>Zamiast z nimi się męczyć, zatrudniam młodych Ukraińców, którzy biorą pracę z pocałowaniem ręki.
O co wiec bol dupy?
“JAK TO, JEŚĆ ZUPĘ ŁYŻKĄ??! TU SIĘ OD STU LAT JE WIDELCEM BO KAPITALISTYCZNY WYZYSK TAK KAŻE!”
smh.
W celach humorystycznych. Widząc jak wielu “miastowych” ma takie poglądy to nawet nie dziwi, że konfie rośnie.
Inspekcja pracy powinna z urzędu robić kontrolę u takiego Janusza restauratora, co w jednym zdaniu używa “praca” i “16 godzin dziennie”.
> Krzysztof Wojtczak, który z ojcem prowadzi agencję nieruchomości, jest zdania, że młodzi nie “spoważnieją”. Winą za to obarcza m.in. “politykę rozdawnictwa”. – Zaczęła się osiem lat temu, gdy PiS doszło do władzy i kiedy “zetki” nabierały świadomości. Przyzwyczaiły się, że praca nie jest obligiem, bo zawsze jest jakieś 500 plus i inne socjale. Teraz przychodzą do mnie na rozmowy kwalifikacyjne, jakby tylko z ciekawości. Żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie rzucę im na start 5 tys. zł netto. Jeśli uzależniam płacę od wyników, to jej nie chcą. Wolą poleżeć na kanapie. Bo wiedzą, że u mnie pracuje się, kiedy klient potrzebuje. Inaczej nie ma wyników – tłumaczy Wojtczak.
TLDR: Boomer-przedsiębiorca/restaurator narzeka na młode pokolenie, ponieważ poza zdesperowanymi Ukraińcami nie ma chętnych na proponowane przez niego chujowe warunki zatrudnienia. Za stan rzeczy winą obarcza politykę rozdawnictwa obecnego rządu, można więc się domyślić że sam jest konfederatą.
Fuck off with that shit
Straszne rzeczy, pruchło nie umie się dostosować do rynku gdzie pracowniky nie chcą harować za psi chuj. Płaku płaku, co jak bidulki splajtują bo niezjebani umysłowo im zawiną cały talent do swoich biznesów?
Najbardziej mnie rozjebał ten kutasiarz obwiniający PiS, Wyborcza musi mieć jakichś mega spin doktorów, bo najpierw mi umilili kapitalizm, a teraz legion Karakana xD
A niech sam zapieprza za głodowe stawki. Wymagania jak nie wiem co. Ale zaproponować normalne stawki i warunki pracy to już nie łaska.
To już wolę iść na ochronę robić. Gdzie w większości nic się nie dzieje. Więcej zarobię. I coś ciekawego porobię w godzinach pracy.
Ah ten rage baiting
> Nie mogę pracować po 14 godzin dziennie w weekendy
W głowach się poprzewracało, jeszcze może chcieli by wypłatę na czas? Albo, żeby szef nie wyzywał ich codziennie od idiotów? /s
“Boomerki”: Kultura zapierdolu może i jest, ale nic się nie da z tym zrobić…
“Zetki”: *observe* *przychodzi i wykonuje swoją pracę*
“Boomerki”: ROSZCZENIOWI ROZWYDRZENI GÓWNIARZE NIE CHCE IM SIĘ ZAPIERDALAĆ DARMOWYCH NADGODZIN ZBANKRUTUJEMY PRZEZ NICH
“Zetki”: *idzie do domu po 8h bo skończył zmianę*
“Boomerki”: I JESZCZE SIĘ NIE ZAPYTAŁ CZY MOŻE WYJŚĆ CHAMSTWO W TYM KRAJU SIĘ SZERZY JA TU TEGO NIEWDZIĘCZNIKA UTRZYMUJĘ A ON CO
Co kilka lat ta sama śpiewka tylko nazwa generacji się zmienia 😉
zabawne że praco**dawca** to nie ten który pracę wykonuje, już sam język tworzy dysonans
Które restauracje gościu prowadzi? Nie chciałbym im dokładać roboty, jak tak trudno pracowników utrzymać…
Z jednej strony, oczywiście jebać pracodawców, którzy stawiają takie chore wymagania za śmieciowe pieniądze. Podpisuję się pod każdym tutaj komentarzem, kurwiącym na takich pracodawców.
Ale…
Coś w tym jest, że zetki (choć teoretycznie sam jestem zetką – rocznik 96′) mają nieraz absurdalne wymagania, i nawet nie zdają sobie sprawy, jak uprzywilejowani są, mogąc sobie rzucić pracę, *bo jest słaby vibe* i nie musieć, się martwić tym za co będą żyli. Jakby chwała im, lepiej w tę stronę niż w drugą, ale czasem też jestem w stanie zrozumieć pracodawców, którzy narzekają na zetki w miejscu pracy. Nie usprawiedliwiam jednak debili, którzy oczekują od swoich pracowników darmowych nadgodzin.
