Przyjaciel pojechał z narzeczoną do Nowego Jorku. Oto jego doświadczenia z pierwszych kilku godzin xD

43 comments
  1. Każdy filmik jaki widzę z tego miasta, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że Nowy Jork to jeden wielki syf.

  2. Miasta w US są… takie sobie. NY ma klimat, SF jest też spoko, San Diego, czy Salt Lake City jest fajne do życia, ale prawdziwa zabawa zaczyna się w parkach narodowych. Zdecydowanie warto olać miasta na rzecz natury.

    NY ma jeden plus, tanie loty i jako baza wypadowa do innych miejsc.

  3. Piękna Amrykańska kultura, ojczyzna Grzegorza F znanego filantropa. Niewyczerpane źródło inspiracji kulturowej dla twitterowych Julek.

  4. Byłem tam w lutym, potwierdzam w 100%. Stężenie żulerstwa, szczególnie w metrze, przekracza wszelkie dopuszczalne i wyobrażalne dla europejczyka normy. Również jakość żulerii to zupełnie inny poziom. Nasi tramwajowi zapachowcy to są arbitrzy elegancji przy głęboko panierowanych stworzeniach z NY. To był pierwszy raz, gdy zrozumiałem powtarzający w literaturze opis: “ledwo przypominali ludzi”.

  5. Mieszkałem ponad 10 lat na Brooklynie. Syf to mało powiedziane. Do dzisiaj mam koszmary że jestem w stanach i próbuje dostać się do Polski itp

  6. Nie tylko Nowy York czy USA.
    Istnieje coś takiego jak Trauma Paryska czy Syndrom Paryski opisany przez psychologów.

    Turyści (zwłaszcza z Japonii) zanim przyjadą do Francji myślą że Paryż to miasto świateł i pachnie perfumami, kwiatami, że spacerują tam jedynie zakochane pary, jest romantycznie, miło i luksusowo. No i jak w filmie Amelia (2001)

    Tym czasem zderzenie turysty z realem Paryża po wyjściu z luksusowego sklepu Chanel: brud, smród sików w metrze, ogólna agresja, tłok, zaduch, szczury, kloszardzi, itp. + legendarna arogancja kelnerów w knajpach, że niby to fajne i koloryt Paryża, może i tak, kiedy dotyczy innych xD ale kiedy sam czekasz godzinę na opryskliwą obsługę to już jest mniej „cool”😂

    Mowi się o Syndromie paryskim, Japończycy mówią na to „Paris Shōkōgun”, który dotyka rocznie kilkudziesięciu turystów w Paryżu, w szczególności Japończycy i Japonki – kobiet jest tam większość. Psychiatra Hiroaki Ôta jako pierwszy opisał to zjawisko w artykule z 1988 roku

    Japońscy turyści wstrząśnięci paryską rzeczywistością są hospitalizowani i musza wrócić w pośpiechu do swojego kraju.
    Medyczne istnienie tego schorzenia jest kontrowersyjne, ale wydaje się ono w każdym razie słuszną alegorią rozczarowania, jakie może odczuwać podróżnik podczas wizyty w stolicy Francji.

    A propos, perfumy we Francji wymyślono w czasach kiedy nie istniała higiena osobista (przynajmniej rozumiana w dzisiejszych kategoriach) Smród osobisty trzeba było przykryć fiołkami.
    Wersal np nie posiadał toalet. W pałacu potrzebę robiło sie tam gdzie sie stało. Służba sprzątała. Wyobraź sobie arystokratkę ubieraną przez służki w warstwy fiszbinów i sukna. Trudno to było zdjąć więc dworzanki robiły pod siebie. Pod wielkimi białymi perukami roiło sie od pcheł. Były specjalne młoteczki żeby ich nadmiar tłumić. I biały puder żeby robactwo przyduszać. Francja ąę fą fą xD

  7. Pamiętam jak przyjechałem do Chicago i jechałem z lotniska ichnim metrem (L). Rozbawił mnie widok gościa, który wyglądał jak CJ z San Andreas z bandaną na głowie, i ze słuchawkami w uszach robił rapowe kocie ruchy do drzwi pociągu xD

  8. Pocieszę was, że prawie identyczne atrakcje widziałam w krakowskim tramwaju :’) Nie trzeba lecieć do NY

  9. Przypomniało mi się nagranie typa z NYC co nasral typowi do wody od mocowania podłogi. Nic mnie nie zdziwi. No i ten sam typ w innym filmie ukradł komuś kanapki w wagoniku metra, gdzie rozstawił swoj namiot do koczowania z partnerka

  10. Wszystko chyba. Chyba naćpany, chyba coś robił ale nie wiadomo bo był tyłem, coś gadał, ale w sumie to mógł gadać z kimś przez tel, mając słuchawkę w uchu. A że na bosaka? Jest taki jeden Polak co boso przez świat chadza, może jakiś jego kolega to był?

    I na podstawie tej naszpikowanej konkretami opowieści powstał obraz USA na polskim Reddit. Ciekawe co na to chatGPT.

  11. Kilka lat temu byłem w USA (co prawda na zachodnim, nie wschodnim wybrzeżu), ale tyle jakiś pojebanych akcji, które miałem w komunikacji miejskiej, to nie miałem nigdzie indziej na świecie. W LA w ogóle zrezygnowałem z jazdy metrem, bo wszędzie tak śmierdziało, że ciężko było wytrzymać (a nie jestem ogólnie osobą jakąś szczególnie wrażliwą na brzydkie zapachy), a w SF motorniczy zatrzymał tramwaj (ten taki śmieszny retro – jak te z Mediolanu), bo jakaś naćpana laska co przystanek wypadała przez drzwi na ulicę i próbowała wchodzić spowrotem i nie chciała dać za wygraną, więc w końcu motorniczy powiedział basta i zakończył podróż wszystkim xD
    USA to kraj trzeciego świata, zupełnie dla mnie to był inny świat niż EU.

  12. Jak my byliśmy to dosłownie za każdym razem w naszym wagonie siedział jakiś wariat*. W pierwszy dzień w nocy na stacji metra leżeli naćpani menele*. Trzeba było po nich przeskakiwać, żeby przejść. Pełno szczurów. Narzeczona co chwile krzyczała że szczur. Jacyś ludzie* w środku nocy krzyczeli „taxi” a obok zwykle auto nieoznakowane. Pewnie samotna kobieta byłaby od razu zgwalcona. *-Wiadomo jakiej karnacji.

  13. Miesiąc temu też zabrałem żonę do NY. Jak jechaliśmy metrem z lotniska do hotelu, to pewien Afroamerykanin zdjął spodnie l, położył się na plecach dupą w naszą stronę, podniósł nogi i zaczął srać.
    Żona była tam pierwszy raz i mimo długiej podróży zrobiła oczy jak pięć złotych. Dopiero wtedy dotarło do niej że moje teksty o tamtejszej patrologii to nie był żart.

  14. Mi się odechciało USA gdy zobaczyłam jak w parku w środku LA po ławkach zapierdzielały karaluchy 🤮

  15. W ciągu moich pierwszych 5 minut w Nowym Jorku trafiłem na crackheada lejącego na środku chodnika na Times Square

  16. Akurat Nowy Jork to prawda ze tam się dzieje syf, ale takie ocenianie miast na podstawie jednej sytuacji to jak zobaczyć w Rzymie menela który rzyga i stwierdzić ze cały Rzym to menelnia.

Leave a Reply