>Warto przy tym wziąć poprawkę na fakt, że oba wskaźniki mierzą trochę co innego. Indeks FAO odzwierciedla zmiany giełdowych notowań surowców rolnych: zbóż, nabiału, mięsa, cukru i tłuszczów. Mówimy tu więc o towarach nieprzetworzonych (albo słabo przetworzonych) i sprzedawanych w hurcie. Natomiast GUS mierzy ceny artykułów spożywczych w sklepach. Mamy tam więc głównie żywność przetworzoną oraz towary niemieszczące się w indeksie FAO (np. owoce, warzywa, ryby, etc.).
>Zasadnicza różnica polega też na tym, że ceny na sklepowych półkach obejmują także wzrost płac, energii, transportu, opakowań i wiele innych czynników, w tym także marże detalistów i hurtowników.
Ceny nie spadają, spada wartość pieniądza.
Deflacja jest tylko gdy w gospodarce dzieje się coś strasznie dziwnego i nie jest pożądana bo wywołuje jeszcze większy kryzys.
Powiedziałbym, że jesteśmy w dupie, ale znacznie trafniej będzie powiedzieć, że jesteśmy w PISie.
Bo Polacy lubia byc ruchani, jak drogie to dobre…
A to nie tak że potrzeba czasu by te spadki przełożyły się na ceny w sklepie? Jak ktoś wyprodukował po cenach x to nie może nagle obniżyć marzy w sklepie bo będzie stratny. Pewnie potrzeba kilku miesięcy by odczuć takie zmiany
Chronią nas przed szokiem cenowym. Legitna strategia wypróbowana być przez Orlen.
6 comments
Z artykułu:
>Warto przy tym wziąć poprawkę na fakt, że oba wskaźniki mierzą trochę co innego. Indeks FAO odzwierciedla zmiany giełdowych notowań surowców rolnych: zbóż, nabiału, mięsa, cukru i tłuszczów. Mówimy tu więc o towarach nieprzetworzonych (albo słabo przetworzonych) i sprzedawanych w hurcie. Natomiast GUS mierzy ceny artykułów spożywczych w sklepach. Mamy tam więc głównie żywność przetworzoną oraz towary niemieszczące się w indeksie FAO (np. owoce, warzywa, ryby, etc.).
>Zasadnicza różnica polega też na tym, że ceny na sklepowych półkach obejmują także wzrost płac, energii, transportu, opakowań i wiele innych czynników, w tym także marże detalistów i hurtowników.
Ceny nie spadają, spada wartość pieniądza.
Deflacja jest tylko gdy w gospodarce dzieje się coś strasznie dziwnego i nie jest pożądana bo wywołuje jeszcze większy kryzys.
Powiedziałbym, że jesteśmy w dupie, ale znacznie trafniej będzie powiedzieć, że jesteśmy w PISie.
Bo Polacy lubia byc ruchani, jak drogie to dobre…
A to nie tak że potrzeba czasu by te spadki przełożyły się na ceny w sklepie? Jak ktoś wyprodukował po cenach x to nie może nagle obniżyć marzy w sklepie bo będzie stratny. Pewnie potrzeba kilku miesięcy by odczuć takie zmiany
Chronią nas przed szokiem cenowym. Legitna strategia wypróbowana być przez Orlen.