Dziś się dowiedziałem, że nie trzeba przeczytać całej książki aby ją “przeczytać”

34 comments
  1. przy czym dodam, że jedyne co mi w takim podejściu przeszkadza, to fakt że posiadanie opinii na temat książki której przeczytało się pół jest trochę nie na miejscu

  2. Moja mama tak odkąd pamiętam ogląda filmy, że trochę ogląda, trochę śpi, trochę robi kolację. Ma to swoje plusy, ponieważ te filmy się ciągle powtarzają w telewizji, więc jak “ogląda” coś kilka razy, to w końcu udaje jej się zwykle uzbierać cały film. Dlatego zgadzam się z koleżanką. Można sobie oglądać albo czytać do woli – tyle, ile się chce.

  3. Tak ogladam holywodzkie supeprodukcje – jak tylko zaczyna sie “ekspozycja/backstory” (glownego bohatera obowiazkowo zostawila zona/nie mial kontaktu z ojcem/dziecmi)/watek uczuciowy itp – przewijanko, az znow mamy trzesienie ziemi, atak obcych lub inna ciekawe akcje.

  4. Wiecie, że nikt tego nie sprawdza? Nikt tego nie kontroluje, to jest totalnie poza systemem!

  5. A można przeczytać tylko okładkę i uznać ją za przeczytaną?

    Dla mnie przeczytanie książki to przeczytanie od deski do deski. To co ona opisała to po prostu przekartkowanie. Oczywiście można sobie uznać ją na plus i nawet pochwalić się tym na hasztagu, nikt tego nie sprawdzi.

    BTW: Hitler miał taki system sprawdzania czy książka jest dla niego warta uwagi: zaczynał od końca, a potem kilka fragmentów że środka.

  6. Im mam więcej lat i mniej czasu, tym częściej tak samo podchodzę do sprawy. Nie mam zamiaru kończyć książek na siłę, które są złe, grafomańskie, bez treści. Tak samo już nie mam parcia, żeby dokończyć sezon serialu, który kiedyś wydawał mi się interesujący. I tu nawet nie chodzi o umiejętność skupienia/poświęcenia uwagi, tylko priorytetyzacji wolnego czasu. Na wakacje zwykle zabieram 3/4 tytuły na Kindlu i jak skończę jeden w całości, to jest sukces, ale zazwyczaj zacznę wszystkie, żeby zobaczyć, czy któryś ma potencjał na poświęcenie czasu.

  7. Też czasami mi się zdarza, że książki nie przeczytam do końca, bo mi się strasznie nie podoba, ale nie twierdzę potem, że ją przeczytałam. Nie znaczy to, że nie można mieć opinii o takiej książce. W końcu z jakiegoś powodu nie przeczytałam jej do końca.

    Szkoda, że na lubimyczytać nie ma opcji Porzucone, żeby można takie książki oznaczyć i nie liczyły się do ilości przeczytanych książek, ale żeby ta kategoria była widoczna na profilu książki.

  8. Będzie ci się lepiej żyło jak się przestaniesz wpierdalać innym ludziom do czytania książek. Niech sobie czytają jak chcą byle by się nie obnosili.

  9. Zaraz, zaraz. Robisz sobie z własnej woli wyzwanie na X książek rocznie czy jakoś tam, ale nie za bardzo wychodzi to trzeba trochę naciągnąć zasady żeby nie czuć się z tym źle.

  10. Prawdopodobnie ważne w tej wypowiedzi jest fakt że osoba za nią się kryjąca współpracuje z wydawnictwami, promuje książki i pisze ich opinie nie są one wysokich lotów ale pisze

  11. Myślę, że jak się przeczyta tytuł to już można **uznac** że się książkę przeczytało. Niestety trzeba znać tytuł, żeby wiedzieć jaką książkę uznaje się za przeczytaną.

  12. Imo, zależy od tego co się przeskakuje.

    Jak kiedyś czytałem sobie 20 000 mil podmorskiej żeglugi, zdarzyło mi się przeskoczyć kilka stron opisów raf koralowych czy tam innego podmorskiego tałatajstwa,

    Bo raz że Verne robił te opisy na kilkanaście stron, i dwa że w 21 wieku mam wystarczająco punktów odniesienia by móc sobie wyobrazić o czym mowa. Dziewiętnastowieczny czytelnik raczej nie miał fotek rafy w 4k.

    W tym wypadku zaliczam sobie tą książkę jako przeczytaną.

    Natomiast gdy robiłem podejście do Wojny i pokoju, i zasnąłem po może stu stronach, nie zaliczam sobie tego tytułu w poczet przeczytanych.