Pomijając fakt, że artykuł jest z dupy na clikbait to trudno, słychać wycie znakomicie. Niestety w rzeczywistości tak kolorowo nie jest i wielu moich znajomych, szczególnie tych z gastro, daje się wykorzystywać, bo pracy po prostu lepszej w okolicy nie ma, a utrzymać się trzeba.
Gastro to ogólnie jest kosmicznie zjebana branża, wyzysk potężny, pojebane godziny pracy i jeszcze nie daj boze nie mili klienci, którzy wyładowują na ciebie swoje frustracje. Na dodatek pełno mobbingujacych przełożonych i mamy komplet polskiego piekiełka. Tak naprawdę to jest branża żerująca na tym, że ludzie często nie mają innego wyboru i tyle, mało kto to lubi, a Ci co to lubią to z reguły osoby, które dostają duże napiwki co czesto ma korelację z tym jak ktoś wygląda po prostu, a resztę robi efekt aureoli.
Moi współmilenialsi, z przyjemnością ogłaszam, że skończył się na nas sezon. Teraz na następnych w kolejce będą mędzić.
błagam “przedsiębiorców” o zamknięcie mordy chociaż jeden dzień w roku
Kto tu jest rozszczeniowy? 😛
Level 42 tutaj. Takie narzekanie jest od kiedy pamiętam: najpierw generacja x: nie chcą pracować, tylko im przyjemności w głowie. Potem millenialsi: nie chcą pracować, tylko im przyjemności w głowie. Teraz zetki, a za parę lat alfy.
I przykłady zawsze te same: bo nie chcą nadgodzin. Bo chcą urlopów. Bo nie chcą pracować na czarno, poniżej najniższej krajowej. Bo nie umieją pracować.
I nie rozumiem tych pracodawców. Skoro tyle osób weźmie tę robotę z pocałowaniem ręki, to co za kłopot? A jak nie mają jednak ludzi chętnych do pracy, to powinni się dostosować. Chyba, że niewidzialna ręka rynku dotyczy tylko konsumentów i pracowników, przedsiębiorców już nie :p
Edit: literowka
Brak szacunku do pracy bo robią co trzeba i nie boja się pracodawcy. Ci przedsiębiorcy są przyzwyczajeni ze wszyscy im w dupe włażą
Nie jestem Z ale popieram z calego serduszka takie nastawienie❤️
JPRDL normalnie – jeden prowadzi agencje nieruchomosci taty a drugi jest “menedżerem” kilku restauracji brata…
Inna sprawa ze od dluzszego czasu gazeta pisze takie artykuly glownie po to zeby podkurwic czytelnika i ten art tez jest napisany jako rage-bait.
Prawda jest taka ze od mlodych mozna sie sporo nauczyc. Ja bylem pokorny, cierpliwy i gowno z tego mam – a mlodzi sa moze i roszczeniowi ale fhui lepiej na tym wychodza.
Jako osoba jakoś na granicy pokoleń z powodu takich właśnie pracodawców uciekłem z branży prywaciarskiej do międzynarodowej korporacji w innej branży.
Menedżera mam poza Polską i nikt się nie czepia, że wyjdę po 8h, mam po prostu zrobić to co mam zrobić. Zarobki lepsze, a pracy mniej. Największy minus to prawdopodobny mus częstej zmiany pracy, by szybko awansować zawodowo.
Fakt faktem, że poznałem osoby, które krzywią się za każdym razem, jak trzeba coś zrobić(dużo poznałem takich na studiach), ale wątpię by to była cecha pokoleniowa.
Czemu pracowanie po 14/16 godzin zaraz stanie się jakąś normą? I gdzie tu roszczenia? Praca 16 godzin i reszta dobry zostaje 8 godzin, a trzeba jeszcze wszystko inne ogarnąć. A czas na spanie? 3-5 godzin? W dupach się poprzewracało.
Wkurwia mnie takie narzekanie tych bogatych na to, że ich pracownicy nie robią wszystkiego, żeby byli jeszcze bogatsi, bo przecież praca dla swojego lorda to za darmo byle, żeby pracy nie utracić.
Widzę, że szykuje się zajebista przyszłość, gdzie każdy będzie narzekał na cokolwiek co zrobię. Jeżeli kurwa nawet do kibla się wyjdzie na 2 minuty to już szefuncio się wkurwi, że jest się za mało produktywnym i, że na moje miejsce będzie czekać 23 innych, potencjalnie lepszych ludzi.
A podobno w ostatnich czasach się tak standard życia polepsza, a widzę, że ja za kilka lat będę musiał pracować dłużej, za mniej i z wyższym wykształceniem niż moi rodzice.
Cieciembiorcy nie kumają że ich ukochany wolny rynek działa w dwie strony. Jeżeli “nie ma ludzi do pracy” to znaczy że ta praca jest najprawdopodobniej chujowa/ciężka/źle płatna albo po prostu są lepsze oferty.
