
Trzeci już dzień trzepię korekty swojego artykułu naukowego, nad którym spędziłem dwa bite miesiące, kilkanaście świetnie sprawdzonych źródeł, w tym dwie książki zamawiane za dziki hajs z zagranicy, końcowe tezy przedyskutowane z dwójką profesorów, którzy lepiej to ogarniają ode mnie, ostatecznie chyba jakiegoś wielkiego wstydu nie będzie. Młodość spędzona w bibliotekach, o bracia poloniści, siostry polonistki xd
Powinienem się teraz wylogować z reddita, jeszcze raz to przeczytać w poszukiwaniu literówek i wino w lodówce już schłodzone, czwartek nowym weekendem. Ale jest mi bardzo przykro i chciałem się wyżalić 😉 Jak pewnie wszyscy wiedzą, artykuły naukowe są oceniane na punkty w zależności od miejsca publikacji. System jest, jaki jest, trudno: wiadomka, że są czasopisma lepsze, są czasopisma gorsze i są czasopisma naprawdę ogólnoświatowo zajebiste, np. jakiś tam “Nature”. Mój artykuł, tak się złożyło, leci do czasopisma o bardzo niskiej punktacji, chociaż porządnego: akurat było call for papers, czyli wołanie o papiery na mniej więcej temat mojego projektu, więc usiadłem i napisałem, no trudno, nie za każdym razem trzeba zdobywać Everest.
Punktacja czasopism przed rządem PiS-u była uchwalana przez panel ekspercki i podpisywana przez ministra edukacji i szkolnictwa wyższego. Punktacja czasopism za rządu PiS-u, jak wszystko u nich, jest uchwalana bez żadnych procedur i dla swoich przez ministra. Czarnek, żeby zrobić prezent ziomkom na odchodnym, dał [“Pedagogice Katolickiej”](http://www.pedkat.pl/czasopisma/pedagogika-katolicka/biezace-numery/numer-6), które nawet teologią nie jest, ale czasopismem zupełnie nienaukowym, gdzie jeszcze niedawno przypominali autorom, żeby nie kopiowali całych tekstów z internetu xd, dostało 200 punktów czarnkowych.
Maks. Tyle samo co kurwa [“Nature”](https://en.wikipedia.org/wiki/Nature_(journal)). Jeden artykuł w tym gównie jest warty cztery razy więcej punktów niż mój, a osoba, która napisała dwa artykuły w najnowszym numerze – link do nich wyżej, żebyście sobie przeczytali i nie musieli wierzyć mi na słowo, że ChatGPT by to lepiej zrobił, chociaż przez tematykę pewnie przepaliłby sobie procesor – osoba, która napisała w tym numerze dwa artykuły, aż sobie przeczytałem te “Najcenniejsze cechy matki…” :D, ma teraz przynajmniej ośmiokrotnie większy dorobek naukowy niż ja po, cóż, *w miarę porządnej* pracy naukowej w swojej skromnej działce. Tych czterystu punktów nie dogonię przez kilka kolejnych lat 😉 Prowadzenie badań i porządnego artykułu naukowego może trwać miesiącami, zależy od dyscypliny; wszystko to, co poniżej, da się napisać w niecałe 15 minut.
Ale głupio mi tak narzekać, no chuj, więc podrzucam wam spis treści [nowego numeru “Pedagogiki Katolickiej” i polecam lekturze, miłego wieczoru](http://www.pedkat.pl/czasopisma/pedagogika-katolicka/biezace-numery/numer-6) xd
https://preview.redd.it/osk00yoesczb1.png?width=1456&format=png&auto=webp&s=6d933e5c58b4a1ea3e1ca42b6c35b441d2c0666d
by notveryamused_
4 comments
Po pierwsze, gratulacje! Dobrze rozumiem, że poprawki to typesetting, czy dopiero idzie wniosek o publikację? Jeśli pierwsze to spokojnie, można napić się winka i spokojnie czytać!
Po drugie: nieważne ile przejrzysz manuskrypt, i tak wkradnie się gdzieś jakiś błąd. Mi akurat wpadła literówka dosłownie na samym końcu artykułu. Nie wyłapałem ani ja, ani promotorka, ani edytor, ani typesetting.
Po trzecie: rozumiem ten cały bieg za Nature. Publikowałem swoją pracę licencjacką na początku roku. Odrzucono mnie parę razy, najpierw dziennik Elsevier, potem Hindawi (które z grubsza łamanym angielskim powiedziało mi, że mój angielski jest w opłakanym stanie). Ostatecznie oublikowałem w Frontiers, podczas całej tej gonitwy gdy całe Frontiers zostało wstawione na listę Beall’s. Oczywiście zacząłem się przejmować czy tuż na początku kariery akademickiej nie spierdoliłem sobie życia. Po kilku tygodniach Frontiers wróciło do Scopus i Web of Science, także najwyraźniej nie było problemów. No i wpadło parę artykułów w wiadomościach i wspominka w jakimś podcaście. Także jak na pierwszy artykuł, w dodatku licencjacki, nie narzekam.
Nr 23 <3
Zamiast się męczyć dwa miesiące, pomęcz się dwa dni i napisz polemikę do ks. dr Franciszka Juchimiuka. Nie wiem o co chodzi z tą filozofią wychowującą do nadziei, ale założę się, że argumentacja jest do podważenia. Tylko trzeba atakować z pozycji jeszcze większego katozjeba, inaczej na pewno nie puszczą.
Po zmianie na pewno to poprawią, i to miejmy nadzieje że wstecz.