Kojarzycie na pewno wszystkie te jutuby z gatunku “5 sposobów na zwiększenie produktywności o 300% według studenta medycyny”. Jest to potworny biznes, który kręci się chyba od kiedy powstał internet. Właściwie to można by przekonywać że istniał długo wcześniej, tylko miał trochę inną formę (wszystkie te książki “biznesowo-motywacyjne” ze śmiesznymi okładkami, wykłady motywacyjne i inne pierdoły).

Patrząc na swoją bańkę, mam wrażenie że całe to środowisko bardzo mocno się rozwija i coraz więcej osób “nakręca” się na taką propagandę sukcesu. Przykład – topki podcastów to często twórcy skupieni na zapraszaniu gości, którzy dopiero co napisali ekstra książkę albo badanie, która sprawi że będziesz lepszą wersją siebie.

W warstwie merytorycznej ciężko coś twórcom zarzucić, duża ilość tego kontentu bazuje na jakieś tam wiedzy naukowej, licznych przykładach, mówią o tym poważni naukowcy itd.. Nie jest to taka tandeta jak jakieś dziwaczne MLMy. Ale mam wrażenie że obie grupy prezentują podobny poziom refleksyjności xD

Moim zdaniem całe to zjawisko na poziomie jednostki to jakaś ostra manifestacja jednych z gorszych cech współczesnego społeczeństwa, dążenia do jakiejś utopijnej wizji doskonałości. Produktywność jako hobby albo obsesja, główna wartość. Znam osoby które dorzuciłby że jest w tym silny czynnik klasowy, bo bardziej skłonna do takiego nakręcania się jest klasa średnia….

To całkiem spore uproszczenie, ale zastanawiam się jakie jest wasze zdanie? Z tego co obserwuje i co czasem przebija się w mediach, to to że zetki mają coraz bardziej wyjebane w takie trendy – o czym nie tak dawno mówił Pan Profesor Matczak xD [https://krytykapolityczna.pl/gospodarka/marcin-wrobel-16-godzin-praca-klasa-srednia/](https://krytykapolityczna.pl/gospodarka/marcin-wrobel-16-godzin-praca-klasa-srednia/)

by kualsky

35 comments
  1. Wkurwia mnie to jak widzę cokolwiek typu “Zwiększ swoją produktywność 4 prostymi metodami!”. W ogóle mnie wkurwia słowo “produktywność”. Tak jakby życie polegało tylko na tej jebanej pracy i utrzymaniu swojego pracodawcy 🙂

    Takie zwiększanie produktywności służy jedynie właścicielom firm/korporacji i tak dalej. Dla zwykłej klasy robotniczej-plebs oznacza to zwiększenie wymagań i większy zapierdol.

  2. Cała ta spirala jest w znacznym stopniu wywołana zwykłym ludzkim ego. Sąsiad pojechał na wakacje to ja muszę pojechać na lepsze. Mieć droższe auto, większe mieszkanie, mądrzejsze dzieci itd. Ludzie nie potrafią się cieszyć tym co mają, nie patrząc na innych. Ciągle gonią za kasą, za dobrami materialnymi. Zaczyna się od dodatkowego etatu a potem już z górki. To jest bardzo podatny grunt dla wszystkich tego typu zagrywek, od magicznych sposobów na produktywność po ostatnie bańki krypto/nft.

  3. Ja to całe gówno motywacyjno-biznesowo-sukcesowe nazywam gatunkiem “linkedincore”.

    Mam straszliwe uczulenie na to, mam wrażenie, że dosłownie 99% tego to jest poziom słynnego filmiku “jesteś zwycięzcą” sprzed lat, tylko z bardziej profesjonalną otoczką. Biznesowy odpowiednik powieści Coelho.

  4. Kiedy i kto wprowadzi to do szkół? Zacząć od podstawówki, czy może od żłobka? A może już gdzieś to wprowadzono?

    Oglądałem jakiś czas temu na Planete+ program o Korei Południowej (nie mylić z komunistyczną Północą) o tytule „*Korea Południowa*. *Sukces za wszelką cenę*” – i pokazano tam m.in. tamtejszą edukację z punktu widzenia typowego ucznia koreańskiej szkoły – właściwie nie polecam oglądania, bo to jest nieludzkie i niestety jest rzeczywistością – a z tematem wątku ma to wiele wspólnego.

