Jeden z niewielu razy jak się z nim zgadzam

34 comments
  1. No ale skąd mieli wiedzieć, że te krzyki to od katowania, a nie od zwykłego tradycyjnego wychowania w duchu szacunku do patriarchy i jego pasa?

  2. A ja się nie zgadzam, bo to populistyczne pierdolenie, najtańsza karta którą można zagrać przy podobnych sytuacjach. Owszem, sąsiedzi słyszeli, zgłaszali, zawiodły jednostki publiczne. Co jeszcze mieli zrobić, iść profilaktycznie wpierdolić ojczymowi, a potem tłumaczyć się w sądzie? Chętnie usłyszę konkretne rozwiązania co jeszcze można zrobić w przypadku przemocy domowej za ścianą.

  3. Ludzie nagle odkrywają jak wygląda wiele polskich domów. I tak nie będzie zmian mogących zapobiec takim zdarzeniom w przyszłości, przecież takie rzeczy przytrafiają się regularnie i nic się nie dzieje.

  4. Jak moja 3 letnia siostra krzyczy, bo jej się każe cokolwiek zrobić albo leki dać, na czwartym piętrze, to ją na parterze słychać jak po wynoszeniu śmieciami wracam.

  5. Wiecie co mnie najbardziej wkurwia w tym wszystkim? Że takie rzeczy dzieją się codziennie i potrzeba faktycznie dobrze rozdmuchanej medialnie śmierci dziecka, żeby oko opinii publicznej leniwie zwróciło się na chwilę w tym kierunku.

    Prokurator generalny, różne ważne szychy, dziennikarze, komentatorzy itp. wyrażą do kamery wyrazy oburzenia, bo to łatwy temat, przy którym można sobie łatwo zgarnąć jakieś strzępy poparcia politycznego lub klików – dla każdego coś miłego i za parę dni już nikt o tym nie będzie pamiętał.

    Przy okazji typowa dla Polski (ale pewnie też dla całego świata) obsesja szukania winnego z jednoczesnym brakiem jakichkolwiek działań potem i wniosków. Najważniejsze to znaleźć kto jest winny (i dlaczego nie ja), jak się znajdzie to sprawa pozamiatana i można się rozejść. Winna policja? Winny sąd? Winna opieka społeczna? Winni sąsiedzi? Winny kościół? Winny Tusk? Winny PiS?

    No, kliki się wyklikały, głowa polityka wyrażająca oburzenie pokazała się wyborcom, wpisy na tłiterku poszły, winni znalezieni, jeddziemy z następnym tematem.

    Podczas gdy JEDYNA naprawdę ważna kwestia czyli “co zrobić, żeby w innych podobnych przypadkach, których w momencie gdy to piszę, jest całe multum, wszystko potoczyło się inaczej” kompletnie nikogo nie interesuje. Bo to są w chuj nudne tematy i nikomu nie chce się czytać, słuchać i dyskutować o konkretnych pomysłach na zreformowanie systemu pomocy w takich sprawach, analizować przyczyny niskiej zgłaszalności, wypracowywać konkretne rozwiązania itp. Nudy, więc klików nie będzie – media odpadają. Dużo pracy, mało rozgłosu – politycy i celebryci twitterowi odpadają. A poza tym to drogo, dajcie spokój. Najlepiej poczekać, aż ktoś skatuje kolejne dziecko do śmierci i wtedy znowu będzie można wyłapać 5 minut czasu antenowego na wyrażaniu oburzenia.

    Zdaję sobie sprawę, że piszę truizmy to raz, a dwa, że po części sam jestem częścią problemu, bo też jedyne co robię to zżymam się na Reddicie zamiast próbować coś realnie zmienić w świecie, ale cóż…

  6. Nikogo nie bronię, ale to jest strasznie upraszczanie sprawy. Czasem ofiary cierpią po cichu.

    >Dźwięków… nie słyszał nikt?

    Przez takie myślenie potem są durne wyroki w stylu “to nie był gwałt, bo nie krzyczała”.

    Czasem usłyszysz jakieś krzyki i w sumie nie wiesz co to, czy dzieci się po prostu bawią i ktoś się uderzył. Czasem masz za sąsiada dziecko autystyczne, które krzyczy prawie non stop. Mam wzywać policję za każdym razem kiedy ktoś płacze za ścianą?

    Sam chodziłem kilka tygodni z poharataną twarzą i podbitym okiem, bo miałem wypadek na rowerze. Też ktoś mógłby wezwać policję, bo wyglądałem paskudnie.

    Sytuacje gdzie jednoznacznie wiadomo, że coś się dzieje są rzadkie i wcale nie takie proste do zauważenia przez sąsiadów których kontakt ogranicza się do “dzień dobry”.

