Czy decyzje w sprawie “czy lekarz powinien ratować życie” wydawane są wyłącznie w środy między 7 a 10 rano, a może we wszystkie dni robocze?
Najlepszą zagrywką PiSu jest sprawienie, że w takich sytuacjach ludzie szukają winy w personelu, a nie w rządzie ustanawiającym średniowieczne prawo.
Zwróćcie uwagę na pewien trend. W przypadku najgłośniejszych tego typu spraw od czasu nowelizacji ustawy antyaborcyjnej wszystkie zmarłe kobiety *chciały mieć dzieci*.
Dlaczego o tym mówię? Bo w dyskursie publicznym funkcjonuje mit, że aborcja dotyczy głównie rozwiązłych singielek zachodzących w niechciane ciąże. Izabela z Pszczyny, Agnieszka z Częstochowy, Dorota z Nowego Targu chciały urodzić. I teraz tak: tego rodzaju złe praktyki w szpitalach miewały miejsce również dwadzieścia lat temu, po przyjęciu ustawy antyaborcyjnej w pierwotnym kształcie, czyli tak zwanego żartobliwie kompromisu aborcyjnego. Ale wtedy mimo wszystko nie było aż tak posuniętej paranoi w dopatrywaniu się przesłanek celowego usunięcia ciąży i lekarz mógł zadziałać bez większego strachu. Dziś będzie miał na karku Ziobrę, Godek i Ordo Iuris.
Innymi słowy: to, że nie jesteś rozpustną singielką, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy. To, że nie chcesz usuwać ciąży, tylko ją donosić, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy. To, że “oj tam, mam forsę, pojadę na Słowację”, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy – pacjentka zażądała przeniesienia do innego szpitala, ale jej odmówiono (nb. podobny przypadek był na Malcie dwa lata temu).
TL;DR: zakaz aborcji uderza również (a czasem, jak w tym przypadku, wręcz mocniej) w kobiety zachodzące w chciane i planowane ciąże.
Słuchałem dziś rozmowy z Natalia Broniarczyk z aborcyjnego dream teamu. Miała ciekawe przypadki. Ewakuacja pacjentki do Holandii ze szpitala gdzie nie chcą jej leczyć, ewakuacja z jednego miasta do drugiego gdzie znają już lekarzy którzy nie boją się pomagać. I wszystko w olbrzymim stresie, bo kobiety gdy już kontaktują się z nią to są w ciężkim stanie. Powrót do średniowiecza. Każda kobieta z powikłaniami w trakcie ciąży musi się w Polsce liczyć ze śmiercią.
Także takich przypadków gdzie w normalnym państwie nie byłoby problemów a dziś w Polsce kobieta jest u progu śmierci jest dużo więcej tylko nie słyszymy o nich w mediach.
Chcę mieć dzieci. Mam 29 lat i jestem w związku małżeńskim. Dzięki historiom takim jak ta (i faktem, że będąc na czasowej umowie o pracę zajście w ciążę to finansowe samobójstwo) raczej się na nie nie zdecyduję.
No trudno. Naprawdę wszystko mi jedno z powodu tego, że ktokolwiek umarł na cokolwie.
Przeraża mnie myśl, że gdyby coś z moją ciążą było nie tak, lekarze mogliby mnie okłamywać, że wszystko jest w porządku i pozbawić możliwości szukania pomocy gdzie indziej.
Zamiast się ratować, tylko bym nieświadomie czekała na śmierć.
Ojej, dlaczego młodzi w Polsce nie chcą dzieci, trzeba dać 800+, to na pewno ich zachęci!
PiS i w ogóle ich ideologia jest NAJWIĘKSZYM powodem dla którego mamy tak duży spadek chęci posiadania dzieci przez młodych. A zgredy będą na nich głosować bo mają nadzieję, że wymuszą urodzenie wystarczającej ilości płatników ZUS. A dzietność leci na łeb i szyję.
