Lewica – darmowa biblioteka w każdej miejscowości powyzej 100 mieszkańców z dostępem do internetu
Katole – darmowa biblioteka z dostępem do internetu w każdej parafii, można wyjebać pewne książki które mi się nie podobają
Faszole – damy wam pewne książki które musicie przeczytać
Libki – darmowa biblioteka? Panie, po co? Masz internet w telefonie, telewizor w domu, daj ludziom zarobić, a nie na koszt podatników książki czytać
Typowy Polak na hasło lewicy powie – dzięki Libkom właśnie – a skąd weźmiecie piniondze… więc nic dziwnego, które opcje wygrywają.
Bez źródła, tytułu i daty? Znowu rok 2014?
Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że Tuska należy jebac i nie pozwolić mu nigdy rządzić?
Albo ja jestem przed kawą, albo zgłupiałem. Czy Donald twierdzi, że lewica = liberalizm? Bo to komedia na kółkach jest.
Jakie ma znaczenie poziom czytelnictwa?
Co ma czytelnictwo do polityki? To czy ludzie chcą czytać książki to ich sprawa. Jedyne co rząd może zrobić to wymusić uczniom czytanie określonych książek, sztucznie zawyżając statystyki (Bo czytanie wymuszonych lektur nie sprawi że ludzie je polubią)
Nie bardzo rozumiem w czym problem.
Jeśli próbują spadkiem czytelnictwa insynuować spadek poziomu inteligencji społeczeństwa, to chyba tylko ta mniej inteligentna jego część tak to może powiązać.
Spadek czytelnictwa jest w dużej części spowodowany postępem, ułatwieniem dostępem do internetu i informacji. Z drugiej strony, oczywiście, lenistwo – prościej włączyć TV niż przeczytać książkę dla rozrywki (ze zrozumieniem, to już w ogóle).
Uważam, że samo czytanie nie czyni mądrym, a sama mądrość nie świadczy o inteligencji. Czytanie publikacji naukowych vs romansidła bestsellery, wiedza książkowa vs wiązanie faktów, przyczyn ze skutkami – publikacji nie czyta się w dużym nakładzie, a pozyskana z nich wiedza jest raczej sytuacyjna, bez odpowiednio wytrenowamego myślenia sama na nic się nie nada, a i jej pojęcie będzie utrudnione.
Tym samym, poziom czytelnictwa liczony po prostu w wypożyczeniach książek nie ma znaczenia, bez zestawienia tego z danymi o “trudności” dzieła. Dodajmy do tego ilość książek wypożyczanych a nie czytanych, gdzie prym wiodą uczniowie, a ta statystyka brzmi totalnie jak wzięta z Instytutu Danych z Dupy.
8 comments
Lewackie statystyki: https://booklips.pl/wp-content/uploads/2021/04/xczytelnictwo-polska-2020-2.jpg.pagespeed.ic.wPUKlGAxHL.jpg
Ogólnie mówiłem już to wcześniej ale:
Lewica – darmowa biblioteka w każdej miejscowości powyzej 100 mieszkańców z dostępem do internetu
Katole – darmowa biblioteka z dostępem do internetu w każdej parafii, można wyjebać pewne książki które mi się nie podobają
Faszole – damy wam pewne książki które musicie przeczytać
Libki – darmowa biblioteka? Panie, po co? Masz internet w telefonie, telewizor w domu, daj ludziom zarobić, a nie na koszt podatników książki czytać
Typowy Polak na hasło lewicy powie – dzięki Libkom właśnie – a skąd weźmiecie piniondze… więc nic dziwnego, które opcje wygrywają.
Bez źródła, tytułu i daty? Znowu rok 2014?
Ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości, że Tuska należy jebac i nie pozwolić mu nigdy rządzić?
Albo ja jestem przed kawą, albo zgłupiałem. Czy Donald twierdzi, że lewica = liberalizm? Bo to komedia na kółkach jest.
Jakie ma znaczenie poziom czytelnictwa?
Co ma czytelnictwo do polityki? To czy ludzie chcą czytać książki to ich sprawa. Jedyne co rząd może zrobić to wymusić uczniom czytanie określonych książek, sztucznie zawyżając statystyki (Bo czytanie wymuszonych lektur nie sprawi że ludzie je polubią)
Nie bardzo rozumiem w czym problem.
Jeśli próbują spadkiem czytelnictwa insynuować spadek poziomu inteligencji społeczeństwa, to chyba tylko ta mniej inteligentna jego część tak to może powiązać.
Spadek czytelnictwa jest w dużej części spowodowany postępem, ułatwieniem dostępem do internetu i informacji. Z drugiej strony, oczywiście, lenistwo – prościej włączyć TV niż przeczytać książkę dla rozrywki (ze zrozumieniem, to już w ogóle).
Uważam, że samo czytanie nie czyni mądrym, a sama mądrość nie świadczy o inteligencji. Czytanie publikacji naukowych vs romansidła bestsellery, wiedza książkowa vs wiązanie faktów, przyczyn ze skutkami – publikacji nie czyta się w dużym nakładzie, a pozyskana z nich wiedza jest raczej sytuacyjna, bez odpowiednio wytrenowamego myślenia sama na nic się nie nada, a i jej pojęcie będzie utrudnione.
Tym samym, poziom czytelnictwa liczony po prostu w wypożyczeniach książek nie ma znaczenia, bez zestawienia tego z danymi o “trudności” dzieła. Dodajmy do tego ilość książek wypożyczanych a nie czytanych, gdzie prym wiodą uczniowie, a ta statystyka brzmi totalnie jak wzięta z Instytutu Danych z Dupy.