    Jak ktoś zauważył i zgłosił, to chwała mu za to. Jak nie zauważył, to nie można go obarczać winą. Ale jak ktoś wiedział co się dzieje i nic z tym nie zrobił, to wtedy zasłużył na potępienie i karę.

    No, ale żeby się Lis nie zdziwił, jak podobna sprawa kiedyś wyjdzie na jego klatce i wtedy będzie się tłumaczył, że on nic nie słyszał, nic nie widział, on myślał, że to tylko ogon psa.

  7. Zwykla ludzka obojetosc zabila tego chlopca, nie system. Nie ma co ukrywac, ze czesc ludzi skupiona jest na sobie, swoim zyciu i swoim jestestwie.

  8. Krew mnie zalewa jak widzę komentarze typu “czasem słychać krzyki, ale w sumie nie wiadomo z jakiego powodu”.

    Jest różnica pomiędzy krzykami dziecka, które płacze o zabawkę a dziecka, które jest maltretowane.

    Jeśli jesteś bezpośrednim sąsiadem to nie wierzę, że nie potrafisz usłyszeć kiedy w mieszkaniu za przeciętnej grubości ścianą została przekroczona granica “typowych, nieszkodliwych krzyków”.

  9. Zgłaszanie zwykle też nic nie daje. Mieszkała nade mną kobieta, której dziecko wiecznie ryczało jak zarzynane zwierzę, były wrzaski, bieganina, tupanina, trzaskanie drzwiami, tępe odgłosy przypominające bicie, nierzadko działo się to w nocy. Dzwoniłem na psy kilka razy i ani razu się nie pofatygowali.

    Taki kraj, taki system. Takie rzeczy dzieją się codziennie w wielu domach i nikt na to nie reaguje, bo ludzie się boją, nie chcą się mieszać, a może myślą, że dziecko jest po prostu niegrzeczne, a wrzaski to przejaw dziecięcego wybuchu emocji. Dopiero jak jakaś sprawa staje się medialna, bo ktoś może na tym zarobić klikami to jest sraczka, ludzie zaczynają o tym gadać, ale wtedy zwykle dla dziecka jest już za późno.

    Nieważne co te wbite w garniaki złamasy z Wiejskiej gadają. Moim zdaniem nic się nie zmieni. Kurz sprawy Kamila opadnie i za chwilę wszyscy o tym zapomną, a proceder znęcania się nad dziećmi będzie trwać w najlepsze. A za rok, półtora znowu usłyszymy o skatowaniu Adasia, Michałka, Karolinki, whatevs i znowu będzie medialna sraczka, polityczne deklaracje, bicie piany, i znów, moim zdaniem do przemian mających zabezpieczyć najmłodszych przed ich własnymi patologicznymi rodzinami nie dojdzie.

    Zdaję sobie sprawę, że to będzie kropla w morzu problemu, ale jeśli na przykład taki MOPS musi się zapowiadać z kontrolą u rodziny, gdzie istnieje podejrzenie występowania przemocy to jaki sens takiej kontroli? Przyjdą o umówionej porze, zastaną dobrze ubrane dziecko, chatę posprzątaną na błysk, trzeźwych rodziców, innymi słowy ujrzą aktorów i scenografię, a nie prawdziwe życie, walną pieczątką, że wszystko dobrze i pójdą do domu.

    Imo Lis żyje chyba w jakiejś utopii. Na sąsiadów nie ma co liczyć za bardzo. To już nie są te czasy, jak w latach 90., kiedy dorastałem. Nasz blok z wielkiej płyty miał 10 pięter i 7 klatek. Na każdym piętrze w każdej klatce były dwa mieszkania. I w promieniu 3-4 klatek wszyscy się znali z imienia i nazwiska, każdy wiedział lub przynajmniej orientował się, kto gdzie mieszka, gdzie pracuje, które są jego dzieci. Lekarz z mojej klatki na schodach reanimował mojego rówieśnika, którego zmiażdżyła ciężarówka dostawcza, a ta tragedia dotknęła wszystkich mieszkańców osiedla – takie były czasy, ludzie jakoś bardziej dbali o siebie nawzajem.

    Teraz to ja nawet nie wiem, jak ma na imię sąsiad, który mieszka naprzeciwko mnie od pięciu lat. Bo ludzie żyją obok siebie, ale jakby się nie widzą, każdy ma swoje sprawy, swoje życie i niechętnie angażuje się w sprawy innych ludzi. A co dopiero zaangażować się w niewygodny problem jakim jest przemoc domowa.

