Hej,

Noworoczna dyskusja, może kogoś natchnie. A ci, którzy są już natchnieni, może mnie pchną w nowym kierunku.

Ktoś z was prowadzi sobie budżetowanie, śledzenie wydatków gospodarstwa domowego? Nie zamierzam przekonywać nieprzekonanych, ja robię w ten czy inny sposób od niemal dziesięciu lat i widzę korzyści. Mam większą świadomość, gdzie mi pieniądze się rozchodzą.

Ale ja nie o tym, nie o tym. 😉 Ponieważ przełom lat (roków? ;)) to dobry moment na ew. przesiadkę na nowe narzędzie, bo (przynajmniej w moim podejściu) wszystko i tak zeruję na początku roku, to pytanie do tych, którzy sobie śledzą wydatki jest takie: jakich narzędzi używacie, czym was przekonały, czy używaliście innych? Mnie jest całkiem dobrze z tym, czego używam obecnie (o tym niżej), ale podświadomie mam pewnie poczucie, że mogłoby być bardziej optymalnie/wygodnie. Tyle, że używałem dłużej lub krócej już kilku innych narzędzi i jednak jestem tu, gdzie jestem. 🙂

U mnie było tak:

Zaczynałem od hardcore’u, bo na samym początku porwałem się na [GnuCash](https://www.gnucash.org). Używałem go 2 sezony (styczeń-grudzień). Oczywiście miałem świadomość, że to kombajn zaprzęgnięty tam, gdzie wystarczyłby pług, ale wtedy miałem czas się bawić, byłem napalony na wypasione narzędzie, pieniędzy nie było za wiele i chciałem notować wszystko bardzo szczegółowo żeby przeanalizować wszystko (nie wiem, przykładowo, jak na paragonie było mleko i pierogi, to jedno szło do “nabiału” a drugie do “dań gotowych”). Z czasem rozluźniałem te zasady, bo pojąłem, że nadgorliwość dużo nie wnosi. Z czasem także zrozumiałem, że tego skomplikowanego raportowania GnuCash i tak nie mam potrzeby wykorzystać, bo interesuje mnie jedynie parę wykresów kołowych. (Dlatego z perspektywy czasu _absolutnie_ nie polecam go do budżetu domowego)

Potem przesiadłem się na bardzo prosty arkusz kalkulacyjny własnego, prymitywnego, autorstwa. Każdy miesiąc oddzielnym arkuszem w jednym dokumencie, plus trzynasty arkusz ze statystykami. Zdawał egzamin, jechałem tak trzy lata. Było bardziej przejrzyście, ale mozolnie, nieelegancko.

Zapragnąłem zmian, znowu zwróciłem się w stronę jakiejś gotowej aplikacji. Przetestowałem pobieżnie kilka – od webowych ([YNAB](https://www.youneedabudget.com), [Mint](https://mint.intuit.com)) poprzez mobilne (niestety nie przypomnę sobie, jakie to były, w ogóle mnie nie przekonały) i [plain textowe](https://plaintextaccounting.org/#plain-text-accounting-apps) (zdaje się wybrałem [hledger](https://hledger.org)) do desktopowych ([Home Bank](http://homebank.free.fr/en/index.php)). Te online’owe, choć polecane na grupach typu /r/personalfinance mnie w ogóle nie porwały. Ich główna przewaga, czyli integracja z bankami, działa dobrze tylko z tymi zachodnimi (odczucia sprzed lat, może coś się zmieniło w międzyczasie). Pozostałem przy Home Bank i hledger, parę miesięcy wprowadzałem dane w obu jednocześnie. Wygrał ten pierwszy. (nie mam problemów z programami konsolowymi, używam na co dzień, ale jednak okienkowe podejście bardziej mi odpowiadało). W Home Bank prowadziłem budżet przez dwa sezony. Z czasem zaczęły doskwierać drobne bugi, jakieś nie łapanie fokusa na inpucie gdy porusza się Tab’em, kasowanie zawartości pola, gdy input utracił fokus, ale jeszcze nie został zatwierdzony, itp. itd. Jak się chce coś wprowadzać szybko i sprawnie, to takie szczegóły denerwują. Przy kolejnym przełomie lat zacząłem rozglądać się za nowym.

I wtedy na wspomnianej /r/personalfinance (choć głowy nie dam) pojawił się post z bardzo zmyślnym arkuszem kalkulacyjnym (no, jak na moje umiejętności, bo pewnie Programiści Excela (TM) robią większe cuda ;)). Z taką pewną nieśmiałością do niego podszedłem (no bo już przerabiałem arkusze, c’nie) więc równolegle do Home Bank notowałem też w nim. Już po paru miesiącach HB poszedł w zapomnienie, arkusz spisywał się bardzo dobrze. Z czasem go sobie trochę zmodyfikowałem pod swoje potrzeby i jest całkiem wygodnie. Poświęcam mu pewnie tylko/aż dwie godziny w miesiącu. Właśnie skończyłem notowanie drugiego sezonu. 😉

<EDIT>

[link do owego arkusza (szablonu)](https://docs.google.com/spreadsheets/d/1asmKAhO9lDsOcmY9qFQsvKfyRA1y7uobogfAg7DaNyg/template/preview) – niestety wymaga od Was konta w google. Jeśli ktoś chce w formacie xlsx/ods, to pisać – wyeksportuję, ale nie gwarantuję, że coś się nie rozjedzie. Oryginał był w Google Sheets, ja też tak używałem cały ten czas.

