5 największych patologii polskiego rynku pracy

4 comments
  1. 25 lat życia chęć popierdalania za najniższą krajową i 20 lat doświadczenia, marnowanie czasu na rozmowach zamiast sprawdzania wiedzy przed zaproszeniem na rozmowę, choćby podczas 10 minutowej rozmowy czy wysłania jakiegoś testu online … brak odpowiedzi (pozytywnej/negatywnej) na aplikacje (ponad 10 lat temu w UK aplikując na 7 ogłoszeń z każdego otrzymałem odpowiedź 3 pozytywne podobnie w Niemczech 4 z7) Jest jeszcze sporo tematów które można o polskim rynku pracy napisać, dlatego należy emigrować i zacząć w końcu żyć, zarabiać kupić dom mieszkanie zwiedzać świat a jeśli jest cierpliwość to i rozmnażać się, w naszym kraju, to dość trudne, brak mieszkań ceny tych dostępnych kosmiczne w porównaniu do zarobków, wynajem domu to już w ogóle jakaś utopia (w Uk Holandii czy Niemczech dwójka zarabiających najniższe krajowe jest w stanie wynająć dom bez większych problemów) praca do śmierci lub głodowa emerytura, opieka zdrowotna to jakiś żart … można wymieniać dalej tylko czy mamy tyle czasu ? I o najważniejszym zapomniałem, szacunek państwowych służb, urzędników i służby zdrowia do klienta, u nas w kraju to ciężka sprawa, policja ma łapać, lekarz spławiać, urzędnik traktować jak złodzieja

  2. Mnie najbardziej bolał zawsze ten punkt pierwszy, czyli “dualizm zatrudnienia”. Zanim założyłam firmę, to pracowałam dwukrotnie w miejscach, gdzie był ostry podział ze względu na typ umowy. Był sobie powiedzmy dział finansowy, w którym pracowało osiem osób – pięć miało umowę o pracę, a trzy były zatrudnione na zleceniu przez agencję pracy lub na dziele bezpośrednio przez podmiot. Na umowę o pracę trzeba było sobie zasłużyć, ale nikt właściwie nie wiedział w jaki sposób. Często zasłużone dla firmy osoby po latach słyszały, że nie mogą dostać kolejnej umowy zlecenie, a umowa o pracę nie wchodzi w grę, ale firma im wspaniałomyślnie proponuje B2B albo zatrudnienie na zleceniu przez inną spółkę.

    Osoby na umowie o pracę miały garść benefitów. Poza standardowymi dla tej formy umowy profitami, mieli też: premie (kwartalne, roczne, świąteczne), bony Sodexo, kartę MultiSport, prywatną opiekę medyczną, paczki dla dzieci, ubezpieczenie, darmowe obiady, lekcje angielskiego, szkolenia, dostęp do akcji firmy… i trochę innych dodatków. Ci na innych typach umów nie mieli niczego. Wszyscy szli na obiad do jednego lokalu i jedni mieli za darmo, a drudzy musieli płacić. A już hitem było, kiedy firma organizowała wewnętrzne duże imprezy, na które miały wstęp tylko osoby z umową o pracę. Moja koleżanka załatwiała wszystko na to wydarzenie, ale nie mogła na nie przyjść, bo była na zleceniu. Nie cierpiałam tego miejsca za to i zmyłam się jak tylko jeden raz prezes śmiał mnie oszukać i nie dać podwyżki, którą obiecał. 3 dni później mnie nie było, bo miałam trzydniowy okres wypowiedzenia. Strasznie wszyscy byli obruszeni, że z niego skorzystałam. Próbowali mnie zatrzymać, ale nie wierzyłam w ani jedno słowo. I to była świetna decyzja, bo od tego odejścia zaczęły się dla mnie zawodowo dobre czasy.

    PS Mówię o bardzo dużej, bardzo rozpoznawalnej firmie.

  3. 6. Wszechobecna bylejakość. Począwszy od rekrutacji, gdzie często nawet nie dostaje się żadnej informacji zwrotnej (przyjęcie, odrzucenie kandydatury), przez pseudooptymalizacje (np dziwne umowy i obowiązki – szef chciał, abyśmy z koleżankami w ramach obowiązków sprzątały całe biuro), wynagrodzenie wypłacane w terminie traktowane jako benefit i notoryczne kłamstwa (ustalenie czegoś przez telefon, potem wypieranie się, że miało to miejsce), a na koniec dziwne pretensje i groźby. Korpo ma swoje wady, ale w porównaniu z polskimi firemkami, to wymarzone miejsce do pracy.

Leave a Reply