Czyli mówiąc po kapitalistycznemu “wolny rynek zweryfikował” Janusza i jego gówno-firmę
Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście. Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie. Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy. Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek. Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
Tylko millenialsi na zetki zamieńcie.
Łaskawy pan, utrzymuje pracownika. Chcę go poznać i mocno przytulić.
Ten facet co mówi o utrzymywaniu pewnie w markecie krzyczy też na kasjerki, że im pensję płaci albo policjanta który go kontroluje opieprza, bo z jego podatków jest opłacany. Patologia.
No nic dziwnego, że sam jest skłonny pracować 16 godzin, bo mu restauracja zarabia o wiele więcej niż 22zl brutto na godzinę.
Ja też robię nadgodziny, kiedy jest potrzeba, ale za sobotę dostaję 150% a za niedzielę 200%. Sam wybieram kiedy pracuję i jedyna umowa pomiędzy mną, a managerem polega na upewnieniu się, że wszystko jest dostarczone na czas.
Gdyby ktoś chciał mi wsadzić nadgodziny do odebrania w weekend, to też szukał bym innej roboty. Ciekawe, czy przez jego myśl przemknęła chociaż koncepcja, że to on jest roszczeniowy wobec swoich pracowników.
Mam wrażenie, że te artykuły (bo powtarzają się one co jakiś czas) są napisane tylko po to żeby wywołać ruch zarówno wśród młodych (“Patrzcie jaki Januszex, co za kraj xD”) jak i starych (“Hurr kiedyś człowiek pracę mioł i się cieszył a nie teraz Ci młodzi powariowali”). Trochę nie chce mi się wierzyć żeby faktycznie panowało takie podejście jak prezentuje artykuł.
Jako ktoś kto robił w gastro i hospitality- spalić to patologiczne gówno świętym ogniem xD
I dobrze że mniej ludzi daje sie tam jebać przez januszy bo może COKOLWIEK sie poprawi.
“Roszczeniowi pracodawcy” rozwścieczyli ludzi. “Rozwydrzeni prywaciarze, którzy nie dorośli do zarządzania firmą”.
Mam prawie 40 lat. Przeszedłem cały ten syf. Niewypłacone pensje, szefa startującego do mnie z pięściami, wyśmiewanie. Gdy dotarłem do stanowiska kierowniczego w korpo, nie mogłem się nadziwić i nacieszyć asertywnością 20 latków, którzy byli pod moimi skrzydłami. Sęk tkwi w tym, że “boomerzy” nie potrafią pracować z młodymi dlatego, że to oni są za leniwi by dostosować się do nowego rynku. I na Was jest zwalana wina, oczywiście. Mam tylko jedną myśl. Dorosło pokolenie, które wreszcie pokaże tym skurwysonom, że nie wystarczy już, że w latach 90 sprzedawało się proszki do prania z łóżka polowego. Trzeba jeszcze coś potrafić, douczać się, a nie cały czas biadolić. Zetki – rozwalcie ich!
Milo sie patrzy na to ze ludzie zmadrzeli. Ja mialem takie podejscie od pierwszej pracy, a mam 34 lata. Wtedy to byla z tym jazda bez trzymanki, ogladalem sie na ludiz naokolo i zastanawialem sie jak mozna miec tak najebane w glowie, zeby przytakiwac niczym niewolnik. Czesciowo bylem gorszy, bo l4 lacznie z tych 16 lat (jakos tak, zaczalem bedac na zaocznych) to bedzie ze 3 lata, do tego byly lata gdzoe “dogadujac sie” co miesiac zarabialem wiecej niz wynosila moja wyplata (zgadnijcie kto na tym tracil?).
I wiecie co? Jakby nie mial wyjebane i ogolnie takiego podejscia, to zarabialbym teraz 2-3x mniej, wiec nastawienie z jest jak najbardziej poprawne. Praca ma przynosic sensowne profity, jesli tego nie robi, to miej ja w dupie i idz dalej.
Btw
“Opłaciło się też polskiemu PKB, które rośnie dzięki takim firmom jak nasza.”
Jesli ma byc budowane na takich ludziach, to jebac pkb…
Generalnie ten artykuł potwierdza moją opinię o przyjmowaniu migrantów: jak najbardziej, ale zawsze trochę mniej niż trzeba gospodarce. Bo Janusze tylko zacierają ręce, żeby znaleźć Artioma który uciekając przed wojną będzie zapieprzał naście godzin za minimalkę, a jak nie znajdzie Artioma to może znajdzie Mustafę, Ahmeda albo Nguyena, który by wyrwać się z biedy będzie robił jak wół jeszcze więcej. To samo przechodzili pracownicy na zachodzie Europy, gdy w jednej chwili wlały się do nich setki tysięcy, jak nie miliony robotników z Polski, Litwy, Węgier czy Rumunii. Zamrożenie, lub nawet spadek płac realnych i coraz większe oczekiwania i normy za tą samą płacę. Pracownik zawsze jest na słabszej pozycji niż pracodawca, bo pracodawca na władzę i kapitał. Jedynym balansem na korzyść pracownika jest właśnie niskie bezrobocie i niedobór rąk do pracy – nie na tyle duży, by paraliżować rozwój gospodarki, ale jednak zmuszający pracodawców do zapewniania lepszych warunków pracy, a nie traktowania pracowników jak nic nie warte łatwo wymienialne elementy.
