
To tak zaczynając od początku żeby trochę nakreślić moją obecną sytuację życiową.. wychowywałem się w BARDZO patologicznym domu od mojego urodzenia (a nawet dużo wcześniej) mój ojciec nadużywał w bardzo dużym stopniu alkoholu, pił ciągami, potrafił pić dwa tygodnie bez przerwy, później robić tydzień bez alkoholu i od nowa. W czasie swoich alkoholowych dni stawał się człowiekiem tyranem, niszczył wszystkich psychicznie, wyzywał, groził, kazał wynosić się z domu, mówił że to jego mieszkanie i że mamy “wyp…” i tak było codziennie, ja na to wszystko patrzyłem. Doszło do tego że przestałem w wieku 10 lat wychodzić na zewnątrz by pobawić się z rówieśnikami bo siedziałem z mamą chroniąc ją przed ojcem żeby jej nie bił. Policja bywała u nas 2-3 razy w tygodniu. W szkole podstawowej byłem wycofany, cichy, wyśmiewany i odtrącony przez grupę rówieśników, to samo w gimnazjum (które zresztą ledwo skończyłem bo nie chodziłem do szkoły z powodu ciągłego wyśmiewania, a przez nauczycieli byłem traktowany jak “delikwent” który ucieka z lekcji, nikt nie wiedział co wtedy jest w mojej głowie). Wierzcie lub nie, ale ojciec pił ciągami przez 20 lat mojego życia. W wieku 14 lat rozpoczęły się u mnie zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, fobia społeczna, i ogólnie nerwica – nikt tego u mnie nie leczył bo jak 14 latek może mieć nerwicę, a było to 16 lat temu, więc podejście też było trochę inne. Później doszły do mnie zaburzenia ze strony jelit, dostawałem cały czas biegunek gdy miałem wyjść w jakieś nieznane miejsce czy jechać komunikacją miejską, najmniejszy stres powodował biegunki, trwa to w zasadzie do teraz. Próbowałem leków antydepresyjnych (paroksetyna, citalopram, escitalopram) wszystkie one powodowały nawet pomimo próby przeczekania okresu adaptacyjnego do leku (5-6 tyg) nasilenie lęków i gorsze samopoczucie niż bez, więc w końcu zrezygnowałem.
Z powodów z brzuchem, nasilenia nerwicy i fobii społecznej byłem zmuszony ukończyć szkołę średnią w systemie wieczorowym (było to liceum). Wiedziałem że liceum nie da mi żadnego zawodu a na studia wiedziałem że nie pójdę bo nie jestem wstanie psychicznie i fizycznie. Załapałem się więc na kurs z europejskich funduszy dla osób z niskim wykształceniem i zrobiłem kurs operatora maszyn CNC, kurs trwał 120 godzin a po nim odbywał się egzamin czeladniczy z komisją – zdałem ten egzamin i “niby” uzyskałem zawód operatora maszyn cnc, niestety.. nigdy w tym nie pracowałem pomimo wysłania kilku CV, a obecnie nie wiedziałbym pewnie jak włączyć taką maszynę.
Od kilku lat tułam się po zakładach produkcyjnych i liniach montażowych. Zwykłe proste prace fizyczne. Nic innego nie potrafię. Życie skopało mnie po dupie.. ojciec zniszczył mi życie a to kim będę w przyszłości zaczęło kiełkować już na samym początku szkoły podstawowej, następnie wystąpił efekt domino + słabe geny i psychika, co skończyło się tak jak się skończyło. Chciałbym coś zmienić w swoim życiu, mam obecnie 30 lat i nie chcę żyć tak jak teraz do końca swojego życia. Bardzo chciałbym nauczyć się czegoś i wyjechać za granicę, chciałbym zacząć tam nowy rozdział w moim życiu, rozpocząć od czystej kartki – w miejscu gdzie nikt mnie nie zna, nie wie kim jestem i nie wie z jakiej rodziny pochodzę. W swoim obecnym mieście jestem “naznaczony” to małe 50 tysięczne miasteczko, moją rodzinę zna tu na prawdę wiele osób bo to co tu się działo przechodziło ludzie pojęcie. Nieraz uciekaliśmy boso w zimie przed ojcem który nas wyrzucał z domu. Widziałem wiele scen które utkwiły mi w pamięci a o których nawet nie mam odwagi tu pisać.
