Trafiłem na pewien post, w którym kobieta narzeka jak to ma ciężko zajmując się domem i dzieckiem, a mąż chodzi do pracy na 8h i nie pomaga. W komentarzach wywiązała się dyskusja o tym, że zajmowanie się domem jest cięższe od pracy na etat. Jakie jest wasze zdanie?

by NotReadyToBeReady

28 comments
  1. „Proponuje iść do pracy” i wtedy możliwe że będzie i pracowała i wypełniała wszystkie obowiązki domowe xD

  2. Moim zdaniem to nie jest kwestia analizowania co jest “cięższe” a raczej sprawiedliwego podziału obowiązków i szanowania pracy wykonanej przez drugą osobę.

    Bo układów może być kilka – oboje pracują, jedno pracuje a drugie utrzymuje dom etc. – jeśli obojgu to pasuje to spoko, problemy się zaczynają jak jedno uważa, że drugie ma lżej i pomaga “za mało” jak wróci albo ogólnie ta żona w domu to ma bailando.

  3. Zależy jaki etat, ale ogólnie się zgodzę, że – przynajmniej przy małych dzieciach – jest ciężej. Najgorsza jest monotonia i brak kontaktu z innymi ludźmi na swoim poziomie. Z perspektywy dorosłego każdy dzień wygląda tak samo i spędza się go z maluchem, który owszem, jest fajny, ale intelektualnie trochę jednak jeszcze nie w temacie, nie można z nim porozmawiać. A do tego często będzie chciał się bawić ciągle w to samo, bo się w daną zabawę wkręci, nieważne jak człowiek będzie mu (i sobie) chciał urozmaicić. I to wykańcza, człowiek się czuje jak uwięziony po pewnym czasie.

    Przy małym dziecku nie ma za bardzo opcji przerwy, nie spuścisz go z oczu, bo zaraz wejdzie na szafę albo cholera wie gdzie. Jak podrośnie to on(a) Ci nie da odejść na chwilę, bo z mamą to, z mamą tamto, od mamy jeszcze co innego. Nie ma sekundy ciszy. Tak naprawdę dziećmi samymi człowiek się może zajmować na pełen etat, jeśli by chciał, a nie domem jeszcze.

    Nie będę porównywał do pracy fizycznej, bo takiej nigdy nie wykonywałem, ale biurowy etat jest z mojej perspektywy lekki i przyjemny w porównaniu do domowego. Rzadko kiedy ludzie w biurze pracują faktyczne 8 godzin, jest obijanie się, pieprzenie o głupotach, itd. Coś się dzieje innego, różne zadania, jest jakaś różnorodność. Wiadomo, są i negatywy, czasem jest stres, gonią terminy, szef wkurwia, itp. ale jak mam być szczery to przynajmniej z mojego doświadczenia łatwiej sobie z tym radzić na dłuższą metę.

    U mnie dzieci 7, 4 i za miesiąc nowy dzidziuś, którymi na stałe opiekuje się żona, ja pracuję z domu.

  4. Kwestia bardzo indywidualna. Ja np wolę pracować niż zajmować się dzieckiem, ale dużo ludzi woli odwrotnie. Nie spanie, brak przestrzeni osobistej, brak zagwarantowanego czasu wolnego, rzygi i sraka, odpowiedzialność karna jak ubierzesz słuchawki i dzieciak w między czasie się zabije… Praca jest wg mnie lżejsza.

  5. Nie wnikam i nie oceniam na ile ciężkie jest samo zajmowanie się dzieckiem, ale zawsze mnie rozwalają argumenty związane ze sprzątaniem. Czy jak sobie żyje para i oboje pracują na etacie to po robocie siedzą CODZIENNIE po kilka godzina i sprzątają całą chatę? Czy wystarczy raz w tygodniu usiąść na 2 godziny i można wysprzątać wszystko plus jakieś tam bieżące mycie naczyń i odkładanie rzeczy na miejsce? No i jeszcze ten przykład z myciem okien jakby to się co drugi dzień robiło 😀

    Ja wiem, że dziecko też brudzi, ale też bez przesady – no chyba nie obrzyguje okien i nie rozpieprza całego mieszkania?

    Dla mnie jak kobiety próbują udowodnić jak im ciężko, a używają abstrakcyjnych argumentów ze sprzątaniem to tylko strzelają sobie w kolano, bo tracą na wiarygodności. No bo jeśli są tak wykończone to czemu tak wysokie standardy porządku i ciągłe sprzątanie absolutnie wszystkiego?