Templatka ma już parę banalnych wpisów, tak by zasygnalizować co i jak. Oczywiście usuńcie je sobie tuż przed używaniem. 😉 Ma też kilka instrukcji, ale jakby coś nie było jasne, to pytajcie.

</EDIT>

Tak, że o! Trochę z chęci poszukiwań nowego lepszego, a trochę, by utwierdzić się, że bardziej optymalnie już nie będzie, pomyślałem, że znowu przetestuję nowe narzędzie. Jakieś sugestie? Nie potrzebna mi appka mobilna, bo i tak nie wprowadzam tych danych “na mieście” – tylko któregoś wieczora, przy herbatce, na kompie. Jedyny plus posiadania takiej appki w telefonie, czyli OCRowanie paragonów nie działał za dobrze (bo i dlaczego, skoro każdy sklep ma swój standard). Wiedza sprzed kilku lat – może się coś zmieniło.

~~(uprzedzając pytania, mam pewne obawy przed udostępnieniem tej templatki arkusza z ostatnich dwóch lat, bo niestety nie zanotowałem sobie skąd go wziąłem (by np. spytać autora o zgodę) i dopisać credit’y, sam plik nie miał żadnej notki na temat “licencji” ;). Z drugiej strony, na bank znalazłem go na reddcie i autor się nim podzielił na zasadzie “bierzcie i jedzcie z tego wszyscy” – tak to przynajmniej wspominam z perspektywy czasu. Sam nie wiem, pewnie dużego przestępstwa bym nie popełnił, więc jak znajdą się jacyś chętni, to podlinkuję)~~

9 comments
  1. O, chętnie przytulę taki arkusz. Obiecuję sobie lepsze ogarnianie wydatków od dawna, ale zawsze wydawało mi się to szalenie czasochłonne. Zachęciłeś mnie tym postem, dziękuję!

  2. Swego czasu (przed wejściem niektorych regulacji ostroznosciowych) korzystałem z https://kontomierz.pl/, po stwierdzeniu ze dawanie komus calej historii i danych jest dosc ryzykowne robie tylko co miesiac wydatki w aplikacji party calc i sie z partnerką rozliczamy w oparciu o to co wrzucamy, ale sama aplikacja jest dosyc prymitywna i bardziej nastawiona na rozliczanie wiekszej ilosci osob niz budzetowanie.

  3. mam konto w mbanku i tam jest całkiem fajny planer budżetowy, nie muszę dzięki temu przepisywać transakcji do innych tabelek, jedyne co to muszę planować i odpowiednio kategoryzować niektóre transakcje, bo reszta trafia w odpowiednie kategorie. Dodatkowo używam tagów i komentarzy jak trzeba i wszystko jest cacy 🙂

  4. Ale po co? Pytam poważnie. Nigdy się w takie rzeczy nie bawiłem ale może warto? W moim doświaczeniu koszt jedzenie jest mniej więcej staly. Nie kupuję ‘rarytasów’ więc nie wiem na czym miałbym tu oszczedzać. Z innymi wydatkami jest podobnie. Paliwo? Do pracy mam blisko i jeździć generalnie nie lubie więc i tak tego unikam. Rachunki? Mam zawsze świadomość, że klima czy ogrzewanie kosztuje więc jak mogę to wyłączam. A przy każdym większym zakupie długo się zastanawiam i bardzo często zdaża mi się z nich zrezygnować bo np. uznaję, że to co mam mi wystarczy i nie musze jeszcze wymieniać. W jaki sposób gromadzenie wydatków w różnych rubrykach pomoga ludziom oszczędzać?

  5. Jeśli nie korzystasz z gotówki (albo wypłacasz ją z bankomatu) Excel + zrzut ruchu na koncie w CSV jest bardzo przyjemną metodą. Trzeba wiedzieć jak importować dane (i pamiętać, niestety za darmo ma się dostęp tylko do danych za kilka miesięcy wstecz [edycja] ok, sprawdziłem, łapie mi zakres 24 miesięcy, ayy!), ale masz wszystkie dane możliwe łącznie ze stanem konta w momencie kiedy była robiona operacja.

    Prawdę mówiąc będę za kilka dni szykował mojej rodzicielce taki arkusz dla konta w PKO, więc jeśli nie zapomnę mogę wrzucić templatkę 🙂

  6. Kiedyś się w to bawiłem. Korzystałem z jakiejś aplikacji na telefon która po testach chyba wszystkiego najbardziej mi odpowiadała. Niestety nie pamiętam już jak się nazywała.

