Polacy umierają na nowotwory. “Odchodzi po cichu, niepotrzebnie, od 20 do 30 tysięcy osób”

2 comments
  1. Kuźwa, a jak ma być inaczej?

    Pracuję i odprowadzam składki od ponad 10 lat, jeszcze nigdy nie udało mi się wykonać żadnego badania profilaktyki nowotworowej na NFZ – wszystkie cytologie, USG, biopsje i inne robię prywatnie. Jak rok temu wymacałam guzek w cycu i poleciałam do lekarza, jasne, skierowanie dostałam ale najbliższy termin na USG piersi był za trzy miesiące – 250 zł i prywatnie miałam badanie plus biopsję cienkoigłową tego samego dnia. Wynik po tygodniu.

    Rodzice też w większości profilaktykę załatwiają prywatnie bo oboje jeszcze pracują i po prostu nie mają czasu na siedzenie godzinami w poczekalni “bo może pan doktor przyjmie” a przychodnia kończy pracę o 16 i co nam pani zrobi, lekarze popołudniami pracują w prywatnych gabinetach.

  2. Ogólny brak środowiska medycznego i finansów na niego jest powalający do tego stopnia, że obecnie będąc nawet ubezpieczonym prywatnie są trudności z otrzymaniem jakiejkolwiek opieki
    Jednakże to jest nic w porównaniu do tego, jak podchodzą w PL do globalnego rozwoju medycznego. Bliska mi osoba mająca problemu z układam trawiennym miała badanie gastro i kolono. Nieprzyjemna sprawa, ale trzeba. Jak zapytałem po badaniach czemu po prostu nie kazali jej połknąć pigułki z kamerką, która już od lat na świecie zastępuje te badania, to po sprawdzeniu okazało się, że w PL to kosztuje około 2,5 k PLN, tylko prywatnie i tylko w nie wielu miejscach… Inna bliska osoba, która ma rozne “guzki” w piersiach, od 10 lat nie może się doprosić o pełne badanie piersi na NFZ, bo “jest za młoda”. Kolejna bliska mi osoba… I tak mógłbym anegdoty wymieniać.
    Sam ostatnio w trakcie obecnej epidemii grypy byłem u mojego lekarza, jak zachorowałem, to zrobili mi test na wirusy by sprawdzić co się dzieje, zastosowali nowoczesne leczenie i wszystko jest w porządku bez osłabienia i powikłań. Natomiast ogrom moich znajomych, którzy nie mają takiej przychodni na NFZ, w ciągu ostatnich miesięcy otrzymali informacje, że mają brać wit. C, pić wodę i dużo spać. Następnie większość z nich skończyła na kolejnym L4 z jeszcze gorszymi objawami albo dochodzili do siebie przez dłgui czas.

    Wiem, wiem… Anegdotalne… Tylko ja juz trochę żyję, tych anegdot jest wiele oraz znam wielu ludzi w tym środowisku.

    Sam pracowałem kiedyś w służbie zdrowia i powiem Wam, że w większości to wina rządu, ale druga, ok mniejsza, część winy to same środowisko medyczne.

    Edit: dodam, że jak miałem wypadek i uszkodziłem sobie kręgosłup, co prawie mnie spraliżowało od pasa w dół, to jak przyjechała karetka, to ratunkowi dali mi jedynie zastrzyk rozluźniający i powiedzieli, że się wyliżę, po czym nie zostawili mi żadnego “paragonu”, pomimo obowiązku, ponieważ wiedzieli, że powinni mnie zabrać na operację do szpitala, ale były święta, więc im się nie chciało. 4 miesiące w łóżku czekałem na operacje. Do tej pory nie udało mi się wywalczyć odszkodowania, bo nie mam dowodu, że była po mnie karetka…

Leave a Reply