  6. Niektórzy pracują i zajmują się domem na raz. Jak ktoś ma ból dupy bo kurze nie są codziennie starte, ma dom 300m^2, albo ma małe dziecko to rozumiem, że to dużo pracy.

    Ale żeby dom utrzymać w jako takim stanie wystarczy z godzina, dwie dziennie.

  7. Ja czysto ze swojej perspektywy potwierdzam, że jak bywają dni czy tygodnie, że np. żona idzie do pracy, a ja zostaję z dziećmi bo chore czy coś, to drenuje mnie to fizycznie i psychicznie dużo bardziej niż moja praca.

    Oczywiście, jest to też fajne, bo dzieci itp. ale wyczerpujące jest bardzo. Jedną ręką robisz zupę, drugą wieszasz pranie, jedno dziecko biega dookoła Ciebie udając dinozaura, drugie wydziera się w niebogłosy KUPĘ!!!! TATO KUPĘ!!!! Spuścisz z oka to zaraz zrzuci na siebie całe pudło zabawek, po jedzeniu wszystko wygląda jakby garnek zupy wybuchł itp. Pisk, huk, chaos totalny.

    A w pracy to sobie siedzę i klikam w kąkuter w słuchaweczkach i czill w pełni.

    Natomiast gdyby zabrać dzieci z równania, to generalnie zajmowanie się domem, jest raczej lekkie i mało czasochłonne. Bo bez przesady, nikt codziennie nie robi gruntownych porządków i nie myje okien. Przelecieć się z odkurzeczem, skoczyć do sklepu, wrzucić coś do gara, do zmywarki, do pralki itp.

  8. Nie wiem dlaczego cię to dziwi. Zapierdalanie przy dziecku to nie jest sielanka. Dodatkowo jak masz drewnianego partnera, który zmęczony po pracy nie kiwnie palcem, to krzyż na drogę. Brak uznania dla pracy matek jest śmieszny.

  9. Jako osoba, która nie stroni ani od klawiatury, ani śrubokręta, ani też od szmaty, garów czy odkurzacza:

    Szeroko pojętę “ogarnianie domu” wymaga umiejętności planowania, organizacji czasu i synchronizacji działań. Jest to często praca powtarzalna, wręcz syzyfowa, która czasami się po prostu przykrzy, zwłaszcza jeśli ktoś woli pracować twórczo.

    Oprócz tego wymaga w miarę dobrej kondycji i wytrzymałości. Jednak największym problemem, moim zdaniem, jest przede wszystkim mnogość zadań, które należy danego dnia wykonać, a które zwiększają się wykładniczo wraz z liczbą dzieci w domu.

    Dołóżmy do tego wydarzenia nieplanowane – coś się zjebie, ktoś wpadnie, coś trzeba zrobić na CITO i szybko robi się z tego niezły burdel. Nie wspomnę już o zadaniach o dłużym horyzoncie realizacji, np. porządkowanie rzeczy na regałąch/meblach, wyrzucanie niepotrzebnych rzeczy, zmiany w organizacji przestrzeni w domu.

    A, i w domyśle wielu osób wszystko powinno odbywać się z zachowaniem najwyższych standardów estetycznych zarówno względem siebie, jak i domu.

    Większość stanowisk w pracy ma jasno określony zakres obowiązków i wymaga mniej organizacji/ogarniania. Nawet fizyczna praca jest imo lżejsza, bo można się wbić w cug i po prostu robić swoje przez 6 godzin. W porównaniu z domem to cudo, mniód, orzeszki.

    Najgorzej, jak trzeba robić i pracę, i dom. Czasami naprawdę wolałbym, żeby moja żona zarabiała całą kasę, a ja popierdalałbym w fartuszku po domu, żeby wszystko działało jak należy i było wreszcie na swoim miejscu. {:

  10. Ja po macierzyńskim, uśmiechem na ustach wróciłam do pracy. Dla mnie 8h w biurze jest nieporównywalnie lżejsze, niż ogarnianie domu i dzieci. W biurze jest cisza, na przerwie można pogadać z dorosłymi i robię to, co lubię. Sprzątanie i gotowanie obiadków dla dzieci, to koszmar, do tego hałas.

