Nie pozdrawiam mojego nauczyciela historii z liceum przez którego straciłem chęć do nauki tego przedmiotu i zjechałem z 6 w gimnazjum na 3 w liceum.
Napisz więcej o tym nauczycielu historii, bo teraz jestem ciekaw.
Od historii to nie, bo to debil był, ale typ od angielskiego, który był moim wychowawcą, to był super gość. Często się z nim kłóciłem, bo widział, jaką mam łatwość w angielskim i mnie zachęcał do nauki, a ja nie chciałem się uczyć na pamięć bzdurnych reguł i zasad gramatyki, skoro i tak mówiłem płynnie i bezbłędnie. Tym kłótniom jednak zawsze towarzyszyły przyjazne docinki z obu stron i uśmiech. Na koniec szkoły z ogromnym szacunkiem podaliśmy sobie ręce i się nawet bratersko przytuliliśmy. Niestety miałem okazję tylko raz go odwiedzić od zakończenia szkoły, tym bardziej że teraz mieszkam kilkaset km dalej, ale zawsze będę dobrze gościa wspominał.
Breaking Bad 2 – nauczyciel historii dorabia produkując fałszywe eksponaty historyczne, i podszywa się jako spadkobierca arystokracji.
W drugiej lub trzeciej klasie gimnazjum dostaliśmy nowego nauczyciela historii. Był wuefistą, więc myślałem, że będzie kiepski. Zdecydowanie okazał się jednym z najlepszym nauczycielów, jakich miałem. Miał wyraźną pasję do przedmiotu i nauczania. W liceum było już zdecydowanie gorzej. 🙁
Kurde z nauczycielami wfu i histirii w czasach gimnazjum bym normalnie na luzie piątke zbił i piwko wypił, ale od matematyki i polskiego to nie wiem, większość nauczycieli tych przedmiotów trafiła mi się nieco “agresywna”
Nauczyciele historii są zazwyczaj zajebiści
Ja miałam wspaniałego nauczyciela angielskiego. Niestety wszyscy zniknęli po zakończeniu roku i nie mogłam go znaleźć, żeby się pożegnać. A teraz mi smutno, bo wiem, że po usunięciu gimnazjów już w szkole nie pracuje. Na fejsbuku ma nawet, że potem był listonoszem, a żadnego obecnego miejsca pracy nie ma wpisanego (a jego historia tam to całe cv sobie wpisał xD).
Panie Arkadiuszu, mój zjebany nauczycielu historii w liceum, po 14 latach nadal naplułbym ci w ryj
Skoro nauczyciel chemii umie niebieską metę, to nauczyciel chemii umie totalitarne imperium?
Z ręką na sercu mogę powiedzieć że przez kilkanaście lat edukacji trafiłem na max 6 nauczycieli który byli zaangażowani, byli wręcz pasjonatami swoich przedmiotów, prowadzili zajęcia w ciekawy sposób który nie ograniczał się tylko do robienia notatek ale też interakcji z resztą klasy poprzez zabawy itp.
Ja miałem zajebistego nauczyciela na studiach, którego nigdy nie zapomnę…
To było na trzecim roku studiów, trafiłem szczęśliwym trafem do jego grupy na zajęciach laboratoryjnych. Cudowny człowiek, przecudowny, naprawdę. Miły, uprzejmy, wyrozumiały, na wejściówkach ustnych często podpowiadał, pomagał zrozumieć poszczególne zagadnienia, dokładnie prowadził seminaria przed kolokwiami, na zajęciach zawsze miał czas dla studentów (i na moje niekończące się pytania XD), poza zajęciami można było przyjść do niego bez zapowiedzi na krótką konsultację. Jak był ku temu powód, prawił studentom komplementy za dokładność itp. Wzorowy nauczyciel. Tym bardziej, że jak wróciłem na uczelnię po operacji na wyrostku, to machnął ręką na zwolnienie i powiedział, że jeśli będę się źle czuł, to mogę nie przychodzić na zajęcia i coś się wymyśli – podczas gdy w innych zakładach służbiści kazali mi odrabiać zajęcia, a jak nie mogłem czegoś odrobić to miałem po prostu punkty w plecy… On jedyny mnie rozumiał.