    Natomiast skończyłem, bo dużo czasu to zajmowało. Brałem każdy paragon ze sklepu i kategoryzowalem wszystkie zakupy. Trzeba było dodawać odejmować, wszystko na bieżąco. Potem stwierdziłem, że i tak nie kupuję niepotrzebnych rzeczy. Nie jem zbyt wiele na mieście, właściwie nie miałem z czego ucinać. Analiza sprowadzała się do tego, że wiedziałem dokładnie ile na co wydaje, i tyle. Teraz nie wiem i mam wolną głowę od tego. Nie potrzebuję się wkurzać, że wszystko drożeje i znać dokładnej inflacji dla mnie.

  7. Generalnie prowadziliśmy z mężem budżet przez jakieś 5-7 lat – i to taki mega konkretny.

    Zamiast excela korzystaliśmy z aplikacji: you need a budget, spendee. Nieźle daje do myślenia jak się zobaczy te kwoty razem – np ile rocznie wydaję na kosmetyczkę (jedna z kilku rzeczy na których nie oszczędzam). Widać gdzie kasa ucieka, jakie kategorie dużo pożerają.

    Najlepiej za wszystko płacić kartą bo później nawet jak leń złapał można uzupełnić miesiąc wstecz.

    Dlaczego przestaliśmy? Z dwóch powodów: zmiana miejsca zamieszkania na kraj Euro, plus nie jesteśmy w stanie wydać więcej niż zarabiamy (tzn no jesteśmy jak np jest przeprowadzka czy bardzo duży zakup to do zera). Ale praktycznie w każdym normalnym miesiącu odkładamy mniej-więcej tyle samo co miesiąc – bez wpisywania wydatków. Także cel osiągnięty 🙂

  8. Robię to od 3 lat. Mam prostą tabelkę w LibreOffice, gdzie zapisuję wydatki. Osobne kategorie na żarcie, rachunki, wszystko konieczne zakupy, które nie są związane z jedzeniem, oszczędności, auto, kot, alkohol, itd.

    Nie potrzebuje wykresów, wystarczy, że widzę jaki jest bilans w miesiącu i czy mogę sobie pozwolić na nieplanowane wydatki, czy może trzeba zacisnąć pasa.

    Wydatki aktualizuję ręcznie. Nie mam z tym problemy, już weszło w nawyk. Chociaż czasami na drugi dzień po wyjściu na miasto robi się smutno, kiedy na kacu trzeba zweryfikować historię karty.

    Dla mnie taka kontrola na budżetem to fundamentalna sprawa jeżeli chodzi o finanse. Pomaga utrzymać dyscyplinę, ograniczyć zbędne wydatki, regularnie oszczędzać, a planowanie na kolejny miesiąc z wyprzedzeniem pozwala uniknąć nieprzyjemnych niespodzianek.

    Kolejny plus, jak szedłem brać kredyt na własne mieszkanie, to wiedziałem dokładnie na co mogę sobie pozwolić. Jaki poziom raty wziąć, uwzględniając wzrost stopy referencyjne, albo jak inflacja wymknie się spod kontroli. Teraz nie mam stresu, że mi się budżet nie spina.

    Świadomość tego ile wydaję, a ile potrzebuję dodatkowo motywuje, żeby nie siedzieć na dupie w życiu zawodowym, tylko cały czas się rozwijać i kombinować w celu zwiększenia zarobków. 😉

  9. A mi się gnucash podobał. Ale może na to patrzyłem trochę inaczej. Takie coś ma sens jeśli ma cel, np. b. ograniczony budżet, albo jakieś plany, albo ogólnie, porobić jakiś czas żeby zrozumieć strukturę własnych wydatków. Jeśli cel osiągnięty, gnucash zbędny

    Używałem gnucash kilka lat jak kupowałem dom, żeby wiedzieć na czym stoję – gdzie można ciąć wydatki, gdyby się zrobiła maniana i w ogóle na co możemy realistycznie sobie pozwolić. Sporo było “odkryć”, np. że na przestrzeni roku kilkanaście firm ściąga mi coś z konta (nie żebym o nich nie wiedzial, ale jak się nie widzi tego w jednym miejscu to sobie człowiek nie zdaje sprawy), albo że co miesiąc ca. 150€ znika bez kwitków. Rok, dwa po kupnie domu przestałem. W gnucash nie rozbijałem za bardzo wydatków, np. zakupy to było jedzenie/utrzymanie domu/rozrywka, więc program mi nie ciążył

    Myślę że jak już masz jakieś wyobrażenie, wiesz ile na co wydajesz, bilans jest dodatni, nie zmieniają ci się nagle warunki, itd., to dalsze poświęcanie na to czasu ma małą wartość dodaną. Gdybym się mógł cofnąć w czasie to na pewno bym coś takiego robił zaraz po studiach, żeby żyć bardziej świadomie…

Leave a Reply