>Nie chcę wchodzić w moje życie prywatne. Ale nawet jeśli brakuje mi czasu na bycie z dzieckiem, to jestem przekonany, że kiedyś to zrozumie. Przekażę mu, jaką wartością jest praca – stwierdza pracodawca.
A przekazuj, przekazuj. Potem będzie zdzwiko że dziecko ma Ciebie w dupie bo nigdy mu nawet bajki nie przeczytałeś na dobranoc.
Ja tam od zawsze dziwowałem się, po co robi się spotkania co pół roku/rok całym zespołem pracowniczym i chwali ile to firma dzięki nim zarobiła (miliony słupków, wykresów, nudnych “przemówień” prezesików z dupki itp.), a całość i tak zawsze kończyła się tym, że podwyżki o ile jakiekolwiek były, oscylowały na granicy inflacyjnej.
Cyrk z którego każdy się śmieje pod nosem.
Mam dziwne podejrzenie że zarówno te “zetki” jak i pracodawcy zostali w całości zmyśleni przez autora artykułu. Tak nikogo nie gryzie to “niby zetkowe” sposoby wysławiania się? Podobnie myślę że ten “człowiek prowadzący z ojcem firmę rodzinna” to teoche zbyt łakomy kąsek na artykuł aby tak sie ot objawił z “wielu oburzonych wcześniejszym artykułem pracodawców”. Ot wszystko wygląda jakby ktoś chciał przedstawic co w jego wyobrażeniach mogliby powiedzieć tacy ludzie.
No chyba że po facebookowych komentarzach ich wyłapują wśród ludzi odpowiadających właśnie na specjalnie sprofilowane pod to baitowe wpisy.
Niech sie cieszą, że te “roszczeniowe zetki” nie są na tyle rozwścieczone żeby stawiać gilotyny przed miejscami pracy
Wydaje mi się, że ten artykuł jest zwykłą prowokacją, ale z drugiej strony przedstawione w nim opinie faktycznie występują w rzeczywistości. Poza tym kto tu jest tak naprawdę roszczeniowy? “Przedsiębiorca” pracujący u braciszka, czy ktoś, kto sam szuka pracy? Żeby wymagać, trzeba również dać coś od siebie. To działa w obydwie strony, ale wiele osób o tym zapomina. Praca to nie jest jakiś ósmy sakrament, który się wykonuje ma chwałę narodu, tylko zwykła transakcja – ktoś daje czas oraz kompetencje, a w zamian otrzymuje pieniądze. Lojalność i poświęcenie przychodzą wtedy, kiedy praca jest bardzo korzystna dla obydwu stron. Nie ma nic za darmo, ale dla niektórych ten fakt jest zbyt trudny do przełknięcia.
>**To ja go utrzymuję i chyba mam prawo wymagać**
Nawet mi się za leada nie udało wyjść. Sorry, ale roszczeniowy to jest człowiek, który myśli, że “utrzymuje” pracownika.
Jako milenials bezwstydnie zaniżający wydajność swojego zespołu witam serdecznie kolejne pokolenie na pokładzie, etos pracy jest w szafce obok papieru toaletowego, można używać zamiennie.
44 comments
>Zamiast z nimi się męczyć, zatrudniam młodych Ukraińców, którzy biorą pracę z pocałowaniem ręki.
O co wiec bol dupy?
“JAK TO, JEŚĆ ZUPĘ ŁYŻKĄ??! TU SIĘ OD STU LAT JE WIDELCEM BO KAPITALISTYCZNY WYZYSK TAK KAŻE!”
smh.
W celach humorystycznych. Widząc jak wielu “miastowych” ma takie poglądy to nawet nie dziwi, że konfie rośnie.
Inspekcja pracy powinna z urzędu robić kontrolę u takiego Janusza restauratora, co w jednym zdaniu używa “praca” i “16 godzin dziennie”.