  11. To zależy od tego o jakiej pracy mówimy o jakiej sytuacji w domu. Jeśli mężczyzna pracuje mocno fizycznie na produkcji czy innej budowie, a żona zajmuje się 1 dzieckiem to według mnie żona ma łatwiej. No ale jeśli mąż pracuje gdzieś w korpo gdzie więcej plotkuje z kolegami w kuchni przy kawie niż pracuje, a żona zajmuje się 3 małymi dziećmi, to zdecydowanie ma ona gorzej.

    No ale ta trudność polega tylko na zajmowanie się kaszojadem, bo rzeczy takie jak sprzątnie, pranie i zrobię obiadu to dosłownie godzina roboty, no chyba że się mieszka w jakieś willli

  12. To moja sytuacja i 100% prawda wg mnie. Współczuję żonie. Ja robię średnio ponad 180h miesięcznie i nie licząc pojedynczych dni to miałem tydzień ulropu przez ostatnie 3.5 roku jakby co. Praca a’la korpo, pochodna IT. Żeby nie było to staram sie dziećmi zajmować wieczorami i w weekend, mam też swoje konkretne obowiązki jak wynoszenie śmieci. Ogarnięcie domu i dwojki dzieci w wieku przedszkolnym to większe wyzwanie niż moje siedzenie przy biurku.

  13. > Obiad ma być ugotowany i podstawiony pod pysk jak wróci. A spróbuj, żeby nie miała czystych ubrań to zobaczysz.

    Problemem nie jest to, co jest cięższe, tylko jakieś toksyczne, patologiczne związki.

  14. Pracowałam przez całe studia jako niania (pol etatu) i zdecydowanie wolę moją teraźniejszą pracę (pełen etat). To chyba zależy w czym się lepiej czujesz, jakie masz dzieci i jaką masz pracę.

  15. Jeśli mam do wyboru 8 godzin siedzieć przed kompem, klikać i pić kawkę, a siedzieć w domu i sprzątać, to dla mnie wybór jest prosty.

    Szacunku trochę dla osób zajmujących się domem, jakiejkolwiek płci by nie byli.

  16. Już samo zajmowanie się dzieckiem może być ciezsze. Ja odpoczywam w pracy i zbieram siły na weekend i 2 dzieci 🙂

  17. Dla mnie zajmowanie się domem na pełen etat – małe potworki do ogarnięcia, sprzątanie po wszystkich, gotowanie, brak czasu dla siebie, monotonia, podatność na zawirowania itd. – to byłby koszmar. A mam już nie jedną gównianą pracę za sobą. Jakby mój mąż w takiej sytuacji miałby mi powiedzieć, że ja nie pracuję albo siedzę w domu bo nic nie umiem to spakowałabym walizki jak z resztą wiele kobiet które rzucają takim bucom papiery rozwodowe.

    Sorry, ziom. Praca w domu to często gęsto kawał ciężkiej roboty. A brak jakiegokolwiek poszanowania dla takiej pracy było paliwem rakietowym dla feminizmu i rezygnowania kobiet z zakładania rodziny na rzecz zdobywania niezależności finansowej.

    Dobrze wiedzieć, że uczymy się na błędach (/s)

  18. Zobaczcie jak oderwany jest ten libkowy sub od rzeczywistości. Tutaj się porównuje pracę w domu z siedzeniem w biurze. Nikt nawet nie pomyśli, że można pracować inaczej niż w korpo.

    Większośc osób nienawidzi swojej pracy i wracaja zmęczeni do domu, opiekowanie się dzieckiem to pestka przy tyraniu fizycznie.

    Ten sub to tylko warszawa, korpo.

    “Ja to wolę w biurze poklikać, dzieci to katorga. Jestem libkiem. Jestem kimś. “

  19. Jako osoba która robiła jedno i drugie – praca zdecydowanie łatwiejsza.

  20. Proste – Zależy od pracy. Jak jest cięższa, to jest cięższa, jak nie jest, to nie jest. Siedzenie na dupie i pisanie na reddicie przez połowę czasu pracy na przykład cięższe raczej nie jest.

  21. Ja tam nic nie robię w pracy. Ale kolega szlifuje beton. Inny łazi po dachach i może się zabić na każdym kroku. Kwestia indywidualna

  22. Ja powiem tak, jeśli ktoś żyje w związku gdzie wszystko ma być zrobione na tip top i 2 połówka to kontroluje/sprawdza, to nie jest zdrowy związek.