Zacząłem uczyć się angielskiego po 2-3 godziny dziennie, myśląc w przyszłość o jakimś wyjeździe.. ale też bardzo dołuje mnie fakt że bez wykształcenia i dobrego fachu w ręce będę skazany na bardzo ciężką pracę i w dodatku pewnie z alkoholikami, narkomanami i ludźmi z wyrokami. Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, introwertycznym, bez nałogów, więc raczej nie poradziłbym sobie psychicznie mieszkając z takimi osobami. To też mocno blokuje moje marzenia o wyjeździe. Nigdy nigdzie nie byłem. Nie widziałem morza, nie widziałem plaży, nie byłem w górach, nie byłem za granicą, nie byłem w restauracji. Moje zaburzenia zamknęły mnie w domu i ograniczyły do wegetacji na zasadzie praca na produkcji -> pokój i komputer -> sen i tak w kółko. Jestem więźniem swojego życia, wegetuje. Kiedyś mi pewna osoba powiedziała że dawno by skończyła ze sobą gdyby przeżyła to co ja i gdyby miała teraz takie życie jak ja – miało to z jej ust zabrzmieć chyba motywująco w moją stronę że jestem twardy i się nie poddaje, ale zabrzmiało trochę inaczej.
Dużo marze. Wyobrażam sobie że jestem człowiekiem wolnym od zaburzeń, zdrowym fizycznie, silnym z energią życiową. Że wyzbywam się swoich ograniczeń i zaczynam nadrabiać stracone lata. Często włączam sobie takie filmy [FLORENCE, ITALY WALKING TOUR!! 4K HD! – YouTube](https://www.youtube.com/watch?v=huOTjAmIhZE&ab_channel=FunLifeMemory) i relaksuje się przy tym wyobrażając sobie że jestem tam na miejscu, spaceruje relaksowany i wolny od zmartwień. Utopia.
Nie wiem czy jestem wstanie zrealizować to co mam w głowie. Nie wiem nawet jak zacząć. Zrobić kurs na wózki widłowe? Spróbować złapać się na staż z urzędu pracy do firmy z maszynami CNC? mam mętlik w głowie.. na pewno odpadają wszelkie prace w samochodzie typu C+E, mam prawo jazdy ale nie mam samochodu, boje się nim jeździć i wszędzie poruszam się albo rowerem albo komunikacją miejską. Jestem świadomy że mój wiek jest już mocnym ograniczeniem co do zmiany, bo jak widać jestem w takim położeniu życiowym że ta zmiana musiałaby być o 180 stopni. Jest mi bardzo smutno i przykro że tak skończyłem w życiu, że na loterii zwanym życiem trafiłem w nieodpowiednią rodzinę i do tego ze słabymi genami. Jest wiele osób które miały ciężko w życiu i pewnie ciężej ode mnie ale zapewne mają inną psychikę, silniejszą.. może nawet takie życie umocniło ich wewnętrznie.. ja natomiast jestem słabym psychicznie człowiekiem, prędzej ucieknę niż uderzę pięścią. Jeżeli ktoś to przeczytał.. to chylę czoła, sam nie wiem po co to pisze, może chce się wygadać? zapomniałem wspomnieć.. znajomych też nie mam. Życzę wam spokojnego wieczoru.
by S0ap1t
9 comments
Przeczytałem całe i chce tylko powiedzieć że jakbyś chciał pogadać albo miał słabszy moment to napisz do mnie
perspektywy są takie że jest jak jest i lepiej nie będzie, zrób co dasz radę i nie przejmuj się tym co nie wyszło, tak już bywa
Wyjedz za granice tylko zamiast do jakiś fabryk to na rolnictwo. Ciężka praca w polu ale spokojniejsza, ludzie też lepsi.