> Krzysztof Wojtczak, który z ojcem prowadzi agencję nieruchomości, jest zdania, że młodzi nie “spoważnieją”. Winą za to obarcza m.in. “politykę rozdawnictwa”. – Zaczęła się osiem lat temu, gdy PiS doszło do władzy i kiedy “zetki” nabierały świadomości. Przyzwyczaiły się, że praca nie jest obligiem, bo zawsze jest jakieś 500 plus i inne socjale. Teraz przychodzą do mnie na rozmowy kwalifikacyjne, jakby tylko z ciekawości. Żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie rzucę im na start 5 tys. zł netto. Jeśli uzależniam płacę od wyników, to jej nie chcą. Wolą poleżeć na kanapie. Bo wiedzą, że u mnie pracuje się, kiedy klient potrzebuje. Inaczej nie ma wyników – tłumaczy Wojtczak.
TLDR: Boomer-przedsiębiorca/restaurator narzeka na młode pokolenie, ponieważ poza zdesperowanymi Ukraińcami nie ma chętnych na proponowane przez niego chujowe warunki zatrudnienia. Za stan rzeczy winą obarcza politykę rozdawnictwa obecnego rządu, można więc się domyślić że sam jest konfederatą.
Fuck off with that shit
Straszne rzeczy, pruchło nie umie się dostosować do rynku gdzie pracowniky nie chcą harować za psi chuj. Płaku płaku, co jak bidulki splajtują bo niezjebani umysłowo im zawiną cały talent do swoich biznesów?
Najbardziej mnie rozjebał ten kutasiarz obwiniający PiS, Wyborcza musi mieć jakichś mega spin doktorów, bo najpierw mi umilili kapitalizm, a teraz legion Karakana xD
A niech sam zapieprza za głodowe stawki. Wymagania jak nie wiem co. Ale zaproponować normalne stawki i warunki pracy to już nie łaska.
To już wolę iść na ochronę robić. Gdzie w większości nic się nie dzieje. Więcej zarobię. I coś ciekawego porobię w godzinach pracy.
Ah ten rage baiting
> Nie mogę pracować po 14 godzin dziennie w weekendy
W głowach się poprzewracało, jeszcze może chcieli by wypłatę na czas? Albo, żeby szef nie wyzywał ich codziennie od idiotów? /s
“Boomerki”: Kultura zapierdolu może i jest, ale nic się nie da z tym zrobić…
“Zetki”: *observe* *przychodzi i wykonuje swoją pracę*
“Boomerki”: ROSZCZENIOWI ROZWYDRZENI GÓWNIARZE NIE CHCE IM SIĘ ZAPIERDALAĆ DARMOWYCH NADGODZIN ZBANKRUTUJEMY PRZEZ NICH
“Zetki”: *idzie do domu po 8h bo skończył zmianę*
“Boomerki”: I JESZCZE SIĘ NIE ZAPYTAŁ CZY MOŻE WYJŚĆ CHAMSTWO W TYM KRAJU SIĘ SZERZY JA TU TEGO NIEWDZIĘCZNIKA UTRZYMUJĘ A ON CO
Co kilka lat ta sama śpiewka tylko nazwa generacji się zmienia 😉
zabawne że praco**dawca** to nie ten który pracę wykonuje, już sam język tworzy dysonans
Które restauracje gościu prowadzi? Nie chciałbym im dokładać roboty, jak tak trudno pracowników utrzymać…
Z jednej strony, oczywiście jebać pracodawców, którzy stawiają takie chore wymagania za śmieciowe pieniądze. Podpisuję się pod każdym tutaj komentarzem, kurwiącym na takich pracodawców.
Ale…
Coś w tym jest, że zetki (choć teoretycznie sam jestem zetką – rocznik 96′) mają nieraz absurdalne wymagania, i nawet nie zdają sobie sprawy, jak uprzywilejowani są, mogąc sobie rzucić pracę, *bo jest słaby vibe* i nie musieć, się martwić tym za co będą żyli. Jakby chwała im, lepiej w tę stronę niż w drugą, ale czasem też jestem w stanie zrozumieć pracodawców, którzy narzekają na zetki w miejscu pracy. Nie usprawiedliwiam jednak debili, którzy oczekują od swoich pracowników darmowych nadgodzin.
Pomijając fakt, że artykuł jest z dupy na clikbait to trudno, słychać wycie znakomicie. Niestety w rzeczywistości tak kolorowo nie jest i wielu moich znajomych, szczególnie tych z gastro, daje się wykorzystywać, bo pracy po prostu lepszej w okolicy nie ma, a utrzymać się trzeba.
Gastro to ogólnie jest kosmicznie zjebana branża, wyzysk potężny, pojebane godziny pracy i jeszcze nie daj boze nie mili klienci, którzy wyładowują na ciebie swoje frustracje. Na dodatek pełno mobbingujacych przełożonych i mamy komplet polskiego piekiełka. Tak naprawdę to jest branża żerująca na tym, że ludzie często nie mają innego wyboru i tyle, mało kto to lubi, a Ci co to lubią to z reguły osoby, które dostają duże napiwki co czesto ma korelację z tym jak ktoś wygląda po prostu, a resztę robi efekt aureoli.