Miałem zamiar u niego pisać pracę magisterską, ale przez pierdolony remont wydziału musiałem poszukać czegoś innego i w końcu zrobiłem pracę magisterską w innym zakładzie. Niemniej jednak odkąd się poznaliśmy kłanialiśmy się sobie wzajemnie na korytarzu, czasami do niego wpadałem porozmawiać o czymś albo na konsultacje z zakresu innego przedmiotu… No mówię, wzorowy nauczyciel, w ogóle taki *father figure*.
Niestety zmarł tuż przed emeryturą, w związku z COVID-em… Jak się o tym dowiedziałem, to przez następny tydzień ledwo mogłem normalnie obsługiwać pacjentów w aptece i chodziłem co chwilę do magazynu, bo nie mogłem przestać płakać i miałem trudności z oddychaniem. Raz wieczorem zamknąłem się sam w aptece po zamknięciu i zacząłem głośno szlochać, żeby to z siebie wyrzucić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio go widziałem, nawet nie pochwaliłem się mu moją świetną pracą magisterską… Ale pojechałem na jego pogrzeb, bo tylko tak mógłbym się z nim pożegnać i wiedziałem, że żałowałbym do końca życia, gdybym tam nie pojechał.
Czułem z nim wyjątkową więź od samego początku, a na sam koniec dowiedziałem się, że urodziliśmy się dokładnie tego samego dnia, tyle że w odstępie 40 lat… Może jestem głupi, ale uważam, że właśnie między innymi dlatego czułem z nim jakąś szczególną więź emocjonalną. Po pogrzebie obiecałem mu (a może sobie?), że będę się dalej rozwijał, żeby był ze mnie dumny – i wywiązuję się z tej obietnicy. Chociaż nadal, mimo że minął ponad rok od pogrzebu, jak go wspominam to łzy same napływają do oczu…
Obudziłeś moje wspomnienia z gimnazjum 🥲
I dzisiaj miałem powtórkę tego samego tylko że z geografką.
Mój był/jest alkoholikiem.
Jasiu Różewicz i Waldemar Bielski, partnerzy w zbrodni.
Na pewno będę tęskniła za nauczycielami (nie wszystkimi) z mojej szkoły i paroma osobami z klasy.
Nasz dzisiaj zorganizował nam koncert pożegnalny, na którym grał na pianinie swoje ulubione utwory z lat 80 i 90, przy każdym tłumacząc, co go w nim urzekło. Przez 4 lata uczył nas z takim zapałem i zaangażowaniem, jakiego nie widziałem u nikogo. Wspaniały człowiek, nie zapomnę go nigdy
A ja kurwa nie, bo jak tylko się dowiedział, że będę pisał z niej mature to mnie ganiał po szkole, żebym zostawał na 8/9 z kilkoma innymi i się uczyli wzajemnie.
Prawie miałem nieklasyfikowane, bo zacząłem spierdalac z przedmiotu i unikać go jak tylko się da, żeby tylko mnie nie złapał
Powodzenia na maturach
A ja miałem na odwrót mój był najgorszym nauczycielem którego miałem.
Huhh… Mój nauczyciel historii był dramatyczny. Szczęśliwie byłem już tak ukształtowany, że nie był w stanie zabić mojej miłości do tej nauki i właśnie kończę pierwszy rok studiów magisterskich z historii i mam w perspektywie robienie doktoratu :>
Natomiast to, ile osób wyszło z jego zajęć z absolutną niechęcią do historii, lub gorzej, różnej maści traumami to niestety nie jest policzalne.
Szkoda, że nie znaliśmy jeszcze wtedy swoich praw :/
O, ale tęsknię za Polonistką. Fantastyczna kobieta 🙂
Nienawidziłem nauczycieli w podstawówce ale mój nauczyciel z angielskiego był najlepszym dorosłym jakiego znałem.
