“Kampania informacyjna” sąsiadów z osiedla obok

24 comments
  1. Background:
    Nie jest to ogrodzony plac zabaw i siłownia.
    Moduo Gardens jest sąsiadującym osiedlem z Moduo Apartments, w którym mieszkam ja. Między nimi jest **otwarty** plac zabaw i siłownia, z której może korzystać praktycznie każdy.
    Podobno właścicielów psów też pytają z jakiego osiedla są kiedy wychodzą na pobliski trawnik.

  2. Trochę się nie dziwię. Przykład z mojego ogródka. Na dużym terenie w mieście wojewódzkim osiedla postawiło 3 deweloperów. 2 w ramach obowiązkowych placów zabaw dla dzieci postawiły sralniki ogrodzone 2x2m. Jeden zrobił z prawdziwego zdarzenia, duży, zjeżdżalnie, ścianki wspinaczkowe. W sezonie jest on dosłownie zapchany bo wszystkie okoliczne osiedla z niego korzystają. No też bym się irytował gdybym zapłacił drożej za mieszkanie w bardziej ekskluzywnym osiedlu, płacił za ten plac co miesiąc czynsz i nie mógł z niego swobodnie korzystać.

  3. Takie coś powinno być zabronione i tępione w zarodku, kretyni się obudzą gdy wszystko będzie pogrodzone i obwarowane nakazami i zakazami tak że z mieszkania będziesz zasuwał na przystanek/ do najbliższego sklepu 3km mimo ze w linii prostej będzie 200m. A najbliższe miejsce rekreacyjne dla dzieciaków (oprócz prywatnego placu zabaw dla dzieciaków z bloku obok) będzie 10km za miastem.

  4. O, znowu wątek o tym samym. Znowu ludzie pierdolą, że wszystko powinno być wspólne.

    Zapraszam do wysłania mi listy kiedy mogę sobie jeździć waszym samochodem (oczywiście musi być zatankowany i w dobrym stanie technicznym, na wasz koszt oczywiście), kiedy mogę wpaść do was do domu i wyjąć z lodówki żarcie na jakie mam ochotę!

  5. Jakis czas temu był podobny post.

    Wnioski takie same:

    1) budowa infrastruktury kosztuje
    2) utrzymanie i sprzątanie kosztuje
    3) większa liczba użytkujących szybciej zużywa wiec częściej trzeba remontować
    4) wspólnota będąca właścicielem odpowiada majątkowo za wady czy inne problemy które mogą spowodować szkody na zdrowiu użytkowników.
    (A jak wspólnota nie ma środków to każdy członek wspólnoty solidarnie)

    Nie ma najmniejszego powodu żeby ktoś kto wydał swoje pieniądze i płaci swoje pieniądze miał organizować na swój koszt i ryzyko zabawę obcym.

  6. Ziomeczki i ziomkinie widzę że są za prywatą, ogólnie czaję zapłaciłeś więc czemu plebs ma się szwędać po twoim. Tylko podejście nie tykaj bo moje ma większe konsekwencję niż wam się wydaję:
    1. W jaki sposób macie zamiar to sprawdzać?
    2. Jak chcecie pilnować żeby tylko sąsiedzi korzystali ?
    3.Czy planujecie sprawdzać czy jakaś przestrzeń nie jest przypadkiem prywatną zanim dotkniecie ?

    Ps. Jeśli ktoś naprawdę niszczy sprzęt to rozumiem chęć zapobiegania temu ale jeśli to wygląda tak że dzieciaki z osiedla obok przychodzą poćwiczyć kiedy siłownia jest wolna i nic nie niszczą i nie przeszkadzają nikomu, no to pytam się was gdzie tutaj jakakolwiek krzywda bo ja widzę tylko plusy ?

  7. Ludzie, którzy pieprzą tu o wydawaniu pieniędzy na innych nie ogarniają, że robią to już teraz na million innych, znacznie bardziej istotnych finansowo sposobów.

    Dajmy na to podatki na poziomie gminy/miasta: za utrzymanie systemu kanalizacji płaci tyle samo w podatkach mieszkaniec domu i mieszkaniec bloku (jako procent zarobków), ale utrzymanie kanalizacji do bloku jest dla miasta tańsze, bo wewnątrz jest więcej podatników/m2 (i tu żadna różnica w zamożności nie przezwycięży gigantycznej przewagi w liczebności). Podobnie z budową i utrzymaniem dróg, na osiedlach z niższą zabudową jest mniej ludzi na km drogi i de facto jest transfer pieniędzy od jednych do drugich.

