Do dzisiaj mam PTSD od tego. Jeszcze z 10 lat temu były używane na podmiejskich liniach. Normalnie choroba lokomocyjna gwarantowana.
Nigdy nie zrozumiem pasjonatów autobusów i pociągów ekscytujących się tymi starymi rozklekotanymi wrakami. Pokazywanie czegoś takiego na linii turystycznej to obciach dla miasta. Pamiętam jak jeździłem do szkoły linią aglomeracyjną trochę nowszym autobusem marki Scania i to było okropne doświadczenie, był okropnie głośny, zniszczony w środku i śmierdział niemiłosiernie. Miejsce tych wszystkich “klasyków” środków transportu zbiorowego jest na złomie.
Ale bym się przejechał takim przegubowcem na N37
Jak zobaczyłem to zdjęcie to poczułem smród spalin.
Złote fele – powodzi się w tej Warszawce.
Po co to puszczają ulicami, kiedyś jak przechodziłem koło dwóch ogórków w mieście to myślałem, że się uduszę. Fest mi sentymenty.
Łe, to świeżynka z automatem, drzwiami skrzydłowymi i czystym silnikiem.
Kiedyś głowa mi utknęła w tych pojebanych drzwiach. Kierowca się zorientował i w porę otworzył. Gość na wózku kiedyś w zimie wjeżdżał i te jebańce też się zamknęły, gość spadł, wózek pojechał.
Dobrze, że puszczają je czasem ku przestrodze. Kto tęskni za nimi, nigdy nie jechał w zimie w dziurawym przegubie stojąc po kostki w błocie pośniegowym. Albo latem na tych paskudnych czerwonych, skajowych siedzeniach śmierdzących potem i z wyłażącą gąbką. Powyżej 30 km/h dosłownie wszystkie części się tłukły, a nocą nie groziło przespanie przystanku, tylko raczej siniak na głowie, jeśli ją się o szybę oparło.
Ja dzisiaj widziałem Jelcza, tego kanciatego. Byłoby jeszcze bardziej historycznie, gdyby był biały tam gdzie żółty.
Nice
Nie pamiętam czy to był stary autosan czy ikarus, ale przykładając głowę do szyby można było się stać ludzkim wibratorem.
Jak się stało na samym końcu przegubowego i jechał trochę szybciej po wybojach to można było poczuć stan nieważkości.
>Toż to perła z lamusa, pokoleń ogniwo, spoiwo. O dziwo chodzi do dziś i budzi ludzi podziw…
14 comments
Do dzisiaj mam PTSD od tego. Jeszcze z 10 lat temu były używane na podmiejskich liniach. Normalnie choroba lokomocyjna gwarantowana.
Nigdy nie zrozumiem pasjonatów autobusów i pociągów ekscytujących się tymi starymi rozklekotanymi wrakami. Pokazywanie czegoś takiego na linii turystycznej to obciach dla miasta. Pamiętam jak jeździłem do szkoły linią aglomeracyjną trochę nowszym autobusem marki Scania i to było okropne doświadczenie, był okropnie głośny, zniszczony w środku i śmierdział niemiłosiernie. Miejsce tych wszystkich “klasyków” środków transportu zbiorowego jest na złomie.
Ale bym się przejechał takim przegubowcem na N37
Jak zobaczyłem to zdjęcie to poczułem smród spalin.
Złote fele – powodzi się w tej Warszawce.
Po co to puszczają ulicami, kiedyś jak przechodziłem koło dwóch ogórków w mieście to myślałem, że się uduszę. Fest mi sentymenty.
Łe, to świeżynka z automatem, drzwiami skrzydłowymi i czystym silnikiem.
Kiedyś głowa mi utknęła w tych pojebanych drzwiach. Kierowca się zorientował i w porę otworzył. Gość na wózku kiedyś w zimie wjeżdżał i te jebańce też się zamknęły, gość spadł, wózek pojechał.
Dobrze, że puszczają je czasem ku przestrodze. Kto tęskni za nimi, nigdy nie jechał w zimie w dziurawym przegubie stojąc po kostki w błocie pośniegowym. Albo latem na tych paskudnych czerwonych, skajowych siedzeniach śmierdzących potem i z wyłażącą gąbką. Powyżej 30 km/h dosłownie wszystkie części się tłukły, a nocą nie groziło przespanie przystanku, tylko raczej siniak na głowie, jeśli ją się o szybę oparło.
Ja dzisiaj widziałem Jelcza, tego kanciatego. Byłoby jeszcze bardziej historycznie, gdyby był biały tam gdzie żółty.
Nice
Nie pamiętam czy to był stary autosan czy ikarus, ale przykładając głowę do szyby można było się stać ludzkim wibratorem.
Jak się stało na samym końcu przegubowego i jechał trochę szybciej po wybojach to można było poczuć stan nieważkości.
>Toż to perła z lamusa, pokoleń ogniwo, spoiwo. O dziwo chodzi do dziś i budzi ludzi podziw…