appki zostaje najprostszy krok. I nie trafia do mnie argument “no ale wstawię jak będę wychodzić z pracy”, bo raz niemal wszystkie mają odliczanie, a dwa czemu taka zmywarka miałaby czekać?

    Co innego z jakimiś termostatami czy tego typu rzeczami, gdzie całość faktycznie może zostać całkowicie zautomatyzowana. A fakt, że nie wiadomo czy za rok dany produkt będzie wspierany, czy jakaś aktualizacja nie wykrzaczy mi ogrzewania w domu jednak odwodzi mnie od stosowania takiego czegoś. Poza nieporównywalnie wyższą ceną oczywiście.

    A wszelkie telewizory wyświetlające mi reklamy to już przesada całkowita

  3. Internet of shit i chyba każda mi znana osoba “techniczna” powie to samo. Tam gdzie gadżeciarze widzą “innowacje” ja widzę tylko kolejne zagrożenia.

  4. Sensu głębszego ta cała idea jeszcze długo mieć nie będzie, ale czasami jakieś fajne ‘bajery’ potrafi wyprodukować. Ja jakiś czas temu kupiłem sobie żarówkę z wifi i zajebista sprawa.

Leave a Reply