O ile pamiętam, pojawił się on pierwszy raz przy prawie o bezkarnym wycinaniu drzew, czyli Lex Szyszko. Wtedy to miało jeszcze pewien sens, bo wskazywało na pomysłodawcę i broniło się efektem świeżości.

Niestety, ktoś potem wpadł na pomysł, żeby analogicznie nazywać każde kuriozum legislacyjne wychodzące z obecnej większości. Powstało językowe dziwadło, które kojarzy się z [Watergate](https://www.youtube.com/watch?v=vB9JgxhXW5w), tyle że bardziej.

14 comments
  1. Też tego nie lubię, szczerze powiedziawszy nazwa LexTusk uśpiła moją czujność, bo ile można wpatrywać się w tę napierdalankę pis-po,czytać tweety, wysrane zarzuty itp, a tymczasem uchwalili nam białoruskie prawo.

  2. Dura lex, sed lex.

    Mi się podoba. Szczególnie, że w oryginalne dane ustawy dostają nazwy kompletnie abstrakscyjne do tego co mają osiągnąć w rzeczywistości.

    Jak Ci się nie podobają takie uproszczenia nazw to wybierz sobie “nudny” rząd, który uchwały o krętości ślimaka będzie nazywał “Uchwała o krętości ślimaka” i nie będzie w tej ustawie “przy okazji” wzmianek o karalności za obrazę prezydenta, dopłat do działek rolniczych dla księży i zakazu zakupów w niedzielę dla domów kultury, które nie są Żabkami.

  3. Nazwa dość głupia zważywszy, że “lex” znaczy prawo, a w Polsce mamy raczej “illex”/”dislex”/”mallex” (czy jakkolwiek byłoby bezprawie po łacinie)

    Cóż, język dostosowuje się do potrzeb użytkowników. Szkoda tylko, że sytuacja jest tak żałosna, że nasz język dostaje swego rodzaju przedrostek do afer. Podobnie jak angielski ze swoim “-gate”.

  4. Swoją drogą. Czemu to się nazywa Lex ***TUSK*** ? To nie jest tak że Tusk jest jedynym zagrożonym czy Chrystusem opozycji bez którego cały anty-PiS padnie w 3 sekundy xD.

    To jest młot na całą opozycję. Każdemu może się dostać – od Tuska po Hołownie po rodzimego Baszara Al Assada.

    Nazywanie tego Lex Tusk jest głupie ale też niebezpieczne.

    Tusk ma chyba największy elektorat negatywny ze wszystkich polityków opozycji, wiec jak jakiś niezdecydowany wyborca słyszy Lex Tusk to może pomyśleć „aaa spoko to bat na tego Tuska, no big deal”. W rzeczywistości to jest narzędzie represji wszystkich.

    „Lex Opozycja” czy „Lex Demokracja” już nie mają tej negatywnej konotacji z Tuskiem i imo mogłyby przekonać więcej ludzi.

  5. Typowa dla mediów opozycyjnych przesada w przekazie. Wszystko musi być podkręcone na maxa, musi się klikać. Niestety w związku z tym że taki stan utrzymuje się w mediach od pierwszego dnia po wygranej wyborów przez PiS to można mieć jak najbardziej dosyć tego rodzaju treści.

  6. Ta… Lex TVN, Lex Pilot, Lex Tusk… brzmi to trochę żałośnie, niewiele mówi o co chodzi, a politycy PiSu pytani o “Lex XYZ” odpowiadają, że nie ma czegoś takiego… so technicznie rzecz biorąc jest prawdą.

  7. Naszym odpowiednikiem nazywanie każdej afery ,,-gate” (np. Watergate, Pizzagate, Balenciagagate, itd.) jest nazywanie wszystkiego ,,afera …” (afera taśmowa, afera parkingowa, infoafera, itd.), ale w sumie i tak bardziej mi się podoba takie nazewnictwo. _Lex_ znaczy po łacinie ,,prawo”, więc ma to choć trochę sensu.

    Bardziej boli mnie to drugie słowo w tych kontrowersyjnych ustawach – jakby od razu mówiąc, że celem tej ustawy jest ,,zrobienie czegoś” z Panem Ministrem Czarnkiem, Panem Tuskiem, telewizją TVN, itd. Nawet nie robi pozorów z tym, że chodzi o ogólną reformę prawną, która wyzyskuje innych, tylko jakby od razu mówiąc, że jest to po prostu odpowiedź na ostatnią aferę.

  8. To już taka niepisana reguła w polskim dziennikarstwie, które rządzi się swoimi prawami. Nazywam to lex lex.

Leave a Reply