  23. Jak dla mnie, porównując prace na etacie i nie ruszanie nic w domu vs ogarnianie wszystkiego w domu to ogarnięcie domu jest znacznie cięższe.

  24. Nie chodzi o to, która praca jest cięższa, a o to, że od pracy w domu nie ma odpoczynku, co jest bardziej wyczerpujące psychicznie. Podobnie dla wielu osób praca jest mniej stresująca od szkoły, bo po wyjściu z roboty mogą mieć kompletnie wyjebane na swoje obowiązki.

    Osoba A zaczyna pracę o 8, kończy o 16, a poza tymi godzinami może się kompletnie zrelaksować i zregenerować swoje siły.

    Tymczasem Osoba B zaczyna pracę w domu od momentu pobudki aż do zaśnięcia. I chociaż może w między czasie np. oglądać telewizję, to nie jest to pełny odpoczynek, bo w tym samym momencie pilnuje dzieci, czeka aż ugotuje się zupa albo mentalnie tworzy listę pozostałych obowiązków.

    Dodajmy do tego, to że zajmowanie się domem nigdy się nie kończy, bo zawsze można znaleźć coś nowego do zrobienia i, to że wiele osób (szczególnie kobiet ze względu na presję społeczną) ma toksyczne relacje z obowiązkami domowymi i mamy przepis na gigantyczne źródło stresu.

    Dlatego błędem jest prowadzenie dyskusji o tym kto ma ciężej, bo prowadzi to tylko do bezproduktywnej wojny płci. Powinniśmy przestawić dyskusję na prawo do odpoczynku, które należy się każdemu człowiekowi.

  25. Imho, bycie domową kurą czy kogutem jest dużo lżejsze.

    Najcięższy obowiązek to zajmowanie się dziećmi i ewentualne przygotowanie obiadu, gdzie dzieci ma nie każdy i te z czasem przestają próbować się napić detergentu i srać pod siebie.

    Mycie okien, zakupy, sprzątanie, pranie, etc to nie są zajęcia codzienne, a łącznie i tak nie zajmują 8h i do tego nie męczą tak fizycznie jak stanie 8h za kasą czy w fabryce, jazda rowerem czy zbieranie ogórków.

  26. Polecę klasyczkiem: to zależy

    Praca w domu przy dzieciach jest bez wątpienia wyczerpująca psychicznie, szczególnie jak jest niedoceniana i przykładowo ktoś wypierdzieli coś na świeżo umyty blat i zostawi (mnie coś takiego irytuje strasznie). Jednak jak już się ktoś umawia na taki podział obowiązków to powinien się z niego wywiązywać. Umówmy się, pranie, sprzątanie i gotowanie to nie jest robota na 8h dziennie i większość powinna być zrobiona w tym czasie. ALE jak druga osoba wraca z 8h pracy biurowej i tylko się legnie, ma gdzieś dziecko i nawet nie jest w stanie docenić pracy domowej albo choć lekko pomóc to jest coś nie tak. Inaczej byłoby gdyby chłop wracał ze zmiany 10-12h fizycznej roboty, wtedy oczekiwanie pomocy jest nie na miejscu imo, bo wiem jak taka robota wykańcza.

    Podsumowując: trzeba mieć trochę rozumu i dostosowywać podział obowiązków do własnej sytuacji. Jak ktoś wychowuje dziecko i zajmuje się domem to nawet po 8h pracy wypada coś pomóc, co nie znaczy że nagle typ ma przejąć jakieś większe obowiązki (np gotowanie) bo jednak to druga osoba jest w domu większość dnia.

  27. Z mojej perspekty to zależy ile dzieci i czy są w domu cały dzień. Z dwójką w domu jest ciężej. Z dwójką w szkole – lżej. Tak na oko, oczywiście są różne etaty, współpracownik-psychol to też takie dziecko.

  28. No cóż, praca wiąże się często z wychodzeniem ze strefy komfortu, nowe sytuacje, duża ilość zmian, praca umysłowa, kreatywna, obcowanie z ludźmi co tez często zabiera energię. Kiedy widzę, jak ludzie na Facebooku zestawiają dbanie o dom tozsamo z praca – wiem, źe mam do czynienia z ludźmi, którzy maja doświadczenie z praca raczej prosta i powtarzalna

Leave a Reply