    Jeśli to, że jakiś dzieciak “zużyje” ci zjeżdżalnię czy konika i po 20 latach wydasz jakieś drobne z czynszu na remont, uwiera cię w dupę, to jesteś małostkowym socjopatą.

  8. Oni płacą za utrzymanie i naprawe tego więc niech oni decydują o tym kto tam wchodzi. Nie wyobrażam sobie że jak wejdzie tam jakiś random z dzieckiem a dziecko coś zniszczy to pobiegnie on do zarządu osiedla i zapłaci za te zniszczenia. Nie. Koszty na 99% poniosą mieszkańcy xD

  9. Jaki zlot miłośników grodzonych osiedli XD. Jak wy żyliście do mniej więcej 2010, gdy wszystkie place zabaw były otwarte dla każdego dziecka? Jakaś osiedlowa plemienność wam się odpala skoro tak was boli cudzy kaszojad na placu zabaw. Rak taki sam jak znak zakazu parkowania nie dla mieszkańców osiedla na nieimiennych miejscach parkingowych. A gadanie o “zapłaciłem to moje” brzmi w tym kontekście jak mocne ciągoty do jakiejś korpo-dystopii jak z Cyberpunka.

  10. My mieszkamy w nowej inwestycji, która jest otoczona śródmiejskim folklorem. Regularnie kradnięte są rózne elementy wyposażenia i rowery, nawet z garażu. Oprócz tego wielokrotnie trzeba wypraszać okolicznych “tatusiów i wujów” w patriotycznych koszulkach bo próbują pić browary w prywatnym parku i odstraszają nasze dzieci.

  11. Ych deweloperka to na mój gust patologia na patologii jeśli chodzi o sprawy własnościowe. W okolicy, gdzie mieszkam, jest droga dojazdowa do garaży i “nasi” mieszkańcy mają ból dupy bo ludzie z sąsiedniego bloku parkują równolegle i zawalają pas. Plac zabaw też jest nieodgrodzony więc mamy już pielgrzymki z przynajmniej dwóch okolicznych przedszkoli i masę ludzi latem.
    Przyczyna? W najbliższej okolicy wszystkie pozostałe place zabaw są odgrodzone i wyłącznie dla mieszkańców.
    Zasadniczo więc sytuacja jest dla mnie nie fair – płacę za utrzymanie czegoś, co ktoś inny zużywa, ba, nie mam możliwości zrobienia tego samego sąsiadom z pozostałych bloków bo oni sobie poodgradzali teren. Tak samo z drogą dojazdową, którą nam zawalają obcy, ba, mamy nawet trawniki zawalone samochodami.

    Nie bardzo mi to wadzi o tyle, że nie korzystam z placu zabaw, ale nie dziwię się ludziom, których to irytuje bo efektywnie czasem nie mogą korzystać z placu zabaw za który płacą, czy ledwo mieszczą się autem na drodze, do której się dołożyli.

    Z mojej perspektywy to jednak patologia nie dlatego, że u nas jest otwarte i wszyscy korzystają- patologią jest, że pozostałym pozwala się na zamknięte osiedla w takiej skali. Pod tym względem 100 razy lepiej jest na starych blokowiskach, gdzie co chwila masz ogólnodostępny plac zabaw i wprawdzie z parkingiem bywa dramat, ale wszyscy są w takiej samej dupie bo za prlu nikt nie wyobrażał sobie 1,5 auta na gospodarstwo domowe.

    Ja bym prędzej zniechęcała do zamkniętych osiedli – chcesz mieć ekskluzywność to płacisz daninę na okolice żeby właśnie takiego pokrzywdzenia osiedli z otwartymi placami zabaw nie było. Dopłacasz za to, że przez twoją potrzebę ekskluzywności okolica będzie ekstra eksploatowana. Nie lubię zamkniętych osiedli. Gdyby ich nie było, nie byłoby też takich patologii.

    Podobnie z kwestia super małych placów zabaw – na coś takiego nie powinno się deweloperom pozwalać.

Leave a Reply