Mam wrażenie, że ostatnimi czasy powróciła moda na tzw. hip-hopolo, które święciło triumfy dwie dekady temu. Tylko że teraz ma to jeszcze mniej wspólnego z hip-hopem niż wtedy. Nie chcę generalizować że cały rap tak wygląda, ale… Może po kolei.

Jakiś czas temu natrafiłem na [to](https://www.youtube.com/watch?v=1yD024rioQo) . Kawałek ładnie buja, jednak tekst… Zacytuję może refren:

> Ona zostawiła w mojej furze swoje czarne stringi,

> a na szyi ciągle mam jej ślady od czerwonej szminki.

> Jak wchodzimy do lokali zamawiamy zimne drinki,

> gdzieś na polu paląc blanta ze mną to złamała szpilki.

Brzmi jak wyjęte z kawałka disco polo. Jedyne co nie pasuje, to ten blant, bo akurat trawa nie jest w disco szczególnie często wspominana. Myślałem że gość po prostu nagrał sobie taki luźny numer, fajnie. Tylko że zagłębiając się w jego twórczość, znalazłem może jeden strictle “rapowy” numer. To jednak jeszcze nic. Grzebiąc dalej natrafiłem na kolejne ciekawe “rapowe” utwory.

Tutaj pan [Wac Toja](https://www.youtube.com/watch?v=7bqn2Kq5WQI) :

> Jaramy jointa, zielonego lolka

> Dwie białe kreski, pierdolić niebieskich

> I tylko spontan od początku do końca

> Liczy się prestiż i te niunie sexy

Ja rozumiem że w imprezowym kawałku nie potrzeba poetyckich tekstów, ale to jest na poziomie imprezy w remizie na wsi… nie coś czego spodziewałbym się od rapera. Ponownie – większość piosenek tego twórcy jest na podobnym poziomie – [to](https://www.youtube.com/watch?v=flBtgE6gN_c) mogłoby lecieć na jakimś polotv i nikt by sie nie zająknął.

Natomiast najciekawszym “odkryciem” jest dla mnie Kizo. Gość nawet ma głos, i jakiś tam potencjał, jednak teksty… Zresztą, po prostu zacytuję:

> Twoje koleżanki o trzy groszy pi****ę / Te samе, które chcą nagrywać z nami porn*le

> Ona nosi bieliznę, w kolorzе tussy, więc wyliżę jej p***ę

> Z rana dupeczka naga taki mam widok / Testosteron z kokainą się zgadza libido

> Przy tobie na pewno libido nie spada / Jak dasz mi brzoskwinkę – wyjdzie lemoniada

> Słodkie idiotki przychodzą do nas, żeby poznać raj, po czym zawsze kończą lizaniem jaj (wow!)

Przecież żeby pisać takie prostackie linijki nie trzeba dać z siebie nawet 10%. Teksty na poziomie Cypisa, gołe dupy na teledyskach, niektóre jego linijki nie mają nawet logicznego sensu. Gość wykręca milionowe wyświetlenia, dostał złotą płytę czyli ludziom się podoba. Nie wiem czy dzisiaj tekst już nie jest ważny, i liczy się tylko żeby bujało?

Wiadomo że gusta są różne, i w sumie niech każdy nagrywa co mu na sercu leży i słucha czego chce. Tylko ramy gatunkowe w muzyce jednak po coś powstały. Według mnie żeby nazwać się “raperem” trzeba jednak mieć… umiejętności techniczne, charyzmę, teksty… cokolwiek. Natomiast teksty tutaj przytoczone, po pewnych poprawkach mógłby śpiewać Zenek na Sylwestrze Marzeń. Chociaż nawet on nie ma tak żenujących linijek. Poznałem jeszcze kilku podobnych “raperów”, których twórczość jest na podobnym poziomie. Wszyscy bardzo popularni. Stąd pytanie w tytule – czy to powrót hip-hopolo czy w ogóle mainstreamowy rap zamienia się powoli w disco polo? Kiedy w ogóle nastąpiło takie obniżenie poziomu i oczekiwań słuchaczy, że takie kawałki wykręcają milionowe wyświetlenia, twórcy cieszą się sławą i są wszem i wobec nazywani raperami?

