Dzisiaj zajmę się powszechnie wyrażanym (także pod moimi postami) poglądem, że “opozycja powinna o tych aferach grzmieć 24/7”, który łączony jest z przekonaniem, że jeśli tylko opozycja by tak zaczęła robić, to Partia w trymiga by upadła i sobie swoją głupią twarz rozwaliła. No więc śmiem wątpić. I zaraz wyjaśnię dlaczego.

👉 Po pierwsze: by miała miejsce komunikacja, nie wystarczy, by ktoś mówił. Potrzeba jeszcze kogoś, kto będzie słuchał. Pytanie za sto punktów: kiedy ostatnio oglądaliście konferencję prasową którejkolwiek partii opozycyjnej, na temat kolejnej machlojki w Partii? Bo mogę Was zapewnić, że takie konferencje mają miejsce niemal cały czas. Czy aferę odkrywają dziennikarze wolnych mediów (częściej), czy posłowie w trakcie interwencji (rzadziej), zwykle błyskawicznie ustawia się te ścianki z logiem partii, zaprasza media i robi Wielkie Ujawnienie. I co? I jajco. Mało kogo to obchodzi, po prostu. NAS to mało obchodzi. Ok, ktoś powie, ale może zamiast robić jedną konferencję, trzeba by zrobić dziesięć, albo sto, co? Otóż nie, a powodów jest kilka. Raz: to się błyskawicznie znudzi, a wśród publicystów nie zabraknie takich, którzy powiedzą, że “partia X uparcie podnosi temat afery Y, a w ogóle ignoruje aferę Z”, na co symetryści dodadzą, że “partia X poszła w tani populizm”. Dwa: oczywiście, jakby jedna z partii grzała ten temat, to dwie pozostałe też z tej okazji jej dowalą za “rutynę”. Trzy: o czym już kiedyś pisałem, afer jest po prostu tak wiele, że ustawiają się w kolejce jak po mięso w PRL. Bardzo rzadko zdarza się, by była koniunktura na rzeczywiste grillowanie jakiegoś tematu dłużej niż przez tydzień-dwa. Czasy afer, które można było nazwać czyimś nazwiskiem, skończyły się dobre 15 lat temu, a na pewno w 2015 roku. Tego jest po prostu za dużo. A nasza pamięć jest bezdennie krótka. Amen.

👉 Z tego wynika po drugie: nie oczekujmy, że wszystko zostanie nam położone tuż przed nosem na złotej tacy. Albo jesteśmy świadomymi obywatelami, którzy potrafią poświęcić kilka minut dziennie na uzyskanie POWSZECHNIE DOSTĘPNEJ informacji, a okazjonalnie chwilę dłużej, by zewangelizować wujka pisowca, albo jesteśmy sovieticusami, którzy czekają tylko zachodu słońca i oczekują, że wszystko zrobi się samo. Nie zrobi się. Jeśli rzeczywistość medialna jest taka, że kolejne konferencje prasowe, wrzutki, kampanie medialne i tysiące, tysiące artykułów, filmów, programów itd., no więc, że to wszystko do Twojego wujka pisowca nie dotarło – to może pora z nim porozmawiać, a nie tylko drzeć szaty, że wszystko stracone. Niezmiennie przypominam, że gdyby trzy lata temu co pięćdziesiąty wyborca Trzaskowskiego przekonał JEDNEGO wyborcę Adriana, żylibyśmy w zupełnie innym kraju. Dajmy sobie nieco podmiotowości. Nie traktujmy samych siebie jak bezwolnych baranów.

👉 Oraz po trzecie, choć to może lekka dygresja: otóż irytuje mnie niezwykle, że tak wiele osób zdaje się uważać, że głos to się oddaje nie na tego, po kim spodziewamy się możliwie najlepszych rządów, tylko na tego, kto zrobi najładniejszą kampanię. Tak jakby to był jakiś kabaret, gdzie wygrywa ten, który najbardziej nas rozbawi i zadziwi żonglowaniem łuskanym grochem.