  5. Kult produktywności pokazuje, jak weszło ludziom do głowy porównywanie się do robota czy maszyny – bo gdzie indziej oczekujemy tępej produktywności? Nie ma w tej “wartości” nic pozytywnego dla człowieka per se, tak jak ma to miejsce w przypadku odwagi czy sprawiedliwości.

  6. Jestem wystarczająco produktywny, gdybym nie był to by mnie zwolnili, więc skoro nadal jestem tu gdzie jestem to jest good enough

  7. Ludzie najwidoczniej lubią słuchać takich rzeczy i chcą być produktywni w każdym aspekcie życia.
    Prawda jest taka, że wszystkie te rady, książki, podcasty i inne gówno można pewnie skrócić 2 zdań, bo w większości to oni pierdolą to samo.

    Wydaje mi się jednak, że ludzie trochę za bardzo równają produktywność z pracą, gdzie uważam że to nie chodzi o samą pracę, a nawet naukę czy robienie rzeczy dla samego siebie, bo nawet ja jeżeli chodzi o pracę to zwiększanie produktywności mam gdzieś, przychodzę robie swoję i wychodzę, aczkolwiek produktywność jako w znaczeniu efektywność to pewnie już w wielu dziedzinach bym chciał zwiększyć.

  8. Przez długi czas miałem niezdrowe, po czasie jak zacząłem rozumieć że “praca żeby żyć” a nie odwrotnie to się poprawiło. Dla mnie chyba najbardziej odrzucające w tej całej manii produktywności jest obsesyjne ciśnięcie na próby monetyzowania hobby. Można czasami odnieść wrażenie w całej tej bańce, że jak się coś po prostu lubi robić, jest się w tym dobrym i daje ci to fun na zasadzie fajnego sposobu spędzania wolnego czasu to nie traktowanie tego z automatu jako potencjalny “side hustle” to jakiś wielki życiowy błąd

  9. Moim zdaniem tego typu produktywność to pewnego rodzaju udział w wyścigu szczurów. Jest to też dość ciekawy, ukryty rodzaj prokrastynacji. Konsumowanie treści ma temat tego jak być lepszym daje poczucie wewnętrznego usprawiedliwienia, że coś się robi, żeby iść do przodu. Realnie to nie zastąpi nigdy faktycznego podjęcia działania. Ponadto te wszystkie książki i kursy motywacyjne to straszne lanoe wody i ich merytoryczną treść możnaby streścić w kilku akapitach. Reszta to jakieś przykłady, anegdoty i powtarzanie tego samego innymi słowami. Najgorsze w tym jest to, że jak się w tym nie bierze udziału to się odczuwa wyrzuty sumienia, że inni idą do przodu, a jest to tylko iluzja

  10. Współczesna kultura jest według mnie pod to ukierunkowana.

    Aplikacje do gamifikacji prostych czynności pod przykrywką punkcików I paseczków progresu warunkują Cię na wywiązywanie się z obowiązków, w sytuacji, w której normalnie nie miałbyś na nie presji czasu.

    Porozmawiaj z ludźmi i zobacz, jak często ktoś mówi, że nie ma czasu na jakąś rozrywkę lub po prostu zbijanie bąków, bo ciągle coś robi. Zapie*dol jest fetyszyzowany tak, że ojcom założycielom Stanów Zjednoczonych Ameryki zrobiłoby się mokro.

    Nawet już pograć w nic nie można po sieci bez poczucia, że jak nie jesteś efektywny to stracisz w jakimś wyimaginowanym rankingu.

    Ale nie martw się, jak już dorobisz się wrzodów żołądka pośrednio od stresu, to life coache zaoferują Ci kurs mindfulness, a lekarze jakieś drogie piguły na IBS.