[removed]
Mój nauczyciel historii miał, jak to mawiał kolega- spodnie z koca gaśniczego. Rzeczywiście, były dziwne.
Gościu miał trochę geekowatą fryzurę i wąsika. Jak wykładał, składał charakterystycznie palce, robił 3 kroki w przód, trzy kroki w tył. Generalnie robili sobie z niego koledzy żarty. Ktoś mu kiedyś coś do kawy dolał, zapalniczką podgrzewali klamkę, by się oparzył, a bandyterka rzucała w niego śnieżkami. Innym razem urodziło się mu dziecko, dowiedział się o tym w trakcie klasówki, wtedy wyszedł, tak, wszyscy dostali piątki, a na moją klasę się wkurzył i powiedział coś w stylu, że “skończy się ten dzień dziecka”, co przeszło także do klasyki, także łatwo nie miał. Trochę robili z niego pośmiewisko.
Ale prawda była taka, że to był bardzo miły człowiek. Dość ciekawie uczył, zwłaszcza o czasach starożytnych, miał dobre serce, nie był złośliwy. Moim zdaniem nie zasłużył sobie na takie traktowanie i trochę mi go szkoda.
mój zapowiadał się świetnie a potem zaczął olewać przedmiot i zamiast historii uczył nas filmografii
Rel
Mój wychowawca w liceum też miał na imię Jacek, był nauczycielem historii i też przy okazji najlepszym nauczycielem, jakiego miałem… Aż jestem ciekaw, czy mówimy o tym samym Jacku. Nie jest też może wicedyrektorem szkoły?
Trudne matury? Partia rządząca potrzebuje ogłosić sukces przed wyborami i udowodnić wspaniałość swojego działania w tym całym zamieszaniu z usunięciem gimnazjów – nie ma opcji, że będą szczególnie trudne
Mój nauczyciel który przygotował mnie do matury był zajebistym człowiekiem
29 comments
Nie pozdrawiam mojego nauczyciela historii z liceum przez którego straciłem chęć do nauki tego przedmiotu i zjechałem z 6 w gimnazjum na 3 w liceum.
Napisz więcej o tym nauczycielu historii, bo teraz jestem ciekaw.
Od historii to nie, bo to debil był, ale typ od angielskiego, który był moim wychowawcą, to był super gość. Często się z nim kłóciłem, bo widział, jaką mam łatwość w angielskim i mnie zachęcał do nauki, a ja nie chciałem się uczyć na pamięć bzdurnych reguł i zasad gramatyki, skoro i tak mówiłem płynnie i bezbłędnie. Tym kłótniom jednak zawsze towarzyszyły przyjazne docinki z obu stron i uśmiech. Na koniec szkoły z ogromnym szacunkiem podaliśmy sobie ręce i się nawet bratersko przytuliliśmy. Niestety miałem okazję tylko raz go odwiedzić od zakończenia szkoły, tym bardziej że teraz mieszkam kilkaset km dalej, ale zawsze będę dobrze gościa wspominał.
Breaking Bad 2 – nauczyciel historii dorabia produkując fałszywe eksponaty historyczne, i podszywa się jako spadkobierca arystokracji.
W drugiej lub trzeciej klasie gimnazjum dostaliśmy nowego nauczyciela historii. Był wuefistą, więc myślałem, że będzie kiepski. Zdecydowanie okazał się jednym z najlepszym nauczycielów, jakich miałem. Miał wyraźną pasję do przedmiotu i nauczania. W liceum było już zdecydowanie gorzej. 🙁
Kurde z nauczycielami wfu i histirii w czasach gimnazjum bym normalnie na luzie piątke zbił i piwko wypił, ale od matematyki i polskiego to nie wiem, większość nauczycieli tych przedmiotów trafiła mi się nieco “agresywna”
Nauczyciele historii są zazwyczaj zajebiści
Ja miałam wspaniałego nauczyciela angielskiego. Niestety wszyscy zniknęli po zakończeniu roku i nie mogłam go znaleźć, żeby się pożegnać. A teraz mi smutno, bo wiem, że po usunięciu gimnazjów już w szkole nie pracuje. Na fejsbuku ma nawet, że potem był listonoszem, a żadnego obecnego miejsca pracy nie ma wpisanego (a jego historia tam to całe cv sobie wpisał xD).