  13. Kiedyś myślałem, ze absolutnie, książkę trzeba przeczytać od deski do deski, dziś podchodzę do tego inaczej. Patrząc wstecz, na książki, które tak w całości przeczytałem, to śmiało można wyjebać całe kilka rozdziałów albo ich fragmenty. Nie ma reguły jak czytać książkę, oglądać film czy grać w grę, to ma ci sprawiać przyjemność.

    Już nie mówiąc o książkach naukowych, reportażach i biografiach. Tu wystarczy nam często 50-70% całej treści, zależy które tematy nas interesują.

  14. Moje OCD dostało wylewu przez ten post… niby można>! bo nikt tego nie sprawdza!<, pytanie tylko… po co tak “czytać”?
    Twitterowiczki albo żyją w roku 3023 i jestem zacofany, albo w odklejce totalnej

  15. Ja tam w bibliotece mam przejrzane półki z okładkami i mam przeczytane 2000+ pozycji w jeden dzień. Zapytajcie mnie tylko, literalnie o to jakie tytuły mam przeczytane a ja potwierdzę że tytuł mam przeczytany.

  16. Bo to prawda. Dużo książek z gatunku “samorozwój” na przykład i nie tylko to często powtarzanie tego samego przez kilka rozdziałów. Nie bądźcie zakładnikami sposobu czytania “na lekturę”. Jak ci się książka nie podoba to możesz jej nie doczytać. Przyłóż to do dowolnej, innej sytuacji w życiu. Jak masz niesmaczny posiłek albo napój to też go skończysz bez względu na wszystko? Za wszelką cenę będziesz siedział do końca na randce, na której po prostu jest niefajnie? Za wszelką cenę będziesz słuchał do końca albumu, na którym jeden kawałek był fajny i to do połowy? Fun fact – można czytać więcej niż jedną książkę na raz.

  17. Skoro to nie wyścigi to po co dodawać do przeczytanych i przejmować się tym, a nie poprostu czerpać przyjemność z samego czytania?

  18. Zawody w oszukiwaniu samego siebie (niska szkodliwość społeczna)? Gorzej jeśli w ten sposób wprowadza się w błąd innych w celu uzyskania korzyści (finansowej lub jakiejś innej).

    W pierwszym przypadku to jak oszukiwanie samego siebie przy ćwiczeniach fizycznych: “zrobiłem/am 50 pompek!”, co z tego że ugięcie rąk na 5 centymetrów, ręce rozłożone na maksymalną szerokość. Tylko jaki w tym cel? PO CO okłamywać samego siebie?
    Coś się robi, albo nie.

    Postać to typowy produkt czasów turbokapotalizmu/turbokonsumpcjonizmu: byle szybciej, byle więcej, byle jak.

  19. Jak nie przeczytam całej książki to nie twierdzę że ją “przeczytałem”. Czytałem “Stukostrachy” Kinga i dobrnąłem do momentu z hologramem rozwalonej wieży. Jak ktoś pyta “jakie książki przeczytałeś” to tej książki nie wymieniam. Jak ktoś pyta co czytałem z Kinga to mówię że “Stukostrachy” czytałem ale nie skończyłem. Nie wyobrażam sobie celowego pomijania całych części książki “bo mi się tak podoba”. Jaki to ma sens?

  20. no ale generalnie ma rację, przecież pisze tutaj o “spełnianiu swojego własnego wyzwania” w którym to i tak samemu się decyduje co jest sukcesem a nie o definicji *przeczytania*

  21. Czytam komentarze i strasznie dużo ludzi ma ko(s)miczny ból dupy o to jak inni konsumują literaturę.

    EDIT: “*Jeśli po skończeniu książki nie zniszczyłeś jej w piecu z 1925 roku opalanego drewnem wprost z dębu “Bartek” a potem popiołami nie nabiłeś fajki, której właścicielem niegdyś był Thomas de Quince to jak śmiesz twierdzić, że ją przeczytałeś?*” ^/s

  22. Takie czasy. Liczą się tiktoki, szybkie filmy, flashy, energicznie i na odpierdol, więc takie podejście nie dziwi. Z drugiej strony, co mnie to gówno obchodzi. Niech każdy czyta co i jak chce.

  23. Zawsze mnie bawią takie anti-establishmentowe Julki, próba dowartościowania się bycia edgy na siłę, tworzenie problemu tam gdzie go nie ma.

  24. Lol, nie musicie czytać wszystkich książek. Ba, nikt nie każe czytać np klasyki. Kupujesz to co chcesz. Wypożyczasz to co chcesz. Ale warto jednak przeczytać to co masz.

Leave a Reply