Moi współmilenialsi, z przyjemnością ogłaszam, że skończył się na nas sezon. Teraz na następnych w kolejce będą mędzić.
błagam “przedsiębiorców” o zamknięcie mordy chociaż jeden dzień w roku
Kto tu jest rozszczeniowy? 😛
Level 42 tutaj. Takie narzekanie jest od kiedy pamiętam: najpierw generacja x: nie chcą pracować, tylko im przyjemności w głowie. Potem millenialsi: nie chcą pracować, tylko im przyjemności w głowie. Teraz zetki, a za parę lat alfy.
I przykłady zawsze te same: bo nie chcą nadgodzin. Bo chcą urlopów. Bo nie chcą pracować na czarno, poniżej najniższej krajowej. Bo nie umieją pracować.
I nie rozumiem tych pracodawców. Skoro tyle osób weźmie tę robotę z pocałowaniem ręki, to co za kłopot? A jak nie mają jednak ludzi chętnych do pracy, to powinni się dostosować. Chyba, że niewidzialna ręka rynku dotyczy tylko konsumentów i pracowników, przedsiębiorców już nie :p
Edit: literowka
Brak szacunku do pracy bo robią co trzeba i nie boja się pracodawcy. Ci przedsiębiorcy są przyzwyczajeni ze wszyscy im w dupe włażą
Nie jestem Z ale popieram z calego serduszka takie nastawienie❤️
JPRDL normalnie – jeden prowadzi agencje nieruchomosci taty a drugi jest “menedżerem” kilku restauracji brata…
Inna sprawa ze od dluzszego czasu gazeta pisze takie artykuly glownie po to zeby podkurwic czytelnika i ten art tez jest napisany jako rage-bait.
Prawda jest taka ze od mlodych mozna sie sporo nauczyc. Ja bylem pokorny, cierpliwy i gowno z tego mam – a mlodzi sa moze i roszczeniowi ale fhui lepiej na tym wychodza.
Jako osoba jakoś na granicy pokoleń z powodu takich właśnie pracodawców uciekłem z branży prywaciarskiej do międzynarodowej korporacji w innej branży.
Menedżera mam poza Polską i nikt się nie czepia, że wyjdę po 8h, mam po prostu zrobić to co mam zrobić. Zarobki lepsze, a pracy mniej. Największy minus to prawdopodobny mus częstej zmiany pracy, by szybko awansować zawodowo.
Fakt faktem, że poznałem osoby, które krzywią się za każdym razem, jak trzeba coś zrobić(dużo poznałem takich na studiach), ale wątpię by to była cecha pokoleniowa.
Czemu pracowanie po 14/16 godzin zaraz stanie się jakąś normą? I gdzie tu roszczenia? Praca 16 godzin i reszta dobry zostaje 8 godzin, a trzeba jeszcze wszystko inne ogarnąć. A czas na spanie? 3-5 godzin? W dupach się poprzewracało.
Wkurwia mnie takie narzekanie tych bogatych na to, że ich pracownicy nie robią wszystkiego, żeby byli jeszcze bogatsi, bo przecież praca dla swojego lorda to za darmo byle, żeby pracy nie utracić.
Widzę, że szykuje się zajebista przyszłość, gdzie każdy będzie narzekał na cokolwiek co zrobię. Jeżeli kurwa nawet do kibla się wyjdzie na 2 minuty to już szefuncio się wkurwi, że jest się za mało produktywnym i, że na moje miejsce będzie czekać 23 innych, potencjalnie lepszych ludzi.
A podobno w ostatnich czasach się tak standard życia polepsza, a widzę, że ja za kilka lat będę musiał pracować dłużej, za mniej i z wyższym wykształceniem niż moi rodzice.
Cieciembiorcy nie kumają że ich ukochany wolny rynek działa w dwie strony. Jeżeli “nie ma ludzi do pracy” to znaczy że ta praca jest najprawdopodobniej chujowa/ciężka/źle płatna albo po prostu są lepsze oferty.