Panie Arkadiuszu, mój zjebany nauczycielu historii w liceum, po 14 latach nadal naplułbym ci w ryj
Skoro nauczyciel chemii umie niebieską metę, to nauczyciel chemii umie totalitarne imperium?
Z ręką na sercu mogę powiedzieć że przez kilkanaście lat edukacji trafiłem na max 6 nauczycieli który byli zaangażowani, byli wręcz pasjonatami swoich przedmiotów, prowadzili zajęcia w ciekawy sposób który nie ograniczał się tylko do robienia notatek ale też interakcji z resztą klasy poprzez zabawy itp.
Ja miałem zajebistego nauczyciela na studiach, którego nigdy nie zapomnę…
To było na trzecim roku studiów, trafiłem szczęśliwym trafem do jego grupy na zajęciach laboratoryjnych. Cudowny człowiek, przecudowny, naprawdę. Miły, uprzejmy, wyrozumiały, na wejściówkach ustnych często podpowiadał, pomagał zrozumieć poszczególne zagadnienia, dokładnie prowadził seminaria przed kolokwiami, na zajęciach zawsze miał czas dla studentów (i na moje niekończące się pytania XD), poza zajęciami można było przyjść do niego bez zapowiedzi na krótką konsultację. Jak był ku temu powód, prawił studentom komplementy za dokładność itp. Wzorowy nauczyciel. Tym bardziej, że jak wróciłem na uczelnię po operacji na wyrostku, to machnął ręką na zwolnienie i powiedział, że jeśli będę się źle czuł, to mogę nie przychodzić na zajęcia i coś się wymyśli – podczas gdy w innych zakładach służbiści kazali mi odrabiać zajęcia, a jak nie mogłem czegoś odrobić to miałem po prostu punkty w plecy… On jedyny mnie rozumiał.
Miałem zamiar u niego pisać pracę magisterską, ale przez pierdolony remont wydziału musiałem poszukać czegoś innego i w końcu zrobiłem pracę magisterską w innym zakładzie. Niemniej jednak odkąd się poznaliśmy kłanialiśmy się sobie wzajemnie na korytarzu, czasami do niego wpadałem porozmawiać o czymś albo na konsultacje z zakresu innego przedmiotu… No mówię, wzorowy nauczyciel, w ogóle taki *father figure*.
Niestety zmarł tuż przed emeryturą, w związku z COVID-em… Jak się o tym dowiedziałem, to przez następny tydzień ledwo mogłem normalnie obsługiwać pacjentów w aptece i chodziłem co chwilę do magazynu, bo nie mogłem przestać płakać i miałem trudności z oddychaniem. Raz wieczorem zamknąłem się sam w aptece po zamknięciu i zacząłem głośno szlochać, żeby to z siebie wyrzucić. Nie pamiętam, kiedy ostatnio go widziałem, nawet nie pochwaliłem się mu moją świetną pracą magisterską… Ale pojechałem na jego pogrzeb, bo tylko tak mógłbym się z nim pożegnać i wiedziałem, że żałowałbym do końca życia, gdybym tam nie pojechał.
Czułem z nim wyjątkową więź od samego początku, a na sam koniec dowiedziałem się, że urodziliśmy się dokładnie tego samego dnia, tyle że w odstępie 40 lat… Może jestem głupi, ale uważam, że właśnie między innymi dlatego czułem z nim jakąś szczególną więź emocjonalną. Po pogrzebie obiecałem mu (a może sobie?), że będę się dalej rozwijał, żeby był ze mnie dumny – i wywiązuję się z tej obietnicy. Chociaż nadal, mimo że minął ponad rok od pogrzebu, jak go wspominam to łzy same napływają do oczu…
Obudziłeś moje wspomnienia z gimnazjum 🥲
I dzisiaj miałem powtórkę tego samego tylko że z geografką.