👉 Zresztą po czwarte: czy naprawdę naszym głównym kryterium wobec opozycji jest to jak skutecznie będzie nagłaśniała afery władzy? Nie wiem, Joński i Szczerba mają na tych konferencjach zakładać stroje Power Rangersów, czy o co chodzi?

👉 Po piąte: opozycja nie ma swoich mediów, a Partia owszem. Tak, wiem, “TVN jest platformerski”, a Wyborcza lewacka (wedle libków) lub libkowa (wedle lewaków), ale co byście o tych i innych mediach nie myśleli, to faktem jest, że są niezależne od partii opozycyjnych. Czy mają swoje linie redakcyjne? Jasne. Czy zdarza im się pisać durne laurki? Owszem. Czy tworząc treści wycinają je z klucza politycznego? Zapewne tak. Czy Tusk, Czarzasty, Zandberg, Biedroń, Hołownia lub Kosiniak mogą zwolnić prezesa TVN, Agory, Ringiera lub Wirtualnej Polski? Nie. Czy mogą zadzwonić z poleceniem, co ma być dziś puszczone? Nie. Czy kontrolowane przez nich firmy zapewniają tym mediom 30% przychodów? Nie. Czy mogą powiedzieć na ich łamach dowolny idiotyzm, wiedząc, że zależni od nich dziennikarze nie zadadzą trudnych pytań? Również nie. Mimo różnych sympatii i koneksji towarzyskich, partie opozycyjne i media stanowią oddzielne organizmy.

👉 Dlatego, wbrew temu co mówi Partia i co powtarza za nią Twój Kolega Symetrysta, wolne media opozycję jak najbardziej krytykują. Dlatego nikt od Kosiniaka po Zandberga, nie może “grzać tematu 24/7”, bo zaraz zostanie zaatakowany, że “znowu tylko straszy pisem”, “nakręca polsko-polską wojenkę” i “idzie w populizm”, co będzie zresztą zarzutami całkiem trafionymi. Dlatego partie opozycyjne muszą się w tej kwestii samoograniczać, bo przekaz antypisowskich mediów trafia dokładnie do ich elektoratów. Gwarantuję, że gdyby KO, Lewica lub Trzecia Droga chciały n-ty tydzień z rzędu mówić o tej samej aferze, choćby tej z tych ważniejszych, to psa z kulawą nogą by to nie zainteresowało. A wiecie kto się nie musi takimi drobiazgami martwić i ma nielimitowany czas antenowy? Partia.

👉 Po szóste: nie wiem skąd to przekonanie, że gdyby tylko odpowiednio często mówić o aferach Nowogrodzkiej, reżim weźmie i się sam przewróci. Jak wspomniałem wyżej: na te tematy od ośmiu lat powstają ogromne ilości tekstów (sam mam na koncie około tysiąca, a robię to absolutnie sam), filmów, analiz, raportów i tak dalej, i wszystko to wisi sobie w internecie, do którego prawie wszyscy mamy dostęp, leży w kioskach i leci w telewizji – i jakoś Partii nie spada. Może więc nie to jest problemem. Może chodzi raczej o to, że…

👉 Po siódme: te afery nie mają ciągu dalszego. Na przykład jednej z afer, która na nieco dłużej zawładnęła mediami, były defraudacje w Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, gdzie przeznaczano setki milionów na start-upy jakichś barmanów i innych zięciów tego czy owego aparatczyka. To było kilka miesięcy temu. Kojarzycie jakiś ciąg dalszy? Coś się stało? Trwa jakieś śledztwo, komuś postawiono zarzuty, trwa jakaś rozprawa? Oczywiście, że nie, bo Polska to nie Holandia. My od siedmiu lat (wiosna 2016) nie mamy takiego drobiazgu jak prokuratura, która mogłaby jakiemukolwiek aparatczykowi postawić zarzut. Od sześciu lat (jesień 2017) systematycznie rośnie nam liczba neosędziów, którzy (nie wszyscy, ale wielu) są zależni od Partii i często-gęsto wydają wyroki po jej myśli. Upolityczniona jest policja, służby, media publiczne, służba cywilna. Krótko mówiąc: nie ma komu doprowadzać tych spraw do końca, bo każdej, ale to naprawdę każdej aferze ukręca się łeb, zanim na dobre zacznie się coś dziać. Niby to wszyscy wiemy, a jednak oczekujemy, że ci opozycjoniści dokonają jakichś czarów. Czyli jak wyżej: czekamy, aż zrobi się samo.

