Takie trochę z dupy skojarzenie – [Fałszywa waga](https://austeria.pl/produkt/falszywa-waga/) Josepha Rotha to jedna z najpiękniejszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałem. Pisana kiedy już zbliżał się do delirki i niespecjalnie przejmował się ciągnięciem fabuły, ale jednocześnie – albo dzięki temu – to chyba najbardziej poetycka i przejmująca rzecz o Galicji u zmierzchu cesarstwa.
Teraz nie ma już czasów. Bo wszyscy zegarek w telefonach.
​
>!Dowcip polega na tym że ludzie potrafią używać spolszczonego часы jako określenie na zegarek.!<
Co mam nie pamiętać – tym bardziej, że trzy minuty spacerkiem od domu mam taki staromodny sklepik prowadzony przez jednego sympatycznego dziadka, w którym chyba jedyna elektronika to telefony w kieszeniach klientów.
No chyba Ty.
Ja pamiętam jak pani sprzedawczyni w warzywniaku ważyła produkty na takiej wadze, a sumowała zakupy w słupkach na papierze, w który to zawijała. Nawet kalkulatora nie miała.
Jak byłem dzieckiem to jeździłem z kuzynostwem na wakacje do miejscowości Szczuczarz (niech stracę i podam nazwę, po tym chyba mnie nie wystalkują 😀 ). Był tam jeden sklep, który był częściej zamknięty niż otwarty.
Razem z kuzynem zbieraliśmy grzyby żeby je sprzedać i kupić sobie cukierki. Spędziliśmy na zbieraniu kupę czasu i namęczyliśmy się ze sprzedażą na okolicznych obozowiskach (ludzie chcieli nas orżnąć na hajs). No ale w końcu zebraliśmy wystarczająco więc ruszyliśmy na prawie dwukilometrowy spacer (co było sporo jak na dziewięcioletnich gnojków) do sklepu.
Jak tam dotarliśmy to poprosiliśmy o 500 gramów cukierków które sobie upatrzyliśmy. I tutaj sedno:
TA GŁUPIA KURWA CO NAM JE SPRZEDAWAŁA JAK JE POŁOŻYŁA NA TAKIEJ SAMEJ WADZE JAK Z WĄTKU TO OPARŁA SIĘ NA TACY PRZEZ CO ZAWYŻYŁA WAGĘ.
I jako dzieci nie mieliśmy odwagi żeby zaprotestować przez co stara lampucera ojebała nas na parę złotych.
Lata 90 były chujowe.
Patrząc na asortyment to czasy wcale nie aż tak dawne – waga jest dla zmyłki
Jak parę lat temu byłem na Ukrainie to widziałem taką wagę. Ekspedientka miała też liczydło.
Wiem, że takie wagi były używane wszędzie, ale mi już zawsze będą się kojarzyć ze smażalnią frytek w moim mieście. To uczucie, gdy sprzedawca odważał świeżutko usmażone fryteczki nasypując do tytki, coś pięknego:)
No jasne że ni
Fatalne to czasy byly. Niestety. Wciaz pamietam.
To jest pikuś. Widziałem program, w którym aktualni osiemnastolatkowie nie potrafią wybrać numeru telefonem wyposażonym w tarczę.
Pamiętam, chodziło się z babcią na zakupy do spółdzielni.
Pamietam , i te dlugie kolejki w Spolem :))
Widziałam ostatnio taką w sklepie z używanymi pierdołami, żałuję że nie kupiłam chociaż nie wiem gdzie bym to trzymała
❤️
PSS SPOLEM i te wredne baby w bialych fartuchach i tych PRLowskich fryzurach.
“…..w tych ubloconych butach niech pan do sklepu nie wchodzi”
“….ale drobniej bo przeciez nie bede miala wydac”
“….co podac? szybciej bo kolejka czeka za panem”
W skrzynkach oranzada za 45 gr, mleko w szklanych butelkach ze zlotkiem u gory, guma turbo.
Moja ciocia miała sklep w latach 90ych i jako kilkulatek lubiłem się bawić tymi małymi odważnikami jakie tam miała. Wyglądały jak buteleczki.
