Imo to, że ludzie chcą czytać Blankę Lipińską znaczy, że jest lepszą pisarką, niż to co ludzie nie chcą czytać
pTerry zrobił więcej dla rozwoju mojej nastoletniej empatii niż wszyscy pozytywistyczni autorzy razem wzięci.
Czytajcie dla swojej rozrywki i miejcie w dupie co piszą/mówią inni.
Takie dyskusje są imo bez sensu. Osobiście uwazam, że to jest tylko rozrywka.
Lament, że ludzie nie czytają ‘kanonu’ wychodzi od osób które w niego wierzą lub nie rozumieją jak on powstaje. Otóż, kanon, czy to w podstawówce, czy w liceum, czy na studiach, jest wybierany przez dokładnie te same stare próchna które wybierały go rok temu i 10 lat temu. Czasami towarzyszą im młode i dynamiczne osoby (no, jak na Akademie, tak powiedzmy 40-45 lat najmniej bo zrobienie profesury chwilę trwa) które dostały dostęp do takich decyzji bo… już wierzą w to, że kanon powinien przekazywać określone wartości. Blanka napisała książkę dla hajsu, a nie głębokich przeżyć? No spoko, Sienkiewicz i Fritzgerald też wydawali swoje rzeczy w gazetach bo jedną z ich pasji była możliwość spania pod dachem i kupienia kartek do pisania.
Imo nie powinniśmy w ogóle rozpatrywać ksiażek w taki sposób. Czytałem na przykład zmierzch i było na prawdę spoko. Nie wiem ile w tym skilla autorki a ile tłumaczy, ale czytało sie lekko, szybko i przyjemnie. Więc walory artystyczne jakieś tam ma, po prostu fabuła brzmi jakbym zajrzał na wattpada kilkanaście lat temu. Jednak czy uważam ją za ksiażkę lepszą od biegunów do których masturbuje sie połowa wykładowców na polonistyce? No raczej tak, bo biegunów nie da się czytać.
Jednak jest to tylko moja opinia, ktoś moze mieć całkowicie odwrotne podejście i też mieć rację. Po prostu książki nie da się ocenić inaczej niż subiektywnie, bo obiektywne standardy nie istnieją, są w 100% wymyślone żeby można było praktykować circlejerk akademicki.
(Pisze to z perspektywy magistra anglistyki, specjalność nauczycielska, obie prace pisałem o literaturze, bo palenie głupa z tego przedmiotu przychodziło mi z wielką łatwością, wystarczyło tylko trzepać do tego, że ~~mickiewicz~~ Joyce wielkim autorem był bo wielkim autorem był)
​
Dodatkowo, te płacze, że 10% tylko czyta. To nie jest prawda, po prostu metryka jakiej tutaj się używa ma już ładne kilkadziesiąt lat. Wtedy nie było internetu, nie było artykułów na internecie, nie było podcastów, nie było [12h filmików na yt o tym czemu oblivion jest zajebisty](https://www.youtube.com/watch?v=T-otpq6oI2Q), nie było komiksów tak popularnych jak teraz, nie było mang, visual novelek, gier, można wymieniać. W dzisiejszych czasach pochłaniamy najwięcej rozwijającego contentu w dziejach, płacz jest tylko dlatego, że Gąbrowicz przegrywa z Geraltem
​
EDIT: Jakbym miał dawać jakąś receptę, to lektur powinno być znacznie mniej, niech będzie, że jakieś tam ‘klasyki’ zostaną, ale to po ksiażce na epokę. A do tego dorzucić pięć (jedna na dwa miesiące) dowolnych książek, mogłoby to być realizowane w wolnej formie, lub w okresach tematycznych, raz kryminał i każdy czyta i nie było juz nikogo bo to pierwszy pick z brzega, raz horror i każdy ogarnia lovecrafta, plus cieszy sie, że jego kot miał fajne imie, etc. Tyle, że no to niestety wymaga effortu od nauczycieli którzy by nie mogli co roku odklepywać tych samych scenariuszy zajęć
Mądry artykuł. Ostatnio czytając Wilka Stepowego miałam rozkminę, że bardzo się cieszę, że nie wzięłam się za to jako nastolatka. Pewnie bym się tym zachwycała, a obecnie widzę, jakie to “dzieło” to nadmuchane, infantylne gówno napisane przez człowieka, który zbudował całą swoją tożsamość na poczuciu wyższości dobrze opisanym w artykule. Oczekiwałam traktatu filozoficznego, a dostałam fanfic starego, chorego psychicznie dziada o relacji z manic pixie dream girl XDDD Obowiązkowe ✨being sad doesn’t make you special✨
Ja czytam mnóstwo książek. Ale to niemal zawsze jest beletrystyka: fantasy, horror, sf. Dla mnie literatura jest odskocznią od rzeczywistości, rozrywką.