8 comments
Czy decyzje w sprawie “czy lekarz powinien ratować życie” wydawane są wyłącznie w środy między 7 a 10 rano, a może we wszystkie dni robocze?
Najlepszą zagrywką PiSu jest sprawienie, że w takich sytuacjach ludzie szukają winy w personelu, a nie w rządzie ustanawiającym średniowieczne prawo.
Zwróćcie uwagę na pewien trend. W przypadku najgłośniejszych tego typu spraw od czasu nowelizacji ustawy antyaborcyjnej wszystkie zmarłe kobiety *chciały mieć dzieci*.
Dlaczego o tym mówię? Bo w dyskursie publicznym funkcjonuje mit, że aborcja dotyczy głównie rozwiązłych singielek zachodzących w niechciane ciąże. Izabela z Pszczyny, Agnieszka z Częstochowy, Dorota z Nowego Targu chciały urodzić. I teraz tak: tego rodzaju złe praktyki w szpitalach miewały miejsce również dwadzieścia lat temu, po przyjęciu ustawy antyaborcyjnej w pierwotnym kształcie, czyli tak zwanego żartobliwie kompromisu aborcyjnego. Ale wtedy mimo wszystko nie było aż tak posuniętej paranoi w dopatrywaniu się przesłanek celowego usunięcia ciąży i lekarz mógł zadziałać bez większego strachu. Dziś będzie miał na karku Ziobrę, Godek i Ordo Iuris.
Innymi słowy: to, że nie jesteś rozpustną singielką, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy. To, że nie chcesz usuwać ciąży, tylko ją donosić, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy. To, że “oj tam, mam forsę, pojadę na Słowację”, nie chroni cię przed skutkami tej ustawy – pacjentka zażądała przeniesienia do innego szpitala, ale jej odmówiono (nb. podobny przypadek był na Malcie dwa lata temu).
TL;DR: zakaz aborcji uderza również (a czasem, jak w tym przypadku, wręcz mocniej) w kobiety zachodzące w chciane i planowane ciąże.
Słuchałem dziś rozmowy z Natalia Broniarczyk z aborcyjnego dream teamu. Miała ciekawe przypadki. Ewakuacja pacjentki do Holandii ze szpitala gdzie nie chcą jej leczyć, ewakuacja z jednego miasta do drugiego gdzie znają już lekarzy którzy nie boją się pomagać. I wszystko w olbrzymim stresie, bo kobiety gdy już kontaktują się z nią to są w ciężkim stanie. Powrót do średniowiecza. Każda kobieta z powikłaniami w trakcie ciąży musi się w Polsce liczyć ze śmiercią.
Także takich przypadków gdzie w normalnym państwie nie byłoby problemów a dziś w Polsce kobieta jest u progu śmierci jest dużo więcej tylko nie słyszymy o nich w mediach.
Chcę mieć dzieci. Mam 29 lat i jestem w związku małżeńskim. Dzięki historiom takim jak ta (i faktem, że będąc na czasowej umowie o pracę zajście w ciążę to finansowe samobójstwo) raczej się na nie nie zdecyduję.
No trudno. Naprawdę wszystko mi jedno z powodu tego, że ktokolwiek umarł na cokolwie.
Przeraża mnie myśl, że gdyby coś z moją ciążą było nie tak, lekarze mogliby mnie okłamywać, że wszystko jest w porządku i pozbawić możliwości szukania pomocy gdzie indziej.
Zamiast się ratować, tylko bym nieświadomie czekała na śmierć.
Ojej, dlaczego młodzi w Polsce nie chcą dzieci, trzeba dać 800+, to na pewno ich zachęci!
PiS i w ogóle ich ideologia jest NAJWIĘKSZYM powodem dla którego mamy tak duży spadek chęci posiadania dzieci przez młodych. A zgredy będą na nich głosować bo mają nadzieję, że wymuszą urodzenie wystarczającej ilości płatników ZUS. A dzietność leci na łeb i szyję.