Mój był/jest alkoholikiem.
Jasiu Różewicz i Waldemar Bielski, partnerzy w zbrodni.
Na pewno będę tęskniła za nauczycielami (nie wszystkimi) z mojej szkoły i paroma osobami z klasy.
Nasz dzisiaj zorganizował nam koncert pożegnalny, na którym grał na pianinie swoje ulubione utwory z lat 80 i 90, przy każdym tłumacząc, co go w nim urzekło. Przez 4 lata uczył nas z takim zapałem i zaangażowaniem, jakiego nie widziałem u nikogo. Wspaniały człowiek, nie zapomnę go nigdy
A ja kurwa nie, bo jak tylko się dowiedział, że będę pisał z niej mature to mnie ganiał po szkole, żebym zostawał na 8/9 z kilkoma innymi i się uczyli wzajemnie.
Prawie miałem nieklasyfikowane, bo zacząłem spierdalac z przedmiotu i unikać go jak tylko się da, żeby tylko mnie nie złapał
Powodzenia na maturach
A ja miałem na odwrót mój był najgorszym nauczycielem którego miałem.
Huhh… Mój nauczyciel historii był dramatyczny. Szczęśliwie byłem już tak ukształtowany, że nie był w stanie zabić mojej miłości do tej nauki i właśnie kończę pierwszy rok studiów magisterskich z historii i mam w perspektywie robienie doktoratu :>
Natomiast to, ile osób wyszło z jego zajęć z absolutną niechęcią do historii, lub gorzej, różnej maści traumami to niestety nie jest policzalne.
Szkoda, że nie znaliśmy jeszcze wtedy swoich praw :/
O, ale tęsknię za Polonistką. Fantastyczna kobieta 🙂
Nienawidziłem nauczycieli w podstawówce ale mój nauczyciel z angielskiego był najlepszym dorosłym jakiego znałem.
[removed]
Mój nauczyciel historii miał, jak to mawiał kolega- spodnie z koca gaśniczego. Rzeczywiście, były dziwne.
Gościu miał trochę geekowatą fryzurę i wąsika. Jak wykładał, składał charakterystycznie palce, robił 3 kroki w przód, trzy kroki w tył. Generalnie robili sobie z niego koledzy żarty. Ktoś mu kiedyś coś do kawy dolał, zapalniczką podgrzewali klamkę, by się oparzył, a bandyterka rzucała w niego śnieżkami. Innym razem urodziło się mu dziecko, dowiedział się o tym w trakcie klasówki, wtedy wyszedł, tak, wszyscy dostali piątki, a na moją klasę się wkurzył i powiedział coś w stylu, że “skończy się ten dzień dziecka”, co przeszło także do klasyki, także łatwo nie miał. Trochę robili z niego pośmiewisko.
Ale prawda była taka, że to był bardzo miły człowiek. Dość ciekawie uczył, zwłaszcza o czasach starożytnych, miał dobre serce, nie był złośliwy. Moim zdaniem nie zasłużył sobie na takie traktowanie i trochę mi go szkoda.
mój zapowiadał się świetnie a potem zaczął olewać przedmiot i zamiast historii uczył nas filmografii
Rel
Mój wychowawca w liceum też miał na imię Jacek, był nauczycielem historii i też przy okazji najlepszym nauczycielem, jakiego miałem… Aż jestem ciekaw, czy mówimy o tym samym Jacku. Nie jest też może wicedyrektorem szkoły?
Trudne matury? Partia rządząca potrzebuje ogłosić sukces przed wyborami i udowodnić wspaniałość swojego działania w tym całym zamieszaniu z usunięciem gimnazjów – nie ma opcji, że będą szczególnie trudne
Mój nauczyciel który przygotował mnie do matury był zajebistym człowiekiem