  11. Rak – wmawianie ludziom, ze to jest jakis wyznacznik ich wartosci i stanowi cel ich zycia.

    Robimy ze spoleczenstwa zawody w zjebaniu, a czasem wrecz igrzyska smierci po to zeby “zwiekszac produktywnosc, pkb, gonic za postepem”, tak jakby ktos kiedys za nas wszystkich zdecydowal ze taki jest cel tej gry. No i mamy efekty w statystykach samobojstw, problemach psychicznych, katastrofie klimatycznej, transakcyjnosci w relacjach itd.

  12. Dla mnie chore. I bez takich technik pracujemy zbyt dużo. Bo nikt nie urodził się po to, by wstawać gdy jest jeszcze ciemno, pracować na pełnych obrotach 8 godzin + dojazd do i z pracy. A po pracy? Trzeba by zrobić jedzenie, posprzątać, najlepiej jeszcze iść się poruszać i nie zapomnijmy o podnoszeniu swoich kompetencji we własnym zakresie 🤡 Powodzenia. Jak masz rodzinę- zapomnij.

    Żadne inne zwierzę tyle nie zapierdala. A jeszcze mamy zwiększyć swoją produktywność?

  13. Nie jestem fanem ostatniego trendu “hustle culture” w mediach społecznościowych który stawia na produktywność ponad wszystko, tzn “musisz wstawać o 5 rano, brać zimny prysznic, grindować przez cały dzień i chodzić spać o 4:59, bo inaczej zostaniesz w tyle” . Mam wrażenie, że jest to bardzo odczłowieczające i robi z nas trybiki w machinie. Oczywiście samorozwój jest ważny ale chyba nie o to w życiu chodzi żeby zapierdalać od rana do nocy. Warto zachować balans, nie wszystko co robisz musi być praktyczne i produktywne.

    Ale oczywiście co kto lubi, niektórym osobom taki tryb życia sprawia satysfakcję i chwała im za to. Tylko bez sensu jest wywyższanie się i wpajanie innym ludziom że jest to jedyny słuszny sposób na życie. Moim zdaniem coś takiego nie istnieje.

  14. Jedyna potrzebna rada w książce jak zwiększyć produktywność to zawsze – “przestań czytać takie książki i weź się za życie”. Masz rację – zrobiono z tego jakiś wzór (200% normy) i ktoś na tym korzysta (ludzie sprzedający podręczniki). Z drugiej strony czym się to różni od sprzedawania nieśmiertelności (religia) czy sprzedawania pozorów inteligencji (wyższe szkoły wszystkiego najlepszego rozdające doktoraty) ? Jest klient jest sprzedawca.

  15. Co złego jest w tym, że ludzie chcą wykonywać swoje zadania, powierzone lub z wewnętrznej potrzeby – lepiej?

  16. Najlepszą metodą produktywności dla mnie okazuje się dawanie sobie czasu wolnego na życie – jeśli dwa-trzy dni w tygodniu pracuję od rana do wieczora (i tylko mam moment żeby zjeść kolację wziąć prysznic itp wieczorem), to szybko doprowadzam się do stanu że nie jestem w stanie po paru dniach takiego trybu pracować w ogóle, i pomimo zapierdolu zaległości tworzą się i tak. Błędne koło, w które niestety nadal zdarza mi się wpaść, a i tak niestety znam ludzi, którzy w ramach kultu produktywności, kultu zapierdolu zarywają nocki, piją energole żeby się wyrobić z projektami na studia – to jest przerażające, bo sami to sobie robimy.

    Niekoniecznie takie materiały o produktywności muszą być złe w samej swojej istocie, jako osobie która podejrzewa u siebie ADHD czasem takie materiały pomagają żeby wziąć się i usiąść do pracy, ale sama fiksacja na punkcie żeby wyrobić się na jakiś termin, żeby sypiać po 4-5 godzin dziennie żeby tylko się z czymś wyrobić, żeby tylko być zajętym… myślę że niestety to wychodzi z przekonania że jesteśmy wartościowi tylko wtedy, kiedy pracujemy, a odpoczywanie jest traktowane jako coś dziwnego, jako wyraz największego leniswa.