  10. Znieczulica myślę, że nie.
    Po prostu ludzie nie chca się wtrącać do czyjegoś życia i na odwrót, aby ktoś się wtrącał w ich życie.
    Przecież jakby ludzie interwieniowali to by też mieli kłopoty no. Od tego ojczyma. Wola się nie wychylać.

    Śmierć tego chłopca nic nie zmieni. Nadal w takich przypadkach dzieci będą umierać.

  11. Ciekawe ile osób, które teraz się tak oburzają i udają szok, zareagowało w swoim życiu na podejrzane dźwięki z okolicy.

  12. Znaczy sie trochę się zgadzam ale trochę nie. Kazdy kto kiedyś mieszkał w bloku z betonowej płyty albo w kamienicy wie ze klatki schodowe są jak wzmacniacz. Będziesz słyszał każdy krok na parterze nawet jak mieszkasz na 3 pietrze, ale ściany między mieszkaniami są tak grube ze chuja słychać. Dopiero jak ktoś zacznie wiercić w niedziele o 7 rano to usłyszysz kochanego sąsiada

  13. Tak się składa, ze mieszkałem jakieś 10 minut od ulicy na której miało to miejsce i nic dziwnego, że nikt nie reagował skoro niestety jest to jedna jedyna taka patologiczna ulica na tej dzielnicy i sąsiedzi nie lepsi niestety i albo mieli to w dupie albo najebani. Takie realia chujowe.

  14. A ja tak przewrotnie napiszę, bo T.Lis i jemu podobni, gdy się mówi głośno o problemie alkoholizmu w rodzinach, który prowadzi prosto do przemocy (oprawca tutaj też pił) i chce się mocnych ograniczeń co do reklamy piwa, dostepności, ceny, to Ci wszyscy wolnościowcy krzyczą KOMUNA!

    Jest to udowodnione, że niższa dostępnośc alkoholu, obniża spożycie (nie mylcie tego z całkowitym usunięciem problemu alkoholizmu). Litwa, która króluje w rankingach spożywania alkoholu, podjęła już nawet takie działania. Więc chyba coś jest na rzeczy.

    Alkoholizm w Polsce to kolejna cegiełka do przemocy w rodzinie. Z powody alkoholu cierpi nie tylko alkoholik, ale całe otoczenie. Gdy gdziekolwiek jest dyskusja o walce z ta patologią picia i kulturą picia, jest masa głosów przeciwko.

    I nie, Norwegia (jak ją lubią tutaj przywływac) wcale nie króluje w rankingach spożycia alkoholu. Więc i tam jakoś to działa. A melin chyba nie ma na każdym rogu.

  15. W mojej kamienicy mamy 10 mieszkań i mamy wspólnotę mieszkaniową, wiec wszyscy sasiedzi się doskonale znamy. Gdy ktoś wyjdzie do piwnicy po coś, albo bąka puści na klatce schodowej to wszyscy wszystko wiedzą. Natomiast gdy sąsiadka kiedyś wchodząc po schodach spadła z samej góry na sam dół na pół piętro, straciła przytomność i jebła tak głośno, że słyszałem to nawet ze słuchawkami na uszach i głośną muzyką, to kurwa nikt nie wyszedł by sprawdzić co się stało tylko ja.
    Jebana hipokryzja, jak coś się właśnie dzieje poważnego to wszyscy udają, że nic nie słyszą.

  16. nazywa się to bystander effect czyli w skrócie czym więcej ludzi wokół tym większa szansa że uznamy że “ktoś inny napewno pomoże” co zmiejsza prawdopodobieństwo naszej pomocy. dlatego n.p. zazwyczaj nikt nie pomaga osobie bezdomnej która się przewroci w środku miasta

    p.s. nie próbuje usprawiedliwiać niczyich czynów, tylko dodać do dyskusji

  17. Ale “Klaps nie zostawia wielkiego śladu.Trzeba odróżnić, czym jest klaps, a czym jest bicie” – rzecznik praw dziecka Mikołaj Pawlak.

    Przemoc zaczyna się od czegoś niewielkiego, na przykład jednego, małego klapsa. A gdy jeden mały nie pomaga, to może pomogą dwa małe, albo jeden większy… W końcu dziecko przestaje płakać, hałasować, przeszkadzać, wchodzić w drogę, żyć.

  18. Jak zwykle nikt nic nie widział, nie słyszał a i jeszcze przecież tacy kulturalni pewnie byli na klatce dzień dobry mówili.

  19. Większość ludzi nie lubi mieszać się w takie “problemy”, co jest smutne. Więc zapewne ignorowali.

  20. Jak krzyczę wkurwiony grając w grę to cała kamienica mnie słyszy, więc innego katowanego dziecka już nikt nie słyszy? No, kurwa. Oczywiście, że wszyscy słyszą, ale i tak to ignorują.

Leave a Reply