18 comments
sam taką mam xD
Takie trochę z dupy skojarzenie – [Fałszywa waga](https://austeria.pl/produkt/falszywa-waga/) Josepha Rotha to jedna z najpiękniejszych powieści, jakie kiedykolwiek czytałem. Pisana kiedy już zbliżał się do delirki i niespecjalnie przejmował się ciągnięciem fabuły, ale jednocześnie – albo dzięki temu – to chyba najbardziej poetycka i przejmująca rzecz o Galicji u zmierzchu cesarstwa.
Teraz nie ma już czasów. Bo wszyscy zegarek w telefonach.
​
>!Dowcip polega na tym że ludzie potrafią używać spolszczonego часы jako określenie na zegarek.!<
Co mam nie pamiętać – tym bardziej, że trzy minuty spacerkiem od domu mam taki staromodny sklepik prowadzony przez jednego sympatycznego dziadka, w którym chyba jedyna elektronika to telefony w kieszeniach klientów.
No chyba Ty.
Ja pamiętam jak pani sprzedawczyni w warzywniaku ważyła produkty na takiej wadze, a sumowała zakupy w słupkach na papierze, w który to zawijała. Nawet kalkulatora nie miała.
Jak byłem dzieckiem to jeździłem z kuzynostwem na wakacje do miejscowości Szczuczarz (niech stracę i podam nazwę, po tym chyba mnie nie wystalkują 😀 ). Był tam jeden sklep, który był częściej zamknięty niż otwarty.
Razem z kuzynem zbieraliśmy grzyby żeby je sprzedać i kupić sobie cukierki. Spędziliśmy na zbieraniu kupę czasu i namęczyliśmy się ze sprzedażą na okolicznych obozowiskach (ludzie chcieli nas orżnąć na hajs). No ale w końcu zebraliśmy wystarczająco więc ruszyliśmy na prawie dwukilometrowy spacer (co było sporo jak na dziewięcioletnich gnojków) do sklepu.
Jak tam dotarliśmy to poprosiliśmy o 500 gramów cukierków które sobie upatrzyliśmy. I tutaj sedno:
TA GŁUPIA KURWA CO NAM JE SPRZEDAWAŁA JAK JE POŁOŻYŁA NA TAKIEJ SAMEJ WADZE JAK Z WĄTKU TO OPARŁA SIĘ NA TACY PRZEZ CO ZAWYŻYŁA WAGĘ.
I jako dzieci nie mieliśmy odwagi żeby zaprotestować przez co stara lampucera ojebała nas na parę złotych.
Lata 90 były chujowe.
Patrząc na asortyment to czasy wcale nie aż tak dawne – waga jest dla zmyłki
Jak parę lat temu byłem na Ukrainie to widziałem taką wagę. Ekspedientka miała też liczydło.
Wiem, że takie wagi były używane wszędzie, ale mi już zawsze będą się kojarzyć ze smażalnią frytek w moim mieście. To uczucie, gdy sprzedawca odważał świeżutko usmażone fryteczki nasypując do tytki, coś pięknego:)
No jasne że ni
Fatalne to czasy byly. Niestety. Wciaz pamietam.
To jest pikuś. Widziałem program, w którym aktualni osiemnastolatkowie nie potrafią wybrać numeru telefonem wyposażonym w tarczę.
Pamiętam, chodziło się z babcią na zakupy do spółdzielni.
Pamietam , i te dlugie kolejki w Spolem :))
Widziałam ostatnio taką w sklepie z używanymi pierdołami, żałuję że nie kupiłam chociaż nie wiem gdzie bym to trzymała
❤️
PSS SPOLEM i te wredne baby w bialych fartuchach i tych PRLowskich fryzurach.
“…..w tych ubloconych butach niech pan do sklepu nie wchodzi”
“….ale drobniej bo przeciez nie bede miala wydac”
“….co podac? szybciej bo kolejka czeka za panem”
W skrzynkach oranzada za 45 gr, mleko w szklanych butelkach ze zlotkiem u gory, guma turbo.
Moja ciocia miała sklep w latach 90ych i jako kilkulatek lubiłem się bawić tymi małymi odważnikami jakie tam miała. Wyglądały jak buteleczki.