O to właśnie chodzi w słynnym, strasznym, lewackim haśle “mieszkanie prawem nie towarem” czego usilnie starają się nie rozumieć niektórzy z bardziej liberalnej strony. Nie o to, że każdy ma dostać mieszkanie w centrum Warszawy, tylko o to, żeby uregulować rynek tak, żeby mieszkania nie stanowiły łakomego kąska spekulacyjnego tzn. utrudnić masowe skupowanie mieszkań pod wynajem, flipy, skupowanie i trzymanie pustostanów jako inwestycji i tak dalej.
Są oczywiście na to jakieś sposoby. Często przywoływany Wiedeń ma między innymi coś takiego jak maksymalna cena wynajmu. To by musiało działać na poziomie lokalnym i wymagałoby decentralizacji, czyli odwrotności tego, co się dzieje w Polsce. Są też pomysły na wysokie opodatkowanie pustostanów, lub podatek katastralny zwiększający się z każdą kolejną posiadaną nieruchomością ponad jedną.
Problem tu jest taki, że u nas wynajem (w większej mierze) prywatny jest na tyle rozwinięty, że jakby go zabrać, albo mocno ograniczyć, to cała masa ludzi nagle nie miałaby gdzie mieszkać. Co z większością studentów?
Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia któryś rząd weźmie za łby te ścierwa i zrobi z nimi porządek.
4 comments
Nie rozumiem 🙁
Ale dlaczego?
Przecież na niektórych stronach agregatach ofert masz całe [kategorie dla rzeczy inwestycyjnych](https://rynekpierwotny.pl/pod-inwestycje/apartamenty-inwestycyjne/), to nie jest żadna nowość, ani nic co mogłoby dziwić. Są też [agencje](https://flatmate.pl/mieszkania-inwestycyjne/) specjalizujące się w takich inwestycjach.
O to właśnie chodzi w słynnym, strasznym, lewackim haśle “mieszkanie prawem nie towarem” czego usilnie starają się nie rozumieć niektórzy z bardziej liberalnej strony. Nie o to, że każdy ma dostać mieszkanie w centrum Warszawy, tylko o to, żeby uregulować rynek tak, żeby mieszkania nie stanowiły łakomego kąska spekulacyjnego tzn. utrudnić masowe skupowanie mieszkań pod wynajem, flipy, skupowanie i trzymanie pustostanów jako inwestycji i tak dalej.
Są oczywiście na to jakieś sposoby. Często przywoływany Wiedeń ma między innymi coś takiego jak maksymalna cena wynajmu. To by musiało działać na poziomie lokalnym i wymagałoby decentralizacji, czyli odwrotności tego, co się dzieje w Polsce. Są też pomysły na wysokie opodatkowanie pustostanów, lub podatek katastralny zwiększający się z każdą kolejną posiadaną nieruchomością ponad jedną.
Problem tu jest taki, że u nas wynajem (w większej mierze) prywatny jest na tyle rozwinięty, że jakby go zabrać, albo mocno ograniczyć, to cała masa ludzi nagle nie miałaby gdzie mieszkać. Co z większością studentów?
Mam nadzieję, że jeszcze za mojego życia któryś rząd weźmie za łby te ścierwa i zrobi z nimi porządek.