Rodzi się ich Bóg, a tuż pod ich nosem umierają uchodźcy. To jest ta miłość bliźniego?

4 comments
  1. Tak jak jestem niewierzący to wkurzają mnie takie posty potwornie. To takie samo pitolenie jak mówienie ooo dzieci w Afryce głodują a Ty sobie tu rogala z dżemorem zjadasz. Mój teść jest głęboko wierzącym katolikiem (jednocześnie głęboko nienawidzącym pisu). I jestem pewny, że gdyby mógł to by wpuścił do swojego domu tyle osób ile się zmieści. Ale jak ma to zrobić? Co, ma po nich pojechać? Nie legalnie przemycić ich przez granicę? Co dalej ma z nimi zrobić? Ile mają u niego mieszkac?
    Często słyszę ostatnio to samo pitolenie ooo katolicy, Bóg się rodzi a tam ktoś umiera. Trzeba wybierać sobie bitwy w życiu i mierzyć siły na zamiary.

    Jaki jest cel tego artykułu w ogóle. Katozjeby i tak nie czytają natemat bo to lewacki portal. Przeczyta to taki mój teść i wywoła to u niego jeszcze większe uczucie bezradności i poczucie winy. A niewierzący, sarkastyczne dupki jak autorka tego tekstu będą mogły sobie wsiąść na swojego “wysokiego konia” i wąchać własne pierdy mamrocząc i poklepując się po plecach jacy to.oni są fajni bo żyją w zgodzie ze sobą A nie w tej zakłamanej religii co daje ludziom umierać w lesie.

  2. Ostatnio oglądałam vlog Bez Planu, wiecie że w Salwadorze lokalna mafia morduje po 30 cywilów dziennie? A teraz zacznijmy wszyscy płakać z tego powodu, najlepiej na trzy cztery… Bo przecież mamy taki wpływ na to co tam się dzieje, tak samo że migranci idą w lesie siedzieć.

Leave a Reply