Nikt mi nie wmówi, że jak przeczytam 100 książek filozoficznych albo 50 biografii, to stanę się mądrzejszy. Wystarczająco długo żyję na tym świecie, aby wiedzieć, że mądrość, wiedza i inteligencja to zupełnie różne rzeczy, które nie zawsze wynikają z siebie.
A ja tam od początku podstawówki do końca gimnazjum nie przeczytałam ani jednej książki. Przyznaję się do tego z zupełnym luzem. Pamiętam, że były dwa miesiące na przeczytanie “W pustyni i w puszczy”. Mama codziennie mi truła, czy przeczytane. To znalazłam sposób na to. Brałam tę nieszczęsną książkę, z trudem powstrzymywałam odruch wymiotny, po czym kładłam się na łóżku z otwartą książka, a między kartkami miałam schowane Tamagotchi i sobie pykałam. Czytanie mnie niesamowicie nudziło. Chodziłam z koleżanką do miejskiej biblioteki, gdzie ona zawsze wybierała sobie mnóstwo książek z działu “dla młodzieży”. Czytała potem z wypiekami na twarzy te historie o jakiejś Ani czy innej Kasi, której rodzice się rozwiedli, więc ona była zła na tatę, a potem poszła do szkoły i tam poznała przystojnego Tomka z 3c i się w nim zakochała. Ja bym umarła, jakbym musiała coś takiego przeczytać. I szczerze się zastanawiałam, co jest ze mną nie tak. Pytałam siebie – czy ja jestem jakaś głupia? Już wtedy w telewizji bębnili, że Polacy nie czytają książek i to powód do wstydu.
Dopiero w liceum trafiłam w kanonie lektur na książkę, która mnie zaciekawiła, i tak rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem. To była książka “Mistrz i Małgorzata” (do dziś kocham). Potem w sumie czytałam wszystkie lektury w liceum jak leci, bo chciałam zrozumieć epoki literackie. Czytanie służy mi do zdobywania informacji. Czytam dużo, ale nie mam pojęcia, jakie książki fabularne są aktualnie na topie. Wolę te naukowe, popularnonaukowe, literaturę faktu. I dobrze mi z tym. Jakby mi szef teraz kazał “W pustyni i w puszczy” czytać, to bym między kartkami kitrała smartfona i sobie pykała.
Kim są ci “my”, którzy chcieliby aby Polacy czytali inne książki?
Z filmami jest podobnie. Lament, że ludzie oglądają dla rozrywki kino rozrywkowe, nie do końca to mądre, ambitne i artystyczne. Słuchać też należy tego, co jest powszechnie szanowane (dodatkowe punkty jeśli nikt artysty nie zna), a nie co wpadnie w ucho. Chociaż może dla części zacnego środowiska samo sprowadzenie czytania do funkcji rozrywkowej jest degradujące…
Parafrazując: nic tak nie zniechęca młodego człowieka do czytania jak lektury.
Nie ma żadnego kanonu ludzkiej wiedzy, niech każdy czyta co chce.
Jak to kanon lektur Gałkiewicza nie zachwyca, jak ja Galkiewiczowi mówię, że go zachwyca?