Hej, rzeczywiście miałeś trudną historię ale super jest to, że chcesz się odbić. I nauka angielskiego czy pomysł kursu na wózki widłowe to są duże kroki naprzód. Mogę sobie tylko wyobrazić, jak jest Ci ciężko choćby z tymi dolegliwościami psychofizycznymi, ale nie łam się do końca i powalcz. A jak na razie obawiasz się wyjazdu za granicę to zacznij od przeprowadzki do innego miasta w Polsce. I tam daj sobie jeszcze jedną szansę z psychoterapią, czy psychiatrą. Z doświadczenia wiem, że zmiana środowiska ma ogromny wpływ na zmianę własnego spojrzenia na życie.
Bro… tak mi przykro… miałem podobnie z tymże nie aż tak hardcorowo więc wyszedłem nieco mniej pokaleczony.
Ogarnij psychiatrę na NFZ i pogadaj – leki potrafią pomóc. Z terapią to pewnie lipa w małym mieście. tak mi się widzi że to Twoje miasteczko to Twój największy hamulcowy w tym momencie.
Skoro już masz ten kurs CNC to może próbuj w jakimś większym ośrodku? U mnie w Lublinie codziennie mijam firmę z wielkim banerem “zatrudniamy operatorów CNC”.
NiCZEGO jeszcze nie skończyłeś w życiu – masz 30 lat, nie tak źle. Ja z alkoholizmu i depresji zacząłem się odkręcać koło 40…
Na nic jeszcze nie jest za późno, tylko musisz opuścić ten dół psychiczny – wiem, człowiek często nie wie jak dlatego właśnie poleciłem ci psychiatrę i psychologa.
Z fartem mordo, nie poddawaj się. masz więcej siły i rozumu niż ci się wydaje.
trochę flashbacków miałam podczas czytania…
po pierwsze 30 lat to dopiero początek życia, po 2 jeżeli masz trochę pieniędzy – idź do lekarza (na nfz to jak najszybciej!). z mojej perspektywy przeprowadzka jest zajebistym pomysłem, bo nie będziesz miał flashbacków. wsm jak typowy libek zadałabym pytanie czy nie chciałbyś programować? głowa do góry, życzę powodzenia 🙂
Ukończyłeś liceum i kurs z pozytywnie zdanym egzaminem. Uczysz się codziennie angielskiego. Widziałam, że zacząłeś udzielać się na subreddicie CNC. Uważam, że jak na osobę o Twoich doświadczeniach, to świetnie dajesz sobie radę. 30 lat to żaden wiek, masz jeszcze dużo czasu by spełnić swoje marzenia. Byłam trochę w podobnej sytuacji, nerwica szkolna, fobia społeczna, IBS, kurs UE dla NEET i z czasem udało mi się wyjść z tego marazmu. Życzę Ci wszystkiego dobrego.
Z calego serca proponuje ci posluchac filmikow na yt Stowarzyszenie psychologiczne zaburzeni&odburzeni. Dzieki hewadowi i wiktorowi wyszedlem z nerwicy lekowej. Chlopaki robia niesamowita robote, jest tez forum/grupy od nich na ktorych mozna porozmawiac. To praktycznie darmowa terapia ze specjalistami w dziedzinie nerwic, D/D itp. Trzymam za ciebie kciuki, wiekszosc z nas nawet by nie podolala do takiego miejsca w jakim ty jestes wiec jestes naprawde silna osoba.
Chlopie, jest jeszcze kupa zycia przed toba. Moj SP Ojciec wyjechal do Kanady przed 40-stka tak wiec jest jeszcze masa dobrych rzeczy przed Toba. Glowa do gory, napewno poradzisz sobie.