“Znikająca Polska”. Miasta mierzą się z depopulacją – szansą dla nich może być praca zdalna

7 comments
  1. Tak, fajnie tylko że nikt o tym problemie wcześniej nie myślał. Jestem w tej chwili w sytuacji gdzie mieszkam w małym mieście, dla młodych osób nie ma innej pracy niż sklepy, brak jakiejkolwiek filii większej uczelni oraz znikomy transport między miastami. Jedynym moim wyborem będzie samochód gdybym chciał na studia czy do pracy gdzieś indziej. Praca zdalna jest głównie dla ludzi po studiach więc to by nic nie dało.
    Mamy ledwo działający PKS który wielokroć się spóźnia, a połączenia kolejowe odebrane zostały 21 lat temu. Nikogo to absolutnie nie obchodziło, bo albo mają na samochód, albo pracują w niedalekiej elektrownii. Może mało związane z postem ale jednak, to ma związek z tym że najbardziej ekonomiczne dla osoby jak ja jest przeprowadzka lub dojazd samochodem (w tej chwili). Nie myślą o młodych a miasto znika, powoli ale znika.

  2. ‘ludzie nie chcą zostawać w małych miastach bez przemysłu i pracować w Biedronce, wola bezczelnie się wyprowadzić za pracą’ – zdziwiony dziennikarz z Warszawy wywodzący się z Wroclawka

  3. Rodzinne miasteczko mojej mamy, 150 km od Warszawy. Za PRL całe życie toczyło się wokół okolicznego zakładu, w którym pracowała spora część mieszkańców, część osób żyła z obsługi zakładu i ich pracowników. Na początku III RP zakład zbankrutował generując kosmiczne bezrobocie, nawet na tle regionu. Zamknięto odnogę kolei, która oprócz pasażerów głównie obsługiwała zakład. Wkrótce potem zaczęto zamykać nierentowne linie PKS praktycznie odcinając osoby niezmotoryzowane od edukacji, bo żeby zrobić cokolwiek ponad gimnazjum (czy wcześniej podstawówkę) trzeba się telepać 30-50km dzień w dzień w każdą stronę, lub wynająć coś na miejscu. Lokalny szpital jest tak naprawdę trochę większą przychodnią, a cokolwiek bardziej skomplikowanego jest wysyłane do szpitala 20km dalej. Kino zamknięto w latach 90, jedyne lokale rozrywkowe to bary i basen.

    Fast forward do świąt 2021. Na parkingach pod blokami więcej rejestracji warszawskich, niż lokalnych, parę z Łodzi, Krakowa, gdzieś miga jakaś niemiecka czy brytyjska. Za tydzień, jak wszyscy się rozjadą miasto będzie martwe, a zobaczenie dwudziestoparolatka będzie nie lada okazją, bo nieliczni pozostali w mieście nastolatkowie wyparowują jak tylko osiągną dojrzałość, a średnia wieku przechodnia jest przedemerytalna. Wg ostatniego spisu ludności miasto od ’89 straciło koło 20% mieszkańców, a w praktyce pewnie więcej, bo wiele osób jest tu zameldowanych, ale pracuje czy uczy się gdzieś indziej i nie planują powrotu, bo nie ma do czego.

    Także, fajnie, że ktoś zauważył problem. Szkoda, że 30 lat za późno, bo dla tego miasta nie ma już ratunku.

  4. Jest instrument do walki z depopulacją miast. Chodzi mi o miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego. One jasno wskazują gdzie, ile, co i jak zbudować. A niestety teraz buduje się na potęgę na wsiach, na których 20 lat temu było tylko kilka siedlisk.

    Założenie jest proste: pozwalać na budowę mieszkaniówki i produkcji tylko w pobliżu dużych miast, im dalej od miasta tym więcej terenów rolnych i leśnych.

    Wykonanie: niemożliwe. Biedne gminy z dala od dużych miast bardzo chętnie przeznaczą większość terenów rolnych pod budownictwo byleby tylko przyjechali do nich nowi podatnicy i się pobudowali. No i pękające dupy właścicieli działek, którzy nic nie mogą na nich zbudować.

    Wniosek: MPZP nie są w stanie pokonać zapotrzebowania finansowego JST i osób fizycznych.

    Źródło: bredzę.

  5. No tak, tylko jaki procent ludzi ma zawody które można wykonywać zdalnie? Obawiam się że może to być niewystarczająco żeby uratować te małe miasta. A poza tym, nawet praca zdalna (jak i z tego co mi wiadomo studia zdalne) wymaga od czasu do czasu wizyty w biurze (i analogicznie – w dziekanacie czy coś), więc bez dobrego skomunikowania z większymi ośrodkami to i tak nie da nic.

    Pozdrawiam, mieszkaniec takiego małego miasta.

  6. Szczerze to uważam, że to bardzo dobrze. Od zawsze mam niepopularną opinię, że ludzkość powinna w większości istnieć w miastach z zabudowami wyższymi niż domki jednorodzinne. Natura potrzebuje przestrzeni, a im więcej małych, niskich miast tym mniej przestrzeni dla natury. Mam wrażenie, że w całym krzyczeniu o klimacie wszyscy zapominają o właśnie zwykłej przestrzeni dla natury. Im bardziej rozproszona ludzkość tym mniej dużych przestrzeni dla natury, a niektóre gatunki nie potrafią współistnieć z ludźmi. Ciekawe, czy to rozproszenie ma taki negatywny wpływ na populację wilków w Polsce. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby wymieranie polskich wilków było bezpośrednio z tym powiązane.

  7. Nie wiem, ja także widzę ogromną różnicę w ludziach, których spotyka się w średnim, “wymierającym” mieście, a tymi spotykanymi w dużym, “przeludniającym się” i to jest dla mnie największy powód, czemu osobiście wolę żyć w dużym mieście. Infrastruktura i usługi są sprzężone z potrzebami ludzi, którzy mieszkają w danym miejscu.

    Choćbym mógł uczyć się i pracować zdalnie, to i tak teatru w moim mieście nie będzie, do sklepu będę musiał jeździć samochodem, a na mieście prawie nie spotkam rówieśników, chyba że tych pytających ludzi o problemy.

Leave a Reply