  17. Produktywność zwiększa się żeby pracować mniej za tyle samo hajsu.

    ​

    Taki mamy system, jak pracujesz szybko i się chwalisz to dostaniesz więcej pracy. Pracujesz szybko i pilnujesz się żeby trzymać output na równi z innymi to mniej pracujesz za ten sam hajs.

    Chciałbym żeby więcej pracy było nagradzane lepszymi pieniędzmi, ale jeszcze się z takim fenomenem nie spotkałem xD.

  18. Najlepszy booster do produktywności to dobry, dbający o ludzi management.

  19. Podzielam twoją opinię, sam wpadłem w pułapkę “produktywności” i z perspektywy czasu patrzę na to tak, ma to plusy i minusy, najbardziej zawdzięczam to że nauczyłem się organizować i planować czas. Nie ukrywam że niektóre porady mi się przydały i stosuję je do dzisiaj, lecz uważam że trzeba mieć zdrowe podejście i utrzymywać tak zwany “work-life balance”.

  20. Produktywnosc ma sens tylko i wylacznie jesli jestes wlascicielem firmy, ewentualnie jesli masz wynagrodzenie prowizyjne.

    Na etacie jedyna sensowna zasada to “biznesowa symetria”, czyli “oni placa tak malo jak sie da w danych warunkach rynkowych, my pracujemy tyle ile minimalnie trzeba zeby nas nie wypierdolili.”

    Za produktywnosc dostaniesz co najwyzej wiecej pracy do wykonania oraz “dyplom sryplom” na koniec roku i do tego “talon na kurwe i balon”. 😉

  21. Zachodzi jakąś amerykanizacja w Polsce której nie rozumiem. Kultura zapierdolu, ciagly rozwój itp.

    Kiedyś krzyczeli że Polska stanie się druga Grecja, ja się boje że stanie się druga Ameryka :/

  22. daje z siebie maks 20 procent a i tak mam wrażenie że za dużo

  23. Bardzo negatywny. Cały ten kontent to chore dążenie do “perfekcji” i narzucanie ludziom błędnego przekonania, że każdego dnia muszą być produktywni i robić coś “sensownego” – a życie nie polega tylko na tym. Nie polega na tym, żeby każdego dnia wstać o 5 rano, zrobić skincare routine, iść na siłownię o 6, zjeść rzułte naleśniki z 21,37 g białka klikając po koreańsku na Duolingo i medytować. W wielu takich materiałach jest właśnie duży nacisk na wczesne wstawanie i produktywność w godzinach porannych, a to jest naprawdę kwestia osobistych preferencji. Ja np. przez pierwszą połowę dnia jestem bez energii, dopiero w godzinach popołudniowych mogę zacząć działać. Jak komuś najlepiej się uczy/pracuje o 2-3 w nocy, to niech tak robi i niech ludzie dadzą mu spokój. Nie jestem też zwolennikiem przesadzonych, za bardzo wyszukanych technik organizacji nauki/pracy, promowanych przez julki na studygramach. Lepiej po prostu działać w naturalnym rytmie pracy swojego mózgu, niż się w to bawić.

  24. Ogólnie? Patologia. Życie nie jest po to żeby je optymalizować. Trend wyrósł jak całe szambo współczesnego świata w USA gdzie trzeba zapierdalać na 3 etaty żeby nie spać pod mostem.

  25. Jak zrobię to zrobię. Jak ma być zrobione dobrze to musi potrwać. Mogę coś wysrać w pół dnia co normalnie zajmuje tydzień, przy okazji dostać wrzodów i zgagi, ale po co? Będzie do wywalenia. Nie jestem skręcaczem długopisów, żeby “produktywność” była jedynym kryterium.

  26. Zależy jak na to patrzysz. Oczywiście możesz wykorzystać produktywność na głupim założeniu robię pracę/zadanie wydajniej i robię 8 godzin w 6 godzin więc teraz będę pracował dodatkowo dwie godziny więcej bo jest więcej zrobione.

    I to podejście, razem z hustle culture (po polsku to się chyba nazywa kultura zapierdolu) są często toksyczne bo wiążą się z obwinianiem że możesz pracować więcej/wydajniej albo z niszczeniem swojego zdrowia żeby więcej przepracować teraz.

