
Nieustannie zaskakuje mnie często pojawiające się na tym subreddicie łączenie Polski i polskiej kultury z piciem alkoholu i kolejne wątki o tym, jak bardzo źle żyje się w tym kraju osobom niepijącym.
Osobiście nie piję alkoholu wcale i od zawsze. Od urodzenia nie wypiłem nawet pół szklanki piwa. Co ciekawe, już w szkole podstawowej byłem przekonany, że nigdy nie zamierzam stosować żadnych używek (alkoholu, papierosów czy innych substancji odurzających zażywanych rekreacyjnie) i okazuje się, że nadal z powodzeniem stosuję tę zasadę, chociaż mam już prawie 40 lat.
Dlaczego nie piję? Podchodzę do tego czysto praktycznie, bez żadnej motywacji oszołomskiej.
* Przede wszystkim chodzi o zdrowie. Alkohol jakoś nie współgra ze zdrowym odżywianiem się, ćwiczeniami czy dbaniem o odpowiednią ilość snu. Nie przynosi żadnych korzyści zdrowotnych, za to spożywany regularne nawet w umiarkowanych ilościach [istotnie zwiększa zagrożenia zdrowotne](https://www.youtube.com/watch?v=DkS1pkKpILY), takie jak ryzyko nowotworów. Nawet w przypadku czerwonego wina korzyści z zawartego w nim resweratrolu nie przewyższają potencjalnych szkód wynikających z regularnego spożywania alkoholu – zdecydowanie lepiej sprawdzają się inne produkty o dużej zawartości antyoksydantów.
* Widzę, do ilu tragedii życiowych prowadzi alkohol – a przecież nikt nie zaczynał pić z myślą, że chce się uzależnić.
* Ze względu na swoją wysoką neurotyczność prawdopodobnie byłbym podatny na uzależnienia, więc wolę nawet tego nie testować.
* Widzę, jak wiele osób (w szczególności mężczyzn!) pod wpływem nawet umiarkowanej ilości alkoholu zachowuje się dziwnie, nieadekwatnie, często w sposób wywołujący dyskomfort u innych ludzi i naruszający ich granice personalne. Są wśród nich i takie zachowania, których gdybym się dopuścił, a potem wytrzeźwiał, przy moim wyczuleniu na dyskomfort innych osób jedyną opcją pozostałoby chyba tylko honorowe harakiri. Rozwiązanie okazuje się proste: niepicie = pełna kontrola nad swoim zachowaniem.
Jedyna “zaleta” alkoholu to ułatwienie kontaktów społecznych. Nawiązując do punktów powyżej: tak, ale jakim kosztem…
Teraz kwestia najważniejsza w kontekście kulturowym: Nigdy nie zetknąłem się z żadną dyskryminacją z powodu niepicia, wręcz przeciwnie, często otrzymywałem bardzo pozytywne reakcje i kciuki do góry. Żarty oczywiście czasami się zdarzają, ale na żart odpowiadam żartem – i wychodzi remis. Nie propaguję nigdzie radykalnej abstynencji, nie mam nic przeciwko osobom, które piją umiarkowanie (jak powiedział klasyk: nie tak, żeby się upić i walać), czasem nawet polewam innym, ale w swoim życiu konsekwentnie trzymam się swoich zasad w tej kwestii.
Nie wiem, może żyję w jakiejś specyficznej bańce społecznej, ale odnoszę wrażenie, że Polska jest całkiem przyjaznym krajem dla abstynentów, bez większych różnic w porównaniu z Europą Zachodnią, a zarazem bez porównania z R\*sją i innymi republikami dawnego ZSRR. Klucz to asertywność, życzliwość i poczucie humoru.
by netrun_operations
8 comments
Ja na każde nie picie dostaje 56 wkurwiających “ze mną sie nie napijesz hłe hłe” i ogólnie zastanów się jaki odsetek osób których znasz pije dla towarzystwa a ilu znasz abstynentów to pewnie ogarniesz, że mimo wszystko abstynenci są wykluczani spolecznie, choć zdarzają się wyjątki jak np. ty właśnie.
Sam jestem abstynentem od 5 lat. Na każdym spotkaniu z rodziną/integracji w firmie czy coś słyszę “ze mną się nie napijesz?” Albo że chop nie wielbłąd itd. Jakoś dwa lata temu nauczyłem się że jak powiem “biorę leki” to nikt się nie czepia.
Ja nie pije od kiedy urodziła mi się córka(10 miesięcy), ale nie było tutaj żadnej ideologii. Po prostu wstałem i stwierdziłem, ze od dziś nie pije i jak najbardziej mi z tym dobrze. Doceniam pełna świadomość i jasność umysłu, chociaż brakuje mi czasemi smaku piwa(kawę też pije dla smaku).
Chciałbym się szczególnie odnieść do etapu o znajomościach. Myśle, ze jest to kwestia do wypracowania, i nawet trzeźwa osoba może bez problemu nawiązywać relacje, wymaga to niestety więcej pracy. Przecież wóda nie dodaje nam supermocny, to dalej my, tylko z odpiętym poziomem wstydu. Personalnie polecam nawiązywanie relacji na trzeźwo, mam wrażenie, że są ciekawsze niż te pijackie więzi z liceum/studiów.
Ale to ty dzwonisz.
Nie widzę nic złego w wypiciu kilku kieliszków ze znajomymi. Pić trzeba umieć.
>Nigdy nie zetknąłem się z żadną dyskryminacją z powodu niepicia, wręcz przeciwnie, często otrzymywałem bardzo pozytywne reakcje i kciuki do góry.
No to zazdro, bo ja żeby nie być wyrzutkiem i przegrywem w liceum musiałem na domówkach i osiemnastkach pić alkohol. Ile razy nie chcieć pić było widziane jako coś złego…
>Nie wiem, może żyję w jakiejś specyficznej bańce społecznej, ale odnoszę wrażenie, że Polska jest całkiem przyjaznym krajem dla abstynentów
A ja się z tym nie zgodzę, w Polsce standardowo ludzie piją alkohol w towarzystwie i jeśli nie pijesz, to jesteś dziwny. Oczywiście to też zależy od otoczenia, może w Twoim przypadku jest lepiej.
Nie wiem w jakich towarzystwach sie ludzie obracają ale jakies nakłanianie do picia wydaje się marginesem społecznym.
Nie pijesz to nie pijesz, mam mase osób co nie pije i wystarczyło naszemu gronu ziomeczkow raz powiedzieć i nikt nikogo nigdy nie zmuszał.
To chyba jakiś mental ludzi 50+ albo wlasnie lekkiej “patolii”
Sam pije do okazji i nie ma w tym nic złego.
polacy kochają cukier, alkohol i tłuszcz i jeżdżenie wszędzie autami, najlepiej jakby się dało jeszcze do sklepu wjechać.
A jak im mówisz że to niezdrowe, albo że samemu tak nie lubisz, to wielce oburzeni, jakby ktoś im na tą polską tradycje kołtuństwa napluł.
Nic z tym nie zrobisz. Uśmiechaj się, i idź dalej, nie dawaj im atencji.