Ikarus 260 na lini turystycznej w Warszawie

14 comments
  1. Do dzisiaj mam PTSD od tego. Jeszcze z 10 lat temu były używane na podmiejskich liniach. Normalnie choroba lokomocyjna gwarantowana.

  2. Nigdy nie zrozumiem pasjonatów autobusów i pociągów ekscytujących się tymi starymi rozklekotanymi wrakami. Pokazywanie czegoś takiego na linii turystycznej to obciach dla miasta. Pamiętam jak jeździłem do szkoły linią aglomeracyjną trochę nowszym autobusem marki Scania i to było okropne doświadczenie, był okropnie głośny, zniszczony w środku i śmierdział niemiłosiernie. Miejsce tych wszystkich “klasyków” środków transportu zbiorowego jest na złomie.

  3. Po co to puszczają ulicami, kiedyś jak przechodziłem koło dwóch ogórków w mieście to myślałem, że się uduszę. Fest mi sentymenty.

  4. Kiedyś głowa mi utknęła w tych pojebanych drzwiach. Kierowca się zorientował i w porę otworzył. Gość na wózku kiedyś w zimie wjeżdżał i te jebańce też się zamknęły, gość spadł, wózek pojechał.

  5. Dobrze, że puszczają je czasem ku przestrodze. Kto tęskni za nimi, nigdy nie jechał w zimie w dziurawym przegubie stojąc po kostki w błocie pośniegowym. Albo latem na tych paskudnych czerwonych, skajowych siedzeniach śmierdzących potem i z wyłażącą gąbką. Powyżej 30 km/h dosłownie wszystkie części się tłukły, a nocą nie groziło przespanie przystanku, tylko raczej siniak na głowie, jeśli ją się o szybę oparło.

  6. Ja dzisiaj widziałem Jelcza, tego kanciatego. Byłoby jeszcze bardziej historycznie, gdyby był biały tam gdzie żółty.

  7. Nie pamiętam czy to był stary autosan czy ikarus, ale przykładając głowę do szyby można było się stać ludzkim wibratorem.

  8. Jak się stało na samym końcu przegubowego i jechał trochę szybciej po wybojach to można było poczuć stan nieważkości.

  9. >Toż to perła z lamusa, pokoleń ogniwo, spoiwo. O dziwo chodzi do dziś i budzi ludzi podziw…

Leave a Reply