Czyli mówiąc po kapitalistycznemu “wolny rynek zweryfikował” Janusza i jego gówno-firmę
Niedawno skończyłem 40 lat. Jestem menedżerem w średniej firmie. Produkujemy pod Łodzią zabawki z azbestu. Naszymi pracownikami są 9-letni niewolnicy. Płacimy im w chłoście. Zacząłem pracować w latach 90-tych. Zarobki były kwestią drugorzędną. Jedliśmy doświadczenie, piliśmy prestiż. Kurtek nie nosiliśmy w ogóle. Jeśli ktoś kiedyś marzł, to znaczyło, że za mało pracuje i był wyrzucany z miasta. Pracowaliśmy po 16 godzin dziennie, 22 godziny dziennie, 38 godzin dziennie. Przez całe dni, wieczorami, cztery dni w jeden dzień, bez weekendów przez 17 lat. Chłonęliśmy to. Czuliśmy, że otwierają się przed nami ścieżki dla wielkich karier. W McDonalndsach piliśmy fryturę na 70 zmianie, w Unileverze kolega przez dekadę jechał na amfie i nie przespał ani jednej nocy. Nie będę się rozpisywał o nielojalności millenialsów, o ich lenistwie i roszczeniowości. O tym, że wychodzą z lokomotywy, kiedy skończy ims się czas pracy. Za moich czasów maszyniści w lokomotywach jeździli przez 4 miesiące non stop pijąc tylko własny mocz i żując liście koki. Jak się przytrafiła katastrofa kolejowa, to pasażerowie sami naprawiali skład i trakcję i pchali pociąg dalej.Millenialsi uważają, że firmy nie wykorzystają ich potencjału. My w 1991 w korpo sprzedawaliśmy powierzchnie reklamowe, po godzinach w tej samej firmie czyściliśmy toalety własnymi ubraniami, a nocą układaliśmy bruk, który sami pozyskiwaliśmy w kamieniołomach o 19.00 w Wigilię łupiąc skały pejdżerami. Millenialsi narzekają, że mają wolne komputery. My w 1992 sporządzaliśmy raporty przychodowów za pomocą patyczków do bierek, wyniki wycinaliśmy sobie na plecach spinkami do mankietów zrobionymi ze zszywek. Millenialsi najmniej wymagają od siebie. A ich dzieci pewnie nie będą nawet chciały pracować bez wypłaty.
Tylko millenialsi na zetki zamieńcie.
Łaskawy pan, utrzymuje pracownika. Chcę go poznać i mocno przytulić.
Ten facet co mówi o utrzymywaniu pewnie w markecie krzyczy też na kasjerki, że im pensję płaci albo policjanta który go kontroluje opieprza, bo z jego podatków jest opłacany. Patologia.
No nic dziwnego, że sam jest skłonny pracować 16 godzin, bo mu restauracja zarabia o wiele więcej niż 22zl brutto na godzinę.
Ja też robię nadgodziny, kiedy jest potrzeba, ale za sobotę dostaję 150% a za niedzielę 200%. Sam wybieram kiedy pracuję i jedyna umowa pomiędzy mną, a managerem polega na upewnieniu się, że wszystko jest dostarczone na czas.
Gdyby ktoś chciał mi wsadzić nadgodziny do odebrania w weekend, to też szukał bym innej roboty. Ciekawe, czy przez jego myśl przemknęła chociaż koncepcja, że to on jest roszczeniowy wobec swoich pracowników.
Mam wrażenie, że te artykuły (bo powtarzają się one co jakiś czas) są napisane tylko po to żeby wywołać ruch zarówno wśród młodych (“Patrzcie jaki Januszex, co za kraj xD”) jak i starych (“Hurr kiedyś człowiek pracę mioł i się cieszył a nie teraz Ci młodzi powariowali”). Trochę nie chce mi się wierzyć żeby faktycznie panowało takie podejście jak prezentuje artykuł.
Jako ktoś kto robił w gastro i hospitality- spalić to patologiczne gówno świętym ogniem xD
I dobrze że mniej ludzi daje sie tam jebać przez januszy bo może COKOLWIEK sie poprawi.
“Roszczeniowi pracodawcy” rozwścieczyli ludzi. “Rozwydrzeni prywaciarze, którzy nie dorośli do zarządzania firmą”.
Mam prawie 40 lat. Przeszedłem cały ten syf. Niewypłacone pensje, szefa startującego do mnie z pięściami, wyśmiewanie. Gdy dotarłem do stanowiska kierowniczego w korpo, nie mogłem się nadziwić i nacieszyć asertywnością 20 latków, którzy byli pod moimi skrzydłami. Sęk tkwi w tym, że “boomerzy” nie potrafią pracować z młodymi dlatego, że to oni są za leniwi by dostosować się do nowego rynku. I na Was jest zwalana wina, oczywiście. Mam tylko jedną myśl. Dorosło pokolenie, które wreszcie pokaże tym skurwysonom, że nie wystarczy już, że w latach 90 sprzedawało się proszki do prania z łóżka polowego. Trzeba jeszcze coś potrafić, douczać się, a nie cały czas biadolić. Zetki – rozwalcie ich!
Milo sie patrzy na to ze ludzie zmadrzeli. Ja mialem takie podejscie od pierwszej pracy, a mam 34 lata. Wtedy to byla z tym jazda bez trzymanki, ogladalem sie na ludiz naokolo i zastanawialem sie jak mozna miec tak najebane w glowie, zeby przytakiwac niczym niewolnik. Czesciowo bylem gorszy, bo l4 lacznie z tych 16 lat (jakos tak, zaczalem bedac na zaocznych) to bedzie ze 3 lata, do tego byly lata gdzoe “dogadujac sie” co miesiac zarabialem wiecej niz wynosila moja wyplata (zgadnijcie kto na tym tracil?).
