
W piątek Pani Kotula udzieliła wywiadu dla RMF24 na różne tematy, w tym poście skupie się jedynie na wieku emerytalnym. [Tutaj odnośnik do tego fragmentu (16 minuta).](https://www.youtube.com/watch?v=59dIqqG1Qpo&t=959s)
Rozmowa zaczęła się od zwrócenia uwagi na dyskryminację płciową w kontekście urlopu macierzyńskiego,która premiuje kobiety do korzystania z niego (mają np. nieco większe świadczenia). To chyba pierwszy i ostatni raz kiedy się zgodzę i pochwalę za chęć działania w tym zakresie.
Następnie znów wracamy do wieku emerytalnego i tu pada stwierdzenie, które mi osobiście chyba najbardziej podniosło ciśnienie.
>”Emerytura przeciętna kobiet miesięczna jest o około 1000 zł niższa niestety od emerytury mężczyzn, więc my dotychczas dużo mówiliśmy jako Lewica też o tych mechanizmach, które miałyby podwyższyć te emerytury kobiet. One żyją dłużej, niestety najczęściej pobierają emerytury głodowe.”
Największy przyrost świadczeń jest przed uzyskaniem wieku emerytalnego — średnio 10% rocznie. Szacuje się że gdyby wiek zrównać do 65 lat kobiety miałyby dodatkowo do wypłaty o 40-50% więcej (obecnie mężczyźni mają średnio o połowę wyższe).
Zatem, zamiast zająć się główną przyczyną tych niższych emerytur, czyli zróżnicowanym i zbyt niskim wiekiem emerytalnym kobiet, Lewica chce łatać dopłatami skutki.
>Dalej mówi:
>
>”Zwracam uwagę na to, że to kobiety najczęściej wciąż odciążają państwo w tych usługach opiekuńczych jeśli chodzi o opiekę nad osobami starszymi, osobami schorowanymi, ale także osobami z niepełnosprawnościami. Nie pamiętam, jaki jest procent samotnych rodziców osób z niepełnosprawnościami no jeśli chodzi o kobiety. No i tutaj musielibyśmy przede wszystkim najpierw inwestować w usługi publiczne, które mogłyby odciążyć kobiety z tej pracy opiekuńczej, a potem będziemy mogli rozmawiać dalej o innych mechanizmach, które także miałyby wspierać mężczyzn. Na to jestem otwarta.”
Generalnie się zgadzam z pomysłem inwestowania w te obszary, aby odciążyć takie osoby.
Jednak mam wrażenie, iż p. Kotula widzi tylko na jedną stronę medalu (o drugiej stronie napiszę za chwilę), na którą dodatkowo patrzy mając problem ze wzrokiem i nie widząc szczegółów.
Po pierwsze, tego typu usługi opiekuńcze nie dotyczą wszystkich, a w przypadku osób niepełnosprawnych nawet większości społeczeństwa.
Po drugie jak zresztą sama przyznała najczęściej są to kobiety (przy czym jest różnica czy ten udział jest np. 90/10 czy 55/45). Najczęściej, nie wyłącznie. Więc nie podoba mi się ustanawianie prawa w oparciu o jakiś przywilej zbiorowy czy też większościowy.
Podobnie zresztą z opieką nad dziećmi.
O ile mam w ogóle wątpliwości czemu w ogóle akurat w sposób szczególny się podnosi ten argument na usprawiedliwienie niższego wieku emerytalnego, to znów traktuje się go wybiórczo opierając się na stereotypach, a nie indywidualnie na bazie jakichś twardych danych.
Więc skoro już przyjmujemy tę narrację to, czemu nie brać pod uwagę tego kto i jakim okresie korzystał z urlopu macierzyńskiego, rodzicielskiego itd.?
[Z danych udostępnionych przez ZUS wynika, że w okresie od stycznia do kwietnia 2023 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wypłacał 2,7 tys. mężczyznom zasiłek za okres urlopu macierzyńskiego, 1,8 tys. za okres urlopu rodzicielskiego.](https://www.bankier.pl/wiadomosc/ZUS-zasilek-macierzynski-pobieralo-ponad-60-tys-mezczyzn-od-stycznia-do-kwietnia-2023-roku-8565761.html)
To kilka/kilkanaście tys. mężczyzn w skali roku. Ktoś powie, niewiele. Racja, pewnie to tylko kilka procent w porównaniu do kobiet, ale czemu mają nie mieć tego przywileju, tylko dlatego, że nie urodzili się z tą płcią co trzeba?
Poza tym przecież nie wszystkie kobiety mają dzieci.
[Według badań przeprowadzonych przez pracowników naukowych Instytutu Statystyki i Demografii SGH w 2014 r.](https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/artykuly/816558,co-czwarta-polka-bez-dzieci-lawinowo-przybywa-kobiet-ktore-nie-rodza.html) wśród kobiet urodzonych w 1945 r. tylko 8 proc. nigdy nie miało dzieci. W pokoleniu ich córek i wnuczek nie rodzi już prawie co piąta. A demografowie prognozują, że będzie jeszcze gorzej – w roczniku 1975, który statystycznie rzecz biorąc za 5 lat wyjdzie z okresu rozrodczego – bezdzietnych ma być już 25 proc.
No i jest też druga strona medalu, która ma niebagatelny wpływ (a przynajmniej powinna mieć) na wiek emerytalny. Długość życia.
[Nie ma kraju na świecie gdzie mężczyźni żyją średnio dłużej od kobiet, nie ma.](https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_life_expectancy)
Nawet w najlepiej rozwiniętych krajach Zachodu gdzie opieka zdrowotna i świadomość działa dużo lepiej niż u nas ta różnica nie spada poniżej 2 lat.
W Polsce ta różnica to 8 lat i jesteśmy na 183 miejscu na 201.
[Oczywiście to nie tylko genetyka, i racja wielu mężczyzn nie dba o siebie, popada w używki itd.](https://zdrowie.pap.pl/genetyka/nie-tylko-geny-sprawiaja-ze-mezczyzni-zyja-krocej-niz-kobiety)
Ale znów, czemu to nie podlega debacie, jakimś kampaniom społecznym? Czy po prostu uznajemy, że to po prostu wina tych mężczyzn, bo problemy społeczne dotyczą tylko kobiet i tylko one są problemami systemowymi, z którymi należy walczyć?
Dodatkowo, w wyliczaniu wysokości emerytury nie bierze się pod uwagę płci ([o czym pisałem więcej tutaj](https://www.reddit.com/r/Polska/comments/18i6kww/comment/kdb3ouw/)).
Wiek ma być różny – wyższy dla tych którzy żyją krócej, ale wysokość emerytury ma być wyliczona ze średniej długości dla kobiet i mężczyzn razem.
Nie liczyłem, że Pani Minister się tym w ogóle zajmie, ale jak już podjęła temat to chyba będzie jeszcze gorzej niż jest.
by Narrow_Expression_86