by DirtPsychological455

2 comments
  1. Po pierwsze, trochę to daje takimi memami “music now vs music then”. Pozwól, że zacytuję tu jeden z bardzo popularnych kawałków old schoolowego rapu, sprzed czasu jego komercjalizacji:

    >Seksualne uciechy niczym ekstra gimnastyka

    >Płatna dziwka po genitaliach cię dotyka

    >Rytmika jej ust przesuwanych po kutasie

    >Czujesz się wspaniale jak byś jechał w pierwszej klasie

    >Rozbierasz panienkę, masz ją jak na dłoni

    >Twój kutas się wyrywa, ona się uśmiecha

    >Lubieżnie cię zachęca, wie, że cię podnieca

    >Ty się nie pierdolisz, szybko w nią wchodzisz

    >Teraz wiesz na pewno, że przestanie się bronić

    >Zabawa się rozkręca, ona tempo przyśpiesza

    >Osiąga apogeum, zadowolony na nią patrzysz

    >Podziękować za cipkę jednak nie raczysz tylko płacisz

    Zaiste poezja na poziomie napalonego 15 latka. A to przecież 1997 rok, na 7 lat przed ekspansją “hiphopolo”. Ale tak, obecnie ten nowy rap też mi trudno nazwać rapem, bo często kompletnie nie ma w nim… rapu, jest wyłącznie śpiewanie. Z rapem łączy je bardziej wykorzystane instrumentarium, bo dźwięki i produkcja są kompletnie różne. Progresje akordów w sumie często też – ten pierwszy numer jest w Cis-moll, a w ogóle nie ma jakoś specjalnie dużo disco polo w tonacjach mollowych, chociaż się zdarza.

    W tym szczytowym okresie hiphopolo czyli circa 2004-2006 jak leciały takie hity jak “Dla mnie masz stajla”, “Jak zapomnieć”, “Ten czas”, czy “Szczęście” i “Sacrum” Meza to było kompletnie co innego, bo tam to był bardziej tradycyjny rap, tylko z bardziej luzackimi tekstami i chwytliwymi refrenami. Teraz w tym nowym czymś rapu nie ma w ogóle i w sumie to się chyba tylko z rozpędu nazywa rapem, bo sporo “raperów” w to weszło i użyte dźwięki często są kojarzone tradycyjnie z rapem (typu trapowe hihaty itp.). A tak to no… autotune z “retune speed” na maxa, 4 proste akordy i hook wokalny i jedziemy. Ta moda przyszła oczywiście zza oceanu – jak cała popkultura.

    A że to jest bardzo łatwe w słuchaniu, wpada w ucho, a do tego nie jest obarczone stygmą społeczną jak disco polo, to ludziska słuchają. Dużo osób w ogóle by nawet disco polo słuchało, tylko tego nie robią bo “to wstyd”. A rap to nie wstyd, więc można słuchać. Prawdziwym testem takich rzeczy jest to ile z tego będzie pamiętane za 10 lat, jak już przyjdą nowe trendy. I tyle.

    Oprócz tego są nadal ludzie, którzy robią klasyczny rap, polecam np. ostatnią płytę dinozaura O.S.T.R – zajebista.

  2. To że teksty w klubowym rapie są chujowe to stary temat. Mnie za to inny trend zastanawia.

    Dlaczego każdy raper dzisiaj brzmi jak zdychająca hiena na autotunie ? Rozumiem, że dużą ilość trendów łapiemy z zachodu ale tylko memowi raperzy jak Lil B albo czasem Chief Keef się do tej ilości pastiżu posuwali, a u nas jest to co drugi artysta.

    Plus jeszcze to

    >Natomiast najciekawszym “odkryciem” jest dla mnie Kizo. Gość nawet ma głos

    Gość ma głos jak 16latek grający w CSa który udaje że ma niższy głos żeby ludzie nie wyłapali, że mutacje przechodzi. Jak on jest brany na poważnie – nie mam pojęcia.

Leave a Reply