>Na początku XX wieku u szczytu epoki kolonialnej nierówności były
skrajnie wysokie, potem nastał złoty okres kapitalizmu i niwelowania
różnic. Zaczęło się nieśmiało po I wojnie światowej, kobiety dostały
prawa wyborcze, wprowadzano ośmiogodzinny dzień pracy, ruszyły
rozwiązania socjalne. Po II wojnie proces wyrównywania przepaści
dochodowej przyspieszył, zwłaszcza na Zachodzie, gdzie wzmacniano
związki zawodowe, dbano o wzrost płac, inwestowano w usługi publiczne i
wprowadzano wysokie opodatkowanie najbogatszych – w latach 60. i 70.
stawki rzędu 90 procent nie były niczym nadzwyczajnym, a mimo to
gospodarka Zachodu pędziła jak szalona. Od lat 80. XX wieku widzimy w
skali globalnej odwrót od tych rozwiązań, spada opodatkowanie
najbogatszych, międzynarodowe korporacje płacą coraz niższe stawki,
państwa wycofują się z finansowania usług publicznych, a nierówności
szybko rosną.
​
>Na ten argument nie ma żadnych dowodów empirycznych. Jeśli się spojrzy
na rozwój USA czy Europy Zachodniej, porówna dane o wzroście
gospodarczym czy innowacyjności, to lata 50. i 60. XX wieku były
znacznie lepsze niż ostatnie dekady. Lata 60. były pełne wigoru, wtedy
człowiek leciał na Księżyc, kraje Zachodu notowały duży wzrost
gospodarczy, a jednocześnie był to czas silnych związków zawodowych,
wysokiego opodatkowania, dużej ingerencji państw w gospodarkę i dużych
transferów społecznych. Wtedy kapitalizm przeżywał swój złoty okres, a
nie w ciągu ostatnich 30 lat. Od lat 90. do dziś na Zachodzie mamy czas
stagnacji produktywności, stagnacji płac, wolniejszego wzrostu PKB.
No tak, nierówności rosną, a jakie to może mieć skutki polityczne zobaczyliśmy po wyborach 2015.
2 comments
>Na początku XX wieku u szczytu epoki kolonialnej nierówności były
skrajnie wysokie, potem nastał złoty okres kapitalizmu i niwelowania
różnic. Zaczęło się nieśmiało po I wojnie światowej, kobiety dostały
prawa wyborcze, wprowadzano ośmiogodzinny dzień pracy, ruszyły
rozwiązania socjalne. Po II wojnie proces wyrównywania przepaści
dochodowej przyspieszył, zwłaszcza na Zachodzie, gdzie wzmacniano
związki zawodowe, dbano o wzrost płac, inwestowano w usługi publiczne i
wprowadzano wysokie opodatkowanie najbogatszych – w latach 60. i 70.
stawki rzędu 90 procent nie były niczym nadzwyczajnym, a mimo to
gospodarka Zachodu pędziła jak szalona. Od lat 80. XX wieku widzimy w
skali globalnej odwrót od tych rozwiązań, spada opodatkowanie
najbogatszych, międzynarodowe korporacje płacą coraz niższe stawki,
państwa wycofują się z finansowania usług publicznych, a nierówności
szybko rosną.
​
>Na ten argument nie ma żadnych dowodów empirycznych. Jeśli się spojrzy
na rozwój USA czy Europy Zachodniej, porówna dane o wzroście
gospodarczym czy innowacyjności, to lata 50. i 60. XX wieku były
znacznie lepsze niż ostatnie dekady. Lata 60. były pełne wigoru, wtedy
człowiek leciał na Księżyc, kraje Zachodu notowały duży wzrost
gospodarczy, a jednocześnie był to czas silnych związków zawodowych,
wysokiego opodatkowania, dużej ingerencji państw w gospodarkę i dużych
transferów społecznych. Wtedy kapitalizm przeżywał swój złoty okres, a
nie w ciągu ostatnich 30 lat. Od lat 90. do dziś na Zachodzie mamy czas
stagnacji produktywności, stagnacji płac, wolniejszego wzrostu PKB.
No tak, nierówności rosną, a jakie to może mieć skutki polityczne zobaczyliśmy po wyborach 2015.