    Ja staram się mieć zdrowe podejście, zarazem dla ciała i umysłu ale też i dla większej produktywności w perspektywie długofalowej.
    W praktyce to oznacza że staram się:
    Codziennie się wysypiać (8 godzin snu)
    Pić te 2l wody
    Jeść w miarę zdrowo i jedzenie które mnie nie zamuli tylko doda energii. Czyli mniej tłusto, więcej warzyw w diecie
    Codzienne spacery i pare razy w tygodniu intensywny wysiłek
    Staram się w weekendy nie pracować i kompletnie odciąć głowę od pracy

    I wiadomo że nie zawsze to wychodzi, ale tak postrzegam wydajność. Chcę być wydajny przez 20 lat nie przez miesiąc.

  27. Bardzo negatywny. Tzn ambicja jest super. Ale zauważyłem, że ludzie dążą do takiej jakby komputeryzacji. Żeby nic nie płynęło, nic nie było nieprzewidywalne, wszystko dało się zamknąć w słupkach i statystykach. Odrzuciłem więc mit produktywności nie w sensie tego, że mało robię, bo nadal jest mi miło, gdy poświęcę kupę czasu na coś, co kocham albo odjebię dobrze w pracy. Ale nie zamierzam tego mierzyć, oceniać, wyznaczać “goali”, patrzeć na to jak w słupek w The Sims. Potem chodzi się na terapię i muszą cię uczyć życia emocjami i pływania po bycie od nowa.

  28. W odpowiedzi na element pytania tyczacy sie samego biznesu ktory to zeruje na kulcie produktywnosci, to czasem mysle ze broniac sie popadamy w to jako forme prokrastynacji. Potrafimy wiecej czasu poswiecic na przygotowywanie sie i organizowanie swoich zadan niz na ich faktyczne wykonanie. Na domiar zlego jestesmy w stanie slono placic ludziom ktorzy dadza nam do tego odpowiednie narzedzia.

    I w ten oto sposob robimy certyfikaty, szkolenia, kursy, czytamy ksiazki, blogi, ogladamy materialy, inspirujemy sie opiniami i wywodami ludzi ktorzy gdyby uczciwie wiedzieli o czym mowia, to cieszyliby sie bardziej lukratywnymi karierami w innych branzach.

    Kupujemy wrazenie ze cos osiagnelismy, podczas gdy tak naprawde nie zmienilo sie absolutnie nic. A jak juz nas ktos na tym przylapie, to podpinamy to pod proces inkubacji i nadal uwazamy sie za produktywnych.

    W kwestii “dlaczego czujemy presje kultu produktywnosci”, to bardzo trafia do mnie argument podniesiony tu przez innych, ze mamy do czynienia z tresura pracownika idealnego. Takiego co to dowozi rezultaty z nadwyzka, nie popelnia bledow, nie ma zadnych oczekiwan, i w zasadzie to jest nieodroznialny od maszyny. Ciezko z tym konkurowac, a panuje wrazenie ze trzeba.

  29. Zależy co rozumiemy przez produktywność, jeżeli rozumiemy to jako zaplanowanie swojego czasu i wykorzystywanie go (oczywiście w rozsądnych ilościach trzeba mieć czas żeby ponapierdalać w ligusie albo wyjść z ziomeczkami na miasto) to jak najbardziej spoko. Lub jakieś metody na “sprytniejszą” pracę lub nauke w własnym zakresie również uważam ma to jakiś sens i pokrycie w rzeczywistości.

    Mi jako osobie która niestety jest “leniwa ale zdolna” głupie To Do listy pomogły w planowaniu czasu w ciągu dnia i nie marnowaniu go na 3 godzinne oglądanie icebergów z gta na yt. ale to można również zrozumieć jako budowanie nawyku.

    Jeżeli chodzi o ten kit który wciskali mi podczas pracy w korpo żeby robić więcej za mniej no to tutaj raczej każdy może dojść do wniosku że po prostu chcą was wydymać.

Leave a Reply