👉 Po ósme i być może najważniejsze: otóż takie stawianie sprawy trochę odwraca kota ogonem. Ja doskonale rozumiem tę emocję i nikomu tu nic nie zarzucam. Wiem też, że partie opozycyjne uparcie “nie ogarniają w przekaz”, co znacznie ułatwia robotę partyjnej propagandzie (żeby było jasne: znam takie historie dotyczące dokładnie każdej z nich). Natomiast mam nieodparte wrażenie, że przy tak formułowanym – nazwijmy to – żalu, gros winy spada nie na tego, na kogo powinno. Otóż problemem nie jest to, że opozycja mówi o kolejnych aferach niedostatecznie intensywnie, nie tym językiem, za często, za rzadko, nie tymi kanałami itd. itp. etc., tylko to, że te pierdolone afery mnożą się jak paryskie szczury, jakaś jedna trzecia z nas mówi “it doesn’t look like anything to me”, a z pozostałych dwóch trzecich, które pofatygują się za miesiąc do urn, jedna trzecia uzna, że to spoko, a tak mniej więcej co dziesiąty, że skoro tak, to on zagłosuje na afirmujących pedofilię fa***ystów i religijnych fanatyków. Byłoby miło, gdybyśmy częściej pamiętali o tym, kto tu generuje problemy, kto udaje, że ich nie widzi, a kogo przewina polega raczej na tym, że nie potrafi ich sprawnie rozwiązać. Nie chcę być adwokatem partii opozycyjnych (a tym bardziej żadnej konkretnej), ale źródłem problemu są kolejno:
– Car Żoliborza
– typ, który udaje prezydenta i podpisuje każdą autorytarną ustawę, jaką mu przyniosą
– typ, który udaje premiera i te ustawy tworzy
– kilkuset wiernych pretorian, którzy przez osiem lat niemal nigdy się nie postawili politbiuru
– setki tysięcy aparatczyków, ich rodzin, kumpli, kolegów z liceum i innych instruktorów narciarstwa, którzy wcielają to prawo w życie, podpisują co trzeba, robią przelewy, wydają decyzje itd.
– wspomniane kilkadziesiąt procent z nas, którzy na to patrzą i udają, że nie widzą i albo na nich głosują, albo nie głosują wcale
– opozycja, która mogłaby skuteczniej z tym walczyć, ale tego nie robi
– wolne media, które mogłyby nie dawać się tak łatwo manipulować partyjnej propagandzie, no bo niech mi ktoś wyjaśni, czemu ktokolwiek w ogóle na serio zajmował się tymi pytaniami referendalnymi.

👉 Nie ma nic złego w oczekiwaniu skuteczności. Sam jestem pragmatykiem i skuteczność cenię sobie wysoko. Natomiast jestem też racjonalistą i staram się oceniać wedle możliwości oraz pamiętać o chronologii zdarzeń i związkach przyczynowo-skutkowych. A te układają się w nieco bardziej zniuansowany obraz, niż proste “a bo oni nie robio”.

Źródło: https://www.facebook.com/PutinowaPolska/posts/pfbid0YNYpATbGFz3DvEr6YrCBM79rHa2SnErtjUQc5ix4pNuUY7dWbDSQakXtBvGWVatCl

by palusik

2 comments
  1. TLDR tego jest za dużo, przy czym mam wrażenie że nawet jakby się udało ich odsunąć od władzy to naprawa państwa zajmie długie lata, one cockroach at a time

Leave a Reply