12 comments
Imo to, że ludzie chcą czytać Blankę Lipińską znaczy, że jest lepszą pisarką, niż to co ludzie nie chcą czytać
pTerry zrobił więcej dla rozwoju mojej nastoletniej empatii niż wszyscy pozytywistyczni autorzy razem wzięci.
Czytajcie dla swojej rozrywki i miejcie w dupie co piszą/mówią inni.
Takie dyskusje są imo bez sensu. Osobiście uwazam, że to jest tylko rozrywka.
Lament, że ludzie nie czytają ‘kanonu’ wychodzi od osób które w niego wierzą lub nie rozumieją jak on powstaje. Otóż, kanon, czy to w podstawówce, czy w liceum, czy na studiach, jest wybierany przez dokładnie te same stare próchna które wybierały go rok temu i 10 lat temu. Czasami towarzyszą im młode i dynamiczne osoby (no, jak na Akademie, tak powiedzmy 40-45 lat najmniej bo zrobienie profesury chwilę trwa) które dostały dostęp do takich decyzji bo… już wierzą w to, że kanon powinien przekazywać określone wartości. Blanka napisała książkę dla hajsu, a nie głębokich przeżyć? No spoko, Sienkiewicz i Fritzgerald też wydawali swoje rzeczy w gazetach bo jedną z ich pasji była możliwość spania pod dachem i kupienia kartek do pisania.
Imo nie powinniśmy w ogóle rozpatrywać ksiażek w taki sposób. Czytałem na przykład zmierzch i było na prawdę spoko. Nie wiem ile w tym skilla autorki a ile tłumaczy, ale czytało sie lekko, szybko i przyjemnie. Więc walory artystyczne jakieś tam ma, po prostu fabuła brzmi jakbym zajrzał na wattpada kilkanaście lat temu. Jednak czy uważam ją za ksiażkę lepszą od biegunów do których masturbuje sie połowa wykładowców na polonistyce? No raczej tak, bo biegunów nie da się czytać.
Jednak jest to tylko moja opinia, ktoś moze mieć całkowicie odwrotne podejście i też mieć rację. Po prostu książki nie da się ocenić inaczej niż subiektywnie, bo obiektywne standardy nie istnieją, są w 100% wymyślone żeby można było praktykować circlejerk akademicki.
(Pisze to z perspektywy magistra anglistyki, specjalność nauczycielska, obie prace pisałem o literaturze, bo palenie głupa z tego przedmiotu przychodziło mi z wielką łatwością, wystarczyło tylko trzepać do tego, że ~~mickiewicz~~ Joyce wielkim autorem był bo wielkim autorem był)
​
Dodatkowo, te płacze, że 10% tylko czyta. To nie jest prawda, po prostu metryka jakiej tutaj się używa ma już ładne kilkadziesiąt lat. Wtedy nie było internetu, nie było artykułów na internecie, nie było podcastów, nie było [12h filmików na yt o tym czemu oblivion jest zajebisty](https://www.youtube.com/watch?v=T-otpq6oI2Q), nie było komiksów tak popularnych jak teraz, nie było mang, visual novelek, gier, można wymieniać. W dzisiejszych czasach pochłaniamy najwięcej rozwijającego contentu w dziejach, płacz jest tylko dlatego, że Gąbrowicz przegrywa z Geraltem
​
EDIT: Jakbym miał dawać jakąś receptę, to lektur powinno być znacznie mniej, niech będzie, że jakieś tam ‘klasyki’ zostaną, ale to po ksiażce na epokę. A do tego dorzucić pięć (jedna na dwa miesiące) dowolnych książek, mogłoby to być realizowane w wolnej formie, lub w okresach tematycznych, raz kryminał i każdy czyta i nie było juz nikogo bo to pierwszy pick z brzega, raz horror i każdy ogarnia lovecrafta, plus cieszy sie, że jego kot miał fajne imie, etc. Tyle, że no to niestety wymaga effortu od nauczycieli którzy by nie mogli co roku odklepywać tych samych scenariuszy zajęć
Mądry artykuł. Ostatnio czytając Wilka Stepowego miałam rozkminę, że bardzo się cieszę, że nie wzięłam się za to jako nastolatka. Pewnie bym się tym zachwycała, a obecnie widzę, jakie to “dzieło” to nadmuchane, infantylne gówno napisane przez człowieka, który zbudował całą swoją tożsamość na poczuciu wyższości dobrze opisanym w artykule. Oczekiwałam traktatu filozoficznego, a dostałam fanfic starego, chorego psychicznie dziada o relacji z manic pixie dream girl XDDD Obowiązkowe ✨being sad doesn’t make you special✨
Ja czytam mnóstwo książek. Ale to niemal zawsze jest beletrystyka: fantasy, horror, sf. Dla mnie literatura jest odskocznią od rzeczywistości, rozrywką.