I wiecie co? Jakby nie mial wyjebane i ogolnie takiego podejscia, to zarabialbym teraz 2-3x mniej, wiec nastawienie z jest jak najbardziej poprawne. Praca ma przynosic sensowne profity, jesli tego nie robi, to miej ja w dupie i idz dalej.
Btw
“Opłaciło się też polskiemu PKB, które rośnie dzięki takim firmom jak nasza.”
Jesli ma byc budowane na takich ludziach, to jebac pkb…
Generalnie ten artykuł potwierdza moją opinię o przyjmowaniu migrantów: jak najbardziej, ale zawsze trochę mniej niż trzeba gospodarce. Bo Janusze tylko zacierają ręce, żeby znaleźć Artioma który uciekając przed wojną będzie zapieprzał naście godzin za minimalkę, a jak nie znajdzie Artioma to może znajdzie Mustafę, Ahmeda albo Nguyena, który by wyrwać się z biedy będzie robił jak wół jeszcze więcej. To samo przechodzili pracownicy na zachodzie Europy, gdy w jednej chwili wlały się do nich setki tysięcy, jak nie miliony robotników z Polski, Litwy, Węgier czy Rumunii. Zamrożenie, lub nawet spadek płac realnych i coraz większe oczekiwania i normy za tą samą płacę. Pracownik zawsze jest na słabszej pozycji niż pracodawca, bo pracodawca na władzę i kapitał. Jedynym balansem na korzyść pracownika jest właśnie niskie bezrobocie i niedobór rąk do pracy – nie na tyle duży, by paraliżować rozwój gospodarki, ale jednak zmuszający pracodawców do zapewniania lepszych warunków pracy, a nie traktowania pracowników jak nic nie warte łatwo wymienialne elementy.
>Nie chcę wchodzić w moje życie prywatne. Ale nawet jeśli brakuje mi czasu na bycie z dzieckiem, to jestem przekonany, że kiedyś to zrozumie. Przekażę mu, jaką wartością jest praca – stwierdza pracodawca.
A przekazuj, przekazuj. Potem będzie zdzwiko że dziecko ma Ciebie w dupie bo nigdy mu nawet bajki nie przeczytałeś na dobranoc.
Ja tam od zawsze dziwowałem się, po co robi się spotkania co pół roku/rok całym zespołem pracowniczym i chwali ile to firma dzięki nim zarobiła (miliony słupków, wykresów, nudnych “przemówień” prezesików z dupki itp.), a całość i tak zawsze kończyła się tym, że podwyżki o ile jakiekolwiek były, oscylowały na granicy inflacyjnej.
Cyrk z którego każdy się śmieje pod nosem.
Mam dziwne podejrzenie że zarówno te “zetki” jak i pracodawcy zostali w całości zmyśleni przez autora artykułu. Tak nikogo nie gryzie to “niby zetkowe” sposoby wysławiania się? Podobnie myślę że ten “człowiek prowadzący z ojcem firmę rodzinna” to teoche zbyt łakomy kąsek na artykuł aby tak sie ot objawił z “wielu oburzonych wcześniejszym artykułem pracodawców”. Ot wszystko wygląda jakby ktoś chciał przedstawic co w jego wyobrażeniach mogliby powiedzieć tacy ludzie.
No chyba że po facebookowych komentarzach ich wyłapują wśród ludzi odpowiadających właśnie na specjalnie sprofilowane pod to baitowe wpisy.
Niech sie cieszą, że te “roszczeniowe zetki” nie są na tyle rozwścieczone żeby stawiać gilotyny przed miejscami pracy
Wydaje mi się, że ten artykuł jest zwykłą prowokacją, ale z drugiej strony przedstawione w nim opinie faktycznie występują w rzeczywistości. Poza tym kto tu jest tak naprawdę roszczeniowy? “Przedsiębiorca” pracujący u braciszka, czy ktoś, kto sam szuka pracy? Żeby wymagać, trzeba również dać coś od siebie. To działa w obydwie strony, ale wiele osób o tym zapomina. Praca to nie jest jakiś ósmy sakrament, który się wykonuje ma chwałę narodu, tylko zwykła transakcja – ktoś daje czas oraz kompetencje, a w zamian otrzymuje pieniądze. Lojalność i poświęcenie przychodzą wtedy, kiedy praca jest bardzo korzystna dla obydwu stron. Nie ma nic za darmo, ale dla niektórych ten fakt jest zbyt trudny do przełknięcia.
>**To ja go utrzymuję i chyba mam prawo wymagać**
Nawet mi się za leada nie udało wyjść. Sorry, ale roszczeniowy to jest człowiek, który myśli, że “utrzymuje” pracownika.
Jako milenials bezwstydnie zaniżający wydajność swojego zespołu witam serdecznie kolejne pokolenie na pokładzie, etos pracy jest w szafce obok papieru toaletowego, można używać zamiennie.
Pewnie chciały urlopu! Szuje!