Nikt mi nie wmówi, że jak przeczytam 100 książek filozoficznych albo 50 biografii, to stanę się mądrzejszy. Wystarczająco długo żyję na tym świecie, aby wiedzieć, że mądrość, wiedza i inteligencja to zupełnie różne rzeczy, które nie zawsze wynikają z siebie.
A ja tam od początku podstawówki do końca gimnazjum nie przeczytałam ani jednej książki. Przyznaję się do tego z zupełnym luzem. Pamiętam, że były dwa miesiące na przeczytanie “W pustyni i w puszczy”. Mama codziennie mi truła, czy przeczytane. To znalazłam sposób na to. Brałam tę nieszczęsną książkę, z trudem powstrzymywałam odruch wymiotny, po czym kładłam się na łóżku z otwartą książka, a między kartkami miałam schowane Tamagotchi i sobie pykałam. Czytanie mnie niesamowicie nudziło. Chodziłam z koleżanką do miejskiej biblioteki, gdzie ona zawsze wybierała sobie mnóstwo książek z działu “dla młodzieży”. Czytała potem z wypiekami na twarzy te historie o jakiejś Ani czy innej Kasi, której rodzice się rozwiedli, więc ona była zła na tatę, a potem poszła do szkoły i tam poznała przystojnego Tomka z 3c i się w nim zakochała. Ja bym umarła, jakbym musiała coś takiego przeczytać. I szczerze się zastanawiałam, co jest ze mną nie tak. Pytałam siebie – czy ja jestem jakaś głupia? Już wtedy w telewizji bębnili, że Polacy nie czytają książek i to powód do wstydu.
Dopiero w liceum trafiłam w kanonie lektur na książkę, która mnie zaciekawiła, i tak rozpoczęła się moja przygoda z czytaniem. To była książka “Mistrz i Małgorzata” (do dziś kocham). Potem w sumie czytałam wszystkie lektury w liceum jak leci, bo chciałam zrozumieć epoki literackie. Czytanie służy mi do zdobywania informacji. Czytam dużo, ale nie mam pojęcia, jakie książki fabularne są aktualnie na topie. Wolę te naukowe, popularnonaukowe, literaturę faktu. I dobrze mi z tym. Jakby mi szef teraz kazał “W pustyni i w puszczy” czytać, to bym między kartkami kitrała smartfona i sobie pykała.
Kim są ci “my”, którzy chcieliby aby Polacy czytali inne książki?
Z filmami jest podobnie. Lament, że ludzie oglądają dla rozrywki kino rozrywkowe, nie do końca to mądre, ambitne i artystyczne. Słuchać też należy tego, co jest powszechnie szanowane (dodatkowe punkty jeśli nikt artysty nie zna), a nie co wpadnie w ucho. Chociaż może dla części zacnego środowiska samo sprowadzenie czytania do funkcji rozrywkowej jest degradujące…
Parafrazując: nic tak nie zniechęca młodego człowieka do czytania jak lektury.
Nie ma żadnego kanonu ludzkiej wiedzy, niech każdy czyta co chce.
Jak to kanon lektur Gałkiewicza nie zachwyca, jak ja Galkiewiczowi mówię, że go zachwyca?